środa, 5 lutego 2014

Trzy z czterech. Julia Alvarez - "Czas Motyli"

„- Tylko tego trzeba naszemu krajowi – odzywa się Minerva tym pełnym żelaznej pewności tonem, który przybiera zawsze, gdy dyskutuje na tematy polityczne, a robi to ostatnio coraz częściej. Mama uważa, że zbyt często zadaje się z małą Perozo. – Już czas, żebyśmy my, kobiety, mogły uczestniczyć w zarządzaniu naszym krajem.
- Wy i Trujillo – mówi papa trochę zbyt głośno i w tę przejrzystą, cichą noc wszyscy milkną.
Nagle ciemność zapełnia się szpiegami opłacanymi przez służby bezpieczeństwa. Don Enrique twierdzi, że prezydent Trujillo potrzebuje pomocy w kierowaniu krajem. Córka don Enrique mówi, że nadszedł czas, by kobiety przejęły władzę w rządzie. Słowa powtórzone, zniekształcone, słowa przetworzone przez tych, którzy mogą żywić do nich urazę. Słowa zszyte ze słowami, aż utworzą płótno, w które będą owinięci członkowie rodziny, kiedy ktoś znajdzie ich porzucone w rowie ciała z odciętymi językami.” *



Każdy reżim ma swojego ojca i wodza – dyktatora. Wiek XX nie szczędził ich światu. Azja miała Mao Zedonga, Pol Pota, klan Kimów i Stalina, Europa Hitlera, Mussoliniego, Franco, Ceaușescu i Tito,  Afryka Saddama Hussajna, Kaddafiego, a Ameryka Castro, Pinocheta… A to jeszcze nie wszyscy z tego niechlubnego grona. Ale czy słyszeliście o Rafaelu Leónidasie Trujillo?

Jeżeli odpowiedzieliście „nie”, to nie jesteście jedyni. Ja z burzliwą historią Republiki Dominikany XX wieku zetknęłam się dopiero przy okazji lektury tytułowej książki. 
Siostry Mirabal, to bohaterki narodowe tego kraju. W czasach dyktatury El Jefe, jak zwykło się mawiać na Trujillo, działały w ruchu oporu i były jednymi z wielu członków ruchu 14. Czerwca, które za swój cel obrało obalenie ówcześnie rządzącego dyktatora.

Era Trujillo to trudny czas dla Dominikany, w którym panowała korupcja, gospodarka kraju chyliła się ku upadkowi, a kosztem państwa bogaciła się rodzina dyktatora. Sam Trujillo miał wiele bogatych rezydencji, w których lokował swoje kolejne kochanki. 

„Czas motyli” jest literacką biografią „Las Mariposas”, czyli „Motyli”.”Motyle” to pseudonim trzech sióstr Mirabal: Patrii Mercedes, Minervy i Marii Teresy. Książka przeprowadza czytelnika przez życiorysy kobiet rozpoczynając od czasu dorastania, pierwszych szkolnych doświadczeń, dojrzewania i pierwszych miłostek, przyjmowania dorosłych ról społecznych, aż do podjęcia działań w ruchu oporu, ciężkim pobycie w więzieniu i nagłej śmierci. Postaci w książce są literacką wizją autorki, niemniej dość mocno opartą na historii życia pierwowzoru, czyli prawdziwych sióstr Mirabal. Książka jest wyrazem fascynacji i uznania dla dzielnych kobiet walczących z okrutnym reżimem. Przyczynkiem do jej napisania jest osobista historia autorki, która jako dziecko wraz z rodziną emigrowała do Stanów Zjednoczonych uciekając przed mackami reżimu.

Przy okazji lektury zadawałam sobie pytanie skąd u ludzi wyzwalają się takie pokłady odwagi, które nie tylko dają impuls do walki z bezwzględnym reżimem, ale sprawiają, że własne życie i bezpieczeństwo są w stanie poświęcić dla walki o dobro przyszłych pokoleń. Dla nas, żyjących w czasach pokoju, wydaje się to abstrakcją, a przecież świadectwa odwagi ludzi w walce z władzą znaleźć można na wielu kartach historii, nawet naszej ojczyźnianej.

Czytałam tę książkę w dość powolnym tempie. Jej lektura zajęła mi dwa tygodnie z prozaicznej przyczyny – czytałam ją nieśpiesznie nie chcąc za szybko opuścić tej historii. Bo pomimo tego, że książka nie jest pozycją wybitną, a jej bohaterki czasem wydają się infantylne, zbyt pobożne i tak dziecięco nieuświadomione, to jednakowoż ich historia wciąga. 

Od samego początku wiadomo, że trzy bohaterki - młode kobiety, młode żony, matki małych dzieci - zginą tragicznie 25. listopada 1960 roku. Ale zanim opowieść dojdzie do tego momentu historia opowie o łamaniu praw człowieka, inwigilacji, o aresztach, więźniach politycznych, torturach, romansach, podporządkowaniu żon mężom, powiązaniu kościoła z ruchem oporu i o tym, jak balansuje się żyjąc w czasach trwania reżimu.

„Dziś przed rozpoczęciem zajęć maszerowaliśmy w pochodzie. Nasze cedulas zostały podstemplowane, kiedy wracaliśmy przez bramy. Bez podstemplowanych dokumentów nie przyjęliby nas na uniwersytet. Musimy też podpisać deklarację lojalności.
Były nas setki, kobiety maszerowały razem, wszystkie w białych sukienkach, jakbyśmy były jego pannami młodymi, w białych rękawiczkach i kapeluszach o dowolnym kolorze. Musiałyśmy odnosić prawe ręce i zasalutować, kiedy mijałyśmy trybunę honorową.
Wyglądało to jak z kroniki filmowej Hitlera albo tego Włocha, którego nazwisko brzmi podobnie do fettucine.”

„Czas Motyli” to pozycja warta uwagi. Pobudza nie tylko do przemyśleń, ale skłania też do zapoznania się prawdziwą historią, która wydarzyła się wcale nie w takich odległych czasach – od śmierci Las Mariposas minęło dopiero niespełna 54 lata. Od roku 1999 decyzją ONZ – corocznie dzień śmierci sióstr Mirabal, czyli 25. Listopada jest Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy wobec Kobiet.

Dom rodzinny w Salcedo jest obecnie Muzeum poświęconym zmarłym siostrom. Kustoszem w nim jest czwarta z sióstr -  Belgica Dede Mirabal.

Książka wydana została w 1995 roku, natomiast przekład polski ukazał się 15 stycznia 2014 r. dzięki Oficynie Black Publishing (imprint wydawnictwa Czarne). Z tego miejsca dziękuję wydawnictwu za egzemplarz recenzencki.
Przy okazji chwalę za piękną okładkę dodatkowo odwołującą się bezpośrednio do treści książki (w więzieniu Maria Teresa szmuglowała listy chowając je w warkocz)

"Znalazłyśmy świetną nową kryjówkę - moje włosy!
Patria przekazała mi dziś wycinek z gazety, a ja wiedziałam, że będę rewidowana, co ma miejsce zawsze, gdy wchodzimy do sali dla odwiedzających i gdy ją opuszczamy. Przemyt jest tu traktowany jako poważne wykroczenie. Można stracić przywileje przyjmowania odwiedzin nawet na miesiąc albo, co gorsza, trafić do izolatki. (...) Ale nie miałam zamiaru pozwolić, by dała się złapać i wzięła winę na siebie. Potem poczułam ciężar warkocza na plecach i wpadłam na pomysł. Zawsze bawię się włosami, zaplatam je i rozplatam, to mój nerwowy nawyk, który się tutaj pogłębił. Złożyłam więc jeszcze kilkakrotnie ten kawałek papieru i udając, że poprawiam warkocz, wsunęłam go we włosy.
I tak oto całe więzienie dowiedziało się o próbie zamachu."


Z ciekawostek dodam, że książka w 2001 roku doczekała się ekranizacji - w roli Minervy została obsadzona Salma Hayek.

6/6

„Słyszę tylko swój własny oddech i błogosławioną ciszę tych chłodnych, bezchmurnych nocy pod drzewem pieprzowym, zanim ktokolwiek wypowiedział słowo o przyszłości. Znów widzę ich wszystkich, nieruchomych jak posągi: mamę, papę, Minervę, Mate, Patrię, i myślę, że czegoś tam teraz brakuje. Przeliczam dwukrotnie, zanim zdaję sobie sprawę, że to mnie tam nie ma, mnie, Dede, jedynej ocalałej, jedynej, która może opowiedzieć ich historię.”

___________________________________
* wszystkie cytaty: Julia Alvarez - "Czas Motyli", Officyna Black Publishing, 420 stron

4 komentarze:

  1. Książkę przeczytałam, czas rozejrzeć się za filmem. Ciekawe, że nieczęsto się zdarza, żeby okładka tak bardzo się odwoływała do jakiegoś szczegółu powieści - to mi się spodobało. Która z czterech bohaterek najbardziej do Ciebie przemówiła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie Minerva. Była z nich wszystkich najbardziej wyrazista. Patra była zbyt pobożna, Maria Teresa zbyt infantylna,a Dede za bardzo podporządkowana mężowi. Minerva natomiast od początku była zdecydowana, niepokorna i charakterna.

      Usuń
  2. I wreszcie wiem czemu ten warkocz jest na okładce. Marzy mi się ta książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się ucieszyłam, że nie umknął mi ten fragment, bo też mnie on przed lekturą zastanawiał :)
      Lubię, kiedy szata graficzna jest spójna z treścią :)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...