środa, 11 marca 2015

W rodzinnym tyglu. Jan Polkowski - Ślady krwi






„Po wylądowaniu stewardesa musiała go obudzić, spał tak mocno, że niezauważony, zostałby w pustym samolocie. Z lotniskowego autobusu wysiadł z niezrozumiałym pośpiechem i wyraźnie jeszcze oszołomiony, wpadł do budynku lotniska przesyconego nienaturalnym, ostrym światłem. Wyglądało to tak, jakby Harsynowicz przed czymś uciekał albo chciał wbiec do Polski przed innymi pasażerami. Dlaczego tak się śpieszył? Próbował dogonić siebie, młodszego o ćwierć wieku, opuszczającego Polskę? Okęcie, owszem, zmieniło się, ale on nadal był tym samym człowiekiem. Albo mógł nim być.”*





Listopadowe spotkanie w III wazie poświęcone debacie o kondycji polskiej literatury po 1989 roku zwabiło mnie wówczas poruszoną tematyką i tym, że jednym z gości biorących udział w rozmowie miał być Antoni Libera. Jak już pisałam w krótkim podsumowaniu tego wydarzenia – samo spotkanie, z uwagi na polityczne preferencje interlokutorów, nieco mnie rozczarowało. Ale i w pewnym sensie zaciekawiło. Grono prawicowych sympatyków bardzo chwaliło twórczość Jana Polkowskiego i utyskiwało jednocześnie, że jest tak mało doceniony w literackim świecie, jak również mało znany szerszemu gronu czytelników. To mnie zainteresowało. Ciekawa byłam, co on takiego pisze, że prawica tak go chwali. Później, po szybkim zapytaniu Wikipedii, nietrudno było się domyśleć, że prawica będzie doceniać prezesa Fundacji Smoleńsk 2010. 

Odejdźmy jednak od personaliów. W tym przypadku ważniejsza jest książka. I tak – po przeczytaniu nadal mam z nią pewien problem. Zacznę od krótkiego wprowadzenia: powyższy cytat jest nitką, która prowadzi do rodzinnego, zamotanego kłębka. Henryk Harsynowicz, rocznik powojenny, podziemny działacz „Solidarności” wraca do Polski, z której niechętnie wyjechał do Kanady ćwierć wieku temu z biletem w jedną stronę. Ku radości PRL-owskich służb i równoczesnym entuzjazmie emigrującej z nim małżonki Haliny. Życie na obczyźnie (choć już z kanadyjskim obywatelstwem) to pasmo rodzinnych niepowodzeń, których efektem była samotność i ogólny marazm. Po wielu latach nieobecności, przylatuje do Polski w związku z otwarciem testamentu po śmierci ojca, z którym również łączyły go trudne relacje. Harsynowicz, ponownie chce zamieszkać w kraju, a zabiegając o powrót do obywatelstwa polskiego, zagłębia się zarazem w historię swojej rodziny.

Ta właśnie rodzina: rodzice, wuj, dziadkowie – to clou tej książki. Przyznaję, że nie polubiłam głównego bohatera. Jego marazm, niedookreślenie, poniekąd tchórzostwo i brak odwagi w podejmowaniu decyzji przedstawiał obraz człowieka słabego, a tym samym irytował. Trudno było mu współczuć, kiedy fabuła sugerowała, że sam sobie zasłużył na los emigranckiego, przegranego samotnika.

Ciekawy natomiast był rodzinny, narodowościowy tygiel, z którego pochodził Harsynowicz. Drzewo genealogiczne pełne niedopowiedzeń, tajemnic, bolesnych historii, których rytm i kształt dyktowały wojna i czasy powojenne. I z których wynikło, że nawet „prawdziwi Polacy” nie są jednolitą masą. Nigdy nie wiadomo, kiedy los splecie polskość z pogardzanymi Żydami, Niemcami i Rosjanami. To było zaskoczenie! Nie spodziewałam się, że Polkowski tak ciekawie wymyśli biogram Harsynowiczów. I prawdę powiedziawszy – wysoką notę powieść zyskała właśnie dzięki wnikaniu historii w pierwszą połowę XX wieku. 

Sam język powieści, jego figura stylistyczna też zasługuje na pochwałę. To dobra książka, w której jednakowoż raziło mnie wielokrotne puszczanie oka do prawicy. Na przykład w taki sposób:

 „- Serio? Jesteś pierwszy raz w Polsce od stanu wojennego? I jak wrażenia z naszej buraczanej wojny? No, wojny Europy z wójtem, plebanem i moherem? – zapytał Wróbel.
- Nieszczególne mam wrażenia. Sprawy rodzinne, spadkowe, prawnicy, notariusz. Nie za bardzo śledzę, co się dzieje, a przerwa, sam rozumiesz, zerwała ciągłość. Czuję się w Polsce jak japoński turysta. Z tą różnicą, że jak wchodzę do kościoła, to zdejmuję czapkę.
- Nie żartuj. Nie ściemniaj, że nie jarzysz, jak mówią młodsi pracownicy naukowi. Przecież nie da się uciec od tego jazgotu, odmawiania różańca na chodnikach i skwerach, robienia z krzyża kija do bejsbola, a z Chrystusa anteny nadawczej ksenofobicznej stacji radiowej. To jest niepełnosprawny naród zawodowych katolików i niedorobionych patriotów. Chodzą po domach i sprawdzają, kto z kim śpi, do matury chcą dopuszczać tylko dziewice, a Żydów, choć wszystkich wygnali, widzą wszędzie. (…) Być Polakiem rzadka przyjemność. Co ci wadzi zostać Kanadyjczykiem? Masz ichnie obywatelstwo, tak? Polaczki ci będą nadskakiwać. W dupę włazić. Ich duma łazi w kostiumie lokaja.”

Polkowski zdaje się mówić tym cytatem do swoich czytelników: „piszę na opak, ale sami wiecie, co myślę o tym tak naprawdę”. 
Mierzi mnie to wielokrotnie odmienianie przez przypadki, że Polska jest lokajem Europy, że to wszystko przez Niemców i Rosjan, że wciąż jesteśmy na kolanach przed innymi. Nie przemawia do mnie retoryka ani prawicy, ani lewicy - tym bardziej w literaturze. Przemawia do mnie dobra fabuła bez politycznych konotacji. 
Gdyby więc przymknąć oko i wyciągnąć z tej książki tylko (bardzo) zagmatwaną historię rodu Harsynowiczów – mogę się wtedy zgodzić ze słowami Marka Nowakowskiego, którego krótka recenzja na tylnej okładce książki głosi, iż „Ślady krwi” „czyta się z rosnącym zaciekawieniem”.


Egzemplarz do recenzji przekazało wydawnictwo M
Powieść w 2014 roku zdobyła literacką nagrodę Identitas w kategorii humanistyki i literatury pięknej

4/6
______________
* cytaty: Jan Polkowski – Ślady krwi; wydawnictwo M, Kraków 2013
Recenzja bierze udział w wyzwaniu:

4 komentarze:

  1. Hm. Myślę, że zapiszę na listę książek do przeczytania.
    Dzięki za recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :) Daj znać, jak już będziesz po lekturze :)

      Usuń
  2. Jakoś tak do tej pory się tą książką nie zainteresowałam. Mam wrażenie, że to jednak może być nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednoznacznie nie da się skreślić, ani podkreślić tej książki. Musiałabyś przekonać się sama, jakby co ;)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...