poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Iluzja prawdy. Martyn Bedford - "Dziewczyna Houdiniego"


„Nie doceniłem tego, jak bardzo Kim i Rosa były do siebie podobne pod jednym istotnym względem: skłonności do kłamstwa. Co nie znaczy, że swoje kłamstwa obie formułowały czy planowały w taki sam sposób. Największą umiejętnością Kim była falsyfikacja – sprawianie, byś uwierzył w te opinie i opowieści na jej temat, w których nie było źdźbła prawdy. Rosa była najlepsza w ukrywaniu prawdy o sobie i swoim życiu. Kim często wierzyła w swoje wymysły; Rosa nigdy nie wierzyła w swoje iluzje. Jako aktorka, Rosa odgrywała swoją rolę, a Kim była odgrywaną przez siebie postacią. A jednak to Rosa bardziej mnie nabrała, ani razu nie wzbudzając moich podejrzeń. Szczerze mówiąc, za cholerę nie mogłem rozgryźć tej kobiety.”




Nie wszystko jest tym, czym się wydaje być. Tak chyba w jednym zdaniu mogłabym określić tę zaskakującą i ciekawą powieść. Może iluzja bywa zagadkowa i mistrzowsko korzysta z naszej niedokładnej obserwacji, ale jeszcze większą tajemnicą, niż magiczne sztuczki, jest człowiek.
Bywa tak, że wierzymy w coś, co nam się wydaje lub chcemy wierzyć w coś, co nie zawsze jest prawdą. Dopisujemy własne scenariusze do zdarzeń urojonych i na ich podstawie dopisujemy swój własny ciąg dalszy.

Chciałabym Wam opowiedzieć całą fabułę, ale wiem, że tym samym zepsuję całą frajdę z odkrywania historii. A ta jest zagmatwana, więc wcale nie taka oczywista. Wystarczy, że zdradzę, iż byłam początkowo przekonana, że śmierć głównej bohaterki to czysta mistyfikacja. To nic, że Red, jej partner-magik widział kobietę w kostnicy, a później uczestniczył w jej pogrzebie. Przez połowę książki łudziłam się, że Rosa nagle pojawi się w którymś momencie, niczym królik z kapelusza: żywa, cała i zdrowa - na ciele i umyśle.

Szkielet powieści opiera się bowiem na tym, że Rosa ginie w wypadku komunikacyjnym. Ginie w nie do końca wyjaśniony sposób – wariantów jest kilka: popełniła samobójstwo, ktoś ją wypchnął z pojazdu, lub może był to nieszczęśliwy przypadek. To dziwne, że w ogóle w tym czasie była w podróży, skoro miała być - jak co dzień -  w tym czasie w pracy. Tymczasem Red dowiaduje się nagle, że przecież ona nigdy w czwartki i w piątki nie pojawiała się w biurze. W dniu śmierci zostawiła dziwny, pożegnalny list, podjęła większą gotówkę, a wszelkie okoliczności sklejone razem wcale nie wskazywały na to, że Rosa ma zamiar popełnić samobójstwo. Co więc się stało naprawdę? „Nie powiem wam, więc nie pytajcie”*.

Bardzo spodobała mi się konstrukcja powieści. Nie była to linearna historia, tylko rozsypane fragmenty z różnych okresów z życia Rosy i Reda, które się dość płynnie i zgrabnie przeplatały. Na dodatek swoją wersję zdarzeń snuła raz ona, raz on – na zmianę.
Cudowna historia niczym puzzle, w której pełny obraz – kawałek po kawałku – ułożyć musi sobie sam czytelnik. Obraz jaki z tej układanki powstanie będzie wskazywał na wieloznaczność historii. Być może spodoba się historia pierścionka  z sercem, zainteresuje zmieniająca się mandala, albo to, jaki związek mają opisy magicznych sztuczek Reda z całą historią. Być może zaskoczy i zbulwersuje wątek amsterdamski, albo rozbawi postać magika-Denisa, który:

„Denis jest zawodowym magikiem występującym dla dzieci, najlepszym, jakiego widziałem. Pseudonim artystyczny: Oranjekip, czyli „Pomarańczowy kurczak”. Wkłada kostium kurczaka, w kolorze pomarańczowym, uszyty na zamówienie, by ukryć jego tuszę. Denis oblicza, że gdyby był prawdziwym kurczakiem, czas jego gotowania – przy tylu godzinach na jednego funta – wynosiłby prawie miesiąc.”

Wiecie co jest takiego fajnego w czytaniu książek? To, że odkrywamy pokłady wyobraźni innych, że miło spędzamy czas w trakcie lektury, że żyjemy dzięki książkom przez moment życiem fikcyjnych innych w ich wymyślonym przez autora świecie? Po trzykroć tak.
Ale oprócz samego czytania, celem poznania historii, jest jeszcze coś innego – tę historię można potem odkrywać na nowo, kiedy się o niej rozmawia.

To ciekawe jak jedną historię można rozpatrywać na wielu płaszczyznach i wynajdywać w niej różne smaczki i niuanse. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że właśnie „Dziewczyna Houdiniego” była przedmiotem dyskusji podczas kolejnego już spotkania domowego klubu książki u Natalii, do grona którego dołączyłam w styczniu. Bardzo się cieszę, że wybór padł na tę książkę – kiedy już ją przeczytacie – będziecie wiedzieć dlaczego ;)

„Oto, co myślę: kłamca i iluzjonista przystępują do oszukiwania, ale tylko kłamca jest uzależniony od tego, czy mu uwierzą. Iluzjonista tylko ukrywa metodę, jaką się posługuje; kłamcy to nigdy nie wystarczy – on musi ukryć sam fakt. Kolejna podstawowa różnica kiedy już metodologia - albo sztuczka, jeśli chcecie tak to nazwać – zostaje ujawniona, magia przestaje być magiczna, natomiast kłamstwo pozostaje kłamstwem, nawet kiedy kłamca został już złapany.”


Komu ta powieść będzie się podobać? Tym, którzy lubią czytać kryminały, rozwiązywać zagadki, którzy lubią nieoczywiste historie, albo którzy lubią... układać puzzle. I jeszcze wszystkim innym, których fascynuje iluzja.


Jako uzupełnienie lektury polecam trzy filmy:


6/6
_________
wszystkie cytaty: Martyn Bedford – “Dziewczyna Houdiniego”, wyd. Rebis – seria Salamandra

* ulubione zdanie Reda, wyjaśniające gdzie tkwi haczyk w jego magicznych sztuczkach ;)

Recenzję dodaję do czytelniczego wyzwania:  Historia z Trupem


12 komentarzy:

  1. Oh! Powiem Ci skrycie, że liczyłam, że się wkręcisz w 'Dziewczynę...' Ta książka bardzo, bardzo dużo dla mnie znaczy. Nie wiem, czy to przypadkiem nie od niej zaczęło się moje nałogowe czytelnictwo. I cudnie wiedzieć, że i Twoim życiem zawładnęła na czas czytania.

    Apel do pisarzy - proszę o więcej tak obezwładniających czas i świadomość książek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część amsterdamska pochłonęła mnie dokumentnie :)

      ps. Skoro mamy ustalone hasło, to idąc dalej kocim torem postuluję zmianę nazwy klubu na (aby pozostać w literackich klimatach) - Klub Puszkina ;)

      Usuń
    2. Wszystko się zgadza, tylko że... Puszkin nie jest kobietą...;)

      Przedyskutujemy ;D

      Usuń
    3. Ja bym mogła na ten niuans przymknąć oko ;)

      Usuń
    4. W końcu Kopernik też była kobietą ;))
      Dobrze - złóż wniosek na kolejnym spotkaniu - ustny wystarczy :P

      P.S. Tuż obok mojego domu w Centrum Łowicka (17.05) jest dyskusja o "Niewidzialnych miastach" z akcji Warszawa Czyta :)

      Usuń
    5. Wiem :) Bo Centru Łowicka jako DKK ruszyła właśnie rok temu przy okazji zeszłorocznej akcji z "Cwaniarami".

      Usuń
  2. Tak... To z pewnością książka napisana dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak - szukaj w bibliotece. Myślę, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  3. Kiedyś już o niej czytałam, ale potem jakoś zapomniałam... Dobrze, że mi przypomniałaś, i zaciekawiłaś na tyle, że kupię z pewnością przy okazji kolejnej wizyty w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym kupnem, to może być problem, bo to wydanie sprzed kilku lat - nie wznawiane. Najlepiej szukać jej w bibliotece, na aukcjach, antykwariatach, albo w oryginalnej wersji językowej :)
      Powodzenia :)

      Usuń
  4. Wlasnie uswiadomilas mi, ze musze nadrobic zaleglosci... Uwielbiam Salamandre i mam pokazny zbior ksiazek z tej serii ale barakuje w niej Dziewczyny. A zachecilas mnie bardzo... szczegolnie tym nawiazaniem do filmow, sposrod ktorych Wiernego ogrodnika pamietam doskonale. Naprawde niesamowita opowiesc...

    Dziekuje i pozdrawiam serdecznie

    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wierny ogrodnik" przez wzgląd na sposób prowadzenia opowieści i zaskakujący zwrot ma z tą książką najwięcej wspólnego. Więcej nie powiem, bo Ci popsuję zabawę. Przeczytaj :)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...