wtorek, 10 czerwca 2014

Czy można odkupić dawne winy? Mirosław Tomaszewski - "Marynarka"

„Rzut oka wystarczył, by zrozumiała, dlaczego nie od razu rozpoznała marynarkę. Na czarno-białym zdjęciu granatowa kratka wyglądała jak ciemnoszara. Kiedy spojrzała na marynarkę, którą miał na sobie Adam, i tę na fotografii, nie miała żadnych wątpliwości.
– Poznajesz? – Wskazała palcem jednego z zastrzelonych.
Adam spojrzał i zdziwił się. Skąd tak szybko znalazło się tu jego zdjęcie? W dodatku na papierze! I czarno-białe! Po chwili jednak zaczął mieć wątpliwości, czy na fotografii jest na pewno on. Nie zgadzało się kilka szczegółów. Był absolutnie pewien, że w Ogrodowej leżał na trawie, a nie na wykafelkowanej podłodze. Toaletę restauracji odwiedził tylko raz, na początku balu, zupełnie trzeźwy i raczej się tam nie kładł. A już na pewno sanitariat w dobrym lokalu nie mógł być wyłożony aż tak ohydnymi kafelkami. Poza tym leżał w ogrodzie sam, a na zdjęciu miał jakieś towarzystwo. No i od kilku tygodni nie nosił już wąsów. Chyba że nosił? Adam dotknął twarzy, namacał kilka strupów prawdziwych i resztkę sztucznych, ale z pewnością nie było tam wąsów.
– To nie ja – powiedział niepewnie.
– Nie rozumiesz!? To twój ojciec.”*


Przyznaję - nie miałam łatwego początku z tą książką, mimo że  rozpoczyna się intrygująco: tajemniczym włamaniem, morderstwem starszego fotografa i kradzieżą koperty z napisem „ZO-171270”. Wspomniane wydarzenia rozgrywają się w noc sylwestrową, by następna odsłona akcji pojawiła się dopiero cztery miesiące później.

Początek drażnił mnie niesamowicie, a może inaczej - jeden z głównych bohaterów działał na mnie jak płachta na byka. To Karol Jarczewski - lokalny bogaty biznesmen zarządzający m.in. trzema hotelami i kręgielnią. Bogobojny filantrop. Zbyt bogobojny. Jego religijna żarliwość była niezamierzonym przyczynkiem do wypadku komunikacyjnego jego ukochanej córki Magdy. 

Magda to osobny temat – córeczka tatusia, nieco zakompleksiona kaleka, która trochę jakby na przekór ojcu, poślubia szuję Witka. Później okaże się, jakie niezłe jest z niego ziółko. 
Magda po wypadku trafia do szpitala - wyposażonego w drogi, nowoczesny sprzęt oczywiście przez bogatego tatusia – filantropa. Na nic się jednak zdaje aparatura. Na skutek obrażeń po wypadku traci dziecko. Tatuś - biznesmen w tych niemiłych okolicznościach właśnie się dowiaduje, że jest niedoszłym dziadkiem, którym już nigdy nie będzie w przyszłości.

Ale zanim wypadek Magdy, chwilę wcześniej to ona o mało nie potrąca człowieka. O, właśnie! – nie należy rozmawiać przez telefon prowadząc auto, a tym bardziej się przez niego kłócić z rozmodlonym ojcem. Bo o mało co na masce i na sumieniu można mieć Adama vel Smutnego z Amnezji. Całe szczęście – nie tym razem.

Pora na kolejną odsłonę – Smutny jest didżejem i barmanem w Lucyferze. Z opisu zachowań w pracy wygląda na zblazowanego, przemądrzałego starszego nastolatka, a tu niespodzianka – dobiega już czterdziestki. Mimo to wciąż jest singlem, ima się różnych zajęć, nigdzie nie zagrzewa dłużej miejsca, bo albo wylatuje z pracy, albo (excuse me) rzuca ją  w cholerę.

I jeszcze jeden obrazek – tym razem redakcja „Głosu Bałtyckiego”: napalony redaktor Jan Badowski i jego pracownice Nina i Kinga. Zarówno Badowski jak i Nina potrzebują gorącego tematu w swojej dziennikarskiej karierze. Ileż przecież można publikować mizerne opowiadania i lokalne wiadomości?


Kiedy fabuła przedstawiała kolejnych bohaterów wiedziałam, że ich losy w którymś momencie muszą się w końcu spotkać. Wiedziałam to już po drugiej odsłonie. W momencie gdy Magda ostro hamuje swoim samochodem przed Smutnym  tylko czekałam, aż coś się w końcu wydarzy.

I wydarza się. Dzięki temu niewdzięcznemu zięciowi – Witkowi, akcja rusza z kopyta. Witek idzie ze zleceniem do Badowskiego, Badowski do Niny, Nina zdobywa temat na książkę, poznaje Smutnego, Smutny rzucą kolejną robotę tylko po to, aby… zostać prezesem spółki - córki Karola, a w tle pisze się książka o Grudniu 70.

Wydarzenia Grudnia 1970 roku na Wybrzeżu są odnośnikiem zarówno do lat współczesnych jak i do życiorysu Smutnego. Smutny jest synem jednej z ofiar sprzed ponad 30 lat, kiedy miały miejsce protesty robotników krwawo stłumione przez wojsko i milicję. W książce Niny padł nie tylko Janek Wiśniewski, ale również ojciec Smutnego, co zaważyło na dorosłym życiu muzyka z Amnezji.

No więc Nina oprócz tego, że poznaje Smutnego i z nim się związuje, to ma jeszcze żywy materiał na książkę. Sama jednak książka „Grudzień ’70. Ostatnia odsłona” to akt zemsty, który rozegra się nie pomiędzy tą parą, ale dwójką innych osób, których zarówno łączy jak i dzieli fortuna.



Kiedy zawiązała się akcja i wreszcie wyciągnęłam z niej główny temat – wsiąkłam na dobre. Podczas lektury ułożyłam kilka możliwych scenariuszy i byłam bliska rozwiązania zagadki, która kryła się w reportersko – biograficznej książce Niny.
Jednak dopiero pod koniec wyjaśniło się to, co mnie nurtowało przez większość część lektury:
- dlaczego Adam, czyli Smutny został prezesem w firmie Karola?
- po co wprowadzony został wątek Magdy i Witka?
- w jakim celu powstał projekt PDP – Powrót Do Przeszłości?

Kiedy po kulminacyjnym momencie po premierze książki Niny i Badowskiego pękł już ten napompowany akcją balon – było mi szkoda, że zmierzam do końca.
I chociaż według mnie autor za szybko rozwiązał problemy Smutnego i  zbyt radykalnie rozprawił się ze złymi bohaterami – pomysł na temat i jego rozwinięcie uważam za udany. 
Znamienne, że czytałam tę książkę, kiedy właśnie zmarł Wojciech Jaruzelski i media prześcigały się w licytacjach, kto jest dobry, a kto zły i czy zły też może być dobry. To podobnie jak z jednym z bohaterów rozprawiła się książka Niny i rzeczywistość po jej publikacji.


Na ogromny plus przypisuję autorowi „Marynarki” słowne smaczki, które wycięte z tekstu postronnym mogą nic nie mówić, ale w całym kontekście dają czytelnikowi dużo radości i zaskoczenia (jeżeli ktoś dojdzie w lekturze do m.in. corocznego balu pracowniczego Karo Sp. z o. o. – będzie wiedział, o czym mówię).

Albo na ten przykład poniższe wyimki:

"Zofia poprawiła najpierw położenie łyżeczki do herbaty, a potem serwetki, której jeden róg leżał niesymetrycznie. Kiedy na stole zapanował ład, mogła już zacząć spokojnie układać w głowie klocki zdarzeń tak, by idealnie do siebie pasowały. Po chwili starannie wybrała pierwszy.
– Było dość zimno, ale bez śniegu – zaczęła po raz kolejny murować pierwszą ścianę jedynej budowli, którą warto było wznosić. Zamku pamięci."

„Wiedziała, że po jej wyjściu życie sędziego będzie tylko pozornie wyglądać tak samo. Rodzinie udało się przydeptać lont, ale bomba nie została rozbrojona. Syn nie mógł być pewien, co jeszcze wykombinuje ojciec. Było jasne, że od tej pory sędzia zostanie otoczony sanitarnym kordonem, by nie roznosił wirusa wiedzy o przeszłości, a poza rodziną będzie widywał tylko lekarzy.”

„ Organizatorzy nie wyznaczyli ani partyjnych, ani światopoglądowych sektorów i nie oznakowali ich tablicami. Odgłosy uznania i dezaprobaty na wielkiej patelni placu mieszały się ze sobą, jak żółtko z białkiem w rozbełtanej jajecznicy.”

„Za dużo symboli w tym cholernym Grudniu, pomyślał Adam, trzęsąc się z zimna. Wszystko ostatnio układało mu się w znaki, przenośnie, podteksty i metafory, a on chciałby już pooddychać
zwyczajną prozą.”


Nie zdradzę, co oznacza tytuł „Marynarka”. Słowo i przedmiot, ma w książce co najmniej dwa znaczenia – kto przeczyta, ten sam się doszuka ;) I niech to będzie na zachętę.

5/6

Jako uzupełnienie polecam:

________________
Za udostępnienie książki dziękuję Pani Marii Zofii Tomaszewskiej i zapraszam do przejrzenia strony internetowej autora książki - Tomaszewski Blog

wszystkie cytaty: Mirosław Tomaszewski - „Marynarka”; wyd. W.A.B.



6 komentarzy:

  1. Mnie zainteresowałaś. Mam nadzieję, że będzie w bibliotece. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro jako uzupełnienie proponujesz książkę Grzeli (genialną!) to tym bardziej jestem ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W obu fabułach rozważany jest problem dobrego i złego postępowania, zacierania się między nimi granic i tegoż oceny w kontekście jednostki.

      Usuń
  3. Bardzo mi się podobało, że bohaterowie nie są jednoznaczni. Dzięki temu nie są papierowi, a i nie można ich oceniać tylko negatywnie, czy pozytywnie. Zupełnie tak jak w życiu, dowodem na to jest choćby to, co piszesz o Jaruzelskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda.
      Wspomniałam o nim, bo Karol z książki i Wojciech Jaruzelski mają ze sobą wiele wspólnego - łącznie z tym, że są tak niejednoznacznie, a jednocześnie twardo oceniani. Ponadto oba te życiorysy były przedmiotem głośnych sporów publicznych.

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...