czwartek, 11 stycznia 2018

Dzień Wegetarian 2018. Marta Dymek - Nowa Jadłonomia. Roślinne przepisy całego świata


Dzień Wegetarian 2018 przypada 11 stycznia, czyli dokładnie dzisiaj. Uprzedzam od razu pytania i odpowiadam, że wegetarianką nie jestem, jadam mięso raz częściej, raz rzadziej. Jednak kuchnię roślinną darzę ogromnym sentymentem i biję pokłony nad spektakularnością zdawałoby się prostych przepisów wykorzystujących niewielką ilość ingrediencji. Bo wegetarianizm osobiście kojarzy mi się z prostotą. A poza tym to czysta etycznie kuchnia. Dlatego chociażby z tego ostatniego powodu warto ją propagować.





Martę poznałam sama będąc jeszcze blogerką kulinarną. Jadłonomia to zaś pierwszy blog wegetariański, który zaczęłam śledzić i korzystać z jego przepisów. Później wyszukiwałam inne i tak trafiłam na Zieleninę, Vegenerata biegowego, czy erVegana. Zresztą wszyscy wymienieni mają już na swoim koncie wydane kulinarne książki z kuchnią wegańską.






Ale wrócę jeszcze do Marty i jej Jadłonomii. Skorzystałam dotąd z wielu jej blogowych przepisów, zachwyciłam się możliwościami aquafaby i odkryłam wiele twarzy kaszy jaglanej. Dlatego z nadzieją oczekiwałam jej drugiej książki i oto mam ją wreszcie na półce. Nie mogłam się powstrzymać, więc uraczę sporą ilością zdjęć. A jutro wieczorem, kiedy mały Jacek pójdzie spać zrobię sobie chai latte i pomyślę, która zupa z tej książki w weekend pójdzie na pierwszy ogień ;)


















___________________
Marta Dymek, Nowa Jadłonomia. Roślinne przepisy całego świata, wyd. Marginesy 2017

wtorek, 9 stycznia 2018

Jackoteka (w bibliotece): Anouck Boisrobert, Loius Rigaud - W lesie


Niedawno było o koszmarnych książkach dla dzieci, więc dzisiaj dla równowagi coś pięknego. Ze szczególną dedykacją dla Kasi (pozdrawiam!), która napisała mi wiadomość (cytuję za zgodą autorki), że wszystko świetnie, tylko dla kogoś, kto nie ma kasy pozostają tanie bajki, ale nie zawsze ładne. Otóż niekoniecznie Droga Kasiu! I wszyscy inni, którzy też tak pomyśleliście ;) 
Czy udaliście się może do biblioteki? Bo ja dzisiaj zaprezentuję książkę, którą przytargałam Jackowi nie z bookcrossingu, ani nie ze sklepu, tylko całkiem darmowo z gminnej biblioteki. Inna, równie piękna, do której wzdycham i wciąż się zachwycam też się pojawi na blogu (ale później).

Mam to szczęście, że moja biblioteka co miesiąc zakupuje sporo nowości włączając w to książki dla dzieci. Ale myślę, że w Waszej okolicznej bibliotece, która (być może nawet) dysponuje skromniejszym budżetem na pewno uda znaleźć się coś wartościowego. Wystarczy poszukać. 

Jest w tym rozwiązaniu pewna wada – dzieci często dorastają do książek i na różny sposób z nich korzystają na etapie swojego rozwoju. Przy pierwszym czytaniu mogą nie być zainteresowane, ale po jakimś czasie powrót do lektury może skutkować zaskakującym zainteresowaniem ze strony latorośli. 
U nas tak było w przypadku Bardzo głodnej gąsienicy, która trzy miesiące temu raczej zbierała kurz, niż faktycznie była w użytku. A od jakiegoś miesiąca… no cóż mam już jej dosyć, bo należy do trójcy książek (dwie pozostałe to książeczki o traktorze i bałwanku), które Jacek życzy sobie czytać na okrągło. 


Rozpisałam się o ogóle, więc najwyższy czas o szczególe jakim jest dzisiejsza gwiazdeczka. Ta książka też raczej należy do kategorii „rosnę z dzieckiem”. Dla rocznego dziecka atrakcyjne są wyskakujące obrazki, starszak może natomiast wyszukiwać chowającego się w zieleni leniwca. Więc być może tę książkę zakupię, co nie zmienia faktu, że korzystanie z książek bibliotecznych znacznie poszerza nam ofertę dostępnych pięknych książek dla dzieci.


W lesie jest typowym pop-upem: przy otwieraniu stron wyskakują przestrzenne obrazki. Historia jest smutna, ale z happy endem. 




Oto realizacja lex Szyszko w lesie egzotycznym (są leniwce, tukany, mrówkojady i papugi). Piękny, zielony, gęsty las któregoś dnia przy dźwięku harvesterów nagle zaczyna się przerzedzać, przerzedzać, przerzedzać i przerzedzać. 




Jest coraz mniej drzew i zwierząt (które uciekają w popłochu), za to coraz więcej wiórów. A kolejne ciężarówki tylko wywożą stosy bali. Aż, parafrazując klasyka Kononowicza, nie było już niczego. Nawet leniwca. 



Pora jednak na happy end – pojawiają się ludzie, którzy kochają zieleń, drzewa i lasy. Sieją rośliny, by po jakimś (wprawdzie jak na gęsty las zapewne dosyć dłuuugim) czasie las znowu był gęsty, zielony i zasiedlony przez zwierzęta. 




Cudna książka, gorąco polecam i daję znać, że wzorem pop-upów z Mamanii, Dwie Siostry również wypuściły wersję leśną i wodną. Zatem bierzcie tę wiadomość, korzystajcie i bawcie się :)


_________________________
Anouck Boisrobert, Loius Rigaud, W lesie, wyd. Dwie Siostry 2017


piątek, 5 stycznia 2018

O tym, że kiszonki są zawsze spoko (nawet w deserze). Kristen i Christopher Shockey - Fermentacja warzyw. Pomysłowe przepisy na fermentowanie 64 warzyw i ziół


Po świątecznym i sylwestrowym obżarstwie jedni jeszcze myślą o karnawałowym szaleństwie, inni zaś o nadprogramowych kilogramach, które wypadałoby zgubić do lata. Wprawdzie to jeszcze prawie pół roku, ale już niebawem salony fitness ponownie się zapełnią. Ale zanim nastanie piękne, słoneczne i ciepłe lato, po drodze czeka jeszcze wiosenne osłabienie, a wraz z nim depresyjne samopoczucie. Więc kiedy połączy się eliminacyjne diety cud, harówkę na siłowni i psychiczne zmęczenie warto pomyśleć wtedy o kiszonkach.

Przy książce Szczęśliwe jelita wspominałam o tym, że  jedzenie ma wpływ na naszą sylwetkę, samopoczucie i zdrowie, o tym, że 95% serotoniny, hormonu odpowiedzialnego za nasze poczucie szczęścia wytwarzane jest w jelitach i jeszcze o tym, że niebagatelne znaczenie ma kondycja naszego mikrobiomu. A to wszystko związane jest z ilością produktów fermentowanych, które sobie serwujemy.


O tym, że lubię kiszonki i chętnie eksperymentuję z różnymi smakami wspominałam przy okazji książki Aleksandra Barona Kiszonki i fermentacje. Dzisiaj będzie o kolejnej fantastycznej pozycji, która dołączyła do mojego przetwórczo-fermetacyjnego księgozbioru:



Na wstępie zaznaczam, że nie przeczytałam jej od deski do deski. Jest bowiem dość obszerna i ma sporo ciekawych informacji, a na to potrzeba sporo wolnego czasu, z którym u mnie przy mobilnym synu ostatnio dość krucho. Ale już jej przejrzenie zachęciło mnie do niebawem dalszej eksploracji. Zatem w skrócie czego można się po niej spodziewać.


Książka podzielona jest na 4 części:




Pierwsze kroki (Podstawy fermentacji): krótkie wprowadzenie na temat samej fermentacji, o tym dlaczego jest dla nas ważna (nietolerancja laktozy, a fermentacja mlekowa – jak to pogodzić?), o fermentacji od strony chemicznej oraz o utensyliach dla miłośnika fermentacji, czyli garnki i spółka.




Podstawy (Kiszona kapusta, dodatki do potraw, ogórki i kim chi): klasyka fermentacji, o której najczęściej myślimy na słowo „kiszone” (ogórki, kapusta, a ponieważ kuchnia azjatycka u nas w modzie, to i o kimchi co nieco też obiło się o ucho).

W garnku (Fermentacja warzyw od A do Z): cała paleta możliwości, które możemy wykorzystać oprócz tych pospolitych ogórków i kapusty. Ja podczas moich dotychczasowych fermentacyjnych eksperymentów zachwyciłam się smakiem kiszonej brukselki, rzodkiewki i kalafiora. Ale czy słyszeliście kiedykolwiek o solance komarowej, pachnotce zwyczajnej albo o możliwości kiszenia pospolitego mniszka lekarskiego?





Na talerzu (Przepisy z wykorzystaniem kiszonek): część czwarta to już petarda. Kiedy mamy już kiszonki można je zajadać prosto ze słoika, ale mogą też być elementem potrawy. Kiszonki na śniadanie, obiad, przekąskę czy kolację – zawsze spoko. Ale co powiecie na fermentowane koktajle lub desery (np. ciasto czekoladowe z kiszoną kapustą i polewą kokosowo-kefirową)? Czyż nie brzmi to intrygująco? ;)





Na koniec jeszcze o fermentacyjnych troskach, czyli dobry, zły i brzydki nalot. I bogata bibliografia.



A pomiędzy tym wszystkim sylwetki fermentatorek i fermentatorów. 





No i cóż - same kiszonki przygotowuje się tak szybko, że ich nierobienie, bo coś tam, to tylko taka mowa trawa. Wszak mantra fermentatora brzmi: Zanurz warzywa w zalewie, a bakterie zrobią resztę za ciebie. Jakie to proste! ;) Zatem niech fermentacyjna moc będzie z Wami ;) 


__________________________
Kristen i Christopher Shockey, Fermentacja warzyw. Pomysłowe przepisy na fermentowanie 64 warzyw i ziół (Fermented Vegetables), wyd. Vivante 2017


środa, 3 stycznia 2018

O tym, że nie każda bajka jest dla dzieci. Kilka koszmarków ku przestrodze


Lekcja plastyki. 263 godziny. Tyle czasu spędzają na lekcjach o sztuce uczniowie drugiej klasy podstawówki w Lichtensteinie. Łącznie przez dziewięć pierwszych lat nauki będą mieli 2304 godziny. To europejski rekord. W czołówce nauczania o sztuce są też Duńczycy -1120 godzin w sześć lat, Portugalczycy -1100 godzin w osiem lat oraz Finowie i Norwegowie – po 997 godzin odpowiednio w dziewięć i dziesięć lat.
Mali Łotysze zgłębiają zagadnienia związane ze sztuką przez 800 godzin w ciągu dziewięciu lat nauki, Czesi w tym samym czasie mają 636 godzin lekcji o tej tematyce, Węgrzy – 600 godzin w osiem lat, Litwini tyle samo w dziesięć lat. Rumuni w ciągu dekady poświęcają na to 550 godzin.
Przez dziewięć lat podstawówki i gimnazjum polskie dzieci spędzają na lekcjach poświęconych sztuce nie więcej niż 255 godzin.
(Filip Springer, Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni, wyd. Czarne 2013; Dane pochodzą z opublikowanego w 2009 roku raportu Edukacja artystyczna i kulturalna w szkołach w Europie, przygotowanego przez Agencję Wykonawczą do spraw Edukacji, Kultury i Sektora Audiowizualnego Unii Europejskiej)


Dzisiaj będzie o książkowych koszmarkach dla dzieci. W poprzednim artykule tego typu poruszyłam kwestię treści. Dziś będę kontynuować na przykładzie innej książki, ale pochylę się również nad ilustracjami. Poniższych książek nie ma już na mojej półce. Zaraz się dowiecie dlaczego.



Lucyna Skompska (tekst), Sławomir Zientalski (ilustracje), Przygody kota Kacpra i myszki Lulu, Wydawnictwo Łódzkie 1987

Na początek największe rozczarowanie. Być może już wiecie, że uwielbiam szperać na bookcrossingowych półkach. Właśnie tą drogą do domu trafiła książka o kocie i myszce. Och jak ja się ucieszyłam, kiedy ją wypatrzyłam na wymianie. Mam bowiem na półce inną książkę tej autorki - całkiem przyzwoitą przygodówkę dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Liczyłam więc, że ta będzie bawić Jacka jeszcze wcześniej. 

Kot i mysz zapoznali się w jednym z barów. Nigdy nie zostaliby przyjaciółmi, gdyby wcześniej znali wzajemnie swoją tożsamość. Całe szczęście oboje zbiegiem okoliczności są w przebraniu, więc już na dzień dobry kot nie pożre myszy. A później jakoś ta znajomość leci, bo mają wspólny cel – ucieczkę przed trzema złoczyńcami, którzy dybią na ich życie po tym,  kiedy zwierzaki udaremniły ich skok na kasę. Bandyci nie ustają w wysiłkach: jednym razem chcą im zaserwować tort z trucizną, innym razem celują z broni palnej (wtedy to kot zostawia swoją przyjaciółkę myszkę na pastwę losu i daje dyla), a później chcą utopić w rzece.


Przemoc niczym u starych braci Grimm. Wszystko oczywiście kończy się szczęśliwie: bandyci trafiają tam, gdzie powinni, zwierzaki zostają bohaterami, dostają medale, pochwały i glorię chwały. Ale nie czujecie, że coś tu zgrzyta? Fałszywa tożsamość, przemoc, alkohol, próby morderstwa. Ilustracje, choć kreskę mają nawet przyjemną są odzwierciedleniem treści. Więc nie, nie kupuję tego. Pa pa książko!



Anna i Lech Stefaniakowie (ilustracje), Myśliwy, Wydawnictwo Elżbieta Jarmołkiewicz Sp. z o. o.


Oto koszmarek, który określiłabym jako kombinację kilku baśni w formie bryka. Jest młodzieniec z czarodziejską peleryną i niewinna piękna niewiasta, która jest zakładniczką starej czarownicy. Myśliwy podstępem ratuje pannę z rąk staruchy, a potem… młodzieniec ożenił się z dziewczyną, ponieważ była miła i bardzo mu się podobała. Żyli razem długo i byli szczęśliwi. O matko z córką! Co za sztampa w wersji bardzo mini. Do tego brzydkie ilustracje. Nie dawajcie tej książki w prezencie, bo będzie wstyd ;)




Jan Brzechwa (tekst), Jakub Kuźma (ilustracje), Kaczki, wyd. FK Olesiejuk Sp. z o. o.
Jan Brzechwa (tekst), Renata Krześniak (ilustracje), Leń, wyd. FK Olesiejuk Sp. z o. o. 


Wiersze Brzechwy i Tuwima to klasyka. Wprawdzie treść niektórych z nich nie przystaje już do naszych czasów, ale większość, ku radości, z powodzeniem można czytać. I sprezentować najmniejszym. Pamiętać tylko trzeba, że ilustracje są bardzo ważne. Muszą być nie tylko kolorowe, ale również estetyczne. Te tutaj, w mojej skali piękna takimi niestety nie są. Zatem żegnajcie obie! Zdecydowanie wolę kreskę Franciszki Themerson.



Czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci – to powiedzenie obrazuje zależność, na którą często nie zwraca się większej uwagi w przypadku dzieci. Ważne, aby było kolorowo i bajkowo. Narysujmy jakieś uśmiechnięte zwierzątka, tu kwiatka, tam fioletowego konika; jakość estetyczna nie jest już tak istotna. Często popada się w myślenie, że na naukę sztuki jeszcze przyjdzie czas, że nie powinno się odbierać dzieciom bajkowego dzieciństwa. Zgoda, ale pod warunkiem, że rysunki będą kształtować gust.


Nie bez powodu na wstępie zamieściłam cytat z Wanny z kolumnadą. Bardzo jaskrawo przedstawia on bowiem problem lekceważącego stosunku do nauczania o sztuce i późniejszych wszelkich wyborów, które wizualnie wpływają na naszą wzrokową (nie)wrażliwość (wyglądu naszych mieszkań, podwórek, budynków, odzieży etc.). A tę wrażliwość warto uczyć i pielęgnować już od najmłodszych lat. Jak się okazuje - szkoła za rodziców tego nie zrobi. Dziecko jest jak gąbka – chłonie dobrze wszystko. Zarówno to, co dobre, ale też to co złe. A my książek, które możemy zaoferować dziecku mamy na rynku przeogromny wybór. Warto więc poświęcić chwilę i przejrzeć. 



poniedziałek, 1 stycznia 2018

Bogate wnętrze, czyli rzecz o wyklejkach. Część VIII - ślicznotki


Stary rok zakończyłam pesymistyczną treścią, więc nowy rozpocznę pięknie. Oto przed Wami nowe książki na mojej półce, których wspólnym mianownikiem jest śliczna wyklejka. Stąd też i taki tytuł najnowszego odcinka cyklu Bogate wnętrze.



Najpiękniejszą, bo i najbardziej artystyczną i pracochłonną jest według mnie ostatnia z Dziedziców ziemi, ale jako niepoprawna miłośniczka ptaków milion serduszek (haha!) wysyłam w kierunku ptasich śladów z Rzeczy o ptakach. Dajcie znać, którą Wy postawilibyście na podium.


Noah Strycker, Rzecz o ptakach, wyd. MUZA SA 2017





Jacen Lelonkiewicz (tekst), Paweł Pawlak (ilustracje), Okruszek z Zaczarowanego Lasu, Agencja edytorska EZOP 2005




Tove Jansson, Boel Westin, Mama Muminków. Biografia, wyd. Marginesy 2012




Margaret Atwood, Czarci pomiot. Burza Szekspira opowiedziana na nowo, Wydawnictwo Poznańskie 2016




Bertil Marklund, Skandynawski sekret. 10 prostych rad jak żyć szczęśliwie i zdrowo, wyd. Marginesy 2017




Ildefonso Falcones, Dziedzice ziemi, wyd. Albatros 2017



__________________

A z okazji pierwszego dnia 2018 roku, życzę Wam, aby nowy rok był lepszy od starego pod każdym względem! :)


Jeżeli robicie postanowienia noworoczne, to życzę ich łatwego spełnienia. Ja osobiście na początku roku lubię sobie stawiać różne wyzwania do wykonania w ciągu roku. Jednym z nich w 2018 roku będzie częstsze pisanie na Czytelniczym, bo stos książek czekających na półce na swoją kolej do recenzji, zrobił się już zdecydowanie za wysoki ;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...