sobota, 12 listopada 2016

Co z tą pianką marshmallow? Stuart Shanker, Teresa Barker – Self-Reg. Jak pomóc dzieciom (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości


Rozróżnienie pomiędzy samoregulacją a samokontrolą to coś więcej niż prosta gra słów. Słowa i idee mają ogromną moc, zwłaszcza jeśli ich wpływ widoczny jest w tym, jak postrzegamy dzieci. W tym przypadku moc tej niewłaściwie rozumianej przez lata idei siły woli czy też samokontroli zniekształca nasze rozumienie dzieci i ogranicza potencjał, jaki w nich widzimy, czy w ogóle dopuszczamy jako możliwy. Sprawia, że zakładamy na przykład, iż to brak wrodzonej silnej woli jest powodem tego, że małe dziecko nie mogło się oprzeć piance.*



Test pianki marshallow zakładał, że dziecko, które będzie potrafiło zachować samokontrolę nie zjadając pozostawionej mu pianki, w nagrodę otrzyma nie tylko drugą, ale przede wszystkim jako obiekt badawczy – dobrze rokuje na przyszłość. Prawdopodobnie będzie osiągać dobre wyniki w nauce, będzie stabilne emocjonalnie i wykształci bez problemu mechanizmy racjonalnego postrzegania rzeczywistości. Książka „Self-reg” obala powyższe tezy przeprowadzonego testu. Stwierdza bowiem, że test cukierkowy amerykańskiego psychologa Waltera Mischela nie jest miarodajny, a samokontrola umożliwiająca odraczanie gratyfikacji w odniesieniu do dzieci jest mitem.

Jestem zwolennikiem silnej woli. Do czasu lektury tej książki byłam przekonana, że można w życiu wiele zdziałać właśnie metodą samokontroli. Mało tego - jestem przekonana, że jako dziecko przeszłabym pomyślnie test marshmallow wychodząc z pokoju badawczego z dwiema piankami.
Mimo to, coś się zmieniło. A może otworzyło oczy na inne aspekty ludzkiego zachowania? Czy samokontrola i samoregulacja to nie jest czasem to samo? Nie jest! Samokontrola jest sztywną formą zachowania właściwej równowagi psychicznej i adaptacyjnej. Samoregulacja, zwana dalej self-reg, jest zaś formą bardziej świadomą, elastyczną i indywidualną. Uczy rozpoznawania źródła impulsów implikujących niewłaściwe zachowanie, ich zredukowanie i przeformułowanie otoczenia niwelując z niego stresujące akcenty. Nie chodzi zatem o odwrócenie uwagi od problemu (jak w samokontroli), ale przerwanie błędnego koła, które ów problem tworzy. Zatem, nie – tłumienie starych skojarzeń, ale wytworzenie nowych pozytywnych.

A zatem dobra wiadomość – nie ma niegrzecznych dzieci i nastolatków! Czyż nie brzmi to kojąco? Prawda jest taka, że nikt nie jest z gruntu zły, lecz jego zachowanie może wynikać z tego, że stres i presja, którą wywiera otoczenie może znacząco zmienić akceptowalne zachowanie. Rolą self-reg jest właśnie uświadomienie, co może być elementem stresogennym: nadwrażliwość na światło, dźwięki lub inne bodźce, temperament i odmienne co do niego wymagania opiekunów, ton głosu, przestymulowanie (bardzo częste u współczesnych dzieci), brak nudy (sic!), czy wyczerpujący i obciążający okres dorastania, w którym mózg przechodzi kompletny „remont”.

Metoda self-reg nie wygasza złego zachowania, ona je reguluje. A co ważniejsze, tę pracę musi wykonać właśnie ta osoba, której ona dotyczy. Metoda zakłada 5 kroków:
1. Odczytanie sygnałów i przeformułowanie zachowania.
2. Identyfikacja stresorów.
3. Redukcja stresu.
4. Rozwinięcie samoświadomości, a tym samym umożliwienie rozpoznania stanu, w którym pojawia się wysoki poziom napięcia.
5. Przekierowanie reakcji na stres.

Podobnie jak na początku trudno rozróżnić samokontrolę od samoregulacji (bo mogą wydawać się tożsame), również trudno jest znaleźć różnicę między dzieckiem cichym i  spokojnym. A uwierzcie – różnica jest znaczna! I nie zawsze wystarczy powiedzieć „siedź prosto!”, aby uzyskać od dziecka satysfakcjonujące nas zachowanie.

W trakcie czytania tej książki poszukiwałam różnic między mną, Panem R. i nastoletnią Lilianą. Okazało się, że każde z nas preferuje inny styl pracy. Weźmy na warsztat odrabianie lekcji: ja odrabiałam je najchętniej wieczorami przy jednej punktowej lampce, bo ciemność w pokoju pozwalała mi bardziej skupić się na wykonywanym zadaniu. Pan R. nie wyobrażał sobie nauki bez sączącej się w tle muzyki, natomiast Liliana wykazuje cechy kinestetyka, a kiedy odrabia lekcje nieustannie się wierci, zmienia pozycję, dużo gestykuluje i mówi. Gdyby naszej trójce wyznaczyć jeden sposób uczenia, nieadekwatny do osobowości i subiektywnego poczucia spokoju – zapewne szybko pojawiłyby się elementy indukujące wzrost poziomu stresu i powodujące tym samym nieakceptowane zachowanie. I polecenie „uspokój się!” mogłoby nie zadziałać.

„Self-reg” jest świetnym kawałkiem wiedzy o nas samych, o emocjach, reakcjach i ich regulacji, o pętli opioidowo-dopaminowej, o układzie limbicznym i o tym, dlaczego tak trudno nam zrozumieć nastolatków i dlaczego ich mózgi są jak samochód rajdowy Formuły 1 bez doświadczonego kierowcy za kółkiem. I właśnie szczególnie rodzicom nastolatków polecam lekturę tej książki. Co oczywiście nie oznacza, że nie powinni po nią sięgnąć opiekunowie dzieci przed okresem adolescencji, czy dorosłym-niedzieciatym. Polecam wszystkim, którzy interesują się sposobem działania ludzkiego mózgu i wynikających z tego zachowań w życiu społecznym. Może książka otworzy oczy na coś nowego?


6/6
______________________
Stuart Shanker, Teresa Barker – Self-Reg. Jak pomóc dzieciom (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości, wyd. Mamania 2016

Egzemplarz do recenzji przekazało wyd. Mamania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...