poniedziałek, 21 lipca 2014

Ze szczytu na samo dno. Kim Yong i Kim Suk-Young – „Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła”



Po pierwszej części recenzji książek o tematyce północnokoreańskiej pora na kontynuację koreańskiej trylogii. 
Przypomnę tylko, że „Skrzydło Anioła” Jolanty Krysowatej traktowało o mało znanym epizodzie w historii PRL-u, kiedy na Dolnym Śląsku, w Płakowicach przez kilka lat funkcjonował koreański dom dziecka, w którym to ośrodku sieroty po bratobójczej wojnie prowadzonej między Koreą Północną, a Południową, miały zostać wyszkolonym narybkiem potrzebnym do budowy nowego, cudownego socjalistycznego kraju Kimów.

Sieroty dla Kim Ir Sena były świetnym żywym materiałem pomocnym w prowadzeniu propagandowej polityki. Nakazywał nawet swoim elitom przysposabiać "męczenników za wolność", za jakich uważano właśnie sieroty wojenne. 


„Państwowy sierociniec niekoniecznie wyczarowuje szczęśliwy obraz w umyśle czytelnika, ale w latach pięćdziesiątych w Korei Północnej sytuacja była nieco odmienna. Kraj ten bowiem próbując określić siebie jako socjalistyczny raj, humanitarnie traktował sieroty, które straciły rodziców podczas japońskich rządów i wojny koreańskiej. Wiele jest opowieści o tym, jak ojciec narodu Kim Ir Sen traktował sieroty wojenne, jak gdyby były one jego własnymi dziećmi. Niezliczone malowidła propagandowe i plakaty, przedstawiające Kim Ir Sena pozdrawiającego sieroty wojenne w obszarpanych ubraniach i bose oraz zapraszającego je do swego wyłożonego czerwonym dywanem biura, ozdabiały drukowane media i przestrzenie publiczne. (…) Jak opisuje Kim Young, wysyłano je nawet do sierocińców w innych krajach socjalistycznych [patrz: Jolanta Krysowata – „Skrzydło Anioła”; przyp. Gosia Oczko] w ramach programów wymiany, w celu poświadczenia nie tylko wzrastającej przyjaźni socjalistycznej ich ojczyzn, lecz również skutecznej troski Korei Północnej o najbardziej bezbronnych członków jej społeczeństwa.” (cytat z Wprowadzenia do książki)


Nakaz adopcji sierot wydany przez ojca narodu jest święty. Dzięki temu któregoś dnia Kim Yong trafia właśnie do swojej rodziny adopcyjnej. To prawdziwy łut szczęścia, bo prawdę powiedziawszy formalnie wcale nie jest sierotą. Jego biologiczna matka sfałszowała jego papiery, aby nie dosięgła go odpowiedzialność za antypaństwowe czyny jego krewnych. Trzeba bowiem wiedzieć, że kara za nieprawomyślność członka rodziny sięga do trzeciego pokolenia. W ten sposób Kim mógłby zostać ukarany za szpiegostwo swojego ojca, mimo, że nie mógł z nim uczestniczyć w akcji, gdyż był w tamtym czasie jeszcze niemowlęciem.

Kim został zaadoptowany przez wysoko postawione i przychylne władzy małżeństwo. Niestety, obie strony nie zapałały do siebie rodzinnymi uczuciami, adoptowany traktowany był jak kula u nogi, i aby zwrócić na siebie uwagę – popełniał różne wybryki. Wszyscy, włącznie z zainteresowanym, odetchnęli z ulgą, kiedy jako młody chłopak trafił on do Pałacu Dzieci Mangyongdae (tutaj zdjęcia) – bardzo prestiżowej szkoły z internatem, bogato wyposażonej i z doskonałą kadrą pedagogiczną, której zadaniem jest kształcić przyszłe elity Korei. Ukończenie nauki w Pałacu otwiera dla absolwentów drzwi niedostępnie dla zwykłych obywateli tego kraju i pozwala nawiązać sieć kontaktów bardzo pomocną w pięciu się po szczeblach kariery zawodowej i partyjnej.

Tak właśnie było z Kim Youngiem. Po zakończeniu edukacji i życiu na własny rachunek - wyposażony już na starcie w przywileje. Opływał w luksusy, ożenił się z politruczką, miał doskonałą pracę, w której wykazywał zaangażowanie i zbierał punkty u przełożonych. Jako oficer Agencji Bezpieczeństwa Narodowego zarabiał zagraniczne waluty i miał możliwość sprowadzania towarów spoza granicy kraju. Poziom życia niedostępny dla przeciętnego Koreańczyka.
I paradoksalnie, kiedy miał się wspiąć na kolejny szczebel w swojej zawodowej i osobistej pozycji – spadł nagle na samo dno. 

„Do tej pory sprawy moich awansów były oparte na aktach rodziców adopcyjnych, co gwarantowało mi stanowisko w Armii Ludowej, ale w celu osiągnięcia bardziej samodzielnego stanowiska w organizacjach, które zajmowały się sprawami bezpieczeństwa narodowego, takich jak Agencja Bezpieczeństwa Publicznego lub Agencja Bezpieczeństwa Narodowego, moje pochodzenie biologiczne musiało zostać wyjaśnione w sposób o wiele bardziej skrupulatny.”

W ten sposób dogrzebano się do akt jego biologicznej matki oraz wykryto, że ojciec Kima przez swoją szpiegowską działalność – był zdrajcą narodu, co oczywiście takim samym czyniło jego syna i żonę.
Kim w ten sposób traci nie tylko pozycję i dobre imię, ale przede wszystkim najpierw trafia najpierw na 3,5 miesiąca do ośrodka zatrzymań Maram, gdzie był przesłuchiwany i okrutnie torturowany, a następnie przewieziony do Obozu Numer 14.
Obóz ten to prawdziwe piekło na ziemi, z którego nigdy nie wychodzi się na wolność. Wegetuje się tam w zawieszeniu pomiędzy morderczą, wyniszczającą ciało i umysł pracą, a śmiercią. Umieralnia, w której paradoksalnie największym wrogiem wcale nie jest ciężka praca, ale wszechobecny głód. 

„Po dwóch kursach z naładowanym wózkiem trzęsło mi się całe ciało. Dotąd byłem zdrowy i należałem raczej do ludzi krzepkich, ale przez trzy i pół miesiąca zamknięcia i nieustannych tortur zauważalnie opadłem z sił. Zanim nastała pora przerwy obiadowej, skurcze głodowe o mało nie powaliły mnie na ziemię. Resztki jedzenia, które spożyłem po przybyciu do obozu, dawno już zostały strawione. Tym razem posiłek składał się z wodnistej zupy, garści gotowanych ziaren kukurydzy i pszenicy z grubą solą. Były twarde i niesmaczne. Więźniowie łapczywie pożerali je z grubą solą, którą otrzymali tego poranka. Później dowiedziałem się, że owa sól miała służyć jako jedyny środek do pielęgnacji zębów. Tak oto zaczął się mój pierwszy dzień w obozie. Było oczywiste, że jest to pierwszy krok do śmierci.”

(!uwaga, dla delikatnych może to być cytat drastyczny!)
„Głód był tak dotkliwy, że nawet szczury niemal zupełnie znikły z obozu. Szczury były całkiem spore i uważano je za przysmak oraz źródło protein… Strażnicy zabraniali polowań na szczury, ponieważ uważali, że zwierzęta te informują o zawałach w szybach kopalnianych. Pewnego dnia, kiedy niosłem tarcicę do podparcia sufitu chodnika, dostrzegłem dużego szczura. Uderzyłem go kamieniem i natychmiast zjadłem – od głowy do ogona, na surowo, nie obdarłszy go uprzednio ze skóry. Mięso smakowało jak miód.”

Zjadano wszystko, co dało się zjeść – słomę, źdźbła traw, jeśli jeszcze jakieś się uchowały, węże, szczury i inne żyjątka, fekalia (sic!), a nawet - w tajemnicy przed strażnikami – martwych współwięźniów! Określenie egzystencji w takim miejscu, jako okropność, to za lekkie i niezbyt adekwatne słowo dla tego ponurego zestawu ludzkich dramatów.

Z Obozu Numer 14 zwalnia tylko śmierć (tutaj film o Obozie Numer 14).Kim Young miał jednak niebywałe szczęście – został przeniesiony do Obozu Numer 16. To miejsce, w stosunku do poprzedniego posiada status obniżonego rygoru. Co nie oznacza, że jest tam lepiej. Takich karnych miejsc, jakie przygotował dla swoich rodaków klan Kimów nie życzy się nawet własnemu wrogowi.
Beznadziejność całej sytuacji podkreśla jeszcze fakt, że przebywający tam więźniowie, to osadzeni odsiadujący karę za rzekome winy swoich krewnych, lub którzy popełnili przestępstwa, w cywilizowanym kraju, zagrożone zaledwie karą grzywny, aresztu lub co najwyżej krótkiej odsiadki w całkiem nieźle zaopatrzonej, ogrzewanej celi z gwarantowanymi codziennymi posiłkami i opieką lekarską.

Nic zatem dziwnego, że nie mając nic do stracenia, oprócz życia – koreańscy więźniowie podejmują próby ucieczki. Nieudane zagrożone są okrutną sankcją, udane dają nadzieję na lepsze życie poza granicami kraju. Bo z obozu ucieka się tylko tam, gdzie jest bezpiecznie, a tego bezpieczeństwa nie można uzyskać żyjąc w Korei Północnej.

Kim Young również podjął ryzyko ucieczki. Było ono naznaczone strachem, głodem, ogromną kombinatoryką i związane z czasochłonnym i logistycznym przedsięwzięciem grup przemytników ludzi, umożliwiających przedostanie się Koreańczyków z Północy, przez nieprzyjazne terytorium Chin do krajów, z których możliwa jest deportacja do Korei Południowej. A w Korei Południowej już wszystko jest możliwe.

Dla Kima Younga szczęście się uśmiechnęło. Wszystko dzięki ogromniej determinacji, ostrożności i dzięki ludziom dobrej woli. Udało mu się dotrzeć do Korei Północnej. Obecnie prawdopodobnie wciąż (książka została napisana w 2009 r.) przebywa w Stanach Zjednoczonych i stara się o uzyskanie prawa stałego pobytu i być może w przyszłości – amerykańskiego obywatelstwa. Jest jednocześnie żywym dowodem na to, jak „cudowne” jest życie w Korei Północnej.

Ta książka to jednocześnie wielce interesujące, ale i wstrząsające świadectwo okropieństw, które codziennie od wielu dekad dotyka tysięcy Koreańczyków z Północy. Czytając ją trudno uwierzyć, że nie jest to literacka fikcja, a prawdziwe wspomnienia człowieka, który to rzeczywiście przeżył.

Z tego miejsca muszę podkreślić, że nie jest to książka dla każdego, mimo że warto, aby przeczytał ją każdy. Dla bardziej wrażliwych obozowe fragmenty mogą być zbyt drastyczne. Proszę mieć na uwadze moje ostrzeżenie rozpoczynając lekturę.


To jeszcze nie koniec koreańskiej opowieści. W środę zapraszam Was na trzecią część recenzji ostatniej już z książek ze zdjęcia powyżej. Będzie ona poświęcona temu, czego w nadziei życia, podjął się Kim Young – ucieczki z piekła do wolności.


Przypominam również o tytule "Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne życie mieszkańców Korei Północnej" autorstwa Barbary Demick, którą to książkę recenzowałam na blogu rok temu.


6/6
___________________
Kim Yong we współpracy z Kim Suk-Young – „Długa droga do domu. Wspomnienia uciekiniera z północnokoreańskiego piekła”; wydawnictwo Świat Książki (tytuł oryginału: Long Road Home: Testimony Of A North Korean Camp Survivor)


4 komentarze:

  1. Ale mnie zaciekawiłaś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie jeszcze część trzecia, tymczasem możesz jeszcze przeczytać to: http://czytelniczy.blogspot.com/2013/07/kto-kocha-dzucze-barbara-demick-swiatu.html

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Matko kochana to straszne. Nie chciałabym być w takim miejscu. Z niecierpliwością czekam na część trzecią.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...