poniedziałek, 24 listopada 2014

"Ja - to ja i moja sława"*. Cristina Sanchez - Andrade – "Coco"


„Przez całe życie, Celine, projektowałam ubrania. Mogłam robić cokolwiek, na przykład hodować świnie, co zresztą w moich stronach bardzo się opłaca. Ubrania same w sobie nie bardzo mnie interesowały – ciągnie. – Zresztą świnie też nie. Fascynował mnie sam akt stworzenia. Przez całe życie zajmowałam się tworzeniem, tak jak świnia zajmuje się ryciem. Właściwie to jedno i to samo. A wiesz, dlaczego i ja, i świnia zajmujemy się ryciem? Dlatego, że to grzebanie w gównie pomaga nam pogodzić się z własnym istnieniem. Nie mogę znieść pustki wolnych dni. Nie. Nie mogę.”

„Nie boję się śmierci. Boję się być nikim!”



Pięć lat temu wychodząc z kina po filmie „Coco Chanel”, w której tytułową rolę grała Audrey Tautou, stwierdziłam, że to film, który został nakręcony w konwencji plotkarskiego Pudelka. Oto Coco - wieśniaczka, która łapie się bogatego arystokraty, romansuje z innym, od każdego z nich czerpie garściami gotówkę, a dzięki roli kochanki buduje swoje modowe imperium. Trochę byłam zła, że film nie skupił się na jej karierze, ale na roli karierowiczki. Brakowało mi w tym wszystkim samej mody.

Tymczasem, kiedy prześledzić biografię Gabrielle Chanel, a miałam już jej próbkę przy okazji książki o Misi Sert – przyjaciółki Coco, okazuje się, że film zbyt dużo nie skłamał. 
Coco Chanel bez wątpienia należy się laurka za modowe nowinki, które od wielu już lat określają klasę, szyk i elegancję. Mimo to trzeba mieć na uwadze, że to jej romanse utorowały drogę na szczyt. Samymi chęciami mogłaby nie osiągnąć w modowym świecie tego, z czego słynie do dzisiaj, m.in.: stworzenia małej czarnej, charakterystycznych lamowanych żakietów, marynarskich pasków , spodni dla kobiet, sztucznych pereł no i Chanel nr 5.

Książka, którą właśnie przeczytałam jest potwierdzeniem tego, czego już zdążyłam się dowiedzieć z biografii Gabrielle Chanel. Wgryzając się w książkę spodobało mi się natomiast to, że powieść skupia się na cechach psychicznych Chudziny (jak zwykła nadużywać autorka pseudonim nadany w dzieciństwie kreatorce).
Powyższe dwa cytaty wybrałam nieprzypadkowo - określają one dość obrazowo cechy Coco Chanel: pracoholizm i potrzebę bycia na świeczniku. Takie właśnie wysnułam podsumowanie po lekturze literackiej biografii francuskiej kreatorce mody, pióra hiszpańskiej dziennikarki.

Czego jeszcze dowiedziałam się o Coco z powieści? Gabrielle uważała, że wolność dają kobiecie pieniądze. Tego przynajmniej nauczyła się, kiedy wychowywała się w sierocińcu prowadzonym przez zakonnice. Sposobem na szczęśliwe życie miało być właśnie bogactwo. Później okazało się, że w poszukiwaniu tego szczęścia pomagała również praca, która z czasem przerodziła się w pracoholizm. Pomysłem na własny biznes miało być szycie kapeluszy. Motorem do zmian była męcząca nuda, dopadająca ją w majątku Lebarda, mężczyzny, którego była utrzymanką. Postanowiła spożytkować bezczynne spędzanie czasu na obserwacje. XIX – wieczne kanony mody nie przystawały już do zwyczajów nowego wieku. Zwłaszcza przy kiełkującej emancypacji kobiet. Nowy, w męskim wydaniu, styl w modzie dla kobiet nadawał się na symbol wyzwolenia kobiet. Na sukces Coco wpłynęło więc wiele czynników: zmysł odczytywania nastrojów, odpowiednie zaplecze finansowe oraz bezkompromisowe poświęcenie się pracy.

To bardzo relaksująca i w pewien sposób pouczająca lektura. Pomimo pewnych mankamentów. Szczególnie brakowało mi w niej większych fragmentów dotyczących mody sensu stricte. Dokładnie taki sam niedosyt odczuwałam po wspomnianym wyżej filmie. Zżymałam się również na powtórzenia, którymi autorka z uporem maniaka postanowiła uszczęśliwić swojego czytelnika. Mianowicie: w książce wiekowa już Coco Chanel popełnia samobójstwo. Patrzy na siebie w lustrze. Ponieważ ma jednak starcze omamy, zamiast ujrzeć swoją twarz, próbuje rozwikłać zagadkę, kim jest kobieta celująca do niej z rewolweru. Wyobraźcie sobie, że, jak mantra multiplikuje się fragment o rozmazanej twarzy, wyciągniętej broni i lecącej kuli. I tak prawie co rozdział. Zaczęło mi się od tego, za przeproszeniem, ulewać.
Jednak mimo powyższych uwag – pomysł na powieść i sam sposób narracji uważam za udany. 


5/6

Dla zainteresowanych tym tytułem – książkę zostawiam w notce wymiennej. Zerknij tam, jeżeli masz ochotę zostać jej nowym właścicielem  ;)

_______________________
* cytaty: Cristina Sanchez – Andrade – Coco (tyt. oryg. – Coco); wyd. Świat Książki 2008

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:



10 komentarzy:

  1. Po filmie "Coco Chanel" miałam podobne odczucia co Ty, po książkę raczej nie sięgnę, bo nie jestem wielką fanką tej postaci, ale bardzo mnie ubawił ten opis powracającej sceny samobójstwa. Niektórzy autorzy strasznie lubią podkreślać coś, co mogło być udane, psując takie sceny/motywy dokumentnie. Po tym chyba można poznać prawdziwego fachowca: wciśnie w narrację mimochodem jakąś perełkę i da przyjemność zauważenia jej czytelnikowi, zamiast wystukiwać mu ją w głowie co kilkanaście stron...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam film o tej osobie, bo wydaje mi się bardzo interesująca postacią. Może i na książkę się skuszę...
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Coco Chanel... chyba nie. Jakoś nie ciągnie mnie do poznania życia tej kobiety.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznaję, że mało interesuję się modą, ale o Coco Chanel bym chętnie poczytała. Przedostatnie zdanie "Zaczęło mi się od tego, za przeproszeniem, ulewać." <3 !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bywa, kiedy autor chce za bardzo utrwalić wiedzę czytelnikowi ;)))

      ps. Jeżeli masz coś na wymiankę, to pisz ;)

      Usuń
  5. Niestety, ale ta książka nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...