środa, 9 września 2015

„Córki piją mleko z innych garnków niż ich matki”*. Petra Hůlová – Czas Czerwonych Gór


„Gdyby Szarceceg nie zaprosiła mnie po raz pierwszy do Miasta, a sama nigdy bym się nie zdobyła na przyjazd, właściwie to był jej pomysł. Każda kobieta powinna kochać swojego pierwszego chłopaka, w pocie dwóch na wpół dziecięcych ciał ma się odbijać cały rozgwieżdżony wszechświat, a w dziewczęcych i chłopięcych niezdarnych ruchach księżyc ma się huśtać jak kołyska. To wiedziałam teraz. Ale niczego nie można cofnąć.”



Wyobraźcie sobie rozciągnięty na wiele kilometrów horyzont stepu z rzadka przetykany mongolskimi jurtami, upalne lato z piaskowym wiatrem, nocą rozgwieżdżone, ciemne niebo, odgłosy pasącego się bydła na niezbyt urodzajnej ziemi i ciszę tak odległą od odgłosów miasta.

Takie właśnie tworzyłam sobie obrazy w głowie czytając „Czas Czerwonych Gór”. A w wyobraźni lokowałam ger, czyli dom Alty i Tulega oraz ich rodziny: Dolgormy – seniorki rodu, matki Tulega i jej wnuczek: Magi, Dzaji, Nary i Ojuny. Historię rodziny na wstępie snuje Dzaja – zaczyna od mroźnej zimy, podczas której na świat przychodzi jej najmłodsza siostra Ojuna. Napomyka o czystości rasy, w której Mongołowie nie powinni mieszać krwi ze znienawidzonymi Chińczykami, i że źle to się skończyło dla Dżawczy, dziewczyny mieszkającej w niedalekiej okolicy jurty rodziców Dzaji. Sygnalizuje jednak, że i w jej rodzinie matka urodziła erlica, czyli bękarta. Wszak Nara, młodsza siostra ma jasne włosy, zupełnie nie w mongolskim typie. Ale to tylko preludium dla niespodziewanego zwrotu w fabule. 

Tradycją jest, iż mogolska kobieta trzyma się domu, wychodzi za mąż, powinna urodzić dziedzica rodu i zajmować się domostwem. Mężczyzna zaś zajmuje się wypasem bydła. Ta tradycja w rodzinie Dzaji już na początku nie jest taka, jaka być powinna: synowa rodzi same córki, na dodatek nie wszystkie z prawego łoża, a i jej córki daleko odsunęły się od wymogów tradycji. Dwie z nich: Dzaja i Nara opuszczają swój ger, wyjeżdżają do Miasta, do Ułan-Bator, a tam zatrudniają się w kombinacie mięsnym Żółtego Kwiatu – siostry ich matki. Kombinat mięsny to eufemizm dla burdelu, ukrywający prawdziwe zajęcie kobiet z rodziny. 

Od etapu życia w mieście Dzaji i Nary zmienia się perspektywa dla całej historii. To już nie jest rodzinna opowieść o pokoleniowym życiu na stepie, to twarda historia trudnych rodzinnych stosunków i nieprawdopodobnych powiązań. Każda z kobiet otrzymuje w książce swoją kolej, aby opowiedzieć o rodzinnym życiu z jej perspektywy. I okazuje się, że co historia – to krzywda. Matka opowiada o pijackim domu rodzinnym, jedna córka o straconych szansach, druga o  pogardzie dla rodziny, trzecia o stracie ukochanej siostry i nienawiści za krzywdy doznane od pozostałych sióstr. Wyłania się z tego morze wzajemnych pretensji, nadziei, rozczarowań, kłamstw i żalów. Ktoś kogoś traktuje z góry, ktoś inny wyłamuje się z ustalonych społecznych norm, ktoś tęskni za niemożliwym lub gardzi tymi, którzy są najbliżsi.

To bardzo mocna i ogromnie zaskakująca powieść. Wiele wątków splata się ze sobą w zupełnie niecodzienny i niespodziewany sposób, jak na przykład powiązania sióstr, ich wspólnego mężczyzny i córki jednej z nich. Charakter każdej z postaci zakreślony jest bardzo wyraziście. To kobiety tutaj rządzą, to one wbrew tradycji rozdają karty i same, na własne życzenie wikłają swój los ze zdarzeniami warunkującymi ich (nie zawsze pomyślną) przyszłość. To kobiety, niczym kamień, który w użytkowaniu zmienia nieco swoją formę, gdzieś łagodnieje, gdzieś indziej przybiera nowy kształt, ale wciąż jest twardy. Bardzo, bardzo dobra książka.

Sięgając po „Czas Czerwonych Gór” zastanawiałam się, co czeska autorka ma wspólnego z Mongolią. Okazuje się, że ma - Petra Hůlová jest absolwentką mongolistyki i kulturoznawstwa. To wyjaśnia wiele dla tego pisarskiego debiutu uhonorowanego prestiżową czeską nagrodą Magnesia Litera w kategorii Odkrycie Roku 2003. I wprawdzie nie wiem, jak książka brzmi w oryginale, ale przekład czyta się gładko. Już po chwili, wcale nie sięgając do słownika, wiadomo co oznaczają tak obco brzmiące słowa jak: erlic, ger, del, ajmak, szoro, wojłok czy kumys. To nieco egzotyczna opowieść o wciąż jednak zwyczajnym życiu. Gorąco polecam. 

Jako dobre uzupełnienie polecam przesłuchanie (adekwatnej do atmosfery książki) ścieżki dźwiękowej Stephena Micusa.


6/6
_________________________
* cytaty: Petra Hůlová – Czas Czerwonych Gór (Pamӗt’ mojί babičce, przekł. Dorota Dobrew), wyd. WAB 2007, Seria z Miotłą

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: 12 książek na 2015 rok


4 komentarze:

  1. Uwielbiam takie historie. Ciesze się, że zdecydowałaś się po nią sięgnąć i opisać, bo pewnie jeszcze długo bym na nią nie trafiła. A tak będę się za nią oglądać przy każdej nadarzającej się okazji. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się na Twój entuzjazm :) Podziel się wrażeniami, jak już będziesz po lekturze :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Byłam na spotkaniu z Hulovą i trochę wspominała o tej książce, ale mnie najbardziej zaintrygowała jej powieść "Plastikowe M3, czyli czeska pornografia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę spotkania! :) A po tej książce, mam apetyt na więcej :)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...