piątek, 15 sierpnia 2014

Esktrawertyczno - ekscentryczny kot nie tylko gazety czyta. Lilian Jackson Braun – „Kot, który czytał wspak”


W miniony czwartek minął okrągły rok od momentu, kiedy do naszego teamu dołączyła Misia. Jej adopcja na początku wiązała się z naszymi obawami, czy ona i Aleksander dogadają się i ustalą, że teraz nasz Gawra będzie ich wspólnym terenem. Ale też z nadziejami, że oboje zapałają wzajemną sympatią. 


Z perspektywy czasu mogę śmiało orzec, że dokocenie to była dobra decyzja. Czy to oznacza, że trwamy w sielance? Powiedzmy. Koty się zaakceptowały – to najważniejsze. Czasem ganiają się przez cały dom, ale czasem dochodzi do łapoczynów. Niekiedy śpią do siebie przytulone, ale najczęściej potrzebują wzajemnego, kociego dystansu. Czasem Misia myje go po głowie, czasem zdzieli łapą. Generalnie fajnie jest ;)


I właśnie z tej kociej okazji, dzisiaj będzie recenzja kociego kryminału. Zapewne znacie tę serię. Ja miałam już okazję przeczytać tom trzydziesty, a tym razem, dzięki prezentowi od Madzi (Madzia, raz jeszcze dziękuję), rzutem na taśmę poszedł tom pierwszy – „Kot, który czytał wspak”.



„Gdy w zaciemnionym pokoju błysnął płomień zapałki, Qwilleran nagłym ruchem odwrócił się w stronę półki z książkami. Dostrzegł czerwone światełko. Nie, dwa światełka. Ogniście czerwone – i żywe!
Aż stęknął ze zdumienia. Strumień wydychanego powietrza zgasił zapałkę, a czerwone światełka znikły.
- Co to takiego? – wykrztusił. – Tam, między książkami, coś jest…
- To tylko kot – wyjaśnił Mountclemens. – Lubi chować się za książkami. Półki są wyjątkowo głębokie, bo mam sporo albumów, natomiast za innymi książkami zostaje sporo przestrzeni, a to dla niego wymarzona kryjówka. Najwyraźniej właśnie obudził się z popołudniowej drzemki za biografiami. Wyraźnie woli biografie od innych pozycji.
- Nigdy nie widziałem kota, którego oczy świeciłyby się na czerwono – stwierdził Qwilleran.
- To cecha charakterystyczna kotów syjamskich. W świetle ich ślepia jarzą się na czerwono. Normalnie są niebieskie – jak ten błękit na obrazie van Gogha. Proszę się przyjrzeć, kiedy kot postanowił zaszczycić nas swoją obecnością. Póki co zachowuje dystans. Stara się pana wyczuć i wie już o panu niejedno.
(…)
- Oto Kao K’o-Kung – oznajmił Mountclemens. – Imię otrzymał na cześć trzynastowiecznego artysty, a on sam jest wcieleniem dostojeństwa i gracji właściwych sztuce chińskiej.”


Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie pojawi się w tej książce kot ;) Najpierw jednak musiałam przerzucić 50 stron. W tak zwanym międzyczasie poznałam głównego bohatera (oprócz kota, jeszcze tego ludzkiego – rzecz jasna). Jim Qwilleran, bo o nim mowa – jest dziennikarzem, dodajmy, że z wieloletnim stażem. Dziennikarskiego rzemiosła nauczył się na sprawach kryminalnych. Ostatnio jednak w życiu zawodowym coś mu nie wyszło. A przynajmniej nie było na tyle zajmujące, aby chwalić się osiągnięciami w przedstawionym, na rozmowie kwalifikacyjnej, zawodowym życiorysie.

Aplikuje do dziennika „Daily Fluxion”. Liczy na miejsce w dziale miejskim, a najlepiej w kryminalnym, a otrzymuje angaż felietonisty zajmującego się sztuką w dziale kulturalnym. Wprawdzie od razu protestuje, że nie odróżnia Wenus z Milo od Statuy Wolności, ale naczelnemu to w ogóle nie przeszkadza, co więcej – stwierdza, że to fantastycznie, bo dzięki temu Jim będzie miał świeższe spojrzenie na sprawę. Przy okazji Qwilleran dowiaduje się o pewnym, pracującym na zlecenie gazety, krytykiem sztuki. Ów krytyk jest tak krytyczny, że wszyscy artyści boją się jego, publikowanych w gazecie, kolejnych opinii. A on być może będzie z nim w zespole...

Jim Qwilleran podejmuje pracę w dziale kulturalnym, poznaje osławionego krytyka, ba! wynajmuje od niego mieszkanie, a nawet staje się… nianią dla jego kota! No właśnie! Kot to ważna tutaj persona. Dostojny ekstrawertyk, który sypia na lodówce, jada siekaną wołowinę na bulionie doprawioną tymiankiem (och, spróbuj tylko podać inaczej!) lub domowy pasztet, porusza się bezgłośnie i z gracją oraz jest, hmmm… koneserem sztuki. Wypisz - wymaluj nasz Aleksander. Nawet go sobie zwizualizowałam jako Koko (tak zwykł skracać Jim to dość skomplikowane chińskie imię). Prawie jak bliźniacy ;) Prawie, zważywszy na to, że nawet gołym okiem można dostrzec różnicę pomiędzy kotem syjamskim a rosyjskim niebieskim ;)


Ale aby był kryminał, musi być zbrodnia, a później dochodzenie. Nie inaczej tym razem. Trup ściele się gęsto – trzy ofiary w ciągu tygodnia, to sporo. A wszyscy pochodzą z artystycznego kręgu. Jako, kształcący się w dziale kryminalnym, Jim rozpoczyna swoje prywatne śledztwo. Będzie ciekawie, bo nagle okaże się co ma ze sobą wspólnego marszand, tancerka i małpa, robot z samotnym malarzem z Umbrii. A także dlaczego wspólnym mianownikiem dla nich jest niepozorny syjamski kotek, który lubi grać w pająka, besztać ludzi i czytać wspak.

„- Zechciałby pan zejść na dół po gazetę? – poprosił. Mountclemens. – Kao K’o-Kung lubi czytać świeżo wydrukowane wiadomości. (…)
Kot stał na górze w dostojnym oczekiwaniu, a dziennikarz zszedł i wziął leżącą pod drzwiami frontowymi gazetę.
- Proszę ją położyć na podłodze – poinstruował go Mountclemens – a Kao K’o-Kung przeczyta tytuły.
Rzeczywiście, kot zabrał się do tego systematycznie. Najpierw poruszył kilka razy nosem, a jego wąsy dwukrotnie uniosły się i opuściły. Potem pochylił głowę nad największym tytułem wydrukowanym wielkimi , pięciocentymetrowymi literami, dotykając każdej z nich, jakby je składał w słowa: IMAKTARK AZ ACREDROM YNOLAZS.
- Czy on zawsze czyta wspak?
- Owszem, od prawej do lewej strony – przytaknął Mountclemens.”


Dodam jeszcze, że dla lubiących jedzenie, ta książka ma jeszcze jeden, ekhm… smaczek, bo bohaterowie (nie wyłączając kota) jadają niezłe frykasy. 
No! To tak w skrócie ;)


***

Z innych lektur kocich polecam również:
„Odyseja kota imieniem Homer” o pewnym ślepym kocie mieszkającym w NY
„Mały słownik wyrazów kocich i kociojęzycznych”, czyli trochę świetnych obrazków okraszonym krótkim tekstem.



A co jeszcze powinnam kociego przeczytać ja? ;)




5/6
________________
Cyaty: Lilian Jackson Braun – „Kot, który czytał wspak” (Seria „Kot, który…), tytuł oryg. The Cat Who Could Read Backwards; wyd. Elipsa Sp. z o. o.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Historia z Trupem"


8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Czyż książki o kotach mogą brzmieć inaczej? ;)

      Usuń
  2. Zapowiada się ciekawa lektura :) Dopiszę do listy książek "do kupienia" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj jej najlepiej na Allegro lub w antykwariatach. Z tego co się orientuję, cała kocia seria (30 tomów) ówcześnie sprzedawana była... w kioskach Ruchu ;)

      Usuń
  3. Przeczytałam tę książkę jakiś rok temu, ale niestety nie przypadła mi do gustu. Trochę mnie niestety znudziła :(. Ale wyobrażam sobie, że dla miłośników kotów czytanie tej serii musi być nie lada frajdą :). Na mojej półce czekają dwa kolejne tomy, ale jakoś ciężko mi się do nich zabrać :P.

    http://garscwrazen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie, przełożone przez kociarski filtr, odbiera się je inaczej ;) Dla mnie frajdą jest wyszukiwanie tam właśnie kocich zachowań i porównywanie ich z moimi dwoma kotami. Zazdroszczę Ci tych dwóch tomów ;P

      Usuń
    2. Ja niestety kocich zachowań praktycznie nie znam, więc nie byłam w stanie ocenić jak zostały odwzorowane w książce :P. Ale dzięki Tobie poznałam sekret popularności tej serii ;).

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...