środa, 14 stycznia 2015

Prowokujące studium ludzkiej psychiki. Joyce Carol Oates - Bestie









„Miałam zamęt w głowie, nie myślałam logicznie. W tej chłodnej, surowej Sali z indiańskiego totemu emanowało coś dzikiego, pierwotnego i prymitywnego, że tylko w niewielkim stopniu przypominał ludzką postać. Kiedy na niego patrzyłam, przebiegł mnie dreszcz. Odwróciłam się, żeby odejść, ale po chwili znów stałam przed nim i przyglądałam się mu uważnie. Jakby karmiąca matka mnie przywołała… „Gillian? Nie bój się. Jesteśmy bestiami, to jest nasze pocieszenie.” Koszmar. Obsceniczny koszmar.” *





Jestem zła na polskie wydanie „Bestii”. Ściślej mówiąc – jestem zła, że zdecydowano się opatrzyć książkę tak beznadziejną okładką z płonącymi schodami. Kojarzy mi się to z polską ekranizacją „Wiedźmina”. Zarówno ta okładka, jak i tamten smok – to graficzne niewypały.

Najlepiej korespondująca z treścią i najlepiej zaprojektowana okładka: na dole po lewej 


Tymczasem w książce jest pożar. Spokojnie – za wiele przy tym nie zdradzam fabuły, gdyż on otwiera całą historię. Jest istotny, ale nie tylko jako dosłownie rozumiany żywioł. Chociaż... tak w zasadzie jest tylko kulminacją, wypiętrzeniem zdarzeń, które… no właśnie – trudno jednoznacznie określić. 

W trakcie lektury poczułam, że wchodzę na znajomy teren. Akademickie niekończące się rozprawy o literaturze, charyzmatyczny wykładowca, zafascynowana studentka - nie kto inny, jak Philiph Roth również wykorzystał ten manewr w powieści „Konające zwierzę”, której ekranizacja pn. „Elegia”, jest jedną z niewielu adaptacji filmowych, które uważam za udane.
Uniwersyteckie środowisko, to również „Hańba” Johna M. Coetzee’go, z którym „Bestie” łączy jeszcze jedno – patową sytuację będącą wynikiem uwikłania w toksyczne środowisko.

Wróćmy jednak do „Bestii”. To dość skondensowana historia opakowana w krótką fabułę. Mimo to spowodowała moją żywą reakcję. Śledziłam zachowania młodej studentki Gillian Brauer i widziałam coś, co ona zdawała się nie dostrzegać.  Zafascynowana autorytetem charyzmatycznego wykładowcy i jego tajemniczej, rzeźbiącej prowokacyjne totemy, żony – niejednoznacznie reaguje na odkryte fakty. Pytanie, czy jej późniejsze zachowanie wynika: ze strachu, z chęci zemsty, z potrzeby chronienia innych, czy szacunku dla autorytetu? I kto tak naprawdę w tym wszystkim jest bestią Myślę, że za każdym razem można odpowiedzieć inaczej. 

„Bestie” to prowokujące studium ludzkiej psychiki. Dla mnie klasa - Joyce Carol tym razem też nie zawiodła. Ale okładkowe love to z tego nie będzie...

6/6
______________________
* Joyce Carol Oates – Bestie (tyt. oryg. Beasts, przekł. Ewa Górczyńska); wyd. Bellona Warszawa 2007
Projekt okładki polskiego wydania: Barbara Kuropiejska – Przybyszewska

Recenzja bierze udział w blogowym wyzwaniu: 12 książek na 2015 rok (książka I - styczeń)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...