środa, 29 stycznia 2014

"Tost" Slatera kontra "Kuchnia Warszawska", czyli o żywności w książkach ciąg dalszy

Pozostając jeszcze w temacie przetworzonej żywności, w recenzji książki Nigela Slatera „Tost. Historia chłopięcego głodu” napisałam, że rozkwit żywności instant przypadł w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych na okres w połowie XX wieku.

A jak to wygląda w przypadku Polski?

Z dzieciństwa, czyli schyłku PRL-u pamiętam Vegetę i Maggi, zwaną przeze mnie magilą, którą mój ojciec za każdym razem wraz z czarnym, mielonym pieprzem sypał do każdej zupy, jeszcze przed zanurzeniem w niej łyżki. Pamiętam też zupy w proszku, w tym ówcześnie ulubioną ogonówkę. Pojawiało się też rozpuszczalne słodkie kakao i słodkie granulowane smakowe herbatki, które z Niemiec przywoził chrzestny oraz ojciec kolegi z klasy.

Jednak przetworzona żywność, na półkach sklepowych w większych ilościach, kojarzę dopiero od czasów, kiedy już chodziłam do podstawówki i kiedy w książce szkolnej - Orłu, czyli godłu dorysowywaliśmy kredkami koronę.


Dlatego też bardzo zdziwiłam się, kiedy rok temu przeglądałam świeżo zakupioną książkę „Kuchnia Warszawska” Wydawnictwa Przemysłu Lekkiego i Spożywczego z 1963 roku, w której mój wzrok przykuły pewne obrazki. Obejrzyjcie je ze mną (kliknijcie w zdjęcie, aby powiększyć):


Na początek rozczulająca scenka rodzajowa.


Zaraz potem często występująca rzecz w książkach z tamtego okresu – obraz prawidłowego wyposażenia kuchni i aluminiowe garnki, które niestety bywały i w kuchni mojej mamy. 


Jest i gospodyni domowa – koniecznie w fartuszku i typowa dla tamtych czasów moda na palenie. Zwróćcie uwagę w jakim anturażu - z konwaliami ;) Urocze ;))) 


Zupy, sosy, dewolaje…


….i magila ;) 


A potem reklama – dźwignią PRL-owskiego handlu, czyli koncentraty i dania z proszku:


Piernik z proszku, jaja w proszku, koncentraty owocowo-witaminowe, ekstrakt kawy Marago.


Oraz cały rozdział o obiadach z koncentratów. 


Chcecie przykładowe przepisy?  ;) 



Jak widać - przetworzona żywność w Polsce nie pojawiła się nagle wraz z raczkującym kapitalizmem…

Co ciekawe, jak twierdzili autorzy przedstawionej książki, koncentraty spożywcze to nie namiastki, lecz pełnowartościowe produkty, które pozwalają gospodyni domowej przygotować smaczne i pożywne produkty bez poświęcania temu zbyt dużo czasu. Ma to oczywiście związek z tym, że coraz więcej kobiet podejmowało pracę. W Ameryce miało to trochę inny wydźwięk – oto właśnie triumfuje technika i postęp wyzwalający nas z orki w domu. 

Tak, czy siak w obu przypadkach taka żywność instant, jako najnowsza zdobycz nauki, podobno zdążyła już być ówcześnie gruntownie przebadana w laboratoriach, co oznaczało, że jest bezpieczna i zdrowa dla ludzkiego organizmu. Jak jest naprawdę – pokazuje rzeczywistość. Amerykanom przetworzona żywność instant nie wychodzi na zdrowie, w Polsce też wcale nie jest z tym najlepiej.

Właśnie dlatego wolę ją traktować, jako kulinarną ciekawostkę.


6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Przyznasz sama, że w obecnych książkach takich się nie uświadczy ;)))

      Usuń
  2. Oczko, zawsze wiedziałam, że masz dobre oczko do ciekawostek :)
    Genialna jest ta Kuchnia Warszawska. Masz jeszcze takie perełki? Muszę ją przejrzeć jak następnym razem będziemy u Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jeszcze "Książkę kucharską" Zofii Czerny z 1953 r. (ale bez obrazków) i Kuchnię Polską z 1956 r. (ale tutaj obrazki już nie są tak zabawne, jak w warszawskiej ;))

      Usuń
  3. "Tost" to pozycja, którą pragnę przeczytać. Zaskoczyłaś mnie tą "Kuchnią warszawską". Chciałabym zajrzeć do tej pozycji, bo narobiłaś mi smaku tymi zdjęciami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli masz blisko "Dedalusa", to tam "Tost" kupisz za 8 zł.
      Natomiast "Kuchnia warszawska" pojawia się czasem na Allegro.

      Pozdrawiam

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...