sobota, 26 września 2015

O macierzyństwie w sytuacji granicznej. Pavol Rankov – Matki


„Uniósł się na łokciu, by widzieć twarz dziewczyny. Przyglądał się jej w jasnym świetle księżyca, które przenikało przez małe okno.
- Kogda wojna zakonczitsia i dietiatko budiet [tłum. własne: kiedy zakończy się wojna, będzie i dzieciątko]
Dziewczyna parsknęła śmiechem, przycisnęła dłoń do ust, by stłumić chichot.
- Imia pierwogo malczika budiet Aleksiej [pierwszy chłopiec będzie miał na imię Aleksiej] – szeptał mężczyzna. – W naszej sieje wsiegda tak bywajet, pierwyj malczik Aleksiej. Aleksiej Aleksandrowicz [W naszej rodzinie zawsze bywa tak, że pierworodny ma na imię Aleksiej]
- A z kolei w naszej rodzinie córka ma zawsze imię po matce, Zuzana. Aleksiej i Zuzana.”*

Na zdjęciu: elementy okładek książek "Mundra" i "Macierzyństwo non-fiction"


Zima 1945 rok, Słowacja - w okolicach Zalesnej Poruby przetacza się radziecko-niemiecki front. Już niewiele do końca II wojny światowej, niebawem świat w końcu odetchnie od dziejowej zawieruchy. Być może nareszcie będzie spokój, nareszcie koniec ukrywania się i koniec międzynarodowej nienawiści. 

Miłość czasem trafia się nagle – tak jak Słowaczce Zuzanie Laukovej, która zakochała się w młodym radzieckim partyzancie. W jej wsi zjawiał się po prowiant dla swoich kompanów. Młodzi wpadli sobie nie tylko w oko, ale i w objęcia. W dość głupi sposób Aleksjiej jednak tuż przed końcem wojny ginie zastrzelony przez niemieckich żołnierzy. Wojenny front przechodzi dalej, pojawia się nowe – na dobre zaczyna panoszyć się władza radziecka i zaprowadza swoje porządki. 

Miotła trafia na Zuzanę – zostaje oskarżona o zdradę, o konspirację, w efekcie której zginął Aleksiej. Jej ukochany Aleksiej. Dlaczego zdradziła i czy na pewno to ona? Przecież go kocha i właśnie jest z nim w ciąży. Władza radziecka jednak zdaje się być głucha na zapewnienia, twierdzą, że była donosicielką, takoż orzekł zaoczny i pośpieszny sąd radziecki. 

Zuzanę pakują w bydlęcy wagon i wraz z innymi – wywożą w głąb Związku Radzieckiego. Musi odpracować swoje winy w jednym ze stalinowskich gułagów. Warunki są ciężkie, jej samej również – niebawem będzie rodzić. A tutaj zimno, głód, bród, ciężka praca i nieustanny strach. A do tego rządząca twardą ręką główna strażniczka obozu – Irina, która najwyraźniej za ofiarę upatrzyła sobie właśnie Zuzanę i nie w smak jej, że ta spodziewa się dziecka.

Dziwnym zrządzeniem losu, po narodzinach Aleksjeja jego adopcyjną matką zostaje właśnie Irina, a służącą i opiekunką chłopca – jego biologiczna matka. Chłopiec dorasta w gułagu chłonąc komunistyczną ideologię, jest pionierem, z dumą nosi na szyi czerwoną chustkę, błyszczy na ideologicznych apelach, a jego idolem jest Pawlik Morozow

Tak mija osiem lat od przyjazdu Zuzany do gułagu. Nieoczekiwanie, po śmierci Stalina, odzyskuje wolność i wraca do swojej słowackiej wsi. A tam zmagać się musi nie tylko z wizerunkiem zdrajczyni, ale również musi na nowo zbudować relację z własną matką (co nie będzie łatwe), a przede wszystkim rozpaczliwie toczy walkę o odzyskanie syna, który wraz z Iriną został w ZSRR.


Pavol Rankov ponownie zabrał się za niewygodny, powojenny okres w historii Czechosłowacji. Sama opowieść też nie należy do zbyt optymistycznych. O ile macierzyństwo kojarzy się dobrze, o tyle niepoukładane relacje matki z dzieckiem odbiera się zupełnie inaczej. A Rankov macierzyństwo przedstawia w wielu aspektach. Jest zatem kobieta, która matką zostać nie może, jak i taka, która matką się nie czuje, matka kochająca, ale też zaborcza, poświęcająca się dla dobra dziecka, ale też inna, która odsuwa od siebie wszelkie zobowiązania oraz przybrana matka przelewająca uczucia i troskę na osobę biologicznie obcą, ale bliską sercu.


Książkę oceniam wysoko, ale przyznaję też, że nie zachwyciła mnie w taki stopniu, co wcześniejsza, tj. „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)”. Rankov ponownie chciał się pobawić narracją i pomimo tego, że pomysł był dobry, to jego realizacja trochę mu nie wyszła. Historia Zuzany jest tematem pracy dyplomowej młodej studentki Lucii Herlianskiej (pisanej w konwencji oral history). W związku z tym 20-latka przeprowadza serię wywiadów z 90-letnią już Zuzaną o jej trudnej przeszłości. Rankov nie omieszkał przy tym wpleść w narrację życiowe dylematy młodej kobiety, które w zderzeniu z doświadczeniami gułagu są trywialne. Owszem – obie historie dotyczą macierzyństwa, ale zlepienie ich w jednej książce nie było trafnym zabiegiem.
Przyjemnie zaskakującym za to punktem czasów współczesnych okazała się postać promotora Lucii, bardzo pryncypialnego i nieco nawet szowinistycznego starego pryka docenta Voknára.

„Voknár lubił przyglądać się falującym biodrom wychodzących studentek. Spojrzenie na sprężyste młode ciało stanowiło dla niego nagrodę za to, że musi się komunikować z niedojrzałym intelektem.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że ten jego nawyk to temat na interesujące studium, być może nawet do kanadyjskiego czasopisma „Trans-Gener and Post-Gender Studies”. Kobiece ciało jako agens wizualnego hedonizm w kulturze fallocentrycznej i logocentrycznej. Musiał się tylko zastanowić, czy lepiej będzie podkreślić redakcji, że autor jest mężczyzną, czy też, wręcz przeciwnie, zataić to.”


Jedna uwaga odnośnie polskiego tłumaczenia. W powieści, w przypadku wypowiedzi Rosjan, zostały w pewnej części zachowane rosyjskie zdania, ale z zastosowaniem transkrypcji (patrz cytat otwierający recenzję). Jako że uczyłam się rosyjskiego ponad 10 lat – nie miałam problemów z ich tłumaczeniem. Jednak dla osób, które w ogóle nie zetknęły się z tym językiem – przydałyby się przypisy na dole strony. 


A już na sam koniec pozwolę sobie na stwierdzenie, iż przerażającym jest fakt, że fikcyjny życiorys Zuzany dzieliły miliony rzeczywistych kobiet żyjących w tamtych strasznych stalinowskich czasach. W związku z tym komfort czytania fikcji wcale nie jest taki przyjemny, jakim może wydawać się na początku. To dość przygnębiająca powieść, ale jednocześnie ważna i potrzebna. I właśnie dlatego gorąco namawiam do lektury.


Egzemplarz do recenzji przekazało wydawnictwo Książkowe Klimaty

5/6
________________________
Pavol Rankov – Matki (Matku, przekł. Tomasz Grabiński), wyd. Książkowe Klimaty 2015


4 komentarze:

  1. Koniecznie chciałabym przeczytać tę książkę. Z "Mundrą" Sylwii Szwed, której fragment jest na zdjęciu już się spotkałam i była to lektura niezwykle interesująca. A nawet pouczająca.

    Pozdrawiam,
    Po Książkach Mam Kaca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mundra" była piękna i interesująca. Ale to akurat była seria wywiadów. A to jest powieść. I jednak treścią się różnią, ale obie polecam :)

      Usuń
  2. W książce "Zdarzyło się pierwszego września" Rankov miał genialny pomysł, aby akcja rozgrywała się zawsze w okolicy właśnie tego samego dnia, ale innego roku - no i ten czarny humor. W "Matkach" tego typu żart by nie przeszedł, choć w warstwie współczesnej jest dostrzegalny. A oprócz tego dobrze mi się czytało opowieść o Gułagu z perspektywy kobiety, bo jeszcze nie miałam takiej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie byłby na miejscu. I nie o jego brak mi tutaj chodzi, ale nie do końca przemyślaną warstwę współczesną. Moim zdaniem z powodzeniem broni się sama historia Zuzany.

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...