środa, 4 grudnia 2013

"Nie daj Boże zjazd piastowski". Elżbieta Cherezińska - Korona śniegu i krwi


„Oto prawdziwy obraz klątwy Wielkiego Rozbicia: jedno maleńkie księstwo i pięciu dziedziców. A jak każdy z nich się rozmnoży, to co? Wydzielą synom z dzielnic dzielnice? Każda z nich będzie mniejsza niż łan.” *

„Nie daj Boże zjazd piastowski – mruknął jeszcze bardziej ponury niż zwykle Głogowczyk, gdy usiedli za stołem do uczty pogrzebowej. – Zauważyłeś, że zawsze spotykamy się w koszmarnych okolicznościach? – dodał, gdy wznieśli toast za pamięć zmarłego. (…) My Piastowie, nie umiemy inaczej się kochać niż tylko na śmierć – ciągnął dalej swe upiorne rozważania.”




Historia to taka dziedzina, która dzieje się nieustannie. Nie odnosi się tylko do okresu sprzed 10, 100 czy 1000 lat. Nawet dzień wczorajszy jest historią. Ba! historią jest już nawet pierwsze napisane zdanie w tej notce ;)

Jako przedmiot szkolny może być przyjemna lub nie. Ja ją lubiłam, zdawałam z niej (starą) maturę, ale przyznaję, że nie każdy okres w dziejach był dla mnie interesujący. Na pewno nie mogę do niego zaliczyć historii Polski z czasów królów elekcyjnych, panoszenia się szlachty polskiej i hetmańskich bitew. Wolę skupiać się na biografiach, i chociaż wiem, że w większości życiorysów znajdzie się miejsce na bitwy – to jednak nie są one jej dominującym elementem. Nie był również moim konikiem okres II wojny światowej. Natomiast zafascynował mnie świat Anglii dynastii Tudorów. Henryk VIII i jego sześć żon, Elżbieta I, Thomas Cromwell i późniejsi Stuartowie.
A nasze polskie dynastie Piastów i Jagiellonów? Szczerze – po latach od zakończenia szkolnej edukacji sporo wiedzy zdążyło mi już z głowy ulecieć. Ale od czego jest beletrystyka ;) Lektura „Korony  śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej dała mi impuls do odświeżenia i poszerzenia wiedzy z dziejów starej Polski.


Głównym bohaterem powieści jest Przemysł II, książę wielkopolski - późniejszy Król Polski, który panował zaledwie 9 miesięcy. Przy tym - tłem dla jego życiorysu są barwne dzieje innych książąt piastowskich oraz sąsiadów rozbitej Polski. Pojawia się mądry i rozważny stryj Przemysła – książę kaliski Bolesław  Pobożny, a także książę dzielnicy senioralnej Bolesław Wstydliwy z małżonką Kingą, późniejszą świętą. Wrocławski Henryk IV Probus jawi się jako cwany, bitny młodzieniaszek, Mały Książę kujawski, zwany również karłem – Władysław Łokietek, jest zalęknionym mężczyzną, który dużym ego próbuje nadrabiać niski wzrost, do tego ambitny arcybiskup Jakub Świnka i tajemnicza historia rodu Zarembów. A przecież poza granicami jest jeszcze rządna władzy Mechtylda Aksańska, żona księcia Zachodniego Pomorza - Barnima, bitni Brandenburczycy, silni władzą: cesarz niemiecki i król czeski oraz Mściwój - rubaszny książę Wschodniego Pomorza.

Schemat powieści łączy dwie, zupełnie odmiennie oceniane przez historię osoby: pierworodnego syna Bolesława Chrobrego - (rzekomego króla) Bezpryma, który zapisał się na kartach jako ten, który dzieli i niszczy z królem Przemysłem II, czyli tym, który dążył do zjednoczenia księstw podzielnych dzielnicowym rozbiciem.
Nie udało mi się nigdzie doczytać w historycznych źródłach o pochodzeniu rodu Zarembów i przodków Jakuba Świnki, więc nie wiem, na ile królewskie pochodzenie wymienionych jest prawdą lub literacką fikcją. Tak czy owak ciekawie dopełnia fabułę.
To, co jednak najbardziej urzekło mnie w powieści, to sposób przedstawienia Przemysła II, jego życiowej drogi dojrzewania do roli króla. Z porywczego i butnego młodzieniaszka, przez młodego mężczyznę, dotrzymującego sojuszy i danego słowa, do w pełni emocjonalnie ukształtowanego człowieka, który sięga po koronę nie drogą rozlewu krwi, ale dzięki wielu rozważnym i mądrym posunięciom taktycznym. A nie były to ani łatwe, ani pokojowe czasy. A wzajemny stosunek do siebie wszystkich książąt piastowskich doskonale odzwierciedlało zdanie: "Nie daj Boże zjazd piastowski".

Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni 43 lat w okresie rozbicia dzielnicowego. To taki okres w historii, który nie jest przedmiotem wielkich historycznych dociekań. Ze szkoły wynosi się wiedzę o Krzywoustym i jego testamencie dzielącym Polskę na dzielnice. Potem kilka wydarzeń związanych z Władysławem Wygnańcem i ewentualnie resztą synów Bolesława III. A potem nagle pojawia się król Władysław Łokietek i następuje zjednoczenie księstw. A pomiędzy mija przecież prawie 200 lat.

Jako, że wychowałam się na Dolnym Śląsku – miałam ogólne pojęcie o istnieniu linii Piastów śląskich. Wiedziałam, że było m.in. księstwo legnickie, głogowskie, wrocławskie. Żyli: Henryk Pobożny, który dosłownie stracił głowę w 1241 r. w bitwie pod Legnicą, że był Henryk Probus (którego imię głównie kojarzyło mi się z jedną z wrocławskich ulic) i awanturnik Bolesław Rogatka. A także, o tym, że w Legnicy jest mauzoleum Piastów śląskich i wciąż stoi tam pierwsza murowana warownia, jaka powstała na ziemiach polskich - najstarszy w Polsce ceglany zamek z okresu średniowieczna.
Jednak dopiero dzięki książce Elżbiety Cherezińskiej usystematyzowałam sobie pewne wiadomości i doszukałam się nowych. Jeszcze nigdy wcześniej historyczne fakty tak łatwo nie układały mi się w głowie, jak teraz, a skomplikowane rozgałęzienie piastowskiego rodu nie wyglądało tak klarownie.


W trakcie lektury zżymałam się jednak na zastosowane elementy fantasy: ożywione godła herbowe (podsłuchujące gryfy, bawiące się z dziećmi smoki, wszędobylskie orły), lewitującą i pachnącą liliami Kingę, boginie leśne, przywry, wilkołaki, kult Starej Krwi, czary. I kiedy podczas czytania układałam już sobie w głowie recenzję – miałam wytknąć „Koronie…” te, moim zdaniem, zbędne elementy. Jednak na końcu książki znajduje się nota od autorki, w której wyjaśnia nie tylko, skąd pomysł na powieść rozgrywająca się w czasach rozbicia dzielnicowego, ale również dlaczego zdecydowała się na włączenie do historii magii. I przyznać muszę, że przekonała mnie twierdzeniem, że skoro średniowieczni ludzie wierzyli w istnienie smoków, a chrześcijańska Europa współistniała i przenikała się z jeszcze żywym kultem pogańskim, to zrozumiałym jest, że w powieści ludzie mogą się modlić zarówno do Maryi jak i wyznawać kult bogini Mokosz, a coś niewytłumaczalne racjonalnie – może wspomóc magia.

Niektórzy mogą twierdzić, że „Korona śniegu i krwi” to Polska odpowiedź na sagę „Pieśń lodu i ognia” J. R. R. Martina. I chociaż w obu - punktem głównym jest gra o tron, to jednak rodzima książka ma niezaprzeczalnie jedną zaletę więcej: Martin wykreował świat, Cherezińska zbliżyła czytelników do historii, która działa się naprawdę i jest naszym narodowym dziedzictwem. Chciałabym więcej takich polskich powieści historycznych.


„Zeskoczył w biegu, przewrócił się. Wstał, dobiegł do Przemysła.
Włosy króla były biało – purpurowe, zamarznięta korona śniegu i krwi. Oczy zachodziły mgłą. Sztywniał na rękach, charcząc:
- Chroń Królestwo i ją…
Michał wsunął Przemysłowi do ręki jego miecz, zbryzgany krwią młodego Zaremby, zacisnął sztywniejące palce na głowicy i pochylając się nad oddającym życie, wyszeptał:
- Przysięgam, mój królu.”


__________________________________________________________________
wszystkie cytaty: Elżbieta Cherezińska – Korona śniegu i krwi; wyd. Zysk i spółka
Recenzja bierze udział w wyzwaniu:  Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę


4 komentarze:

  1. Średniowiecze i Piastowie - moja ulubiona kombinacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że moja też :) Wpadłam właśnie w wir wyszukiwania bibliografii w temacie ;)

      Usuń
  2. Też czytałem tę książkę, jest fenomenalna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi być fenomenalna, skoro dotychczas czytałam o niej same pochlebne opinie :)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...