sobota, 2 września 2017

Jackoteka: Eryl Norris i Andy Mansfeld - Kto się kryje w wodzie?


Tam, gdzie do morza rzeka wpływa, ukrywa się kreatura niezwykle straszliwa…*


Cóż to może być za stworzenie, które straszy nie tylko ośmiornice, hipopotamy, krokodyle, ale nawet rekiny, co mają wielkie kły? Ach! Strach ma wielkie oczy, a przyczyna tak naprawdę jest… bardzo malutka. Aby się o tym przekonać, trzeba przeczytać książeczkę do końca. 







Choć „przeczytać” to dużo powiedziane, bowiem największą atrakcją wcale nie jest treść, ale strona wizualna. Zresztą inną, „leśną” książeczką już się zachwycałam tutaj na blogu. Nawet określiłam ją, bardzo trafnym nie tylko moim zdaniem, przymiotnikiem „efektowny minimalizm”




Jacek uwielbia książeczki typu pop-up. Wyskakujące z niej przestrzenne zwierzęta są dla niego bardzo interesujące. Oczywiście oba egzemplarze trzymam z daleka od małych rączek, bo po tych pięknych zwierzątkach szybko nie byłoby śladu. Ale chcę też zwrócić uwagę, że chociaż są dedykowane dla wieku 3+, to tak naprawdę można je zaproponować już niemowlakowi, który dobrze widzi, czyli po ok. 6 miesiącu życia. Oczywiście pod kontrolą dorosłego. Ale jaka to fajna zabawa, kiedy można dziecku czytać jednocześnie wymyślając i modulując głosy każdego z przestrzennych zwierząt. Bez wątpienia obie te książeczki są najlepszymi pozycjami w obecnej Jackotece.


___________________
* Eryl Norris i Andy Mansfeld - Kto się kryje w wodzie?, wyd. Mamania 2015


czwartek, 31 sierpnia 2017

O tym, co ważne w rodzinie. Petra Krantz Lindren - Mów, słuchaj i zrozum. Zadbaj o poczucie własnej wartości swojego dziecka


Poczucie własnej wartości karmi się poprzez relacje z ludźmi, którzy najwięcej dla nas znaczą. Dziecko o dobrze rozwiniętym i zdrowym poczuciu własnej wartości żyje wśród ludzi, którzy interesują się jego myślami, uczuciami i potrzebami, szanujących je, dostrzegających i słyszących je, doceniających i traktujących poważnie. *

Recenzja "Dobrej relacji" dostępna tutaj.


Rodzicielstwo bliskości. W ostatnim czasie, podobnie jak minimalizm, to bardzo modne słowo. Wiąże się z nim pewna filozofia rodzicielskiej postawy. Wymaga dużo uważności, zaangażowania, rozmów i czasu. W zasadzie, jakkolwiek to zabrzmi dziwnie, rodzicielstwo bliskości najprościej jest „realizować”, kiedy dziecko jest niemowlęciem: karmienie piersią, współspanie, chustowanie, blw to takie najczęstsze tego atrybuty. Dziecko w pierwszym okresie jest głównie beneficjentem, rodzic świadczeniodawcą. Szybko reaguje na sygnały, z entuzjazmem neofity wsłuchuje się w komunikaty kryjące się za płaczem, rozpracowuje każdy grymas i z chęcią podejmuje, a nawet inicjuje interakcję. A później dziecko dorasta, wprawdzie wciąż absorbuje i wymaga dużej uwagi rodzica, ale wzrasta jego samoświadomość, sprawczość i samodzielność. Jest już bardziej odrębnym bytem, trochę już takim „zwykłym człowiekiem”. I co wtedy z tym rodzicielstwem bliskości? Czy ono się kończy? Kiedy maluch wyrasta z chusty, przestaje pić mleko matki, zamiast pieluch nosi majtki, je nożem i widelcem? I czy rodzicielstwo bliskości ma w ogóle jakiś z góry określony czas trwania?

Moim zdaniem – nie. Może, a nawet powinno być realizowane na każdym etapie rozwoju dziecka bez względu na to, czy jest niemowlakiem, przedszkolakiem, czy nastolatkiem. Oczywiście wraz z wiekiem wymaga przeformułowania pewnych zachowań, ale idea wciąż jest ta sama – traktowanie z szacunkiem i empatią. Utwierdziła mnie w tym kolejna z książek poświęconych komunikacji z dzieckiem, tym razem szwedzkiej autorki Petry Krantz Lindgren „Mów, słuchaj i zrozum”.

Petra Lindgren już na wstępie zaznaczyła, że jej książka nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy, nie ma także ambicji bycia wyrocznią. Raczej pewnym zbiorem sugestii, do których można, ale nie trzeba się stosować. Nie chce być kolejną Tracy Hogg, która powie: „Hej, mnie słuchaj, bo wiem najlepiej. Dzięki mnie w Twoim domu zawsze będzie sielanka. Zastosuj tylko moje super metody, a się przekonasz.”

Książka szwedzkiej psycholog ma to, czego brakowałoby u Tracy Hogg, gdyby pisała nie o wychowaniu niemowląt, a nastolatków – uważność i zrozumienie. Wiem, brzmi to jak banał, ale naprawdę tak jest. Rodzic nie jest profesorem, ale mądrzejszym, doświadczonym i dojrzałym partnerem. We wzajemnych rozmowach, szczególnie w sytuacjach kryzysowych nie rozkazuje, nie doradza, nie grozi czy autorytarnie ostrzega, nie krytykuje, nie odwraca uwagi od problemu, nie przesłuchuje, nie ironizuje, ani moralizuje. Nie wtłacza też w z góry ustalone schematy. Słucha, stawia pytania ukierunkowane na rozwiązanie i „monitoruje” rozwiązanie problemu. Lub wspólnie z dzieckiem wypracowuje konsensus. Tym razem brzmi to dziwnie? To przeczytaj "dialog o majtkach” u Asi Jaskółki ;) Mniej więcej o takim podejściu jest mowa w tej książce. Chodzi w wieeelkim skrócie o to, że sposób w jaki odnosimy się do naszych dzieci przekłada się na to, jak one myślą o sobie samych i jak na tej podstawie budują poczucie własnej wartości.

Ach i jeszcze jedno! Żeby nie było, że tylko my musimy być zawsze ok, a dzieci już nie (swoją drogą książka zawiera dobrze wytłumaczone coś takiego ciekawego jak „schemat bycia ok”). Czy wiesz Drogi Bliskościowy Rodzicu, że również masz prawo do wyrażania swoich uczuć i realizacji potrzeb. W dobrej relacji powiedzieć „nie” ma prawo każdy, bo i każdy jest ważny.

W zasadzie mogłabym napisać, że wystarczy przeczytać tę książkę, albo „Dobrą relację” Małgorzaty Musiał i już jesteście w domu, znaczy bliskościowo oświeceni ;) Taki żarcik. A na serio – są tożsame. Ale wcale nie stracicie, jeżeli przeczytacie obie. A za jakiś czas pewnie zdarzy mi się napisać o najnowszym książkowym odkryciu, które wpisze się empatyczną relację rodzica z dzieckiem. Nie bądźmy tacy sztywni – dzieci to fajna sprawa, więc warto mieć z nimi dobry kontakt bez dyktatorskich zapędów. A i one muszą być na 100% pewne, że są dla nas ważne. 



Egzemplarz do recenzji przekazało wyd. Mamania

niedziela, 13 sierpnia 2017

Bogate wnętrze, czyli rzecz o wyklejkach. Część V - treść


Dużo wody w Wiśle upłynęło od mojego ostatniego wpisu. Zrobiłam sobie długą przerwę od blogowania. A im więcej czasu mijało, tym mniej mogłam się skupić na pisaniu jakiegokolwiek tekstu. Mimo że w tak zwanym międzyczasie przeczytałam kilka naprawdę ciekawych książek.

Aby jednak rozpalić w sobie nowy zapał do pisania – rozpocznę od tematu łatwego, ale równie przyjemnego, czyli kolejnych obrazków cyklu o bogatym wnętrzu książek ;) Odcinki wcześniejsze znajdziecie pod tym linkiem. Natomiast dzisiejsze wyklejki stanowią korespondencję do treści książek, w których się znajdują. 






Melchior Wańkowicz, W pępku Ameryki. W ślady Kolumba, Wydawnictwo Literackie 1976




Melchior Wańkowicz, Walczący gryf, Instytut Wydawniczy Pax 1975




Melchior Wańkowicz, Królik i oceany. W ślady Kolumba, Wydawnictwo Literackie 1975




Eduardo Mendoza, Brak wiadomości od Gurba, wyd. Znak 2010




Stanisław Dygat, Dworzec w Monachium, Państwowy Instytut Wydawniczy 1978





Brian Jay Jones, George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia, wyd. Wielka Litera 2016




cdn. :)



piątek, 16 czerwca 2017

Jackoteka: Pierdomenico Baccalario i Tommaso Percivale (tekst), Antongionata Ferrari (ilustracje) - 50 rzeczy, które musisz zrobić, zanim skończysz 13 lat


Kiedy byłam dzieckiem, podobnie jak moi rówieśnicy, dużo czasu spędzałam na dworze. Graliśmy w wykopaka, klasycznego chowanego lub podchody, w krzakach robiło się bazy, ławki wykorzystywało do robienia namiotów z kocem w roli daszku, kopaliśmy doły w piaskownicy i zakopywaliśmy sekrety pod szkiełkiem, a na huśtawce huśtaliśmy do podbitki. Dużymi wyprawami były te na plac zabaw za tory (oczywiście w tajemnicy przed rodzicami). U babci też było fajnie. Mieszkała na skraju wsi, prawie pod lasem, do którego szło się przez łąki. Karmienie królików własnoręcznie zerwaną koniczyną, turlanie się w wysokiej trawie, przesiadywanie w ambonach myśliwych i szwędanie po lesie były super atrakcjami.


Na zdjęciu ilustracja w przygodowej książce "Wakacje na guziku"


Z przyjemnością wracam myślami do tych chwil. Wszechobecne teraz komputery, tablety i smartfony poszerzają możliwości z jednej strony, ale z drugiej rozleniwiają. Wycieczka do lasu lub swobodna zabawa na placu zabaw przegrywają często z technologią. 

A ja chciałabym, aby moje dziecko miało w sobie żyłkę poszukiwacza skarbów, pragnę zaszczepić w nim miłość do natury i pielęgnować ciekawość świata, który właśnie odkrywa pełzając po dywanie. Tak, żeby szczęście było mierzone błotnym brudem, porwanymi spodniami i dumą z samodzielnego wyhodowania rośliny, a nie tylko z przejścia kolejnego levelu w grze.

Zbieram już teraz ciekawe książki i przedmioty, które być może za kilka lat, jak już podrośnie przydadzą się jako narzędzia poszukiwacza przygód ;) I mam nadzieję, że będą dla niego atrakcyjne. W zasobach jest już na ten przykład najnowsza książka wydawnictwa Mamania "50 rzeczy, które musisz zrobić zanim skończysz 13 lat".


Przed rozpoczęciem przewidzianych 50 misji trzeba najpierw książkę spersonalizować, zapoznać się z prawami książki i podpisać (wcześniej odczytaną na głos w obecności przynajmniej dwóch świadków oraz jeden raz przed lustrem) Umowę Poszukiwacza Przygód. Później wpisać datę rozpoczęcia pierwszej misji oraz swój wiek i ruszać w świat ;)




Misje można wykonać samodzielnie (wymyślenie opowieści, sfotografowanie 3 dzikich zwierząt, jazda na sankach z górki), niektóre jednak wymagają zaangażowania rówieśników (bitwa na śnieżki, gra w piłkę na łące, założenie supertajnego klubu) lub towarzystwa dorosłych (tropienie śladów w lesie, nauka rozpoznawania grzybów, upieczenie chleba, obserwacja gwiazd), co uważam za bardzo atrakcyjny aspekt. Każdą wykonaną misję należy na pamiątkę wrażeń podsumować i przyznać punkty (za odwagę, cierpliwość, staranność, kreatywność i zabawę). Można dodać od siebie różne zapiski, czy rzeczy związane z konkretną misją. Im książka będzie bardziej zapisana, pomazana i wyklejona – tym lepiej. Znaczy, że zabawa była udana :) 






Podoba mi się notesowy charakter tej książki. Ma zaokrąglone rogi, zamyka się na gumkę (dodałabym jeszcze gumkę z boku, aby można było w nią włożyć długopis lub ołówek) i ma miejsce na notatki. I jeszcze jedna bardzo fajna rzecz – na końcu każdej misji dopisana jest sugestia przeczytania konkretnej, powiązanej z tematem książki  (np. misja „Spędzenie nocy w niebezpiecznym miejscu - książka „Księga dżungli”, misja „Śledzenie kogoś tak, aby się nie zorientował” – książka „Przygody Sherlocka Holmesa”, misja „Zasadzenie rośliny” – książka „Tajemniczy ogród”).



"50 rzeczy, które musisz zrobić, zanim skończysz 13 lat" polecam dla dzieci, które już czytają i piszą (aby mogły samodzielnie personalizować książkę). Do lat 13? Nieee, 13 to tylko sugestia ;)


6/6
_________________________________
Pierdomenico Baccalario i Tommaso Percivale  (tekst), Antongionata Ferrari (ilustracje), 50 rzeczy, które musisz zrobić, zanim skończysz 13 lat, wyd. Mamania 2017

Egzemplarz do recenzji przekazało wyd. Mamania 


niedziela, 4 czerwca 2017

Jackoteka: Co "czyta" niemowlak?


Spośród wszystkich rozwijających się zdolności wzrokowych dziecka największe wrażenie wywołuje chyba poprawa ostrości wzroku, czyli zdolności odróżniania szczegółów oglądanych przedmiotów. Ostrość wzroku dziecka tuż po urodzeniu wynosi 20/600, co znaczy, że jest trzydziestokrotnie mniejsza niż normalna ostrość wzroku osoby dorosłej, która równa jest 20/20. Poprawia się ona szybko, dzięki zmianom w oczach i korze mózgowej, w pierwszych sześciu miesiącach życia, a potem nieco wolniej, ale stale, prawie aż do piątego roku. 
(Lise Eliot, „Co tam się dzieje? Jak rozwija się mózg i umysł w pierwszych pięciu latach życia, wyd. Media Rodzina 2010)





Oto kolekcja książek, które aktualnie „czyta” Jacek.  To zróżnicowana kolekcja nie tylko pod względem treści, ale również faktur i wieku, dla którego są dedykowane.


Książeczki kontrastowe, wyd. Wilga - Grupa Wydawnicza Foksal
Książeczka poznawcza -Twarze, smartbooks
Harmonijka Oczami maluszka, wyd. Sierra Madre


Jacek rozpoczął erę czytelnika ;) od serii kontrastowej. Był wtedy malutkim niemowlakiem, który głównie spał i jadł, wciąż niewiele widział i nie miał świadomości własnego ciała.  Później do kolekcji dołączyła jeszcze książeczka z twarzami, którą zakupiłam w sklepie znanej niemieckiej sieci drogerii. Traf chciał, że byłam tam akurat po pieluchy, a książki z tej serii były akurat w promocji. Wszystkie te książeczki są nadal w użytku, ale ponieważ teraz jest już starszym, bo siedmiomiesięcznym niemowlakiem – przyszedł czas na wyższy stopień wtajemniczenia ;)


Czarne czy białe: zwierzęta, rzeczy, podróże, wyd. Olesiejuk
Książeczka poznawcza - Kształty, smartbooks


Wciąż jesteśmy w kontrastach, ale już bardziej rozbudowanych. Pojawił się dodatkowy kolor, rysunki są mniej „kanciaste”, jest też dużo różnych figur. Te książeczki też są super, ale… 


IKEA LEKA
Książeczka z królikiem no name
Rybka - książeczka przytulanka, Redakcja wydawnict dziecięcych Bellona
Książeczka kąpielowa Canpol babies


Jacek ma już świetnie opanowaną motorykę małą. Jego ruchy dłoni nie są już takie nieporadne, jak jeszcze 3 miesiące temu. Powiedziałabym nawet, że są zaskakująco precyzyjne. I lubią badać otoczenie. A poza tym w porównaniu z okresem noworodkowym – widzi bardzo dobrze i zwraca uwagę na różne dźwięki. Co tu dużo mówić – stał się bardziej kumaty. Dlatego do książkowego teamu dołączyły książeczki sensoryczne: różne faktury (śliski materiał na gąsce, futerko na owcy i kocie), dźwięki (ośmiornica dzwoni dzwoneczkiem, szeleszczą fale i skrytki myszki i kraba, kaczka kwacze), mają coś do manipulacji (można pociągnąć lwa za ogon, trzymać słonia za trąbę, wyjąć z dzioba pelikana rybę lub królika z kapelusza). Doliczam tu również kąpielową książeczkę, którą można badać organoleptycznie śliniąc ją i gniotąc do woli bez żadnej szkody. 


A powyżej to już książeczki, które czytamy wspólnie, bo muszą być z dala od ciekawskich rączek. Wszystkie trzy są dla niego atrakcyjne z uwagi na różne wycięcia i rysunki, ale największą atrakcją jest malutka książeczka typu pop-up „Kto się kryje w lesie?”.  Jacek bardzo się ekscytuje, kiedy ją czytam. Bo bawi go nie tylko to, że zawsze odpowiednio moduluję głos i wydaję odgłosy zwierząt, ale również, że zwierzęta dzięki wycinankom „wychodzą” z książki i stają się przestrzenne. Swoją drogą, ciekawa jestem jak on to odbiera, ale jednego jestem pewna – to dla niego niezła frajda.

Jan Brzechwa (tekst) Franciszka Themerson (ilustracje), Tańcowała igła z nitką, wyd. Czytelnik 1986
Jan Brzechwa (tekst) Franciszka Themerson (ilustracje), Kaczka dziwaczka, wyd. Czytelnik 1985


I jeszcze książki, które Jacek raczej nie ogląda, bo rysunki Franciszki Themerson mogą być dla niego jeszcze zbyt abstrakcyjne. Za to jest uważnym słuchaczem wierszy Jana Brzechwy w niej umieszczonych. 

A Wy jakie czytacie/czytaliście książeczki swoim niemowlakom?




czwartek, 1 czerwca 2017

O najlepszym prezencie dla dziecka. Gabrielle Palmer - Polityka karmienia piersią


1 czerwca to z wiadomych przyczyn ulubiony dzień każdego dziecka. I każde z nich ma nadzieję na otrzymanie prezentu. Mój syn, chociaż jeszcze nie jest świadomy tak fajnego dnia, oczywiście również dostanie prezent. Właśnie w drodze do nas są zamówione (jak na czytającą mamę przystało) książeczki. Wszak, jak głosi znane powiedzenie „czym skorupka nasiąknie, tym na starość trąci”. A ja mam zamiar mu w tym pomóc. Już teraz ma on małą kolekcję własnych książeczek, które wspólnie „czytamy”. Niebawem będzie o nich osobny wpis.

Ale 1 czerwca to nie tylko Dzień Dziecka. To również Światowy Dzień Mleka oraz ostatni dzień Tygodnia Promocji Karmienia Piersią. Jakże wszystko się to ładnie łączy w całość. Jest bowiem jeden, jedyny, specjalny, najlepszy i bezkosztowy prezent, jaki dziecko może otrzymać na całe życie – zestaw korzyści, jakie płyną wraz z mlekiem matki.


Wyobraźmy sobie sytuację, w której międzynarodowa firma doprowadza do powstania pewnego produktu żywnościowego. Produkt ten jest zarazem odżywczym i smacznym pokarmem oraz cudownym lekiem i środkiem, przeciwdziałającym zapadaniu na wiele chorób. Na dodatek generuje prawie zerowe koszty produkcji i może być dostarczony w ilościach dostosowanych do potrzeb konsumentów. Ogłoszenie o takim odkryciu wystrzeliłoby akcje firmy na sam szczyt giełdowych notowań. Odpowiedzialni za wynalazek naukowcy otrzymaliby wszelkie możliwe nagrody, a prestiż i majątek wszystkich osób zaangażowanych w projekt zwiększyłyby się niebotycznie. Kobiety produkują taką właśnie cudowną substancję – mleko z piersi – od samych początków istnienia ludzkiego gatunku. Mimo to stanowią biedniejszą i słabszą połowę ludzkości.*


W tle wykorzystano książki:
Przygotowanie do Naturalnego porodu (red. Włodzimierz Fijałkowski), Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich 1987


Amerykańska firma Abbott-Ross w XX wieku oferowała szpitalom położniczym pewną darmową usługę – planowanie przestrzennego rozkładu sal. Jak nietrudno zgadnąć firmy nawet jak oficjalnie oferują coś za darmo, zawsze mają z tego jakiś zysk. W tym przypadku była promocja karmienia noworodków mlekiem modyfikowanym. Sale matek od sal ich dzieci zostały oddzielone na tyle, aby to karmienie butelkę było poręczniejsze dla obsługi szpitalnej, niż dowożenie matkom dzieci na czas karmienia piersią.

Hortense Breastfeeding, Paul Cézanne (1872)


Maternité, Pierre-Auguste Renoir (1885)


Maternite, Mary Cassatt (1890)

Inny przykład? Powszechność sztucznego mleka na oddziałach położniczo-noworodkowych. W listopadzie zeszłego roku urodziłam swojego syna i gdyby mi się nie chciało podejmować karmienia piersią – z otrzymaniem (zupełnie darmowo) pełnej butelki nie miałabym najmniejszego problemu. Matki nie bardzo chcą eksperymentować na swoich dzieciach, więc zapewne większość z tych, które w szpitalu skorzystały z usługi pełnej butli, będzie kontynuować dalsze karmienie już tą konkretną marką mleka, którym karmiła swojego noworodka na szpitalnym oddziale. Tyle tylko, że po wyjściu ze szpitala będzie za nie już płacić przy kasie sklepu lub apteki. I tak kręci się biznes.

Właśnie o tym Gabrielle Palmer napisała ten fascynujący reporterski dokument. To nie dzieci i ich matki mają mieć korzyść z karmienia mlekiem, ale korporacje. Sytuacja, w której matka z powodów fizjologicznych nie może wykarmić własnego dziecka jest rzadsza, niż się wydaje. A mimo to miliony kobiet wierzą, że ich mleko jest niepełnowartościowe, że mają go za mało, lub, że samo zanikło. Rynek producentów mleka modyfikowanego bardzo się postarał, aby tak właśnie myślały. I oferując, nie zawsze etycznie, swój produkt skutecznie ograniczyły powszechną jeszcze na początku XX wieku profesję mamki.


Maternity (Women on the Seashore), Paul Gauguin (1899)


Maternidad Pablo Picasso (1901)


Motherhood, Gino Severini (1916)

Próby wyprodukowania alternatywy dla kobiecego mleka sięgają XIX wieku, jednak powszechne stały się dopiero w zeszłym wieku. I wcale nie dlatego, aby ulżyć lub pomóc matkom i ich dzieciom, ale aby wykorzystać… nadwyżki mleka krowiego. Przez cały wiek XX firma Henriego Nestlé i mu podobnych bardzo się postarały, aby pod przykrywką troski o zdrowie młodego pokolenia sprzedać obietnicę czegoś lepszego, niż mleko kobiece.
I chociaż dobrze jest mieć zawsze alternatywę i/lub wyjście awaryjne zawsze powinno się wybierać najpierw to, co jest najlepsze i najwartościowsze, czyli to, czego producentem jest sama natura. Nie chodzi tutaj wcale o fanatyzm czy uziemienie kobiet w trakcie początków ich macierzyństwa, ale o korzyści nie tylko dla dziecka i jego matki, ale i całego społeczeństwa. Zdrowe jednostki, to mniejsze koszty np. na służbę zdrowia, które ponoszą wszyscy płacąc podatki.

Maternity, Tamara Łempicka (1928)


Madonna Litta, Leonardo da Vinci (ok. 1490)


Mother and Child, Jean-Baptiste-Camille Corot (ok. 1860)

Książkę Gabrielle Palmer czyta się jak dobry kryminał. Zawiera tyle ciekawych faktów, że trudno się od niej oderwać. Napisała nie tylko o strategii i nieetycznych praktykach firm produkujących mleko, ale i Międzynarodowym Kodeksie Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece, konsekwencjach stosowania sztucznego mleka w krajach, w których bieżąca, i co ważne, czysta woda jest na wagę złota, o przyczynach niedożywienia i śmiertelności niemowląt, historii deprecjacji mleka kobiecego, ale i o bankach mleka i o tym, jak karmienie niemowląt wygląda w niektórych krajach (bardzo ciekawe fragmenty dotyczyły sytuacji w Paupi Nowej Gwinei).

Z tą książką jest podobnie, co ze „Zjadaniem zwierząt” Jonathana Foera. Nawet jeżeli jesteś absolutnie za karmieniem butelką lub zdeklarowanym mięsożercą, warto wiedzieć jak wygląda cały ten biznes, za który zapłacisz w kasie nie tylko kartą Master Card.

Minął właśnie 7. miesiąc mojego karmienia piersią, a ja wciąż mam w sobie zapał neofity. I nadal utwierdzam się w tym, że jest to dobra decyzja nie tylko pod kątem zdrowia (mojego syna i moim) i ekonomicznym, ale przede wszystkim to jest naprawdę przyjemne, buduje więź i daje poczucie sprawczości i mocy, że oto samodzielnie mogę wykarmić własne dziecko. A poza tym daję dziecku najlepszy prezent na całe jego życie. Matki mają moc – warto o tym mówić :)




A tutaj i tutaj historyczne ciekawostki, czyli jak karmienie piersią wyglądało w czasach wiktoriańskich.

I jeszcze kilka przydatnych stron:
Hafija
Mlekiem mamy
Pracuję z pełną piersią


6/6
___________________________
Gabrielle Palmer, Polityka karmienia piersią (The Politics of Breastfeeding, przekł. Anna Rogozińska, wyd. Mamania 2011



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...