wtorek, 6 marca 2018

Książka o Północy: Maciej Zaremba Bielawski - Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji oraz Katarzyna Tubylewicz - Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie


Czy Szwecja to tylko kraj szczęścia, wielkich możliwości i sukcesów? Czy ma jakieś wady i czarne plamy? Dzisiaj po słodkościach trochę o szwedzkiej goryczy.




Maciej Zaremba Bielawski, Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji, wyd. Czarne 2008

Jednym z bohaterów książki Krystyny Naszkowskiej o marcowych uchodźcach, którzy w Szwecji osiągnęli sukces jest Maciej Zaremba, na początku pracownik na budowie, a obecnie ceniony i wielokrotnie nagradzany publicysta czołowego szwedzkiego dziennika Dagens Nyheter. Zaskakujące, że Zaremba wcale nie głaszcze Szwedów po głowach, nie koloryzuje i nie zaklina rzeczywistości. Wręcz przeciwnie w swoich artykułach często pokazuje ciemne strony socjalnego dobrobytu, politycznej poprawności i idei lagom (wystarczająco, dla każdego według potrzeb) nierzadko płynnie przechodzącej w uniformujące Prawo Jante (nie myśl sobie, że możesz być kimś).

Czytając kolejne reportaże składające się na Polskiego hydraulika podnosiłam brwi do góry. Aha! więc wcale nie jest takie idealne, ta piękna szwedzka buźka to jednak trochę zasługa warstwy makijażu – pomyślałam. Dobrobyt to jedno, ale wynikające z tego obostrzenia to już inna sprawa. 

Przykłady? Opiekunka powinna przychodzić do seniorów na wizyty domowe, ale jeżeli zaprzyjaźni się z którymś z pacjentów, to źle, bo może to rodzić pewną zależność, w której pacjent będzie poczuwał się do dawania prezentów lub sama pielęgniarka może zaniedbywać innych pacjentów. Każdym zatem musi zajmować się tak samo, pod linijkę.
Kiedy w pracy starasz się za bardzo i emanujesz swoją ambicją możesz być niewygodny dla innych współpracowników, bo psujesz humor i nie przystajesz do wzorca. Czasem mogą Ci za to podziękować degradacją lub sam postanowisz zmienić przez to pracodawcę.
A w razie, gdy popełnisz przestępstwo będąc umysłowo chorym najpierw sąd wymierzy ci karę, a dopiero później będzie się zastanawiał, czy faktycznie świadomie popełniłeś czyn zabroniony. Zresztą reportaż Sceny łowieckie z domu wariatów o tym jak Szwecja dokonała wywrotowej zmiany w prawie karnym dopuszczającym przesłuchiwanie i sądzenie osób chorych psychicznie i z demencją na równi z osobami zdrowymi jest moim „ulubionym”, bo najbardziej zdumiewającym, obszernym fragmentem Polskiego hydraulika. Po nim zaczęłam się zastanawiać, jak to się dzieje, że państwo z tak absurdalnym prawem funkcjonuje mimo to tak doskonale. 

Zastanawiam się tylko, na ile zbiór reportaży w Polskim hydrauliku jest aktualny obecnie. Książka została wydana dekadę temu, a przez ten czas sporo mogło się zmienić. Chociaż pewnie nie wszystko, jak uzmysłowili mi Moraliści...





Katarzyna Tubylewicz, Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie, wyd. Wielka Litera 2017

Jedną z tłumaczek książki Macieja Zaremby była Katarzyna Tubylewicz. Czas zatem na jej książkę. Przy Polskim hydrauliku wspomniałam coś niecoś o szwedzkiej buźce zawdzięczającej swą piękność w pewnej mierze warstwie położonego makijażu. Po lekturze Moralistów trochę muszę to doprecyzować.
Otóż ta szwedzka piękna buźka, gdyby zmyć ów makijaż uraczy nasz wyglądem nastoletniej twarzy z trądzikiem i przebarwieniami. Nie, nie – Szwecja jednak nie jest wcale taka idealna, jak wygląda na pierwszy rzut oka. A nawet inaczej, chce uchodzić w towarzystwie za fajną, ale boi się stawiać wymagania. Ulega więc chłopakowi na randce, czasem powie, że „tak”, myśląc „nie”, boi się wywołać konflikt i wciąż będzie obdarowywać prezentami, mimo że z tego Zenka to jednak jest kawał drania.

Trochę tak właśnie  szwedzka poprawność polityczna robi państwu niezłe kuku w kwestii polityki imigracyjnej. Szwedzi są solidarni, przyjęli naprawdę sporą grupę uchodźców, ale przez swój lęk przed konfliktami sprawia, że projekt integracji nie stawia żadnych wymagań, nie weryfikuje, za nadto pobłaża, przemilcza problemy lub ubiera je w eufemizmy. To zresztą zaskakujące, że Szwedzi mają przyzwolenie na dużą ich kontrolę ze strony państwa, ale imigranci są tam traktowani zupełnie wyjątkowo. Kraj o wysokim współczynniku społecznego zaufania obejmuje również przyjezdnych, którzy często wykorzystują tę (znów posłużę się analogią) nastoletnią szwedzką naiwność.

Ale szwedzkie problemy nie kończą się na masowej imigracji. To również kwestia równouprawnienia, w której o dziwo najbardziej wygrali mężczyźni. Różnica wynagrodzeń między kobietami a mężczyznami wynosi około 15 procent, a emerytura kobiet jest najniższa ze wszystkich krajów nordyckich i wynosi 73 procenta emerytury mężczyzn. Z drugiej strony Szwecja szczyci się wysoką realizacją praw kobiet, ale wciąż nie została rozwiązana kwestia kobiet, które są nie tylko imigrantkami, ale również np. muzułmankami funkcjonującymi na co dzień w patriarchalnym środowisku. Jak więc zapobiec obrzezaniu małych dziewczynek, którego arabskie rodziny dokonują  już w Szwecji? Czy kraj może w to ingerować?  Jak edukować kobiety, że Szwecja umożliwia im większe prawa, niż ich ojczyzna? To problem, którego Szwecja przez swoją nadmierną polityczną poprawność nadal nie potrafi rozwiązać.

Z innej zaś strony coś pozytywnego - Szwecja uchodzi w świecie za jeden z najbardziej zsekularyzowanych krajów. Kościołem narodowym jest ewangelicko-luterański Kościół Szwecji z bardzo liberalnym stosunkiem do in vitro i aborcji,  światopoglądowo otwarty, wolny od dogamtyzmu  i tolerancyjny, sprawujący nabożeństwa również dla ateistów i umożliwiający posługę kapłańską zarówno mężczyznom i kobietom. I tak na przykład na czele diecezji sztokholmskiej stoi homoseksualna biskup Eva Brunne, która ma żonę. Zresztą, jak wynika z innego wywiadu, tolerancyjne szwedzkie środowisko pozwala osobom homoseksualnym na wtopienie się w tłum. Te osoby nie są piętnowane i dysponują takim samym wachlarzem prawnych możliwości, co osoby heteroseksualne.

Moraliści przedstawiają Szwecję jako mozaikę. Przy czym odnosi się ona nie tylko do etnicznej różnorodności, ale również niejednakowo interpretowanej polityki i stosowania prawa.  Jak się bowiem okazuje - ten nordycki kraj z wzniosłymi równościowymi hasłami oraz socjalnym dobrobytem, wcale nie uniknął zamiatania różnych, kłujących oko i sumienie śmieci pod dywan. Dołączam się zatem do chórów pochwalnych dla książki Katarzyny Tubylewicz. To naprawdę ciekawe spojrzenie na szwedzki mit o smaku cynamonowych bułeczek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...