czwartek, 22 września 2016

Powrót Żelaznej Damy. Remigiusz Mróz - Immunitet


Zmrużyła oczy.
- Dopiero co zostałeś wybrany – powiedziała. – Immunitet będzie cię chronił jeszcze przez dziewięć lat.
- Mhm.
- Nie zdążyłeś nikomu podpaść. A władza od momentu wyboru się nie zmieniła.
- Zgadza się.
- Więc prokurator, który zamierza postawić ci zarzuty, albo jest samobójcą, albo zebrał naprawdę dobry materiał dowodowy.
- Kiedy tak stawiasz sprawę…
- Biorę to.
- Słucham?
- Coś ewidentnie jest na rzeczy – rzuciła, podciągając się do wezgłowia. – Ale możesz spać spokojnie. Jak tylko stąd wyjdę, będziesz reprezentowany przez kancelarię Żelazny & McVay.

Zanim zdążył się odezwać, posłała mu lekki uśmiech, który znikł z jej twarzy tak szybko, jak się pojawił. Wskazała mu wzrokiem drzwi. *




Joanna Chyłka wydaje się być niezniszczalna. Nie dość, że żywa i w miarę cała wychodzi z poważnego wypadku samochodowego („Zaginięcie”), to mimo że witała się już prawie ze śmiercią po zatruciu alkoholowym - bez większych komplikacji opuszcza Szpital Bielański. I jakby nic sobie z tego nie robi. Żelazna dama, dla której przeciwności losu to nic szczególnego? Chyba jednak nie tak do końca, skoro jak wynika z jej osobistego… cymelium, jest pewien istotny powód, przez którego jedyną dopuszczalną i akceptowalną przez nią formą własnego imienia jest tylko i wyłącznie Joanna.

Ale przejdźmy do spraw zawodowych. Tym razem Chyłka znowu pracuje z ramienia kancelarii Żelazny & McVay i mając po swojej stronie barykady Zordona bierze sprawę byłego kolegi ze studiów, a obecnie najmłodszego sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Sebastian Sendal zostaje oskarżony o zabójstwo, którego rzekomo dokonał w 2008 roku w Krakowie. Materiały DNA znalezione na ofierze ostatecznie zostały zidentyfikowane przez Archiwum X, czyli sekcję rozpracowującą sprawy beznadziejne i dawno odłożone na półkę jako niewykryte.
Ale czy sędzia Sendal na pewno jest zabójcą? A może wrobił go jakiś polityk z obozu rządzącego lub opozycji albo mafia? A może to zemsta żony? Sprawa jest bardzo ciekawa, a fabuła wciągająca. Ale i miejscami bardzo irytująca. Przynajmniej mnie. Nooooo! Autor postarał się bardzo, aby mnie jednocześnie zachęcić i zniechęcić do czytania. Wprawdzie w ostatecznym rachunku wyszedł z tarczą, ale co się na niego nadenerwowałam, to moje. 

Lista grzechów jest długa. Zacznijmy od syndromu siewcy – nie wiem, czy to słowo jest aktualnie jego ulubionym, ale „ziarno” pojawiło się kilkakrotnie. A to w przypadku łączenia z prawdą (najwięcej razy), innym razem z niepewnością lub wątpliwością. Dobrze, że łan żyta z tego nie wyszedł, choć i tak zboża Chyłka miała dość, aby ponownie wrócić do ulubionego napoju, czyli alkoholu. Swoją drogą to dość ciekawe, że osoba po zatruciu alkoholowym, tak łatwo potrafi sterować swoim nałogiem i raz pić dużo, aby innym razem nie wychylić ani kieliszka. W bardzo krótkim czasie. Chyba że tak potrafią tylko Chyłki.

Kolejnymi irytującymi mnie rzeczami było notoryczne wprowadzanie do czegoś, co już zostało powiedziane wcześniej. A zatem: po raz kolejny dowiedziałam się dlaczego na Kormaka mówią Kormak (halo, autorze! to już czwarta część serii), jakim samochodem jeździ Chyłka (wiadomo przecież, że bardzo małym wozem), jak również, że Joanna woli mięcho, a Zordon to delikates i jada głównie wege, ewentualnie łososie. I na wszystkich bogów! Czy Żelazny za każdym razem musi się bawić tymi swoimi spinkami do mankietów? Naprawdę nie może tych władczych łap zająć czymś innym?!

Żałuję też, że nabrzmiała w „Rewizji” sprawa ojca Chyłki tym razem była jakoś tak mniej istotna. Koniec trzeciej części dał mi nadzieję, na ciekawą rozgrywkę z rodzinnymi konotacjami, tymczasem w "Immunitecie" rozwinięcie skończyło się tak… nijako. A może za szybko stawiam krzyżyk? Może piąta część będzie bardziej… ekhm rodzinna (zważywszy na zakończenie „Immunitetu”, którego tutaj nie zdradzę)?

Ale żeby nie było, że tylko wytykam autorowi (w moim mniemaniu)  minusy powieści. Gdyby była zła – nie pochłonęłabym jej w tak ekspresowym tempie. A przyznać muszę, że wciągająca była bardzo. I chociaż tym razem nie chwalę jej za zadziorność głównej bohaterki, humorystyczne wstawki i dynamiczną fabułę, to doceniam nawiązanie do gorącego tematu Trybunału Konstytucyjnego i mrugnięcie okiem w kwestii obecnego kształtu sceny politycznej. I ogromnie cieszę się, za wyjaśnianie pewnych prawniczych zwyczajów, sposobu prowadzenia sądowych posiedzeń po ustawowych zmianach i wskazywanie konkretnych przepisów, a nawet wyroku Sądu Najwyższego. Jestem z tej frakcji, która to lubi. Lubię też retorykę batalii na sali sądowej, która tym razem w miarę mnie ukontentowała. 

Cóż pozostaje mi napisać na koniec? Że oczywiście polecam lekturę. Ale czy już wystarczającą zachętą do przeczytania „Immunitetu” nie będzie to, że z niecierpliwością czekam na kolejną część? Mam nadzieję, że tak :)


Zachęcam również do zapoznania się z recenzjami poprzednich części:
I - Kasacja
II - Zaginięcie
III - Rewizja



4/6
_________________________
Remigiusz Mróz – Immunitet, wyd. Czwarta Strona 2016
Egzemplarz do recenzji przekazało wyd. Czwarta Strona


2 komentarze:

  1. Nie miałam jeszcze przyjemności zapoznać się twórczością tego autora, a miałabym ochotę :) Zacznę jednak od pierwszej części :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszą polecam szczególnie. To moja ulubiona. Daj znać po lekturze, jak Twoje wrażenia :)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...