wtorek, 8 stycznia 2019

Jackoteka: Agnieszka Frączek (tekst), Elżbieta Wasiuczyńska (ilustracje) - Za płotem z ostów


Kilka dni temu pisałam o pięknie ilustrowanej książce z wierszykami dla dzieci. To nie jedyny tytuł w Jackotece, który mnie zachwyca. Dużo książek, które zgromadziłam na nasze codzienne wspólne czytanie są takie, że och i ach ;) Robię to dla nakarmienia własnej potrzeby estetyki, ale również po to, aby i Jacek nasiąkał nie tylko wartościową treścią, ale również kształtował własny gust oparty o coś, co dla oczu jest piękne.

Mamy dwie książki z wierszami Agnieszki Frączek. Przyjemnie się je czyta i przyjemnie słucha. Ale z obu to właśnie Za płotem z ostów z ilustracjami Elżbiety Wasiuczyńskiej (warto zapamiętać to nazwisko, bo w przeciągu niecałego tygodnia podaję je już drugi raz) uważam za produkt kompletny. 

W książce Spacerkiem przez rok pokazywałam ilustracje rysowane, tutaj mamy do czynienia z fotografowanymi wycinankami. I znowu, jak w przypadku Małego Atlasu Ptaków Ewy i Pawła Pawlaków mam wrażenie, że te obrazki wręcz wychodzą z książki. Muszę przejechać dłonią, by pozbyć się tej małej iluzji ;) A poza tym - one są po prostu śliczne. I tyle pisania dzisiaj w temacie. Teraz zostawiam Wam z obrazami :)


Agnieszka Frączek (tekst), Elżbieta Wasiuczyńska (ilustracje), Za płotem z ostów, wyd. Debit 2017














poniedziałek, 7 stycznia 2019

O japońskich kobietach. Kazuo Ishiguro - Malarz świata ułudy i Karolina Bednarz - Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet


Miesiąc temu wybrałam się do opery na Madame Butterfly. Już tak dawno tam nie byłam, że wsiąkłam w spektakl na dobre. Muzyka, śpiew, minimalistyczna scenografia - wszystko sprawiło, że było  to jedno z lepszych operowych przedstawień, na których dotąd byłam. Tym razem jednak wielką wagę przykładałam do fabuły opery.

Madame Butterfly to smutna historia japońskiej kobiety, beznadziejnie zakochanej w amerykańskim mężu, wykluczonej z rodu; opowieść pełna łez, wyczekiwania, tęsknoty, ogromnych pokładów nadziei i krótkiego macierzyństwa. Samobójcza śmierć Butterfly stanowi tragiczną klamrę losu japońskiej kobiety.



Japońska kobieta nie miała w życiu  łatwo kiedyś i nie ma łatwo współcześnie. Tak się świetnie złożyło, że tydzień przed wyjściem do opery skończyłam czytać dwie książki: reportaż Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet  Karoliny Bednarz i powieść Malarz świata ułudy Kazuo Ishiguro.
Czytałam je niezależnie od siebie - na reportaż czekałam od czasu pojawienia się tytułu w wydawniczych zapowiedziach, a Malarz był naszą klubową książką w grudniu. Ale zbiegnięcie się ich lektury w czasie odczytałam za dobrą monetę. Bowiem dzięki reportażowi powieść zyskała dla mnie nową, o wiele ciekawszą warstwę, aniżeli to, co faktycznie rozrysował w fabule Ishguro.



Historia emerytowanego malarza rozprawiającego się z przeszłością i rozmyślaniem nad kondycją japońskiego narodu przed i po wojnie światowej wraz z jej sojuszami, przegranymi i wygranymi, zdrajcami i narodowymi bohaterami, pogonią za zagranicą, przedkładaniem tradycji nad nowe amerykańskie zwyczaje - to było ciekawe studium.

Jednak z głębi, będąc pod wrażeniem wspomnianego wyżej reportażu, wyłuskiwałam obrazy kobiety w japońskiej codzienności. I nie był to obraz miły i przyjemny. Matki, córki, żony były tłem dla męskiej gry; posłuszne, ciche, podporządkowane, usłużne, echem odbijające zdanie mężczyzn.

Setsuko zaśmiała się nerwowo. - Proszę, niech tato się nie gniewa. Wie tato, że nigdy nie miałam daru prowadzenia rozmowy. Suichi stale mnie strofuje za to, że nie potrafię się wysłowić. On sam jest taki elokwentny. Na pewno powinnam się starać mówić tak jak on.*

Uważam za rzecz całkiem naturalną, że poglądy męża mają wpływ na żonę, nawet jeśli - tak jak w przypadku Suichi [mój dopisek - męża Noriko] - są wręcz irracjonalne.**

Kobiety nigdy nie rozumieją mężczyzn, którzy piją - zauważył. - Tak, ale czas, żeby mężczyzna taki jak ty [mój dopisek - 8-latek] spróbował troszkę sake. Nic się nie martw Ichiro, mamę pozostaw Oji [mój dopisek - dziadkowi]. Przecież nie pozwolimy, żeby rządziły nami kobiety, prawda?***

Nie było to zaskakujące. Fabuła osadzona została w latach 1948-1950, natomiast Ishiguro (abstrahując od tego, że wychowywał się i nadal mieszka w Wielkiej Brytanii) napisał ją w 1986 roku. Jednak bez względu na te okresy - sytuacja społeczna japońskich kobiet jakby zatrzymała się w czasie. A zatem jak ona wygląda? 



One są kwiatami. A raczej powinny nimi być: pięknie wyglądać, pięknie się poruszać. Jak kwiaty wiśni chwiejące się lekko na wietrze. (…) Długo traktowano je jako bukiet, który można wyrzucić, jak dekorację, którą zmienia się wraz z nową porą roku. (…) To podejście się zmienia. Ale nawet jeśli kobiety pozbyły się łątki "kwiatów", wciąż pozostają ofiarami dyskryminacji - systemowej, seksualnej, ekonomicznej. Są twarzą Cool Japan, symbolem "tradycyjnej" Japonii, ale lepiej, żeby na co dzień pozostawały w cieniu.****


Ten cytat jest dobrym skrótem opisującym charakter reportażu Karoliny Bednarz. Oczywiście, jak to skrót - nie wyczerpuje tematu i nie wnika zbyt głęboko. Lepiej oczywiście wczytać się w książkę, bo zawiera wiele ciekawych, a nawet szokujących faktów o Japonii, którą tak kochamy za sushi, origami, ikebanę, piękne malarstwo, ceremonię herbaty i wiele innych elementów japońskiej, z których lubi czerpać garściami świat zachodni. 

Wprawdzie w XXI-wiecznej Japonii  żyją buntowniczki wymykające się szowinistycznym, nierzadko mizoginicznym japońskim prawom i porządkom, ale przed nimi daleka droga do emancypacji. A barier i stereotypów, z którymi walczą/będą musiały zawalczyć jest wiele. Nie tak łatwo zostawić w tyle społeczne oczekiwania. Postrzeganie niezamężnej kobiety po 25. roku życia za "przegranego psa", bezwzględne koseki - rodzinny rejestr, w którym się nie widnieje jest równoznaczne ze społeczno-prawnym niebytem, dwutorowy system zatrudnienia z przytłaczającym "szklanym sufitem"… 

Nie wyczerpię listy zagadnień Kwiatów w pudełku i nawet nie mam takiego zamiaru. Ich wachlarz (sic!) jest bogaty jak wiele barwnych japońskich wachlarzy. Skrywa się za nimi piękna buzia, ale makijaż to często gra pozorów.

___________________
*,**,*** Kazuo Ishiguro, Malarz świata ułudy (An Artist of the Floating World, przekł. z ang. Maria Skroczyńska-Miklaszewska), wyd. Albatros Sp. z o.o. 2017
W 1986 roku książka otrzymała nagrodę Whitbread Award i była nominowana do Nagrody Bookera.

**** Karolina Bednarz, Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet, wyd. Czarne 2018



niedziela, 6 stycznia 2019

O ptakach dla małych i dużych, czyli trzeci przegląd książek na... zimowe obserwacje i nie tylko ;)


Temat ptasi u nas wciąż na topie (tutaj archiwalne przeglądy: pierwszy i drugi), więc ku uciesze matki i dziecka przybywa nowych książek i innych materiałów. Tym razem radość większa, bo mamy też dwie płyty z odgłosami ptaków, więc łatwiej już odpowiedzieć małemu ornitologowi jak mówi (ulubiony) dudek (co ma na głowie czubek), czy trznadel, których w przyrodzie na oczy matka nawet nie widziała.





Maria Szajer (tekst), Katarzyna Minasowicz (ilustracje), Co za ptak robi tak? Ptaki z Ptasiego radia, wyd. Bajka 2017


Pod spodem Ptasie radio w dwóch ilustratorskich wersjach: Maciej Szymanowicz (góra) i Jan Marcin Szancer (dół) 


Zacznijmy od najpiękniejszej. To niejako suplement do Tuwimowskiego Ptasiego radia. Minimalistyczna i prześliczna - mało tekstu, ale za to na dwóch linijkach zgrabnie zostały upakowane cechy poszczególnych ptaków.


A ilustracje ptaków… Ach! Piękne akwarele Katarzyny Minasowicz, z których każdą w większym formacie chętnie powiesiłabym w ramce na ścianie.
Wisienką na torcie tej książeczki jest płyta z odgłosami wszystkich 26 zilustrowanych ptaków. Prawdę powiedziawszy - zakup książeczki "dla Jacka" to tylko taka zasłona ;) Tak naprawdę kupiłam ją dla siebie ;)




Alicja i Czesław Centkiewiczowie (tekst), Agnieszka Żelewska (ilustracje), Zaczarowana Zagroda, wyd. Nasza Księgarnia 2016




Zaczarowana zagroda ma już swoje lata; po raz pierwszy została wydana w 1962 roku. Tutaj prezentowana w nowej, "wycinankowej" szacie graficznej autorstwa Agnieszki Żelewskiej.

Urocza opowieść o polarnikach polskiej stacji badawczej na Antarktydzie, którzy badali populację pingwinów Adeli. Historia na 15 minut spokojnego i wolnego czytania. Myślałam, że mój 2-latek zniecierpliwi się w połowie, więc zakładałam, że książka trochę przeleży na półce, ale nie! On słucha z zainteresowaniem i komentuje. To jedna z najczęstszych książek na dobranoc.




Gwendal Le Bec, Król ptaków (Le Roi des Oiseaux, przekł. z franc. Iwona Baturo), wyd. Dragon 2016



Historia o ptakach, które zarządziły zawody o tytuł króla ptaków. Zaszczytne miano zdobędzie ten, który pierwszy doleci do słońca. Ptaków jest niemało, latających i nielotów, dużych i małych - ale każdy z nich liczy na sukces. W trakcie wyścigu grono co chwilę się wykrusza, na finiszu zostają największe i najszybsze ptaki, ale zwycięzcą zostaje… pewien malutki ptaszek, który z racji "stanięcia" na podium otrzymuje stosowne imię :)


Śliczne ilustracje z detalami (można spokojnie wyszukać sporo ptaków), tekst podobnie jak Zaczarowana zagroda, również na ok. 10-15 minut powolnego czytania. 




Wanda Chotomska (tekst), Joanna Zagner-Kołat (ilustracje), Nasze ptaki, wyd. Literatura 2005 wyd. III




Wierszyki o ptakach w podobnej konwencji, co opisywane wcześniej Ptakowisko, tj. zawierają informacje o cechach charakterystycznych danego ptaka. Książka zawiera również płytę CD z odgłosami wszystkich ptaków.




Memory PTAKI, ADAMIGO

ADAMIGO to producent gier planszowych i edukacyjnych dla całej rodziny. Tutaj memory z ptakami. Zależało mi, na realnym przedstawieniu ptaków i to memory w zupełności mnie usatysfakcjonowało. 
Na razie z Jackiem koncentrujemy się na wyszukiwaniu par przy wszystkich odkrytych kartonikach, ale z biegiem czasu pewnie zagramy w memory jeszcze na inne sposoby :)




sobota, 5 stycznia 2019

Książka o Północy: Per Christian Jersild - Dom Babel


(...) faktem wyróżniającym wielkie szpitale są liczne języki, którymi tam się mówi. W kuchni słychać szwedzki  fiński i serbo-chorwacki. Sprzątaczki mówią przeważnie po turecku, a (...) w budynku badań naukowych, często mówi się po angielsku. Jest jeszcze inny rodzaj pomieszania języków, które nie ma wspólnego z narodowościami. W administracji szpitala mówi się nowoczesnym językiem biurokratycznym, wtrącając terminy z żargonu budżetowego: input i output, na oddziale chirurgicznym wydaje się krótkie  metaliczne polecenia : Cęgi! Szwy! Krew! W laboratoriach mówi się wzorami chemicznymi, językiem stakkato wielkich liter. W aptece aplikuje się język preparatów, na oddziale komputerów słowami są cyfry, w klinice psychiatrycznej słychać terminologię behawioru, a w archiwum łacinę. Pomiędzy sobą poszczególne jednostki i kategorie osobowe prawie w ogóle nie rozmawiają.*



Są książki, które porywają od samego początku. Ich narracja jest płynna, swobodna, barwna, plastyczna i urozmaicona. Nie sposób przerwać, odłożyć choć na chwilę. A kiedy wreszcie trzeba zrobić stop na zadania codzienności - i tak w głowie wciąż siedzi książka. Chce się więcej i więcej czytać, a z drugiej strony - po co tak się spieszyć? Przecież koniec nastąpi wtedy zbyt szybko…

Tak właśnie miałam z Domem Babel Pera Christiana Jersilda. Moje czytelnictwo w 2018 roku nie było łaskawe dla beletrystyki, ale jak się już zabrałam za książki z kręgu języków skandynawskich - trafiałam na dobre opowieści (a może przy okazji bardzo dobre przekłady?).

Dom Babel w zasadzie nie jest jakąś odkrywczą wizją. Stanowi barwny opis funkcjonowania wielkiego, nowoczesnego, świeżo oddanego do użytku szpitala w Sztokholmie, gdzie przewija się mnóstwo pacjentów, pracuje wielu lekarzy, istnieje dużo specjalizacji zorganizowanych w szpitalne oddziały. Przy zbiurokratyzowanej skali makro zawsze coś umyka, na coś innego szkoda lub nie ma czasu/miejsca/chęci. Nihil novi. Tak pewnie jest w większości dużych szpitali. A jednak Jersild poprowadził narrację tak interesująco, że Dom Babel czyta się gładko, a kolejne strony wzbudzają dalszą ciekawość.

Pozornie głównym bohaterem jest Primus Svensson, który trafia w tryby szpitalnej maszynki po przebytym zawale serca. Pozornie, bo owszem jest ważną postacią w tej książce, ale stanowi raczej przyczynek do wiwisekcji szpitalnego molocha. 
W powieści przeplatają się wątki z życia poszczególnych lekarzy i studentów medycyny, ich relacje, ambicje, niespełnione marzenia, konflikty. I chociaż wątki pięknie się ze sobą mieszają, łączą, przeplatają i krzyżują to Jersild przekonuje, że nawet w medycznym świecie brak wspólnego mianownika, wspólnego punktu widzenia
Nie trzeba zatem (i biorąc pod uwagę powyższy poniższy cytat) tłumaczyć albo zbytnio głęboko szukać znaczenia tytułu książki.

- Kiedyś chyba trzeba jednak spojrzeć na rzeczy w ich właściwych powiązaniach - powiedział Folke. Tak, to prawda - myślała Martina. Kiedy człowiek robi chirurgię, nie interesuje się niczym innym. Zapomina się wtedy na przykład całą internę, człowiek nastawia się wręcz wrogo wobec tego wszystkiego, czego uczył się przez kilkanaście miesięcy przedtem. A co będzie po chirurgii? Na psychiatrii człowiek będzie znowu pogardzał wszystkimi chirurgami, tymi zapalonymi wyznawcami strategii i taktyki noża. Na oddziale położniczym wszyscy będą interesować się wyłącznie porodami. Na pediatrii sprawy dotyczące dorosłych wydadzą się śmiesznie duże i nawet zbędne. Po co tracić siły na rzecz emerytów, skoro jest tyle chorych dzieci? Brakowało wspólnego mianownika w tym ogromnym państwie medycznym, brakowało wspólnego punktu widzenia. Brakowało wspólnego języka. Poszczególne dialekty medyczne w najlepszym wypadku uzupełniały się wzajemnie - ale również często zachodziły między nimi relacje konfliktowe.**


Trudna to sztuka napisać powieść społeczną. Myślę, że jeszcze trudniej napisać taką powieść o szpitalu, kiedy samemu jest się praktykiem. Łatwo wtedy o fałszywe nuty, uładzenia lub wyolbrzymienia. A jednak Dom Babel czyta się jak dobry reportaż. 

Fabuła rozgrywa się pod koniec lat '70 XX wieku. Jersild z racji bycia lekarzem i poznania funkcjonowania szpitala i służby zdrowia od kuchni - dodał wstęp będący streszczeniem sytuacji zdrowotnej Szwedów i służby zdrowia w II połowie XX wieku. Upodobnił przy tym szpitalny moloch do wielkiego lotniska z poszczególnymi punktami odprawy pasażerów według z góry ustalonej procedury. Ten łańcuch funkcji logicznych świetnie nakreślił charakter dalszej fabuły i sprawił, że była dzięki temu bardziej czytelna. Myślę, że dałoby się wycisnąć z lektury jeszcze więcej, gdyby znało się dobrze realia ówczesnej Szwecji. Ale muszę przyznać, że szpitalny pokój do picia kawy (w którym lekarze zajadają się również tortami) jakoś szczególnie mnie nie zdziwił ;)


6/6
_________________________
*,** Per Christian Jersild, Dom Babel (Babel Hus, przekł. Zdzisław Wawrzyniak), Wydawnictwo Poznańskie 1984



piątek, 4 stycznia 2019

Jackoteka: Małgorzata Strzałkowska (tekst), Elżbieta Wasiuczyńska (ilustracje) - Spacerkiem przez rok


Z wierszami to jest tak, że w wieku dziecięcym czyta się ich dużo. Później następuje przesyt przez szkolne ich omawianie, rozkład na czynniki pierwsze i interpretację. Po którymś z kolei ma się już dość tego przedzierania się przez onomatopeje, metafory, apostrofy, epitety etc. Chciałoby się go po porostu tylko przeczytać. Więc w wieku dorosłym wiersze już sobie darujemy albo czytamy ich bardzo mało, bo na lekturę wiersza potrzeba więcej uwagi, warto się w nim rozsmakować jak w dobrej czekoladzie, a na to nie zawsze jest czas… albo czyta się wiersze swoim dzieciom ;)

Małgorzata Strzałkowska to jedna z moich ulubionych współczesnych autorek wierszy i łamańców językowych dla dzieci. Wpadła mi ostatnio w ręce książeczka z wierszykami o porach roku i miesiącach. Treść jest bardzo przyjemna dla ucha, a przy okazji, dzięki ilustracjom Elżbiety Wasiuczyńskiej, jaka miła również dla oka. Sami zobaczcie :)


Małgorzata Strzałkowska (tekst), Elżbieta Wasiuczyńska (ilustracje) - Spacerkiem przez rok, wyd. Media Rodzina 2016


Okładka i wyklejki














wtorek, 1 stycznia 2019

Bogate wnętrze, czyli rzecz o wyklejkach. Część XII - bajeczne ślicznotki


Dzień dobry w 2019 roku :) Na wstępie życzę Wam, aby był piękny i ciekawy pod każdym względem.

Wzorem zeszłorocznego styczniowego wpisu Nowy Rok ponownie postanowiłam na blogu rozpocząć od zaserwowania porcji ślicznotek. Tym razem różnica jest tylko taka, że wszystkie pochodzą z Jackoteki, zatem te piękne wyklejki należą do książek z działu literatury dziecięcej. Sam fakt umieszczenia barwnej i przemyślanej wyklejki obserwuję w tym typie książek coraz częściej, co niezmiernie mnie cieszy.









Catarina Kruusval, Jabłonka Eli, wyd. Zakamarki 2009








Joanna Mueller (tekst), Marianna Sztyma (ilustracje), Piraci dobrej roboty i strofy o innych stworach, wyd. Biuro Literackie 2017





Przód:


Tył:




Ewa Kozyra-Pawlak (tekst i ilustracje), Ja, Bobik, czyli prawdziwa historia o kocie, który myślał, że jest królem, wyd. Nasza Księgarnia 2018








Wojciech Grajkowski (tekst), Piotr Socha (ilustracje), Pszczoły, wyd. Dwie Siostry 2015


W przybliżeniu:




Wojciech Grajkowski (tekst), Piotr Socha (ilustracje), Drzewa, wyd. Dwie Siostry 2018




Przemysław Wechterowicz (tekst), Emilia Dziubak (ilustracje), Proszę mnie przytulić, 
EZOP Agencja Edytorska 2013

Przód:


Tył:




poniedziałek, 31 grudnia 2018

Czytelnicze podsumowanie 2018 roku


W ostatni dzień grudnia czasem warto postawić kropkę. Cieszę się, że ten rok się kończy bo był dla mnie bardzo pracowity, zajęty i często męczący karuzelą dnia codziennego. Ale, ale! Dla odmiany w warstwie czytelniczej był wyjątkowo bardzo udany. 

Dzisiaj skończyłam czytać 68. książkę, co oznacza progres w stosunku do roku 2017 o 13 tytułów. W tym roku, po zainstalowaniu aplikacji Legimi, zdecydowanie przestawiłam się na e-booki (wcześniej nie dawałam tej formie książki dużych szans), więc książek w wersji papierowej przeczytałam zaledwie 5.

Spośród całej puli książek przeczytanych większość stanowią reportaże bądź w mniejszym lub większym stopniu książki oparte na faktach. Kilka było z zakresu rozwoju dziecka lub okołorodzicielskie oraz ptasiarskie i poświęcone trendom w stylu/filozofii życia (minimalizm, zerowaste, esencjalizm). Typowej beletrystyki naliczyłam 12 sztuk (gdyby nie lektury na Sabatowo, czyli klub czytelniczy - byłoby ich jeszcze mniej). Z powieściami w tym roku w ogóle miałam duży problem - po pierwsze czułam głód książek obrazujących rzeczywistość, po drugie - trudno było mi się zanurzyć w fikcji, jeżeli nie wchłonęła mnie już od samego początku.

Książką Roku 2018 obwołałam Niewidzialnych Roya Jacobsena. Malutkie zaskoczenie, bo to powieść, ale jak napisałam już wczoraj - to naprawdę porządny kawał dobrej literatury.



Na drugim miejscu (nadal pozostając na Północy) ustawiają się trzy reportaże Ilony Wiśniewskiej o Spitspergenie, Północnej Norwegii i Grenlandii.



Trzecie miejsce należy do Pera Christiana Jersilda i jego Domu Babel - szwedzkiej powieści społecznej o pewnym szpitalu w Sztokholmie. Recenzja pojawi się po najbliższej dłuższej wolnej chwili na napisanie dłuższego tekstu. (edycja z 5.01.2019 r. - recenzja już na blogu). To książka zamykająca podium, ale także (jak wspomniałam wyżej) mój czytelniczy rok. Skończyłam ją czytać właśnie dzisiaj :)




Jak zatem widać - podium należy do Północy - zarówno realnej, jak i fikcyjnej (mimo to w mniejszym lub większym stopniu osadzonej w prawdziwym świecie). Co ciekawe za Książki o Północy w tym roku zabrałam się dopiero we wrześniu, ale jak już zaczęłam, czytać, to wsiąkłam na dobre (było ich więcej, aniżeli te z podium).

Inne z puli przeczytanych, które: szczególnie dobrze mi się czytało/zapadły w pamięć/były przyczynkiem do poszukiwań dalszej literatury tematu:


Niestety do tej pory recenzji doczekało się tylko Dwanaście srok za ogon.



Oczywiście czytałam również z Jackiem. Po wielokroć (i do totalnego  znudzenia matki dziecka) z naszej opasłej już Jackoteki szczególnie często w użytku były poniższe (w ciągu dnia i na dobranoc) :


A także:



Ciekawe, co przyniesie rok 2019 :) A jak to wyglądało u Was?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...