wtorek, 6 stycznia 2015

Co wiesz o cyckach? Florence Williams – Piersi. Historia naturalna i nienaturalna






„Choć wszyscy kochamy piersi, to nie potrafmy traktować ich do końca poważnie. Nazywamy je słowami pełnymi afektu, ale brzmi w nich gorzka nuta. Piersi nas zawstydzają. Są nieprzewidywalne. Durne. Potrafią zmienić zarówno dzieci, jak i dorosłych mężczyzn w zombie.
To zadziwiające, że te jakże popularne części ciała ludzkiego – nawet dzisiaj, kiedy zostały już odsłonięte, obnażone, wystawione na widok publiczny, wytatuowane, sfotografowane i sfilmowane, a potem rzucone na pożarcie ludzkości, sprzedane i fetyszyzowane – mają ciągle przed nami tak wiele tajemnic. Że tak mało znamy ich biologię. (…) Nawet specjaliści nie są pewni (…), dlaczego piersi w ogóle są. A nigdy w historii ludzkości zrozumienie ich fenomenu nie było ważniejsze niż dziś.” *



Piersi – najbardziej wyeksponowany emblemat kobiecości. Źródło dumy, uciech, satysfakcji lub też wstydu, strachu i kompleksów. Produkt 2w1: do karmienia i zabawy. Kochają je mali i duzi. I jeszcze marketingowcy, którzy z uporem maniaka „szczują cycem” w publicznej przestrzeni.


Za cycki zabrała się też Florence Williams. W sensie za książkę na ich temat, ale i poniekąd za swoje piersi też. Ale o tym za chwilę. Bo skoro temat ma dotyczyć ich naturalnej i nienaturalnej historii – warto zacząć od początku. A zatem? Po co ludziom piersi?  Tak, tak – ludziom. No chyba zgodzicie się, że mężczyznom też są potrzebne. Ba! oni też je posiadają – poniekąd. O tym też będzie w toku mojego wywodu.


Według teorii Wielkiego Łowcy, ukutej przez, jak nazwała ich autorka książki – cycologów, piersi wykształciły się wtedy, kiedy homo sapiens zamiast biegać po swojej jaskini na czworaka, kulturalnie zaczął stąpać na dwóch nogach.  No i pojawił się problem – jak samica ma kusić samca, skoro jej pośladki nie są już na wysokości jego wzroku? Hmmm, to może stwórzmy jej coś, co nazwiemy piersi? Bingo! Zatem: ewolucyjna wersja męska jest taka, że natura wysłuchała samczych potrzeb i zaproponowała ich partnerkom gratis dwie dyndałki. Wprawdzie nie na wysokości oczu, ale niewiele poniżej. Tym samym samiec – chodząc wyprostowany, nie musiał się aż tak bardzo schylać. Tak, tak – troska o brak męskiego garba jest przekonującym czynnikiem za posiadaniem przez kobiety piersi ;)

Florence William jednak ta teoria uwierała niczym cycki w za ciasnym staniku. Zaczęła więc zastanawiać się, czy aby czasem ewolucją piersi mógł zarządzać dobór naturalny, a nie dobór płciowy. Prowadziła akademickie dysputy, z których udało się jej wypracować bezpieczny kompromis. Wyszło na to, że owszem te dwie dominanty (sic!) mogą mieć na siebie ewidentny wpływ. Ergo: gromadzenie tkanki tłuszczowej na klatce piersiowej może być dla potencjalnego seksualnego partnera wyraźnym sygnałem gotowości płciowej i rozmnażania, by później w efekcie małego barabara - móc wykarmić owoc igraszek. Oczywiście kompromis może mieć jeszcze otwartą drogę do dalszych rozważań, stąd Williams polemizowała z tematem jeszcze i jeszcze. Wszak po to przecież są stworzone akademickie dysputy ;) W gruncie rzeczy i tak nadal nie wiadomo na bank, czy cycki to zaiste tylko pawi ogon, czy może tylko mleczarnia. Nie martwcie się jednak tym zbytnio, gdyż cycolodzy wciąż pracują nad rozwikłaniem ewolucyjnej zagadki.

Ale zostawmy na chwilę naukowców – niech się nadal zmierzają z tematem jajka i kury. Bowiem książka obfituje jeszcze w wiele ciekawych informacji. Na ten przykład:
- dlaczego piersi zachowują się jak legiony Juliusza Cezara,
- co to jest mleko czarownicy i kto je wytwarza,
- w którym mieście na świecie odbywa się największa bitwa o piersi,
- z czego robi(ło) się implanty piersi,
- co mają wspólnego estrogeny i szybsze dojrzewanie,
- jak doszło do zaprzestania karmienia piersią i jak do tego powrócono,
- kim są i czym się zajmują laktywiści,
- do czego wykorzystywani są strażacy w Brazylii,
- czym różni się senologia od sinologii.

A i to jeszcze nie wszystko. Jak już udało się Wam zauważyć, Florence Williams optuje za tym, iż piersi zostały  stworzone przede wszystkim po to, aby spełniać się w roli mleczarni. To oczywiście ma niebagatelne znaczenie dla zdrowia kobiety m.in. chroni przed rakiem piersi. Ale! Tylko w określonym czasie. Tutaj dużą uwagę poświęciła nie tylko profilaktyce raka piersi (dla dobra nauki i wiarygodnych wyników badań zdecydowała się nawet nie używać przez jakiś czas samochodu), ale (z naukowcami) podjęła próbę znalezienia przyczyny rozwijania się choroby. Rzucę Wam kilka haseł, które są w temacie istotne: wczesne dojrzewanie, estrogeny, geny, późne macierzyństwo, otoczenie, niebezpieczne dodatki stosowane w przemysłowej produkcji (wszystkiego), zatrucie środowiska.

Zatrucie środowiska wydaje się najjaskrawszą dominantą raka sutka… u mężczyzn. O! To oni też mają piersi?! Potwierdzeniem tezy jest rozdział pn. „Amerykańskim chłopcom rosną piersi.” To dość ciekawy, ale i przerażający fragment książki, tym bardziej, że niektóre opisane w niej osoby, w tym głównie mężczyźni,  już nie żyją. Zmarli - na raka sutka.

A propos otaczającego nas (niezbyt już czystego) środowiska. Ma ono znaczenie nie tylko w przypadku masowo pojawiających się chorób, ale i jakości produkowanego przez kobiety, w okresie laktacji, mleka. No cóż… mimo iż tak niezbędne, tak doskonale spersonalizowane dla danego dziecka, tak odżywcze i pro biotyczne – jest też bardzo zanieczyszczone. W tej sytuacji paradoksem jest to, iż w przyszłości może okazać się, że sztuczne mleko będzie bardziej naturalne od kobiecego. I jak wobec tego dokonać analizy zysków i strat karmiąc oseska?

„Pierś to smartfon i pijalnia soków w jednym” – konkluduje jednak Williams. Trudno się z tym nie zgodzić po przeczytaniu książki. Swoją drogą, książki bardzo ciekawej, przystępnej w odbiorze, napisanej obrazowym, reporterskim i miejscami dość sarkastycznym językiem. Bardzo, ale to bardzo polecam jej lekturę. Gwarantuję, iż nie pożałujecie przeznaczonego na nią czasu ani pieniędzy. A co najlepsze – to nie jest tylko książka dla kobiet. Mężczyźni też mogą się z niej sporo dowiedzieć. Nie tylko to, że piersi są, hmmmm… fajne ;)



ps.  Przyjrzyjcie się polskiej okładce. Według mnie jest idealna i cieszę się, że tak niedosłowna. Autorzy: Wojtek Kwiecień – Janikowski i Przemek Dębowski (który zaprojektował wiele fantastycznych okładek dla wydawnictwa Karakter). No i wszystko jasne! :)

ps. 2  A propos piersi - uwielbiam to „najsłynniejsze zerknięcie” ;)

Na zdjęciu Sophia Loren i Jayne Mansfield



Ocena? - absolutnie i potrójnie  6/6 (za treść, za przekład, za okładkę)
____________________________________
Florence Williams – Piersi. Historia naturalna i nienaturalna ( tyt. oryginału: Breast. A Natural and Unnatural history; przekł. Tomasz Ulanowski), Biblioteka Gazety Wyborczej Warszawa 2014

Recenzja bierze udział w blogowym wyzwaniu Okładkowe Love


12 komentarzy:

  1. Ojej! Ojej! Ojej!
    Ja chcę tę książkę o...cyckach ;)
    Dzięki za recenzję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe ;) I Słusznie, że chcesz! :) Serio - jest świetna.

      Usuń
  2. Swietnie napisane. Już przy samej Twojej recenzji się dobrze bawiłam, a domyślam się, że książka ma do zaoferowania wiele mądrych informacji. Zdjęcie boskie. To nie cycki, to magnesy :) A piersi rzeczywiście mają moc. Od ośmiu miesięcy nie karmię mojego synka (2 lata), a ostatnio bez przerwy mnie "łapie" i woła: "Nie ma cycek? OO jest cycek! jest mleko - jest kakałko!" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Miło mi to czytać.Tobie miło będzie czytać książkę - jestem tego pewna.

      ps. Ubawiłaś mnie magnesami i "kakałkiem" hehe ;)

      Usuń
  3. Świetna książka - kto by pomyślała, że o piersiach można aż tyle napisać i to w takich kontekstach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że temat i tak jeszcze nie został wyczerpany :)

      Usuń
  4. hahaha, to luknięcie Loren mnie rozwaliło na koniec :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładkę pamiętam ze spotkania w Warszawie. :D
    Książka średnio mnie ciekawi.
    A zdjęcia na końcu notki jest rozbrajające. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Z prezentacji, prawda? ;) Ja właśnie wtedy nabrałam na nią apetytu :)

      Usuń
  6. Polska okładka przewyższa pozostałe o przynajmniej kilka klas. Brawa dla grafików!

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...