sobota, 6 czerwca 2015

Z erotyczną okrasą w wersji soft. Haruki Murakami - Norwegian Wood


„Samolot wylądował, zgasł napis No smoking i z głośników pod sufitem zaczęła się sączyć muzyczka: słodka orkiestrowa wersja Norwegian Wood Beatlesów. Ta melodia zawsze mnie poruszała, lecz dziś poruszyła mnie znacznie gwałtowniej, wywołała  nieomal wstrząs. 
Zgiąłem się wpół, objąłem głowę rękami, bojąc się, że za chwilę pęknie, i tak nieruchomo siedziałem. Od razu podeszła do mnie niemiecka stewardesa i spytała po angielsku, czy dobrze się czuję. (…)
- Czuję się dobrze, dziękuję – odpowiedziałem z uśmiechem – po prostu jakoś mi smutno.
- Wiem, o czym pan mówi – powiedziała. – Też mi się to czasem zdarza.
Wstała i pięknie się do mnie uśmiechnęła.
- Życzę miłej wycieczki. Do widzenia.”*



Są książki, do których trzeba dorosnąć, aby je przeczytać. Ale są i takie, które lepiej przeczytać wcześniej. Kiedy byłam w pierwszej lub drugiej klasie szkoły średniej zachwyciłam się „Spóźnionymi kochankami” Williama Whartona. To była wówczas książka z serii „wow”. Zresztą wiele książek tegoż autora sklasyfikowałam wtedy jako moje ulubione. Kiedy już po studiach powtórzyłam lekturę, zaczęłam się zastanawiać, co było w niej takiego, że mnie urzekła. Po latach odebrałam ją jako infantylną i z miejsca żałowałam, że pozbawiłam się tego świętego  nastoletniego zachwytu.

"Norwegian Wood" Murakamiego należy właśnie do książek, które powinnam przeczytać wiele lat wcześniej, a teraz tylko pielęgnować w sobie nabyte miłe wrażenia po lekturze. Stało się inaczej. Nie, to nie tak, że chcę ją teraz zmiażdżyć obcasem, jak wypalonego peta. Wbrew pozorom to książka, którą dobrze mi się czytało. Chociaż sama treść nie była porywająca, a zakończenie przewidywalne, co czyni je tym bardziej rozczarowującym – to fabuła mimo to mnie wciągnęła.

Opis na okładce jest dość tendencyjny i wzniośle opowiadający o nostalgii, miłości i dojrzewaniu. Tymczasem pewien japoński student, wraz z innym japońskim studentem wyrywa laski w pubie i zalicza z nimi nocki (mimo iż wcale nie jest z tego powodu usatysfakcjonowany). W tak zwanym międzyczasie po samobójstwie przyjaciela nawiązuje przyjaźń i romans z jego dziewczyną, a także zaprzyjaźnia się z inną panienką – koleżanką ze studiów. Była dziewczyna przyjaciela, jako z natury słabe psychicznie dziewczę,  wpada w depresję i wyjeżdża do dość niekonwencjonalnego ośrodka leczenia nerwic, a nasz bohater zmaga się z uczuciem, które żywi do obu panienek. Całość z erotyczną okrasą w wersji soft.

Myślę sobie, że tak jak „Spóźnieni kochankowie”, podobnież "Norwegian Wood" na okładce powinno być dedykowane czytelnikom w przedziale wiekowym 16-25. Wtedy ma rzeczywiście szansę zachwycić i pochłonąć. A może się mylę? Bo okładka książka mówi mi, że tylko w Japonii powieść została sprzedana w ilości 3,5 mln egzemplarzy i przyniosła autorowi ogromny sukces? Może jednak nie rozumiem Murakamiego?

A może z Murakamim jest jak z Jimem Jarmushem? Z pozoru niby nic, a jednak destyluje emocje. Choć filmy tego drugiego uwielbiam, tak z książkami pierwszego wciąż mam problem. Ale może właśnie tak jest, że albo odbiorcę ten zachwyt  trafia, albo nie. Z drugiej strony – wcale nie zdziwię się, kiedy w komentarzu otrzymam zwrot, że to jeszcze nie ta książka, która świadczy o pisarskiej wirtuozerii autora. „Weź Ty się lepiej Oczko za Kafki i inne Ptaki Nakręcacze” – być może ktoś napisze. Albo i nie ;)

Co mnie jednak rusza w książkach Murakamiego? Ta japońska powściągliwość i introwertyzm, które są tak dalekie od amerykańskiego gwaru. Skoro więc przeczytałam obie książki Murakamiego, jakie miałam w domowej biblioteczce, podpowiedzcie fani autora – czym Haruki Murakami ma szansę mnie jednak zachwycić? ;)


3/6
_______________________
Haruki Murakami – Norwegian Wood (przekł. Dorota Marczewska i Anna Zielińska – Eliott); wyd. MUZA SA Warszawa 2011

Recenzja bierze udział w wyzwaniu 12 książek na 12 miesięcy 2015 r. 


6 komentarzy:

  1. Czytałam ją bardzo dawno temu. Wtedy była dla mnie dziwna, ale całkiem fajna. Muszę wrócić do Murakamiego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznać jej muszę plus za to, że mnie jednak wciągnęła.

      Usuń
  2. Czy ma szansę zachwycić? Kto wie, może tak. A może nie - nie wiem, co już czytałaś. ;) Jedni wielbią opowiadania, inni od nich trzymają się z daleka, mówiąc, że do pięt powieściom nie dorastają. Jedni chwalą "Kronikę ptaka nakręcacza" - w tym i ja - inni powiedzą, że kompletnie jej nie zrozumieli, a w ogóle to najlepsza jest "Przygoda z owcą". "1Q84" mnie wciągnęło niesamowicie, ale prawdą jest też to, że jeśli czekasz, że autor powie ci, kim u licha byli Little People albo powietrzna poczwarka, totalnie się rozczarujesz - dla mnie istotny był tu temat wpływu jednego człowieka na zachowanie mas, czyli temat sekt, który Murakami przemycił i rozwinął. Zasadniczo, sporo osób widzi w Murakamim pisarza lajtowego, ale gdy się zna historię Japonii, tę od II wojny światowej po dziś dzień, raptem spogląda się na niego z innej perspektywy - autor często odwołuje się do historii własnego narodu, próbując rozliczyć go z, powiedzmy, błędów.

    Samo to, że Murakami pisze prostym językiem jest niesamowite, ale (mam świadomość!), że tylko wtedy, gdy się wie, że zabieg ten był/jest celowy; to wyraz sprzeciwu wobec literatury powojennej, wobec postaw pisarzy pokroju Oe. Świat po wojnie się zmienił i język trzeba było dostosować. Żeby się odciąć. Żeby coś zmienić. Długi to temat, dotykający nie tylko Murakamiego, ale całego pokolenia jemu współczesnych.

    Sama nie wiem, co Ci powiedzieć. Mnie Murakami czasem męczy, czasem rozczarowuje nieco, ale ciągnie niczym magnes, więc podchodzę go z wielu stron. Zgłębiam fenomen. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za ten bardzo interesujący komentarz :) Ciekawe zwrócenie uwagi na odczytywanie książek Murakamiego w kontekście historii. O i to już zmienia perspektywę postrzegania.

      Usuń
  3. Ech... jak zobaczyłam, że wzięłaś sie za czytanie tej książki od razu czułam, że nie przypadnie ci ona do gustu. Kafka kobieto! Weź sie za "Kafkę nad brzegiem morza" to przypadnie ci gustu, ewentualnie "Kronika ptaka nakręcacza". Po inne tytułu Murakamiego póki co nie chwytaj, bo będziesz nad nimi wzdychać.

    Pozdrawiam Justa ;)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzięłam, bo na półce miałam :) Teraz mogę się brać za resztę ;)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...