niedziela, 21 października 2018

Twarz Książki, czyli rzecz o okładkach. Część VII - malarstwo


Sztukę można chłonąć na różne sposoby. Można na przykład pójść do muzeum. Dobrze jest wtedy schować telefon głęboko do kieszeni, bo tam lepiej jest oglądać obrazy, a nie obrazki ;)




Można również wtopić się w obraz:


Albo przeglądać książki. Okazuje się, że czasem można nawet poprzestać na okładce ;) 





Młodszy księgowy: Łukasz Huculak, Młodszy księgowy (tempera na kartonie, fragment, 2012) 
Dom z papieru: Giuseppe Arcimboldi, Bibliotekarz (1556) 






Pogrzebane zwierciadło: Diego Rivera, fresk w hotelu Prado w Meksyku (fragment)
Światu nie mamy czego zazdrościć: obraz z młodym Kim Ir Senem 



Germinal: Honoré Daumier, Wagon trzeciej klasy
Saturn: Francisco Goya, Czarne obrazy Saturn zjadający własne dzieci



Zaginione królestwa: Simone Martini, Kondotier (fragment fresku, 1330-1333) 
Wahadło Foucaulta: Lazzar Bastiani, Sceny z życia świętego Hieronima (fragment tryptyku)
Kuchnia Leonarda da Vinci: Leonardo da Vinci, Człowiek Witruwiański



Zderzenie cywilizacji: Michał Anioł, Bitwa pod Casciną
Taniec życia: William Blake, Newton
…Rozmawiał z bydlętami, ptakami, rybami…: Hieronim Bosch, Raj na ziemi (fragment)
Dżihad kontra Mcświat: George Frederic Watts, Minotaur (1885) 



Czarna Magia w XX wieku: fragment obrazu Claude’a Verlinde’a zamieszczonego w magazynie Penthouse nr 34 z listopada 1987 r.



Ziemia, planeta ludzi: Paul Klee
Ponowoczesność jako źródło cierpień: Salvador Dali, Sleep (1973)
Ukryty wymiar: René Magritte, Dola człowieka II



Madame: Pablo Picasso, Jacqueline Rocque, 1954 
Hiszpańskie oczy: Christian Schad, Maika (1929) 



Wichrowe wzgórza: Thomas Jones, Lanscape with Dido and Aeneas
Wyspa doktora Moreau: Henri Rousseau, La Rêve (1910) 
Rozważna i romantyczna: John Hoppner, The Frankland Sisters



Puck of Pook’s Hill: Richard Doyle, Triumphal March of the Elf King (fragment)
Frankenstein: Thomas Eakis, The Gross Clinic 
A Tale of Two Cities: Pierre-Antoine Demachy, Destruction of the Emblems of Monarchy, Place de la Concorde, 10 August 1973



Utwory rozproszone (Rekonesans): Piero della Francesca, fragment fresku w kościele San Francesco w Arezzo



Tajfun i inne opowiadania: Jacob van Ruysdael
Colas Breugnon: Pieter Bruegel Starszy, Taniec chłopski (1568 – 1569) 





piątek, 19 października 2018

O minimalizmie. Przegląd książek #2


To takie nieminimalistyczne czytać kolejne książki o… minimalizmie. Ale ja przecież nie jestem minimalistką, ja po prostu nie lubię nadmiaru. W pierwszej części przeglądu książek o minimalizmie wspominałam już, że zaczęła przytłaczać mnie moja domowa biblioteczka i w tym roku poczyniłam już nieco radykalne kroki ku jej odchudzeniu. Mianowicie rozdałam znajomym i sprzedałam nieznajomym większość książek z kategorii reportaż. To dziwne, zważywszy, że to mój ulubiony gatunek i akurat one na początku moich zapędów z powiększaniem pustej przestrzeni na półkach wydawały się być bezpieczne. Beletrystyki też już trochę poszło, ale tym akurat jakoś łatwiej powiedzieć papa. No cóż nawet książki nie znają dnia ani godziny ;) 

Żeby nie było,  że dwa plus dwa równa się cztery - czytania reportaży nie zarzuciłam. Ba! W tym roku wiodą prym na mojej liście książek przeczytanych. Pomocą służy mi jednak nie stary dobry papier, ale mój duży telefon i platforma z zieloną literką L w logo pełna e-booków :) I właśnie tam wyszukałam kolejne tytuły o tym, jak to ludzie mają dość przesytu dóbr.



Tisha Morris, Mieć mniej. Jak uwolnić się od nadmiaru rzeczy i ruszyć do przodu, Wydawnictwo Kobiece 2018





Porządkowanie własnej przestrzeni nie polega jedynie na pozbywaniu się zbędnych rzeczy – to odkrywanie, co naprawdę jest dla ciebie ważne.


Tisha to autorka kilku książek dotyczących Feng Shui, praktycznych aspektów pozbywania się rzeczy i ogólnej afirmacji z tym związanej. Pierwszą napisała w 2010 roku, później wyszły kolejne i kiedy już myślała, że temat wyczerpała i zamierzała skończyć z tą ewangelizcją – wtedy zmarła jej mama...

Morriss dorastała w schludnym, dobrze zorganizowanym, czystym i zawsze ładnie udekorowanym domu rodzinnym. Takie też miała obserwacje jako osoba dorosła. Ale zamknięte drzwi czasem lubią skrywać różne tajemnice. 

Podobno Szwedzi mają osobne słowo na coś, co ma każdy w domu. Brzmi ono fulskåp i oznacza miejsce na składowanie rzeczy na później, na zaś, na czarną godzinę, takich, z którymi trudno się rozstać, których żal wyrzucić albo są nietrafionymi prezentami, a prezentów – wiadomo – wyrzucać nie należy. Fulskåp zatem to graciarnia przyjmująca postać szafki/szuflady/pudełka. Czymkolwiek by nie było, na pewno w każdym domu istnieje w jakiejś formie i ma się dobrze. U mnie też takie cuda się uchowały, pudełko Pana R. nazwałam np. Sezamem i wrzucam do niego wszystko, co wpadnie mi w rękę, a należy do niego ;)

No więc matka Tishy Morriss takich fulskåpów miała sporo. To właśnie między innymi dzięki nim dom był schludny i gotowy do chwalenia. Gorsza sprawa, że kiedy złożą nas do trumny, nie zapakują przecież w kieszenie wszystkich naszych rzeczy. Z nimi bujać muszą się inni. A to co dla nieboszczyka było perełką, dla kogoś innego może być bezwartościowym śmieciem. No ale uporać się z tym trzeba. Czasem więc może nawet wyjść z tego książka ;) Lepiej jednak nie zrzucać własnych śmieci na barki żałobników, tylko żyć tak, aby przedmioty nie rządziły naszymi emocjami.

Przy okazji porządkowania można się sporo o sobie dowiedzieć. Na przykład dlaczego akurat konkretna rzecz wciąż leży w pudełku z pamiątkami. Stanowi artefakt miłych wydarzeń, czy może jest emocjonalnym kamieniem, który ciągnie w dół?

Posiadanie nadmiaru rzeczy jest tylko symptomem, a nie problemem. Przedmioty te jedynie odwracają uwagę od tego, z czym nie chcesz się skonfrontować w swoim życiu.
No i oto wreszcie uświadomienie, że przedmiot to tylko przedmiot. Owszem może być przyczynkiem do wspomnień. Ale wyrzucenie go do kosza/przekazanie innym/sprzedanie nie oznacza, że wraz z jego stratą pozbywamy się wspomnień. Ważne to, co zostaje w głowie i w sercu, a nie co przyciąga kurz lub zawala kolejne mega- i gigabajty pamięci na twardym dysku.

Poza tym z przedmiotami może być jak z jedzeniem i prawem malejącej użyteczności krańcowej. Zgodnie z tą ekonomiczną teorią pierwszy kęs ulubionej potrawy smakuje niesamowicie, ale każdy kolejny już taki ekscytujący nie jest. Prawda. Kilka ulubionych/najbardziej wartościowych/najbardziej użytecznych książek na mojej półce to zupełnie coś innego niż zawalony cały regał. 

I to byłoby takie streszczenie myśli przewodniej tej książki. 




Fumio Sasaki, Pożegnanie z nadmiarem: minimalizm japoński, wyd. Burda Książki 2017



Fumio Sasaki to koleś z kompleksem niższości, który z nadmiarem dóbr budował tożsamość i poczucie własnej wartości. Zgromadził olbrzymią kolekcję płyt CD i DVD oraz różnych gadżetów, aby wydawać się fajnym, aby laski uważały, że jest wow, a koledzy patrzeli z zazdrością.

I tak sobie zbierał, zbierał i zbierał (z większością w międzyczasie żal było się rozstać), a w końcu zaczęło mu to uwierać, dom przekształcił się w pałac gratów, laski jakoś nie były zbyt chętne oglądać „kolekcji motyli”, a jego poczucie szczęścia nie poszybowało do  góry. A nawet jak już z jedną był w związku to – uwaga brwi do góry - i tak zerwał tłumacząc, że w jego obecnej sytuacji materialnej nie widzi dla nich przyszłości. 


A teraz chóry anielskie, bo w pewnym momencie spłynęło na niego oświecenie, że to jednak trochę nie tędy droga. Przecież każdy człowiek rodzi się jako minimalista. Ba! Jego japońscy rodacy przecież słyną na świecie z tego, że minimalizm to u nich prawie jak religia, mają swoje Dan Sha Ri, sztuka lubi ascezę, a nawet ceremonia herbaty to ukłon w kierunku szczęścia z przeżywania, a nie posiadania. I nie ważne, że jeden to biedak, a drugi to VIP, herbaciane szczęście to demokratyczny stan umysłu. 

I tak sobie Fumio zaczął minimalizować swój pałacyk, aż do momentu, kiedy uzyskał nadmiar… pustki. Nie omieszkał się również podzielić zdjęciem z transformacji. I tutaj przyznaję, że to najlepsze co jest w tej książce. Bo oprócz własnego mieszkania prezentuje również kilka zdjęć innych japońskich mieszkań z utrzymanym minimalistycznym zen. Ciekawe to, bo amor vacui jest mi bliskie. Zgodzę się nawet z Sasakim, że hotelowe pokoje mogą być punktem odniesienia w kierunku minimalizowania własnych czterech kątów. 

Mimo to książka nadaje się raczej dla tych, którzy z tematem minimalizmu dopiero startują. Dla jako tako obeznanych w temacie – treść będzie tchnęła banałem. Ale zostawiam na dole krótki filmik - niech Sasaki sam się broni ;)





Hideko Yamashita, Dan Sha Ri. Jak posprzątać, by oczyścić swoje serce i umysł, Wydawnictwo Literackie 2017


Hideko Yamashita to taka trochę prekursorka Marie Kondo. Oto Japonka stojąca na straży domowego porządku, niewypełnionych ponad limit szaf i traktowania siebie jak najlepszego gościa w domu.

Pani Yamashita około dwie dekady temu spędziła jakiś niezbyt długi czas w schronisku prowadzonym przez ascetycznych mnichów. Poczyniła wówczas obserwacje nad stanem posiadania owych duchownych, no i trochę się zdziwiła, że człowiek jednak wcale tak wiele nie potrzebuje, niż myśli, że musi mieć. Mnisi oprócz tego, że mieli mało, to jeszcze przywiązywali szczególną uwagę do utrzymywania porządku. No cóż – żadna filozofia, wszak mniej rzeczy generuje mniej bałaganu, a i łatwiej i szybciej wtedy ogarnąć klamoty do miłego widoku schludności.

W każdym razie pobyt u mnichów zainspirował ją do działania na własnym poletku. Metodę jaką sobie wówczas wymyśliła nazywa się Dan Sha Ri.

(…) uporządkowanie  świata widzialnego wywiera wpływ na świat niewidzialny. Oto etapy naszego postępowania: Dan, czyli odrzucanie – wyraźcie sprzeciw wobec niepożądanej obecności nowych, bezużytecznych przedmiotów w waszym życiu. Sha, czyli wyrzucanie – pozbądźcie się przedmiotów, które zagracają wasz dom. Powtarzanie Dan i Sha pozwoli wam dojść do kolejnego etapu: Ri, czyli uwolnić się – skończyć z przywiązaniem do rzeczy. 
Powiedziałabym,  że jej metoda to takie technikalia przy minimalizowaniu stanu posiadania. To właśnie Dan Sha Ri między innymi pomogły koledze Sasakiemu z powyższej recenzji do uwolnienia się od swoich gratów i uczynienia z mieszkania świątyni pustki. Przyznam, że w porównaniu z Marie Kondo ta książka była zdecydowanie strawniejsza. Starsza pani przynajmniej nie każe dziękować skarpetkom za dobrze wykonaną robotę ;) 

Śmiechy chichy, ale prawda jest taka, że jak nie uświadomisz sobie, że masz za dużo i nie pomniejszysz, to choćby przeczytać o tym stosy książek – spokoju ducha i luzu nie przyniesie. Więc warto czytać, ale jeszcze lepiej działać. Z mojego stosu reportaży cieszą się już inni, a ja mam już prawie jedną półkę wolną. Mogę ją łatwiej wytrzeć z kurzu, zajmie mi to mniej czasu, bo nie muszę najpierw wyciągać książek, a później je na nowo układać. Czy czuję się przez to lżejsza duchowo? Zdecydowanie. I to między innymi przekazuje pani od Dan Sha Ri. 



czwartek, 18 października 2018

O (nie)korzyściach modelu rodziny 2+1. Lauren Sandler - Jedno i już



Decydując się na jedno dziecko powtarzam tylko wybór, jakiego dokonała moja matka. Ale wolę myśleć, że to była moja decyzja, podjęta po głębokim namyśle i na moich własnych warunkach. A także decyzja Justina. I nikogo więcej. Podjęcie decyzji wymaga zrozumienia własnych potrzeb i pragnień. Musimy je dobrze poznać, wsłuchać się w nie, dogłębnie w nie wejrzeć.


Kiedy zabierałam się za tę książkę i mając w głowie możliwy wydźwięk tytułu pomyślałam sobie: „Aha! Przygotuj się na tekst pełen pochwał dla jedynactwa.” 

Nie pomyliłam się. Autorka jest nie tylko jedynym dzieckiem swoich rodziców, ale sama również wychowuje jedynaczkę. Był czas, kiedy jej matka podejrzewając u siebie drugą ciążę, przepłakała przez to całą noc, by ranek powitać listą za i przeciw urodzeniu kolejnego dziecka. Wprawdzie sygnały o ciąży okazały się fałszywe, ale ona utwierdziła się w przekonaniu, że chce pozostać w modelu rodziny 2+1. Ewentualne jej powiększenie o kolejnego potomka przestało wchodzić w rachubę. Postawiła na swobodę wynikającą z już w miarę odchowanej córki oraz większą możliwość realizacji swoich życiowych celów i pasji, którym na przeszkodzie skutecznie mogłoby stać drugie dziecko.

Zatem autorka książki opisuje coś, co zna i co sama realizuje dalej. Przekonuje przy tym, że wybór jej matki jest słuszny, bo kolejne dziecko, jak wynika z badań (autorka w książce w wielu fragmentach opiera się na wynikach różnych naukowych badań i socjologicznych konkluzji) powoduje rozrzedzenie zasobów: każdy kolejny potomek nie tylko generuje większe koszty, ale jednocześnie pomniejsza finansowy zasób, jaki można przeznaczyć na jedno dziecko. Ale to nie jedyne rozrzedzenie zasobów, dotyczy ono bowiem również czasu i uwagi, jakie rodzice są w stanie poświęcić jednemu dziecku w modelu 2+1, a jaki w modelu 2+2 (i więcej). Ponadto więcej niż jeden potomek znacząco obniża intymną więź między rodzicami oraz pogarsza stan środowiska naturalnego. Zatem posiadanie dzieci (lub ich więcej niż jedno) nie jest racjonalne z ekonomicznego i ekologicznego punktu widzenia. Dodaje przy tym, że w wielu przypadkach partnerzy chętnie zostaliby tylko przy jednym dziecku, ale decyzja o dalszym powiększeniu rodziny bywa efektem presji, którą wywarła najbliższa rodzina i społeczeństwo.  
Dodaje również, że postrzeganie jedynaka jako osoby zepsutej i jako pokrzywdzonej przez los ma swoje wspólne źródła w zbiorowej świadomości na temat jedynaków.

Eee! Nic nowego. I po co się porywać na napisanie książki, skoro wszystko to wiadomo? Ha! Niespodzianka! Książka nie jest jednopłaszczyznowa. Autorka, powtórzę – wprawdzie jest jedynaczką i jedynaczkę wychowuje, dzieli się jednak wątpliwościami natury etycznej, emocjonalnej, a nawet… religijno-politycznej. Ale po kolei. Temat jedynactwa zna z dwóch pokoleniowych stron, więc trochę się jej zabrało na przemyślenia. I są one całkiem ciekawe. Jak też już wspomniałam wyżej – szuka również odpowiedzi w nauce. Okazuje się, że w dzisiejszych czasach nastręcza trudności nawet sama definicja jedynaka:

Zmiany jakie zaszły w definiowaniu rodziny, rodzą pytania, jak definiować jedynaka. Statystycy zwykle stosują regułę, że dziecko wychowywane bez rodzeństwa przez siedem lat jest traktowane  jako jedynak. Spotkałam jednak mnóstwo ludzi, którzy uważają się za jedynaków, ponieważ nie czuli więzi z przyrodnim rodzeństwem, a także takich, którzy nigdy nie myśleli o sobie jak o jedynakach, ponieważ byli tak blisko związani z bratem lub siostrą mimo różnicy wieku sięgającej kilkunastu lat.

Bycie jedynakiem ma swoje zalety: cieszy się wyłączną uwagą swoich rodziców (a nierzadko również dziadków), ma większe możliwości do lepszego kształcenia i rozwoju osobistego, zasoby rzeczowe i finansowe rodziny nie dzielą się pomiędzy rodzeństwo, a relacja z rodzicami teoretycznie ma szansę być głębsza. Niby same plusy, ale bycie w centrum rodziny nakłada również pewne ograniczenia: kontrolę, a czasem presję ze strony rodziców, których jedyny potomek jest jednocześnie pierwszą i ostatnią szansą na rodzicielski sukces. Co więcej, wyniki badania z 2001, do których dotarła autorka, wskazują, że jednym z najbardziej uświadamianych sobie przez jedynaków wyzwań jest troska, że będzie się jedynym opiekunem starzejących się rodziców. Co wiąże się również z lękiem przed osamotnieniem po ich śmierci. Z innej strony sytuacja po rozwodzie rodziców również może być przeżywana bardziej intensywnie z uwagi na niemożliwe wspólne przeżywanie straty z rodzeństwem, którego nie ma lub trudność w odnalezieniu się w relacjach z późniejszym rodzeństwem przyrodnim.

Autorka podniosła również kwestię więzi z rówieśnikami. Ta może rozwijać się w dwójnasób: brak rodzeństwa może być motorem do nawiązywania większych i bardziej zażyłych relacji z innymi ludźmi. Może również się zdarzyć, że głębokie więzi z czasem mogą ulec rozluźnieniu, szczególnie, kiedy przyjaciele jedynaka mają dobre relacje ze swoim rodzeństwem. Jedna z przytoczonych wypowiedzi jedynaków w książce zawarła pewną ciekawą teorię, że wielką zaletą rodziny jest to, że można się od siebie oddalić, a potem zbliżyć. Więzy krwi czasem po prostu mają większe znaczenie.

No i kwestia społeczno-religijna, o której przyznam najpierw w ogóle nie pomyślałam, ale kiedy podniosła ją autorka pomyślałam, że jednak dobrze, że wzięła ją do ogólnych rozważań. Duża dzietność jest nieodłącznym elementem społeczności konserwatywnych, często również charakteryzujących się jednocześnie religijną ortodoksją. A zatem, czy rodziny jedynaków nie skazują się czasem na to, że kiedyś zostaną w mniejszości? Brytyjski teolog David Hart zauważył, że istnieje jakiś bezpośredni, nierozerwalny związek pomiędzy wiarą a wolą życia. Czy zatem nie stanie się tak, że w przyszłości rozdawać karty będą ci, którzy spłodzą jak najwięcej dzieci?

I jeszcze jedna myśl, która pojawiała się w różnych rozważaniach w książce. Nawet jeśli zapada decyzja o chęci wychowywania jedynaka, czasem może/powinna być ona podjęta po ewentualnym przetłumaczeniu sobie i przeboleniu straty pewnych marzeń o większej rodzinie. Pojedyncze lub wielokrotne rodzicielstwo to bowiem w wielu przypadkach nie efekt ekonomicznych wyliczeń, ale decyzja serca.

Mimo wszelkich racjonalnych powodów stojących za moją decyzją o posiadaniu tylko jednego dziecka, mimo wyników badań naukowych wskazujących jednoznacznie, że jedynacy świetnie sobie radzą, mimo danych sugerujących, że każde następne dziecko będzie się wiązało z wyrzeczeniami, podjęcie jej nie jest wcale łatwe. Dzieje się to wszystko w sferze emocjonalnej, która jak się okazuje, nie poddaje się dyktatowi liczb, nie opiera się na żadnych analizach.

Tak więc rozpoczynając lekturę z pewnym przeświadczeniem, co do treści – finalnie zostałam trochę zaskoczona wielotorowym potraktowaniem tematu nad istotą jedynactwa. Bardzo to odświeżające tak się mylić ;)

____________________
cytaty: Lauren Sandler, Jedno i już (One and Only), wyd. WAB  (Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.) 2018



środa, 17 października 2018

Varia: Przegląd literackich nagród i nominacji


Bardzo się ucieszyłam na wieść o tym, że Nagrodę Nike 2018 przyznano Marcinowi Wisze za książkę Rzeczy, których nie wyrzuciłem. Czytałam w wakacje i bardzo dobrze ją oceniam, a tegoroczna Nike mam nadzieję, że w końcu zmotywuje mnie do opisania moich wrażeń i spostrzeżeń po lekturze. 
To raz. A dwa – Nike przypomniało mi, że dawno nie robiłam podsumowań z zakresu literackich nagród. Zatem naprawiam się dzisiaj ;) Przegląd dotyczy okresu od wakacji do teraz.



W kategorii powieść nagrodzono książkę „Różaniec” Rafała Kosika
Nagrodę za najlepsze opowiadanie zdobył tekst „Szaławiła” Marty Kisiel




Joanna Czeczott, "Petersburg, Miasto snu" (Wydawnictwo Czarne)





Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (Wyd. Karakter)


Nominowani: 
Grzegorza Bogdał „Floryda” (Wyd. Czarne), 
Aleksandra Lipczak „Ludzie z Placu Słońca” (Wyd. Dowody na Istnienie), 
Adam Robiński „Hajstry. Krajobraz bocznych dróg” (Czarne), 
Paweł Sołtys „Mikrotyki” (Czarne) 
Marcin Wicha „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” (Wyd. Karakter)




ESEISTYKA
Krzysztof Mrowcewicz „Rękopis znaleziony na ścianie”, Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa



POEZJA
Dominik Bielicki „Pawilony”, Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław



PROZA
Paweł Sołtys „Mikrotyki”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec



PRZEKŁAD NA JĘZYK POLSKI
Sława Lisiecka / Thomas Bernhard „Chodzenie. Amras”, Wydawnictwo Od Do, Łódź



Nominacje do nagrody przedstawiały się następująco:

ESEJ:
Dorota Masłowska „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 

Krzysztof Mrowcewicz „Rękopis znaleziony na ścianie”, Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa

Radosław Romaniuk „Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza” t. II, Wydawnictwo Iskry, Warszawa

Marian Sworzeń „Czarna ikona – Biełomor. Kanał Białomorski – dzieje, ludzie, słowa”, Wydawnictwo Sic!, Warszawa

Marcin Wicha „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, Wydawnictwo Karakter, Kraków


POEZJA:
Dominik Bielicki „Pawilony”, Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław

Agata Jabłońska „Raport wojenny”, Biuro Literackie, Stronie Śląskie

Jerzy Kronhold „Stance”, Convivo, Warszawa

Natalia Malek „Kord”, Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu oraz Staromiejski Dom Kultury w Warszawie

Maciej Topolski „Na koniec idą”, Dom Literatury: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi


PROZA:
Waldemar Bawołek „Echo słońca”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec

Grzegorz Bogdał „Floryda”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec

Martyna Bunda „Nieczułość”, Wydawnictwo Literackie, Kraków

Paweł Sołtys „Mikrotyki”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec

Aleksandra Zielińska „Kijanki i kretowiska”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa


PRZEKŁAD NA JĘZYK POLSKI
Sława Lisiecka /Thomas Bernhard „Chodzenie. Amras”, Wydawnictwo Od Do, Łódź

Adam Pomorski/Andriej Płatonow „Dół”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec

Magdalena Pytlak/Milen Ruskow „Wzniesienie”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków

Julia Różewicz/Petra Hulova „Macocha”, Wydawnictwo Afera, Wrocław

Agata Wróbel /Anna Bolavá „W ciemność”, Książkowe Klimaty, Wrocław



Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem


Finałowa 7:
Wojciech Bonowicz - Druga ręka
Paweł Sołtys - Mikrotyki
Ewa Lipska - Pamięć operacyjna
Mikołaj Grynberg - Rejwach
Marcin Wicha - Rzeczy, których nie wyrzuciłem
Anna Bikont - Sendlerowa. W ukryciu
Jerzy Kronhold - Stance



Maciej Płaza za powieść „Robinson w Bolechowie”




Ewa Wanat, reportaż "Deutsche nasz. Reportaże berlińskie", Świat Książki, Warszawa 2018




Alternatywny Nobel literacki 2018
Maryse Condé


Artykuł na wyborcza.pl:



Anna Burns, Milkman (Faber & Faber Books) 




Paweł Sołtys, „Mikrotyki” Pawła Sołtysa, „Florydę” Grzegorza Bogdała, Floryda,
Weronika Gogola, „Po trochu”
Martyna Bunda, „Nieczułość” 
Adam Robiński, „Hajstry” 


Tegoroczny laureat zostanie ogłoszony 28 października, podczas ostatniego dnia Festiwalu Conrada (22-28 października). Na stronie festiwalu jeszcze można oddać swój głos :)



Gala ogłoszenia laureata i wręczenia nagrody – 25.10.2018 r.

Monika Bobako, Islamofobia jako technologia władzy. Studium z antropologii politycznej, Universitas Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych, Kraków 2017

Michał Buchowski, Czyściec. Antropologia neoliberalnego postsocjalizmu,Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Adama Mickiewicza, Poznań 2017

Ewa Domańska, Nekros. Wprowadzenie do ontologii martwego ciała,Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2017

Andrzej Friszke, Sprawa jedenastu. Uwięzienie przywódców NSZZ "Solidarność" i KSS "KOR" 1981-1984, SIW ZNAK / Znak Horyzont, Instytut Studiów Politycznych PAN, Europejskie Centrum Solidarności, Kraków 2017

Adam Hernas, Od zawsze jesteś przy mnie. Zarys fenomenologii bliskiego,Instytut Myśli Józefa Tischnera, Kraków 2017

Paweł Kłoczowski, Stanisław Mancewicz, Marek Żebrowski, Kultura narodziny pisma, Instytut Książki, Instytut Literacki Kultura, Kraków/Paryż 2017

Jerzy Kochanowski, Rewolucja międzypaździernikowa. Polska 1956-1957, SIW ZNAK / Znak Horyzont, Kraków 2017

Jacek Leociak, Biografie ulic. O żydowskich ulicach Warszawy: od narodzin po Zagładę, Dom Spotkań z Historią, Warszawa 2017

Michał Tymowski, Europejczycy i Afrykanie. Wzajemne odkrycia i pierwsze kontakty, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2017

Jerzy Zajadło, Sędziowie i niewolnicy. Szkice z filozofii prawa,
Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2017




wtorek, 16 października 2018

Jackoteka: Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków


Lubię przeglądać atlasy geograficzne i przyrodnicze. Uwielbiam stare ryciny, których kreska odwzorowuje naturę w sposób idealny. Po raz kolejny okazuje się jednak, że kolaż z kilku kolorowych szmatek również może być małym arcydziełem. Oto po zachwycającym Atlasie ptaków rodzina Pawlaków tym razem zaserwowała przepiękny Atlas motyli. Muszę się przyznać, że to była dla mnie najbardziej wyczekana książkowa premiera września. I słusznie, bo było na co czekać. Pan Jacek również chętnie studiuje tę książkę. Takich ślicznotek nam trzeba ;)









__________________________
Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, Mini atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków, wyd. Nasza Księgarnia 2018


sobota, 13 października 2018

Bogate wnętrze, czyli rzecz o wyklejkach. Część XI - bajki #3


Im więcej bajek na półce, tym więcej wyklejek z książkach. Cieszy mnie niezmiernie, że wydawcy są tacy hojni dla małych czytelników i ich rodziców ;) Brak wyklejki, a jej obecność, szczególnie kiedy wzór jest przyjemny dla oka to zwykle dla książki plus dziesięć do lansu ;) Taki żarcik. Ja po prostu lubię, kiedy książka pomyślana jest jako całość. A wyklejka jest przecież dodatkową ozdobą. 


Cykl Bogate wnętrze - odsłona 11. Co tam mamy dzisiaj? ;)









Daniel Napp, Pan Brumm tego nie rozumie, wyd. BONA 2011








Alona Frankel, Nocnik nad nocnikami. Chłopiec, wyd. Nisza 2018




Anna Edyk (tekst), Piotr Brydak (ilustracje), Ptakowisko, wyd. SBM Sp. z o.o. 2018




Amina Hachimi Alaoui (tekst), Maya Fidawi (ilustracje), Alya i trzy koty, wyd. Muchomor 2017




Przemysław Wechterowicz, Marcin Minor, Gwiazdka z nieba, wyd. TADAM 2017




Magdalena Matoso, Klapu klap, wyd. BABARYBA 2015




Anna Dewdney, Gdzie jest Małej Lamy Mama?, wyd. WAM 2018




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...