środa, 26 marca 2014

O tym, dlaczego wkurzył mnie Hajime. Haruki Murakami - „Na południe od granicy, na zachód od słońca”


„Kiedy jutro otworzę oczy, świat będzie zupełnie inny, a wszystkie problemy zostaną rozwiązanie. Nie mogłem jednak przyjąć takiego scenariusza, miałem bowiem żonę i dwie córki. I byłem zakochany w innej kobiecie.”


Zastanawiam się nad fenomenem literackiej popularności Munro i Murakamiego. To zainteresowanie ich twórczością nie jest krótkookresowe i zaczęło się zanim wysunięto ich kandydatury do zeszłorocznego październikowego literackiego Nobla. Jest dla mnie zagadką, co odnajdują w ich książkach czytelnicy i co im się w nich najbardziej podoba. 

Przeczytałam „Miłość dobrej kobiety” Munro i tę tutaj Murakamiego* – obie mnie nie zachwyciły. Dużo sobie po nich obiecywałam, a teraz zaczynam wątpić w talent tej dwójki pisarzy do opowiadania historii. Być może mam pecha i trafiłam na ich słabsze, mniej reprezentatywne książki. Albo nie mieszczę się w targecie. 

Zaczęło się dobrze: „Urodziłem się 4 stycznia 1951 roku. W pierwszym tygodniu pierwszego roku drugiej połowy dwudziestego wieku. Warto było to uczcić, więc rodzice nadali mi imię Hajime – po japońsku „Początek”. Poza tym moje narodziny były w stu procentach przeciętne.”

Hajime jest jedynakiem. To akurat rzadko spotykane pośród wielodzietnych rodzin japońskich w połowie XX wieku. Czuje się w związku z tym wyobcowany. Całe szczęście chodzi razem do szkoły z Shimamoto – dziewczynką, która podobnie jak on wychowywała się jako jedyne dziecko swoich rodziców. Szybko znaleźli nić porozumienia i wspólną pasję, jaką była muzyka. W latach licealnych drogi ich znajomości rozchodzą się na dłuższy czas. Hajime poznaje Izumi, którą jako napalony nastolatek zdradza z jej kuzynką. Czym dogłębnie rani dziewczynę. Ich drogi również się rozchodzą. Mężczyzna podejmuje studia, następnie po obronie znajduje niezbyt ciekawą pracę i przez kilka lat prowadzi nudny żywot pracownika jednego z wydawnictw. Czas mija mu bez większych wrażeń, atrakcji, wzlotów i upadków. Poznaje w końcu kobietę, z którą się żeni i płodzi dwie córki. Zmienia mu się również sytuacja zawodowa – dzięki obrotnemu teściowi i jego kontaktom otwiera dwa jazzowe kluby – coś, o czym marzył od dawna. Jego życie osobiste jest ustabilizowane, a sytuacja finansowa znakomita. Spokój burzy ponowne pojawienie się w jego życiu Shimamoto – koleżanki z lat szkolnych. Dawne uczucia odżywają i wprowadzają zamęt w małżeństwie Yukiko i Hajime.

„Hajime – zaczęła – smutna prawda jest taka, że pewnych rzeczy nie da się odwrócić. Kiedy już ruszą do przodu, to choćbyś bardzo się starał, nie dasz rady ich cofnąć do punktu wyjściowego. Jeżeli choćby jedna z nich źle pójdzie, tak już zostanie na zawsze.”

Streszczenie może sugerować, że opowieść jest klasycznym romansem. On ją kocha, mimo że sobie tego nie uświadamia. Rozdziela ich życie, a kiedy spotykają się ponownie - dawne uczucia odżywają i wybuchają ze zdwojoną siłą. Mogłaby być z tego dobra historia, gdyby Murakami nie stworzył tak mdłych postaci. Każde z nich: Hajime, Sakamoto, Izumi i Yukiko wkurzali mnie niemiłosiernie. Wszyscy byli niczym bezwolne cielęta poddające się losowi i popadające w odrętwienie. Zamykają się w swoich życiowych niepowodzeniach i nieustannie nimi żyją. Sam Hajime zachowuje się tak, jakby znajdował się w szklanej bańce – dochodzą do niego odgłosy tętniącego świata, ale on tylko słyszy ich przytłumiony rytm. Nie cieszy go szczególnie ani rodzina, ani zawodowy sukces. Wszystko ma minimalne znaczenie, zupełnie jakby jego życie nie dotyczyło go osobiście. 

Lubię, kiedy autor „sprzedaje” mi postać, nad którą będę się złościć. Ale kiedy denerwują mnie wszyscy bohaterowie, którzy tylko pałują się życiową krzywdą i żyją wyłącznie przeszłością - to już nie jest dobrze dla książki. Opowieść, aby porwała potrzebuje wyrazu, a tę mogą jej dać „żywi” bohaterowie. Rozmemłaniu mówię stanowczo „nie”.

Jednak podobnie jak w przypadku Munro – przy Murakamim również nie składam jeszcze broni ;) Na półce stoi „Norwegian Wood”. Mam obawy przed lekturą. Obawy, ale bynajmniej nie opory ;) A Wy? Co mi polecicie?


3/6
___________
* kilka lat temu przeczytałam jeszcze zbiór opowiadań "Wszystkie boże dzieci tańczą", ale ponieważ kompletnie już jej nie pamiętam - do niej nie będę się odwoływać

Wszystkie cytaty: Haruki Murakami – „Na południe od granicy, na zachód od słońca”; wyd. MUZA



18 komentarzy:

  1. No to może ja - jako fanka wszystkiego co Japońskie, złapałam Murakami-ego za "rogi", czytałam opisaną przez Ciebie książkę i choć przeczytałam ją może w dwa wieczory, to również się nie zachwyciłam, teraz zdaje mi się nawet że czytałam tak szybko, bo czekałam na choćby jakieś spektakularne zakończenie...nic iskry nie było.

    Czytałam poza tym "Przygodę z owcą" i również nie podzielam zachwytu nad tą opowieścią, momentami mnie koszmarnie zmęczyła, by nie napisać znudziła.

    Czytałam "Kawka nad morzem" i tu było już trochę lepiej, może dlatego że lubię gdy w książkach występuje realizm-magiczny ;)

    Bardzo spodobały mi się opowiadania z książki "Zniknięcie słonia" i to je polecam, może nie wszystkie były super zachwycające i łał ale chyba krótsze formy wychodzą autorowi lepiej ;)
    Ufff, przepraszam, że tak długooo ;)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz, pisz dużo :) Ja lubię obszerne komentarze ;)
      U mnie podobnie - liczyłam na to, że chociaż końcówka zaskoczy. Niestety...

      Usuń
    2. Murakami mistrzem zakończeń też nie jest ;)

      Usuń
  2. Weź na tapetę "Kronikę ptaka nakręcacza", po prostu;) "Na południe..." jest słabe, podobnie jak "Sputnik Sweetheart" (właściwie, w obu zawarto to, co zostało w głowie autora po "Norwegian Wood" - czyli resztki pomysłu, potencjał niewykorzystany). Nie chwytaj po "Po zmierzchu", zanim nie poznasz większości innych powieści. Opowiadania? Hm, to już kwestia upodobań literackich, nie każdego kręcą krótkie formy. "1Q84" jest całkiem zgrabną, trzytomową powieścią, choć może zbyt osobliwą, jak na początek znajomości z Murakamim. Chociaż, kto wie... Innymi słowy, wracam do początku i odsyłam do opasłej, wielowątkowej "Kroniki..."

    Fenomen Murakamiego? Cóż, czytać go można w oderwaniu od japońskich realiów - jak to miało miejsce w ogólnoświatowym zachwycie nad realistyczną powieścią "Norwegian Wood". Jeśli jednak zna się coś niecoś historii japońskiej, zaraz widzi się inne elementy. Wczoraj poprawiałam znajomemu artykuł na temat Sekty Aum Shinrikyō i ataku gazem sarin w tokijskim metrze z roku 1995 - raz za razem myśli moje uciekały do "Kroniki..." i "1Q84". Murakami, odchodząc od dydaktyzmu i analiz, sprawnie zilustrował zasady działania sekt. Wiedząc, że w roku 1995 miało miejsce wielkie trzęsienie ziemi w Kobe, zaraz inaczej czyta się zbiór opowiadań "Wszystkie boże dzieci tańczą" - widać tam obawy ludzi, którzy czuli się w miarę bezpiecznie, przyzwyczajeni do mniejszych, regularnych wręcz trzęsień, aż spotkała ich katastrofa, na którą wpływu nie mieli, a która przypomniała im o ulotności wszystkiego.

    Dobrze, bo się rozpisuję zbyt mocno;) Zachęcam, by dać Murakamiemu szansę, tym razem z lepszą lekturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadania zostawiłabym na później, bo właśnie nie przepadam za krótkimi formami - zbyt szybko się kończą i są za bardzo skondensowane.
      Zerknęłam na Twój blog i widzę, że się specjalizujesz we wschodniej tematyce - będę obserwować, bo wygląda to interesująco.
      I bardzo dziękuję za wyczerpujący komentarz :)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. A dziękuję za miłe słowa:) Czy się specjalizuję, hm, to za dużo powiedziane, po prostu (literacko) najczęściej "na dalekim wschodzie" przebywam. Dziś dotarło do mnie, że literaturę japońską znam bardziej, niż współczesną polską i że trzeba by to wreszcie nadrobić. Bo wstyd!;)

      Usuń
  3. To podobno jedna z jego słabszych książek, więc w sumie nie dziwię się twojej opinii. Nie czytałam jej, ale wiele osób jest niezadowolonych i rozczarowanych tą ksiażką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam czego się spodziewać, więc nie nastawiałam się na zaskoczenie lub rozczarowanie. Wyszło podczas lektury ;)

      Usuń
  4. Mea cupla. A zastanawiałam sie jeszcze czy czasem nie wybrać dla ciebie "Kafki nad morzem", bo tam koty przewijają się, jednak doszłam do wniosku, że jak na pierwszy raz z Murakamim, to lepsze będzie coś krótszego.
    Przepraszam, ale jakoś z jego powieści akurat tej nie czytałam, i tak brałam w ciemno.

    Justa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bywa ;) Zawsze to jakieś doświadczenie. Swoją drogą - pomyślałam sobie, że typ padł na nią, bo tam o seksie było ;)
      A Tobie co się najbardziej podobało z przeczytanych?

      Usuń
  5. Czytałam 1Q84 i bardzo mi się podobało, ale lubię też opowiadania Munro, więc może akurat odpowiada mi taki typ bohatera i narracji... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może. A propos Munro - nadal jestem zdania, że coś w niej musi być, skoro ma takie grono wielbicieli. Cały czas się łudzę, że "Miłość..." to była ta słabsza pozycja.

      Usuń
  6. Ojj ciekawa jestem książek tego autora, bo ani jednej nie czytałam : ( Przeczytam jak tylko wpadnie mi jakaś książka w dłoń :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już wiesz, że po tej raczej nie ma co się spodziewać fajerwerków ;)

      Usuń
  7. Oj, to faktycznie wzięłaś się do Murakamiego z kiepskiej strony... :) Ja mam sentyment do tej pozycji głównie z powodu tytułu, ale faktycznie do arcydzieł nie należy. Musisz koniecznie zabrać się za "Kafkę nad morzem" albo "Kronikę ptaka nakręcacza" - te są warte wszystkich pieniędzy! "Norwegian wood" z kolei jest ładna, ale najlepsza do czytania w wieku nastoletnim - to właściwie wersja mojej ukochanej "Czarodziejskiej góry" dla nastolatków.

    A do wszystkich, którzy szukają u Murakamiego japońskości, tylko dlatego, że jest Japończykiem... Nie polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ japońskość u Murakamiego jest, jak najbardziej! Tylko nie ta stereotypowa;)

      Usuń
    2. Czyli nie ta, której się szuka ;)

      Usuń
    3. Wiem, wiem, że u Ciebie Murakami jest wysoko w rankingu - wszak nie od parady jest w nazwie bloga ;)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...