wtorek, 14 lutego 2017

„Wszystko zaczyna się od zdziwienia.”* Andrew Fuller – Psychologia geniuszu. Odblokuj talent i kreatywność swojego dziecka


Aby zrozumieć rolę rodziców w rozpalaniu iskry geniuszu dziecka warto (…) dodać jeszcze stary dobry przykład szklanki do połowy pustej lub do połowy pełnej.
Jak wiemy, punkt widzenia ma kluczowe znaczenie. Co zatem ty widzisz?
Podczas gdy optymiści zobaczą tam szklankę do połowy pełną, a pesymiści już w połowie pustą, osoby, które potrafią korzystać z okazji, po prostu wypiją tę wodę.
Pracując przez wiele lat z młodymi ludźmi, zdążyłem się nauczyć, że niewiele da się zrobić z połową tej szklanki. Można natomiast sprawdzić, co znajduje się niżej. Warto odkryć, co znajduje się w szklance twojego dziecka i pomóc mu wykorzystać to najlepiej, jak się da.**



Kiedy patrzę na swojego trzymiesięcznego syna zastanawiam się jaki będzie w przyszłości. Jak będzie wyglądał, jak będzie brzmiał tembr jego głosu, ale też, co go będzie interesować, jakie rozbudzi w sobie pasje, i który przedmiot w szkole będzie tym ulubionym, a który znienawidzonym.
Wszystko przed nami, jego mózg dopiero się rozwija, wciąż w szaleńczym tempie mnożą się w nim synapsy i połączenia. Z jego nastoletnią siostrą jest inaczej – już opuściła wiek, w którym mózg osiąga swą szczytową formę, plastyczność i elastyczność – jest teraz w fazie wielkiej przebudowy, o której czytałam w „Self-reg” Stuarta Shankera. Będąc na tym etapie rozwoju rzadziej, niż jeszcze 2 lata temu zaskakuje ona fantastycznymi pomysłami (miecz świetlny ze słoików i żarówki to był hit), ale też można już w przybliżeniu określić, czym być może będzie się zajmować w przyszłości, bo jej zdolności i zainteresowania są coraz wyraźniej ukierunkowane. Co nie oznacza oczywiście, że wszystko może się jeszcze zdarzyć.

W obu przypadkach rola rodzica jest bardzo istotna – u młodszego dziecka jest się przewodnikiem po świecie, w drugim objaśnia jego zawiłości. I w obu również rodzic odgrywa dużą rolę w rozwijaniu geniuszu swojego dziecka. Wszak najważniejszym i pierwszym nauczycielem wcale nie jest szkoła tylko najbliższe dziecku środowisko.

Podobno współczesne dzieci są o 40% bardziej inteligentne niż młodzi ludzie w 1950 roku, oszacowano, że obecnie przyjmujemy dziennie pięć razy więcej informacji niż w 1986 roku, a poza tym mamy do czynienia z ogromnym rozwojem technologii. Szerszy, szybszy i nieograniczony dostęp do wiedzy jest doskonałą pożywką dla rozwoju inteligencji. Mając takie możliwości, każdy z nas może być geniuszem. A już na pewno dziecko, którego mózg jest w stanie przyswoić znacznie więcej i efektywniej, niż u dorosłego. Ale czy świat potrzebuje samych geniuszy?

Takie właśnie zadałam sobie pytanie, zanim zapoznałam się z książką: „Czy moje dziecko musi być geniuszem?” Nie, nie musi. Ale chciałabym, aby było świadome swoich możliwości, by miało w sobie pasję do odkrywania świata w tej dziedzinie, w której ten świat go zachwyci, bądź zadziwi. I o tym właśnie jest „Psychologia geniuszu”. 

Dla mnie jest to książka bardzo w duchu rodzicielstwa bliskości i bardzo montessoriańska. Rodzic według niej ma być mentorem, ale jednocześnie podążać za dzieckiem, niczego nie przyspieszać, nie narzucać, nie naciskać i nie rozwiązywać za nie problemów (jeżeli potrafi dokonać to samo). Za to stymulować, rozwijać i kształtować w dziecku ciekawość i chęć nauki. Jednocześnie daje rodzicowi narzędzia, dzięki którym on sam może planować jak wprowadzić dziecko w świat doświadczeń, historii, obrazów, pomysłów i umiejętności, które pomogą odkryć w dziecku geniusza.

Ale kim właściwie jest geniusz? Otóż wcale nie alfą i omegą. Wszak znani geniusze (np. A. Einstein, W. Disney, S. Jobs) nie we wszystkich dziedzinach osiągali szczyty swoich możliwości. Ba! bywali nawet kiepskimi uczniami, niektórzy nawet nie skończyli szkoły. Ale fokusowanie na jednej pasji, na tym, w czym czuli się dobrze i co dawało im przyjemność, sprawiło, że w danej dziedzinie rozwinęło to ich geniusz.

Warto w dziecku pielęgnować ciekawość świata, cieszyć się z każdego „dlaczego”, pomagać mu dostrzegać różne aspekty jednego zjawiska, wzbudzić chęć do obserwacji, poszukiwania wielu rozwiązań i odpowiedzi na jedno pytanie, dyskutować i wspierać, kiedy w obliczu porażki iskra wiedzy zaczynie przygasać. Oraz kiedy Rex (część mózgu, która dba o przetrwanie, lubi proste rozwiązania i jest bardzo leniwa) zacznie dominować nad Albertem (druga część mózgu odpowiedzialna za nasz geniusz: odkrywcza, twórcza i ciekawska).

Autor miał rację, pisząc, że tę książkę nie powinno się czytać na jeden raz. Ja tak zrobiłam, ale wiem już, że będę do niej wracać jeszcze wielokrotnie, i że będzie mi towarzyszyć, kiedy moje dziecko będzie wkraczać w kolejne etapy swojego rozwoju.

Wspominałam o narzędziach, jakie daje ta książka rodzicowi. Oto i one: „pizza inteligencji” do własnego rozrysowania, „typy” geniuszy wraz z podpowiedziami, jak pomóc rozwijać ich koncentrację, techniki myślenia, sposoby na rozwijanie umiejętności podejmowania decyzji, praktyczna organizacja informacji (drabiny zrozumienia, Diagram Venna, notatki przy użyciu „pomocnej dłoni”), tabelki z listą pomysłów na doświadczenia, gry, zabawy i inne czynności (podzielona na grupy wiekowe), jakie warto zapewnić dziecku wspierając rozwój jego kreatywności. To oczywiście nie wszystko. Więcej można dowiedzieć się już z samej książki. Podobnie jak i to, co ma wspólnego pchła ze szklanym sufitem ;)

A najważniejsze przesłanie? Tylko ćwiczenie czyni mistrza, a nauka przede wszystkim powinna być dobrą zabawą.




Egzemplarz do recenzji przekazało wydawnictwo Mamania
________________________
*Sokrates

1 komentarz:

  1. http://www.pangrodzki.pl - blog artysty, pisarza

    Zobacz moją nową książkę science-fiction i muzykę techno oraz obrazy olejne na płótnie.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...