wtorek, 18 czerwca 2013

Książka w mieście, czyli Czytamy Gdzie Indziej


„Pytanie, czy czytamy dla całości, czy dla urywków, jest stare jak sama literatura. 
Od jej początków bowiem mieliśmy do czynienia z cytowaniem, czyli wybieraniem z całości takiego fragmentu, który wydaje nam się szczególnie ważny, celny, uderzający.” 
(Jacek Dehnel „Młodszy księgowy. Zdania odrębne”)


Bywa tak, że wystarczy kilka zdań, aby oczarować, zachęcić, zaintrygować. Właśnie dlatego zwracam szczególną uwagę na pierwsze zdania w powieściach. Otwierają one drzwi do tajemnicy, która kryje się w zapisanej na białych kartkach historii zdarzeń.

1. „Wciąż pamiętam, ów świt, gdy ojciec po raz pierwszy wziął mnie ze sobą w miejsce zwane Cmentarzem Zapomnianych Książek.” (Carlos Ruiz Zafon „Cień wiatru”)

2. „Już teraz dom w Oliwie wygląda inaczej. A kiedy babcia umrze, a umrze niebawem, i mogę to napisać zupełnie spokojnie, bo po pierwsze, dawno wszyscy pogodziliśmy się z tą myślą, a po drugie, ona i tak tego nigdy nie przeczyta, bo w ogóle już nie czyta, wszystko się zmieni nie do poznania.” (Jacek Dehnel „Lala”)

3. „Tak, lecz któż nas uleczy z tego głuchego ognia, z tego bezbarwnego ognia pomykającego nocą przez rue de la Huchette, wyłaniającego się ze zmurszałych bram, z wąskich przejść, z tego niewidzialnego ognia liżącego kamienie i czyhającego na progach, jakże zmyć z siebie jego parzącą słodycz, wspólniczkę czasu i wspomnień, tych lepkich substancji zatrzymujących nas po tej stronie, jak zmyć z siebie tę przedłużającą słodycz, która powoli będzie spalała nas aż do obrócenia w popiół.” (Julio Cortazar „Gra w klasy”, czytana według klucza, tj. od 73 rozdziału)


A gdyby tak zatrzymać się, usiąść na 15 minut i posłuchać melodii powieści? 

W niedzielę, jak zapowiadałam wcześniej - pojechałam na Powiśle. To tak, jakby było mi go mało w tygodniu.  Różnica w tym taka, że codziennie kieruję się tam w jedno konkretne miejsce, a 16-go odkrywałam punkty na mapie, w których wcześniej nie bywałam. Zasługę tę niech sobie przypisze akcja „Czytamy gdzie indziej”


Przemierzając popołudniową i wieczorną trasę literatury polskiej weszłam do Pralni i Zakładu Ramiarskiego na Solcu, fryzjera Lali Loki na Jaracza i odwiedziłam dwa prywatne mieszkania. Zachwyciłam się przy tym rezydentką Uszatego Fotelu - białą Królową Powiśla, dziwiąc się  jednocześnie jej śmiałości i potrzebie uwielbienia. 



I w większości przypadków – nie zawiodłam się na polskiej literaturze. Absolutnym hitem dnia obwołałam „Wadę wymowy” Agaty Porczyńskiej, w dużej mierze dzięki świetnej interpretacji Klary Bielawki. Potwierdziłam sobie chęć lektury „Morfiny” Szczepana Twardocha, a w dalszej kolejce już ustawiło się „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator, które pola ustąpi wcześniej „Piaskowej górze”. Nie wiem tylko, co sądzić o "Szopce" Zośki Papużanki, gdyż na to czytanie zabrakło mi już czasu w pierwszym secie. I na obecną chwilę mogę powiedzieć, iż „Second Hand” Joanny Fabickiej odpuszczam. 



„Młodszego księgowego” nadal dozuję felieton po felietonie. I choć styl nie zachwyca mnie tak, jak to było w przypadku „Lali”, czy chociażby „Saturna”, lecz jednak erudycja autora nie pozwala mi tak po prostu odstawić książkę na półkę.  
Spacer miło zakończyłam noblowskim rumuńsko-niemieckim deserem z „Huśtawki oddechu”, któremu na pewno muszę przyjrzeć się bliżej. 

Dzień był udany, a ja mam znowu ochotę na spacer :)


7 komentarzy:

  1. To ja będę zachęcać do przeczytania "Szopki". Moim skromnym zdaniem - świetna książka, choć główni bohaterowie mogą denerwaoać i drażnić swoimi postawami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szopki" jestem ciekawa i pewnie za jakiś czas ją dorwę :)

      Usuń
  2. Było mi niezwykle przyjemnie poznać i razem posłuchać fragmentów na moim skromnym strychu. Widzę, że mamy podobne zwyczaje czytelnicze. Pierwszym zdaniom książek poświęciłem jeden z pierwszych wpisów w uszatym fotelu.

    http://uszatyfotel.wordpress.com/2011/12/11/pierwsze-zdania/

    Pozdrawiam serdecznie,
    UF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dotarłam jeszcze do tego wpisu, ale skoro wspomniałeś - szybko to nadrobiłam. No i proszę - nie jestem jedyna w nieszkodliwych czytelniczych dziwactwach ;)

      To jeszcze na szybko:
      "Samotny mężczyzna" Isherwooda, którego właśnie skończyłam czytać: "Przebudzenie zaczyna się od powiedzenia jestem i teraz."I I ulubiona "Madame" Libery: "Przez wiele lat nie opuszczało mnie wrażenie, że urodziłem się za późno."

      Pozdrawiam :)

      ps. Zaintrygował mnie na Uszatym Bernhard. Co rekomendujesz na dobry początek?

      Usuń
    2. Ciężko mi coś doradzić. Z pewnością warto zacząć od książki, która pozwoli nabrać zaufania do stylu Autora. Moje pierwsze zetknięcie z prozą Bernharda było pomyłką ("Wymazywanie" czytane po obejrzeniu spektaklu Krystiana Lupy). Zwieńczenie całego wątku rozliczenia z Autora z ojczyzną warto jednak zostawić sobie na koniec, tudzież przed lekturą wesprzeć się kilkoma porządnymi szkicami biograficznymi Bernharda (albo poczekać, aż jakaś dobra dusza przetłumaczy w końcu jego biografię).

      Polecam na początek dwa numery Kwartalnika Artystycznego, poświęcone Bernhardowi. Oba są do ściągnięcia za darmo ze strony czasopisma, w formacie PDF:

      http://www.kwartalnik.art.pl/2009/2/index.html
      http://www.kwartalnik.art.pl/2009/3/index.html

      Mnie do Bernharda ostatecznie przekonał jego "Przegrany". To głęboko przejmująca książka, która jest do tego jedną z najlepszych próbek stylu Autora. Potem domknąłem trylogię o sztuce "Dawnymi mistrzami" oraz "Wycinką".

      Te trzy książki to Bernhard "niegazetowy", pozbawiony dominującego dyskursu narodowego. Skupiony na kondycji człowieka i sztuki, która go otacza, angażuje, a niekiedy dehumanizuje. Niekiedy szalenie zabawny, częściej - głęboko ludzki.

      Usuń
  3. Udało mi się wysłuchać 9 fragmentów. Całościowo potraktuję dwie książki. Tym razem będą to " Psy spadają" A.Popova i "Huśtawka oddechu" H.Muller. Obiecałam też sobie zapoznać się z J.Dehnelem, ale z "Lalą", a nie "Młodszym księgowym". Dzięki takiej akcji łatwiej i trafniej podejmę decyzję o kupnie książki, a skoro wydaję na to bardzo dużo jest to dla mnie istotny argument.
    Pozdrawiam i polecam czytanie
    Ap

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Herty podchodziłam jak pies do jeża, ale CGI zaskakująco dla mnie samej - zmieniło diametralnie nastawienie.

      Dehnela rozpocznij koniecznie "Lalą". Tak pięknie są tam koronkowe utkane zdania, że szkoda pominąć tę książkę. Ja póki co nieco zawiodłam się tylko na "Rynku w Smyrnie".

      Pozdrawiam

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...