wtorek, 30 lipca 2013

Kto kocha Dżucze? Barbara Demick - Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne życie mieszkańców Korei Północnej




„Ojcze nasz, nie mamy czego zazdrościć światu.
Nad naszym domem czuwa Partia Pracy.
Wszyscy jesteśmy sobie braćmi i siostrami.
Nawet gdy uderzy na nas morze ognia, drogie dzieci, niczego się nie bójmy,
Nasz ojciec jest z nami.
Nie mamy czego zazdrościć światu.” *
(piosenka szkolna w Korei Północnej)


Najpierw fakt:
„Korea Południowa, jak stanowi artykuł trzeci jej konstytucji, sprawuje prawowitą władzę nad całym Półwyspem Koreańskim, więc wszyscy jego mieszkańcy, w tym Koreańczycy z Północy, automatycznie są jej obywatelami. O prawie do obywatelstwa przysługującym mieszkańcom KRLD orzekła także w 1996 roku Sąd Najwyższy w Seulu. Ale w praktyce nie jest to takie proste. By otrzymać obywatelstwo, Koreańczycy z Północy muszą znaleźć się z własnej woli na terytorium Korei Południowej. Nie mogą domagać się tego prawa w ambasadzie Korei Południowej w Pekinie ani w jej konsulatach na terenie Chin.”


Reszta brzmi już jak powieść pióra Orwella lub Heelsa.
Czy możliwe, aby cały naród był podporządkowany w każdej sferze życia woli swojego Dżucze i Partii Pracy?– tak
Czy rzeczywiście tak jest? – wszystko na to wskazuje.
Czy to jest normalne? – nie.


O Korei Północnej mówi się w definicji „skansenu komunizmu”. Mówi się o zacofaniu gospodarczym i technologicznym. O głodzie trawiącym większą część populacji tego kraju. O biedzie, która brzmi jak abstrakcja na tle czystego, barwnego i bogatego miasta-laurki reżimu – stolicy Pjonjang. O tym, jak wygląda życie poza granicami tego miasta i o tym, co tak naprawdę można, a co ustala i kontroluje reżim Kimów opowiada właśnie ten reportaż. Choć może powinnam ściślej określić – kilku Koreańczyków, którym udało się uciec przez Mongolię do przyjaźniejszej dla obywatela ojczyzny – Korei Południowej. To im właśnie Barbara Demick oddała głos w swoje książce, usuwając się w cień. Dzięki temu zabiegowi, ludzie historie brzmią wyraźniej i bliżej obrazują trudną egzystencję pod dyktatem reżimu, w którym Wielki Brat ma oko na wszystkich, zarządza każdą sferą życia nie dając pola manewru, czy swobodnego oddechu. „Dziel i rządź” to jego dewiza. Ale biedne królestwo wcale tak dużo do złożenia w hołdzie swojemu Ukochanemu Przywódcy nie ma.


Potraficie sobie wyobrazić życie bez elektryczności, Internetu, utwardzonych dróg, dostępu do żywności, pracy bez płacy, możliwości swobodnego poruszania się po kraju (nie mówiąc już o zagranicy), w którym zawrzeć związek małżeński można dopiero po wydaniu zgody na to przez organizację partyjną, a kupić telewizor tylko po zgodzie pracodawcy? Życie, w którym za najbzdurniejszy czyn lub jedno słowo można trafić wraz z całą rodziną do morderczego obozu pracy na 25 lat ciężkich robót? W którym nawet tak trywialna rzecz, jak fryzura jest również uregulowana odgórnie przez aparat rządowy („Propaganda nawołuje, by kobiety nosiły „tradycyjne fryzury, dostosowane do socjalistycznego stylu życia oraz wymogów współczesności””)? W którym całe rodziny umierają z głodu? Nie? Ja też nie. A oni tak tam żyją. Tym bardziej więc szokującym jest fakt, że wielu spośród tych, którym udało się uciec z Korei Północnej… tęskni za swoją ojczyzną. Za granicą jawi się im ona jako piękna kraina, w której poza „małymi mankamentami” żyje się przecież wcale nie tak najgorzej. A ten dotychczasowy standard życia pewnie wynikał z tego, ze pracowało się nie dość ciężko. Poza tym swoją ucieczką zasmucili troskliwego przecież Kima, który dwoi i się troi, aby wszystkim żyło się dobrze i dostatnio… („Doktor Kim nie miała zamiaru uciekać do Korei Południowej. (…) Zamierzała prędzej czy później  wrócić do Chongjinu i do pracy w szpitalu. Mimo że dręczył ją tam głód, a partia nie umiała jej docenić, uważała, że skoro kraj zapewnił jej wykształcenie, ma wobec niego dług.”)


Prognozuje się, że dalsze zacofanie ekonomiczno-gospodarcze Kraju Kimów spowoduje upadek państwa, a co za tym idzie ponowne połączenia Korei Północnej z Południową. I chociaż to byłby jedyny pozytywny efekt reżimowego rządu, pociąga on za sobą szereg komplikacji i mnóstwo niewiadomych. Po zlikwidowaniu linii demarkacyjnej może bowiem okazać się, że nagle przybędzie 25 milionów zacofanych technologicznie i mentalnie obywateli, którym trzeba będzie zapewnić miejsca pracy, opiekę medyczną, a może także odszkodowania za utracone mienie i szkody moralne. W tym świetle jasno wynika, że Korei Południowej wcale nie tak spieszno do zjednoczenia. Gospodarczy tygrys Azji może na tym wiele stracić, a zyskać naprawdę znikome profity.


O Korei Północnej napisano już wiele. I pomimo bogatej biblio- i filmografii kraj ten wciąż pozostaje zagadką. Bo nie wiadomo na przykład, na ile prawdziwy był żal obywateli po śmierci Kim Dzong Ila: płacz na pokaz, aby nie podpaść czujnym oczom Wielkiego Brata, czy może jednak żałoba z głębi serca? („Ludzie prześcigali się w okazywaniu rozpaczy. Kto się zaniesie najgłośniejszym płaczem? Czyje łzy będą najgorętsze? Wzory czerpali z telewizji, gdzie godzinami pokazywano powszechną żałobę. (…) Spontaniczna zrazu żałoba stała się obowiązkiem patriotycznym. Przez dziesięć dni kobietom nie wolno było się malować ani czesać. Obowiązywał zakaz  picia alkoholu, tańców, słuchania muzyki. Wspólnoty sąsiedzkie inminban miały śledzić, jak często mieszkańcy udają się pod pomnik, by złożyć zmarłemu hołd. Wszyscy znaleźli się pod obserwacją. Kontrolowano nie tylko działania, lecz także wyraz twarzy i ton głosu.” – to o żałobie po śmierci Kim Ir Sena) Czy możliwe, że wszyscy kochają swojego przywódcę, czy może jednak muszą go „kochać”, aby tą fasadową postawą chronić siebie i swoją rodzinę? To wiedzą tylko ci, którym przyszło żyć w kraju, w którym podczas narodzin zmarłego już dyktatora, mimo iż była sroga zima, na górze "zakwitły kwiaty, a ptaki mówiły ludzkim głosem".


Zadania matematyczne w szkolnych książkach w KRLD dla pierwszoklasistów:
„Ośmiu chłopców i dziewięć dziewczynek śpiewa pieśni na cześć Kim Ir Sena. Ile dzieci śpiewa te pieśni?”
„Dziewczynka jest łączniczką naszych oddziałów partyzanckich walczących z okupantem japońskim. Meldunki przenosi w koszyku, w którym ma pięć jabłek. Zatrzymuje ją japoński żołnierz i kradnie jej z koszyka dwa jabłka. Ile jabłek zostało dziewczynce w koszyku?”
„Trzej żołnierze Koreańskiej Armii Ludowej zabili trzydziestu żołnierzy amerykańskich. Jeśli każdy z nich zabił tylu samo żołnierzy, ilu Amerykanów zabił jeden żołnierz amerykański?”


Kult jednostki świetnie obrazuje film Andrzeja Fidyka „Defilada”
Obozy pracy i emigrację połączona z tęsknotą za totalitarną ojczyzną – wstrząsający film „Obóz 14”
Biedę i zacofanie – film "Dzieci złego państwa"
Koloryzowanie rzeczywistości – film „Jeden dzień z życia Korei”
A to, co Kim chciałby, aby widział świat, myśląc o Korei Północnej odnaleźć można w filmach – „Idioci w Korei” i „Widowisko”




6/6
____________________
* wszystkie cytaty: Barbara Demick, "Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne życie mieszkańców Korei Północnej", wyd. Czarne 




5 komentarzy:

  1. Kiedy przeczytałam książkę "Syn zarządcy sierocińca" o Korei Pn, to przecierałam oczy ze zdumienia, jak może wyglądać rzeczywistość w tym kraju. Ale wystarczy wejść na oficjalną stronę Korei Pn... I wszystko staje się jasne, jakbyśmy cofnęli się o wiele lat wstecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam recenzję u Ciebie. Myślę, że najbardziej abstrakcyjna fikcja nie potrafi oddać tego, ba! - nawet wymyślić coś nowego, niż to, co tam tak naprawdę się dzieje.
      Nie chciałabym się narodzić jako Koreanka z Północy.

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Oglądałam film "Defilada", po prostu nie mogłam na to patrzeć. Po jakimś czasie czułam się strasznie, jest to dla mnie nie do przyjęcia, nie do wyobrażenia.
    Jak małe dzieci w przedszkolach uczą się o swoim wiecznym wodzu, jak śpiewają piosenki. Jak opowiadają o tym, gdzie swoimi stopami stąpał Kim ir Sen, że w restauracji pokazał jak przygotować dania .. wiele takich przykładów. Lekki szok.
    Wszystko podporządkowane kultowi jednostki, dla nas raczej nie jest to zrozumiałe.
    Żeby cokolwiek się zmieniło to chyba musiałaby tam wybuchnąć niezła rewolucja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, najgorsze jest to, że oni nie znają innego życia, w związku z tym uważają, że: primo - u nich jest najlepiej, a gdzie indziej głodują bardziej, secundo - dla nich kult jednostki jest zupełnie normalny i naturalny.
      Tak, czy siak - przerażająca rzeczywistość.

      Usuń
    2. Dokładnie. Nie znają innego życia.
      To jest właśnie takie przerażające w tym wszystkim.

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...