poniedziałek, 17 listopada 2014

Ach te czasy Belle époque! Arthur Gold, Robert Fizdale – Misia Sert. Biografia


"Misia to Misia, nie ma sobie równych, jak mawia Proust - pomnik. Misia będzie miała swoje miejsce w historii smaku, sztuki paryskiej, ważniejsze, niż wszystkie Deffandowe i te wszystkie głupie kobiety z osiemnastego wieku. 
Misia ma bujny biust tych wszystkich posągów, którymi jej ojciec rzeźbiarz udekorował dach kasyna Monte Carlo."
(z dzienników Paula Moranda)


W Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu, a dokładniej przy skwerze Hoovera stoi taki oto pomnik Mickiewicza.

Niech Was nie dziwią te tłumy na Krakowskim Przedmieściu. Zdjęcie zostało wykonane przeze mnie w kwietniu 2010 r. po wiadomych wydarzeniach i związaną z nimi późniejszą żałobą narodową.


Niestety nie jest on w pełni oryginalny. II wojna światowa i chwilowa przeprowadzka do Rzeszy odcisnęła na nim swoje piętno. Z całej wojennej „przygody” ocalała głowa i fragment torsu. Pomnik, który stoi obecnie jest więc częściową rekonstrukcją tego, co pierwotnie zaprojektował polski rzeźbiarz Cyprian Godebski. Ów mężczyzna to wnuk innego Cypriana Godebskiego – pisarza i pułkownika Wojska Polskiego, którzy zginął w bitwie pod Raszynem oraz syn Franciszka Ksawerego Godebskiego – również pisarza, którzy dla odmiany, brał udział w powstaniu listopadowym. 

Podwarszawski Raszyn upamiętnił bohatera bitwy nazywając jego nazwiskiem jedną z ulic


Listopadowy spacer po Powązkach - właśnie tam spoczęło ciało pułkownika Cypriana Godebskiego


Cyprian – rzeźbiarz ożenił się z Zofią, córką belgijskiego uznanego w świecie muzyka, nazywanego "Paganinim wiolonczeli". W domu Adrien-François Servaisa i jego żony Zofii bywały znakomitości tamtych czasów na czele z królem Leopoldem i jego żoną Marią Henriettą. To ważna uwaga do dalszego tekstu.

Przejdźmy do kolejnej części historycznej układanki. Poniższe zdjęcie zgromadziło kilkoro sławnych i zasłużonych dla artystycznego świata osób: Alfred Jarry, Maurice Ravel, Auguste Renoir, Coco Chanel.

Dobór elementów kolażu na zdjęciu nie jest przypadkowy ;)


Zarówno Godebskich, jak i pozostałe nazwiska łączy kobieta, która przyszła na świat trzy lata po śmierci, nie tak dawno opisywanej na blogu, Makryny Mieczysławskiej. Jest nią bohaterka dzisiejszej recenzji – Misia Sert. A ściślej mówiąc: Maria Zofia Olga Zenajda Sert de domo Godebska. Kobieta z fascynującym życiorysem, która żyła w naprawdę ciekawych czasach. Zaraz się zresztą przekonacie ;)


Misia Sert znana jest światu jako muza artystów i mecenas sztuki. Należy z nią łączyć m.in.  Liszta, braci de Goncourt, Toulouse – Lautreca, Erica Satie, Vuillarda, Coco Chanel, Prousta, Niżyńskiego i Strawińskiego. Prawda, że ciekawe grono ze sławnymi nazwiskami?

Na jej biografię trafiłam dzięki Coco Chanel. To zabawne, bo w rzeczywistości o Gabrielle Chanel świat usłyszał właśnie za sprawą protekcji Misi Sert.

Misia urodziła się w bogatej, wpływowej rodzinie i sama prowadziła takież samo dorosłe życie. Zwykła twierdzić, że przyjemność jest obowiązkiem. Nic niezwykłego, wszak właśnie tak funkcjonował cały światek paryskiej society. Sam Paryż na przełomie XIX i XX wieku odgrywał rolę szykownej stolicy świata. To tutaj krystalizowały się nowe myśli, tworzyły nowe prądy artystyczne wyznaczające nowe trendy m.in. w malarstwie, architekturze, literaturze, muzyce, teatrze i balecie. 
Niejednokrotnie nowości były wielkim szokiem dla przyzwyczajonych do satus quo odbiorców, a premiery spektakli – często odbijały się nie tylko wielkim echem, ale i wywoływały wielkie skandale obyczajowe. Tak było z pierwszym wystawieniem, obscenicznego i wulgarnego jak na ówczesne czasy „Króla Ubu” Jarry’ego w teatrze, pierwszego koncertowego wykonania „Święta wiosny” Strawińskiego, a także nowoczesnej koncepcji baletu (zarówno w choreografii jak i kostiumach) duetu Diagilew – Niżyński w „Popołudniu fauna” Debussy’ego. 

To właśnie Misia rozumiała nowatorskie dzieła i odnosiła się do nich z entuzjazmem. Gdyby nie jej protekcja, a warto wiedzieć, że miała starannie dobrane grono faworytów, być może wiele z dzieł nie miałoby szansy nawet nie tyle powstać, co zyskać audytorium. Misia przez całe swoje życie była arbitrem dobrego smaku, a dzięki doskonałemu słuchowi muzycznemu – z łatwością potrafiła wychwycić perełki. A poza tym żyła w czasach Belle époque…

„Belle époque była rzeczywiście pięknym czasem dla uprzywilejowanych warstw społecznych, do których należeli Misia i Tadeusz [pierwszy mąż]. Byli młodzi, atrakcyjni i mieli pieniądze oraz czas, by się nimi cieszyć. Żyli dla przyjemności, z których największą, i jednocześnie ogromnym przywilejem, była radość obcowania ze sztuką… Bezbłędnie wychwytywali to, co najlepsze w awangardowych prądach artystycznych – znajdowali w wąskim gronie ludzi zdolnych odczytywać współczesne malarstwo tak, jak robimy to dziś. Byli też wyczuleni na wszelkie nowości w muzyce, literaturze i teatrze. Co więcej, dogłębnie je zrozumieli, w czym wyprzedzali swoją epokę o całe dziesięciolecia. Charakteryzowało ich radosne podniecenie odkrywców, którzy usłyszeli głos nowej sztuki opisujący ich własne emocje. Chociaż sami nie byli artystami, potrafili odczuwać sztukę jak artyści.”


Misia była barwnym ptakiem swoich czasów, ambasadorką artystów i sztuki oraz gwiazdą paryskiej śmietanki towarzyskiej. A gdy dodać do tego bogactwo i splendor pochodzenia – wydawać się może, że była to kobieta w czepku urodzona.

Paradoksalnie jednak już jej przyjście na świat rozpoczęło pasmo nieszczęśliwych zdarzeń. również dla niej samej. Ojciec tuż przed jej urodzinami wyjechał służbowo do Petersburga. Tam wdał się, w brzemienny w skutkach, romans z siostrą swojej teściowej. Zrozpaczona matka Misi tuż przed rozwiązaniem pojechała za mężem z odległego Paryża. Niestety w Petersburgu zmarła zaraz po porodzie. Osierocona Misia najpierw wychowywała się u kochanki swojego ojca, by później trafić do szkolnej placówki z internatem prowadzonej przez zakonnice z Towarzystwa Sióstr Serca Jezusowego (z atmosferą rodem z powieści „Jane Eyre”). W międzyczasie pomieszkiwała u swojej babci i w domach kolejnych żon swojego ojca.  Idealnym według niej rozwiązaniem było uniezależnienie się i zamieszkanie w Paryżu. 
W dorosłym życiu była trzy razy zamężna – za każdym razem nieszczęśliwie. Z Tadeuszem Natansonem rozwiodła się, tylko po to, aby poświęcić się w ratowaniu go przed bankructwem. Remedium na to miało być małżeństwo z osobą, która do bankructwa Natansona miała nie dopuścić - Alfredem Edwardsem, który już po kilku latach wymienił ją na młodszy model. Podobnie rzecz miała się z trzecim mężem Jose – Marią Sertem. Tym razem jednak jej miłość do byłego męża trwała nawet po 20 latach po ich rozwodzie. A co ciekawe – równie wielką, wręcz siostrzaną miłością darzyła kochankę męża i jego późniejszą żonę Roussy.

Misia Sert (Godebska) przeżyła obie wojny światowe, pod koniec życia prawie straciła wzrok, przeszła zawał serca i poważnie była uzależniona od morfiny. Wraz ze stratą kolejnych miłości swojego życia, a także śmierci swoich przyjaciół – artystów i kochanej bratanicy, pomału traciła swój młodzieńczy zapał coraz bardziej stając się zgorzkniałą. Zapewne miała na to wpływ jej malejąca rola arbitra smaku. Świat lubi młodość, a Misia dochodziła już do osiemdziesiątki. Mimo to u schyłku życia nadal udawało się jej zachować resztki młodzieńczej urody, którą tak bardzo zachwycał się znawca kobiecego piękna – Auguste Renoir. Misia po latach nie mogła sobie darować, że nie pozwoliła mu na uwiecznienie na płótnie jej zgrabnego i obfitego biustu, jak uczynił to w przypadku Gabrielle, kuzynki swojej żony i zarazem ulubionej modelki. Na powyższym paryskim kolażu to właśnie kuzynka pozowała malarzowi z różą przy uchu.

„Na starość Misia żałowała, że nie zrobiła tego samego. Pozowała Renoirowi do wielu portretów i zawsze błagał ją, by odsłoniła biust. Z fałszywą skromnością zawsze odmawiała. We wspomnieniach, które napisała wiele lat później, jej próżność wzięła jednak górę: Błagam cię – niżej, niżej! – nalegał. Mój Boże! Dlaczego nie chcesz pokazać swoich piersi? To karygodne!
Kilka razy moja odmowa doprowadziła go niemal do łez. Nikt tak, jak on nie potrafił docenić faktury ludzkiej skóry i sprawić, by na obrazach jaśniała wyjątkowym, perłowym blaskiem. Po jego śmierci często żałowałam, że nie pozwoliłam mu na to, czego pragnął. Z perspektywy czasu moja pruderyjność wydaje się głupotą. Chodziło w końcu o artystę, który musiał ogromnie cierpieć, nie mogąc zobaczyć tego, co zdawało się być piękne.”

Postać Misi to ciekawy podmiot do dyskusji, fascynująca biografia świadka narodzin sławy wielkich artystów. Poniekąd matka chrzestna ich sukcesów, jak było to w przypadku Coco Chanel, z którą łączyła ją dość trudna, a mimo to bardzo serdeczna przyjaźń, którą przerwała dopiero śmierć Misi. 

Paryż był i jest dla wielu kwintesencją wytworności, szyku i inspiracją. Dziś trudno sobie wyobrazić tę stolicę artystów bez wieży Eiffla. A to właśnie w latach młodości Misi Sert strzelista, metalowa iglica wznosiła się dopiero ku niebu, niosąc ze sobą atmosferę zmian. 


Recenzowana właśnie biografia Misi Godebskiej na tyle mnie zainteresowała, że nie tylko wsiąkłam w paryską atmosferę życia kulturalnego na przełomie XIX i XX wieku, ale stała się dla mnie motorem do poszerzenia wiedzy z tego okresu. Podziękować mogę za to nie tylko barwnemu życiorysowi owej królowej Paryża, ale również językowi narracji tej książki. 

Chciałabym o Misi pisać jeszcze i jeszcze, gdyż tak wiele poruszonych w książce kwestii nawet nie zasygnalizowałam. Obawiam się jednak, że mój tutaj wpis ciągnąłby się jak papier toaletowy. Dlatego pozostawię Was w tym miejscu, abyście – mam nadzieję – zainteresowani sami zabrali się za lekturę tej fantastycznej biografii. Jej premiera przewidziana jest na 19 listopada, więc już w najbliższą środę możecie o nią pytać w księgarniach.
Przy lekturze tej książki towarzyszyła mi muzyka Erica Satie, Igora Strawińskiego i Maurice’a Ravela – do czego i Was zachęcam.

Ja tymczasem wsiąkam właśnie w literacką biografię Coco Chanel, a na liście do zdobycia mam już zapisaną m. in. biografię Wacława Niżyńskiego i albumy z obrazami Renoira, Toulouse – Lautreca, Vuillarda, Valottona i Bonnarda.



Pomysłem na projekt okładki jest zdjęcie Misi pozującej Toulouse - Lautrecowi



tutaj zdjęcia i obrazy, na których została uwieczniona Misia Sert


ocena: 6/6

Za recenzencki egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza SA

______________________________
Arthur Gold, Robert Fizdale – Misia Sert. Biografia (tyt. oryg. Misia. The Life of Misia Sert); Wyd. Muza SA 2014



6 komentarzy:

  1. Ach. Przeczytałabym, przeczytała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli wpadnie Ci w rękę - przeczytaj. Ciekawa historia.

      Usuń
  2. Co za postać! Oczywiście słyszałam już o niej, przy okazji zapoznawania się z książkami/filmami dotyczącymi Coco Chanel. Ale to dobrze, że ktoś zdecydował się napisać oddzielną biografię właśnie tej pani;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dostałam na gwiazdkę (na własne zamówienie) i właśnie czytam po raz drugi. Ponieważ za pierwszym razem pochłonęłam ją po prostu w mgnieniu oka, teraz przy drugim czytaniu delektuję się różnymi delikatnymi smaczkami. Świetna książka, choć znalazłam w niej kilka sprzeczności i niezgrabności stylistycznych ( te chyba powstały na etapie tłumaczenia), ale przymknęłam na nie oko, ze względu na to, że jest prawdziwą kopalnią wiedzy na temat epoki. Szczególnie zainteresowały mnie konotacje z książkami Prousta i niedawno przeczytaną biografią Sary Bernhardt. Naprawdę warto po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, zgadzam się z Tobą! - to naprawdę świetne źródło informacji o wydarzeniach, osobach i powiązaniach z tamtych czasów. Mnie ona też bardzo przypadła do czytelniczego gustu. A propos - w planach mam przeczytanie książki o związku Picassa i Dory Maar - to również może być ciekawa biografia.

      Pozdrawiam

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...