sobota, 21 grudnia 2013

Kulinarni czytają. gin - Raz a dobrze

Prawdę mówiąc blog gin - dzisiejszego Gościa w cyklu „Kulinarni czytają” odkryłam jakiś czas temu dzięki książkom. Trafiłam na jedną recenzję książki, następnie przeczytałam kolejną, a później zainteresowałam się stroną kulinarną Pożeraczki, czyli raz a dobrze. I z różnych względów podczytuję nadal – na przykład dla chlebów, pośród których prym wiedzie dyniowy na poolish oraz dla skandynawskich akcentów – przykładowo takich jak bułeczki duńskiej babci i lussekatter

Po cichu liczę na specjalny tag skandynawski i więcej przepisów w tym temacie oraz na rozwinięcie cyklu o książkach kulinarnych :)

Co znajdziecie na blogu Ani ? Przede wszystkim dużo słodkich wypieków: torty, tarty, ciastka i bułeczki, ale też wytrawne tarty i wspomniane już chleby. Zapraszam do odszukania swoich typów.

Aniu, dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie :) Życzę Ci wszystkiego dobrego :) 


1. Książki, które czytam najchętniej:

Zdecydowanie te z kartkami. Nie mogę przekonać się do ebooków - książka musi "pachnieć". Każda nowa pozycja, która znajdzie się w moich łapkach, jest najpierw dokładnie obwąchana - sprawia mi to jakąś dziwną, niemal fetyszystyczną przyjemność...


Uwielbiam powieści, w których akcja dzieje się na granicy świata rzeczywistego i fantastycznego. Dlatego już wiele lat temu serce skradł mi Jonathan Carroll - jego "Krainę Chichów" przeczytałam ponad dziesięć razy... I przeczytam pewnie jeszcze nie raz. U niego bohaterowie żyją w szarej codzienności, takiej jak moja. I nagle bum! - dzieje się coś zupełnie nieoczekiwanego, pojawiają się duchy, psy mówią, a postaci z książek ożywają... Nie potrafię oprzeć się tej magii. 
Na tej samej zasadzie "zdobyli mnie" Bułhakow - "Mistrz i Małgorzata" na zawsze pozostanie jedną z moich ukochanych pozycji, Łukjanienko czy Zafon.
Lubię też dobre obyczajówki - nie nudne i ckliwe, ale z bohaterami z krwi i kości. 
Lubię książki pobudzające do marzeń - takie, o których myślę, kiedy nie mogę czytać.
Uwielbiam zabawne powieści - ostatnio przeczytałam "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął". Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak się ubawiłam przy książce.
Lubię książki, które zaskakują mnie zakończeniem - tu Carroll jest moim mistrzem. Bo nawet po przeczytaniu ostatnich zdań czy nawet stron okazuje się, że miałam błędne pojęcie o zakończeniu, które przewidział dla swoich bohaterów...


2. Ulubiona książka kulinarna:

To pytanie z kategorii: trudne. Nie mam chyba swojej ulubionej, mam za to takie, do których zaglądam częściej niż do innych.


"Saved by cake" Marian Keyes uwielbiam za śliczne, słodkie zdjęcia i ciekawie historie. Przerażają mnie jej skłonności do perłowych ozdób na niemal każdym cieście, jednak korzystam z jej przepisów z ogromną przyjemnością, i jeszcze żaden mnie nie rozczarował.
"The hummingbird bakery cake days" lubię po prostu sobie oglądać. Zdjęcia są śliczne, a przepisy ciekawe i oryginalne.
"Ciasta" Michela Roux to podstawy - tam jest przepis na najlepsze kruche ciasto i prawdziwe lody waniliowe.
Moja ulubiona książka o pieczeniu chleba jest po duńsku, i z tego co wiem, nie została przetłumaczona na angielski, tak samo ogromna księga pełna przepisów na najrozmaitsze ciasteczka.

Z tych korzystam najczęściej, chociaż na mojej półce znajduje się zdecydowanie więcej. A jeszcze więcej tytułów jest na liście "do kupienia"...



3. Książkowe wyznanie:

Hmm... Pisałam już o tym, że tylko "papierowe" książki mnie interesują. W dzisiejszym świecie to pewnie wada, ale cóż, taka już ze mnie konserwatystka...
Zaglądam na koniec - dlatego nie mogę czytać kryminałów. W tej chwili robię to zdecydowanie rzadziej niż kiedyś, jednak ciągle mi się to zdarza. A co to za przyjemność czytać wiedząc, kto zabił...?
Książki są ze mną od zawsze, i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Czytam jednak zrywami: kilka książek w tygodniu, a potem nawet miesiące "posuchy"... Nie potrafię jednak i nie chcę się zmuszać - bo co to za przyjemność, jeśli "musisz" coś zrobić...?


4. Książka, którą czytam obecnie:

"Powrót Wolanda albo nowa diaboliada" Witalija Ruczinskiego. Jest ciekawa, napisana zdecydowanie bułhakowskim językiem, jednak strasznie wolno mi to idzie... Jest to książka do smakowania - niektóre zdania trzeba przeczytać kilka razy, żeby je do końca rozszyfrować. Czegoś mi w niej niestety brakuje... Chyba ręki mistrza.




10 komentarzy:

  1. To ja ogromnie się z zaproszenia ucieszyłam :)
    I ten wstęp taki miły... Dziękuję Ci bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za jego przyjęcie :)
      I pomyśl o tym tagu skandynawskim ;)

      Usuń
  2. Ciekawa biblioteczka! ja również lubię połączenia rzeczywistego z fantastycznym :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle bibliotek już się tutaj przewinęło, a w każdej zawsze się znajdzie coś interesującego. Dlatego tak bardzo lubię ten cykl :)

      Usuń
  3. Ja też kocham wąchać książki! :) Zawsze to robię. :)
    I jeśli życie zmusi mnie (czytaj: brak miejsca na pólkach) do zakupu czytnika to na pewno i tak całkowicie z zakupu papierowej książki nie zrezygnuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę papier. Chyba jestem staroświecka ;)

      Usuń
    2. Ja też, zdecydowanie. Tylko,że miejsca już nie mam na książki... :(
      A przecież nie wyrzucę... :(

      Usuń
  4. Ooo, jak miło Cię tu widzieć Gin :) Też jestem staroświecka i wolę książki papierowe. Jakoś na razie nie mogę się przekonać do tych wszystkich czytników itp. Piękna biblioteczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie urzekło zdjęcie leżących kulinarnych ;)

      Usuń
    2. Od tamtego czasu zdążyłam je poukładać, ale też miejsca mam coraz mniej... Więc pewnie niedługo znowu będą leżeć ;)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...