poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kobieco o kobietach. Anna Włodarczyk – „Zapach truskawek. Rodzinne opowieści”


„Mam taki czarny notes z gumką, gdzie zapisuję cytaty, które chcę zachować na dłużej w pamięci, wklejam fragmenty przeczytanych w gazetach mądrych słów i utrwalam ulotne pomysły rodzące się w mojej głowie nad ranem. Jakiś czas temu wpisałam do niego znalezione w czeluściach Internetu szwedzkie przysłowie. Traktuję je jak miniaturowy, bo zamknięty w kilku zdaniach, podręcznik dobrego życia: „mniej obaw, a więcej nadziei. Mniej jedzenia, a więcej przeżuwania. Mniej narzekania, więcej oddychania. Mniej gadania, więcej mówienia. Więcej kochania. Rób to, a wszystko, co dobre będzie twoje.”

Po prawej Truskawka z moim egzemplarzem książki, a po lewej oczywiście autograf dla Oczkownicy ;) 
Tak mówią na mnie tylko dwie kobiety ;)



Zdecydowałam się na powyższy cytat otwierający recenzję książki Truskawki, jak zwykłam mawiać na Anię Włodarczyk, ponieważ bardzo on do mnie przemawia. Gdybym trafiła na niego wcześniej – zapewne też, podobnie jak Ania, zapisałabym go ku pamięci. Swoją drogą – właśnie to uczyniłam ;)

Z wielką przyjemnością zabrałam się do lektury tej książki. Mimo że dobrze wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać. Po wieloletnim czytaniu Strawberries from Poland, znam styl pisania Ani. Po prywatnych spotkaniach (zwłaszcza tym ostatnim u Karoli), wiem też, że jest chodzącą kopalnią anegdot, którymi sypie jak z rękawa. Mimo że na początku sprawia wrażenie cichej myszki – nie dajcie się zwieść ;) Raczej wytężcie uszy do słuchania, albo… przygotujcie oczy do czytania ;)


Nie pomyliłam się we wstępnym założeniach. Książka obfituje w całą masę historyjek i dykteryjek, przy których można się nieźle ubawić – szczególnie polecam sennik Anny W. ;) I chociaż to książka w wielu fragmentach zabawna, to również w dużej mierze sentymentalna. I właśnie w tym aspekcie nie spodziewałam się, że tak do mnie trafi.

Ania skupia się na kobietach ze swojej rodziny. Zaczęłam się wobec tego zastanawiać, jak ja bym opisała kobiety z mojej rodziny. Czy byłyby równie barwnymi postaciami, które odcisnęły piętno na tym, jaka jestem obecnie? Tego Wam nie powiem, bo sama wciąż to analizuję. Ania dotknęła jednak czułej struny. Obudziła wspomnienia, do których wróciłam z przyjemnością, a które związane są głównie z moim dzieciństwem: wakacje u dziadków na wsi, drożdżowe ciasto babci z prawdziwego pieca, które jedliśmy posmarowane masłem i popijaliśmy herbatą lub kakao, kontakt ze zwierzętami: królikami, kaczkami i kurami (i kurczaki, które grzały się pod lampą), zabawy na podwórku, wiszenie na trzepaku głową w dół, mnóstwo samotnych wycieczek po wiejskich łąkach i wspólne wakacje z licznym kuzynostwem, niedzielne ciasta mamy pieczone w prodiżu, pelargonie na babcinych parapetach, coniedzielne bicie kotletów i domowy makaron… Mogłabym tak wymieniać jeszcze długo.

Dla mnie, co jest zaskakujące, to dość osobista książka. Od ponad dekady mieszkam z daleka od mojej rodziny, widujemy się rzadko – najczęściej przy okazji świąt. Po drodze pojawiło się kilka życiowych zakrętów – nie tylko moich, które spowodowały, że z jednej strony ta odległość była mi na rękę, a z drugiej sprawiła, że tęsknota za swoją rodziną nabiera nowego znaczenia. I chyba zazdroszczę Ani i innym, którzy mają blisko… swoich bliskich. I dziwię się, że nie doceniają tego, że w niedzielę można wpaść na obiad do mamy, a w tygodniu poplotkować z rodzeństwem przy kawie. Tak, teraz widzę to jeszcze wyraźniej i jeszcze bardziej tęsknię za rodziną. Może się starzeję, a może to oznacza, że pora na zmiany w życiu? 


Takie truskawki zrobiłam na przywitanie Ani podczas babskiego zlotu blogerskiego 4,5 roku temu



Dla kogo ta książka? Dla tych, którzy lubią czytać wspomnienia, których bawią anegdotki, dla lubiących gotować i dla wszystkich smakoszy życia.
Ciekawe, w jakiej tonacji będzie brzmieć ta książka w Waszych umysłach i wspomnieniach? ;)

Aniu, dziękuję za napisanie tej książki i liczę na dłuższe (niż ostatnio) spotkanie.


Ps. A tutaj zostawiam link z cyklu „Kulinarni czytają”, w którym moim Gościem była właśnie Truskawka i opowiedziała, jakie książki lubi czytać.


6/6
__________________
Anna Włodarczyk – „Zapach truskawek. Rodzinne opowieści”, Wyd. Black Publishing (imprint Wyd. Czarne)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę

14 komentarzy:

  1. Jestem zauroczona książką, mały powrót do miłej przeszłości :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, że trzeba ją sobie dozować powoli. Jak dobrą czekoladę.

      Usuń
  2. Zapewne to ciepła książka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym ją przeczytać - lubię takie rodzinne opowieści, gdzie autor z autentyczną czułością opowiada o swoim życiu i najbliższych. Z których można się czegoś nauczyć, które budzą nasze własne wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaopatrz się w nią przy najbliższej okazji - spodoba Ci się :)

      Usuń
  4. 4,5 roku temu?! ALe ten czas leci... Oczko, dziękuję Ci za piękną recenzję :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooo! Też mnie to zaskoczyło, ale zdjęcia nie kłamią - to był mroźny styczeń 2010 r. Fajny czas, bo był doskonałym rozpoczęciem nowego życia.

      Usuń
  5. Ta książka już od dawna znajduje się na mojej liście i mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli lubisz rodzinne opowieści okraszone sporą dozą kulinariów i humoru - to może Ci się spodobać :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tak sobie z góry zaplanowałam, że książkę Truskawki kupię wtedy, kiedy się spotkamy, tak aby przy okazji zaopatrzyć się w autograf ;)

      Usuń
  7. Bardzo chcę przeczytać tę książkę. Obiecałam sobie, że nie będę jej wypożyczała z biblioteki, tylko kupię, bo wiem, że będzie to dla mnie lektura wyjątkowa.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...