czwartek, 14 lutego 2019

O innym obliczu miłości. Katarzyna Klejnocka i Jarosław Klejnocki, Próba miłości. Jak pokochać cudze dziecko oraz Łukasz Filip - Dom przy Zielonej (reportaż)


Dzisiaj mamy święto miłości - Walentynki. Niektórzy je obchodzą z całą ceremonią, innych nie obchodzą one wcale. Kojarzą się z czerwonymi serduszkami, zakochanymi parami, bukietami kwiatów, czekoladkami i… koronkową bielizną dla kobiet (Na Facebooku od kilku dni wyświetlają mi się często reklamy właśnie z takimi produktami). Zatem to dzień zarezerwowany głównie dla miłości zmysłowej. Ale miłość przecież niejedno ma imię…
Od kiedy jestem mamą odkryłam inny rodzaj miłości. Zaskakujący bogatym ładunkiem emocji - wszelakich. To miłość piękna, ubogacająca, ale również bardzo wymagająca. To życiowy sprawdzian z empatii i cierpliwości. 

A jak taki sprawdzian przechodzą osoby, które wychowują nie swoje (biorąc pod uwagę biologiczne i/lub prawne kryterium) dziecko? Bo je adoptowali, przysposobili lub wychowują je w ramach rodziny zastępczej? Jest łatwiej, czy trudniej? To chyba bardziej skomplikowane, aby odpowiedzieć tak lub nie.



Po lekturze książki małżeństwa Klejnockich, którzy adoptowali nastolatkę będącą prawie u progu dorosłości i reportażu o wieloletniej "matce" z wioski SOS w Biłgoraju, nasunęła się pewna myśl, że rodzina zastępcza jest często traktowana jako swego rodzaju poczekalnia, bezpieczne schronienie na jakiś czas, ale utrzymanie w niej harmonijnego balansu uczuć jest wielokrotnie trudniejsze, niż w rodzinach opartych na więzach krwi. Dzieci i dorośli mają w niej często sprzeczne oczekiwania, a ewentualne wzajemne uczucie, to efekt wieloletniej ciężkiej codziennej pracy. Nie jest to oczywiście regułą, ale nie można też stanowczo powiedzieć, że rodzina niebiologiczna i biologiczna na starcie zaczyna z tego samego emocjonalnego pułapu.

Sytuacje prowokują pytanie: czy Asia potrafiła zakorzenić się w naszej rodzinie, czy nasze wysiłki przyniosły jakiś efekt, czy też jesteśmy przez nią traktowani poniekąd instrumentalnie, jako opiekunowie, którzy od domu dziecka przejęli obowiązki dbania o nią? Nie wiem, czasem czułam się mocno rozczarowana.*

Państwo Klejnoccy relację z adoptowaną córką Asią opisali jako piękną, ale i ogromne trudną. Podobnie również wybrzmiały słowa w reportażu Łukasza Filipa. Dziecko, które część  życia spędza w placówce wychowawczej jest nią niejako skażone; bezduszność biurokratycznych procedur, dyskomfort życia, brak prywatności, wychowawcy często pozbawieni empatii traktujący wychowanków surowo i zimno kształtują dziecko, które uczy się, że aby przetrwać musi przybrać maskę. Kiedy już trafia do nowej rodziny, musi na nowo nauczyć się, że okazywanie emocji i miłości jest bezpieczne, normalne i nie zrani. System nauczył je, że przetrwanie zależy od tego, że coś trzeba dla siebie ugrać, dostać, a dorośli służą właśnie do tego, aby to spełniać. Jakże smutne zderzenie z rzeczywistością doznają przybrani rodzice. Tym bardziej, że nawet pomimo najlepszych chęci, starań i całego uczucia - granica uzyskania przez dziecko pełnoletności jest często swoistą cezurą, w której życie mówi "sprawdzam!". 

Oba zakończenia: książki i wywiadu w Piśmie są trudne do jednoznacznego podsumowania, że wszystko się udało, że los był po stronie rodzin i tych dzieci, że wypracowane setkami chwil, godzin i sytuacji uczucie miłości zwyciężyło i pokonało pewną barierę obcości.
Od biologicznych rodziców i całej tej genealogicznej plątaniny nie tak łatwo się odłączyć. Nie wszyscy się z tym zgodzą, bo przecież w rodzinach bywa różnie, czasem lepiej się z nią wychodzi tylko na zdjęciach, z nawet biologicznymi matkami i ojcami relacje również bywają często skomplikowane, ale ich start to bardziej tabula rasa, a nie palimpsest. A już nawet to determinuje, że rodząca się miłość rodzica do dziecka i dziecka do rodzica zaczyna się zupełnie inaczej…


_____________________
* Katarzyna Klejnocka, Jarosław Klejnocki, Próba miłości. Jak pokochać cudze dziecko, 
wyd. Czarne 2014, Seria Bez Fikcji o…

Łukasz Filip, Dom przy Zielonej (reportaż), Pismo. Magazyn Opinii, Styczeń 2019 Nr 1 (13), 
s. 16-24

poniedziałek, 11 lutego 2019

Jackoteka: I znowu ptaki! Anne Crausaz (tekst i ilustracje) - 52 tygodnie


I znowu ptaki! Przyjmijmy, że wrzucenie tego wpisu w tag Jackoteki to tylko taka umowna rzecz, bo po prawdzie tę książkę bardziej kupiłam dla siebie, niż dla Jacka. Owszem mój mały ornitolog chętnie ją ze mną przegląda, no ale nie będę specjalnie tutaj czarować - ja po prostu chciałam mieć tę książkę. I oto okazuje się, że bycie rodzicem daje czasem do ręki niespodziewane argumenty ;) Żarcik taki.


Jak można zobaczyć na poniższych zdjęciach - ilustracje są bardzo oszczędne w formie. Zresztą i treść książki jest bardzo minimalistyczna i konkretna - oto 4 pory jednej jabłonki; drzewo przebudza się po zimie, puszcza pąki, rozwijają się liście, z biegiem miesięcy zakwita, kwiaty dojrzewają w owoce, a po lecie spadają nie tylko jabłka, ale i liście po zmianie koloru opadają na ziemię. Przymrozek i padający śnieg zatacza koło życia. Zima, wiosna, lato, jesień i znowu zima - cały cykl podczas którego drzewo gości rozmaite ptaki. I właśnie te ptaki stanowiły asumpt do wyłożenia kwoty w księgarni ;)



Tej samej autorki polecam równie przyjemną książeczkę o pewnym marzycielskim ślimaku. Więcej o niej napisałam tutaj.
Memory z ptakami z pierwszego zdjęcia prezentowałam tutaj.





Anne Crausaz (tekst i ilustracje), 52 tygodnie (L'oiseau sur la branche, przekł. z franc. Anna Nowacka-Devillard, konsultacje ornitologiczne Witold Muchowski), wyd. Widnokrąg 2017 wyd. II
















sobota, 9 lutego 2019

Jackoteka: Eric Hill i seria o Spocie


A już myślałam, że seria o Spocie w Jackotece powinna pójść do archiwum książek nieużywanych, gdy nagle w tym tygodniu Jacek nie tylko sobie o tych książkach przypomniał, ale również zażyczył czytania. Zaskoczenie wynikało z tego, że Spot nie był w użytku od jakiś około 4 miesięcy, a i Jacek preferuje już słuchanie książek z dość długim jak na możliwości ponad 2-latka tekstem.

Zatem jeden z wieczorów z chwilą czytania na dobranoc należał do Spota. Przy okazji mogłam zauważyć jak Spot postrzegany jest przez Jacka obecnie; dużo tym razem było pobocznych komentarzy do treści i bardziej ekspresyjne słuchanie. Co przy okazji uzmysłowiło mi jak duży na przestrzeni kilku miesięcy jest rozwój jego mózgu i intelektu. Takie obserwacje małego człowieka to fantastyczna sprawa. 

Jako że seria o Spocie jest ekhm niezbyt zaawansowaną lekturą, to wróżę, że u Jacka ten przebłysk to pewnie już tylko kaprys chwili i "sentyment", ale serdecznie polecam ją dla maluchów w przedziale pół roku - dwa lata.


















piątek, 8 lutego 2019

Twarz Książki, czyli rzecz o okładkach. Część X - z lornetką na ptaki #2


Niewiele ponad dwa miesiące od poprzedniego zestawienia zajęło mi zebranie kolejnej puli okładek z ptakami. Oznacza to, że okołoptasi motyw jest dość lubiany przez polskich wydawców (w zestawieniu zawarłam tylko jedną okładkę z anglojęzycznego przekładu). Zastanawiam się przy tym, skąd  (oprócz książek z ptakiem w tytule) wynika popularność tego typu okładek. Wszak nie jesteśmy, jak na przykład Brytyjczycy, aż tak rozkochani w birdwatchingu ;) 

Okładki, jak poprzednio, również poukładałam tematycznie. Oczywiście, czasami to dość swobodny wybór, bo powtarzały się sekwencje "ptasi tytuł - ptak na okładce", ale przecież nie będę dwa razy zestawiać jednej okładki. Zresztą i tak jest ich sporo. Voila!



PTASI LOT








Z PTAKIEM W TYTULE








WIZERUNEK PTAKA














PIÓRA






ATRYBUTY KOJARZONE Z PTAKAMI






czwartek, 7 lutego 2019

Jackoteka: O wilkach razy dwa


Wspominałam, że niebawem pokażę książkę o wilkach, którą zachwycam się od trzech dni. Pomyślałam jednak, że będąc w temacie podobnej historii dodam jeszcze inną książkę, którą z Jackiem bardzo lubimy.  Jak nietrudno zauważyć poniżej - znacząco różnią się one malarską ekspresją i subtelnością, ale obie (wciąż rozpatrując pod kątem ilustratorskim) według mnie mają to coś, co mnie zachwyca.



Historie zaś mają już wspólny mianownik: małe wilczki, które mierzą trochę na wyrost swoje siły na zamiary (a ściślej odwagę i zmysł orientacji w terenie), gubią się w nieznanym wielkim świecie, a z pomocą lub otuchą przychodzą im inne zwierzęta i ogromna wola powrotu do bezpiecznego stada.

Dodatkowo obie opowieści mają w sobie dobry balans realizmu i świata bajki, co spełnia moje kryteria dobrej bajki dla ponad 2-latka.




Rachel Bright (tekst), Jim Field (ilustracje), Wilk, który się zgubił (The Way Home for Wolf, przekł. Barbara Supeł), wyd. Zielona Sowa Sp. z o.o. 2019, wyd. II













Svenja Herrmann (tekst), Józef Wilkoń (ilustracje, 1975), Wilczki (Kleine Wolfe - Dunkle Nacht, przekł. Anna Urban), wyd. Media Rodzina Sp. z o.o.












Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...