piątek, 15 marca 2013

Historia pewnej łąki. Filip Springer - Miedzianka. Historia znikania



Wykasowałam już 2 wersje recenzji i obawiam się, że wciąż nie potrafię napisać o tej książce tak mądrze, jakbym chciała - zwłaszcza, że jest ona tego naprawdę warta.

Poprzednio pisałam o życiu fikcyjnego, małego angielskiego Pagford. Tym razem będzie o prawdziwym miejscu. „Miedzianka. Historia znikania” Filipa Springera opowiada historię miasteczka na Dolnym Śląsku. Dość ciekawą historię, zważywszy na to, że Miedzianka, która po II  wojnie światowej została przyłączona do Polski - współcześnie zniknęła już z jej map.

Opowieść czytałam jednym tchem nie mogąc się oderwać. Historia zaczyna się od Kupferberga, w którym poznałam niemieckich mieszkańców, ich wzajemne sympatie, animozje, marzenia. Codzienne zwyczaje, lokalne rzemiosło, historie rodzin, czasy prosperity. Nagle nad miastem zawisły brunatne chmury NSDAP i Hitlerjugend. Rozpętała się wojenna zawierucha, a kiedy burza się skończyła, a granica Niemiec i Polski zmieniła swój przebieg - w miejsce niemieckich nazw miasteczek obecnego terenu Dolnego Śląska, pojawiły się polskie. W ten również sposób Kupferberg został przemianowany na Miedziankę. Dotychczasowi mieszkańcy zostali wywiezieni do swojej nowej ojczyzny, a domy po nich obejmowali polscy przesiedleńcy ze wschodu. Bolesne było czytanie jak szabrowano piękne, czyste niemieckie domy. Jak niszczono domowe biblioteki i cenne drobiazgi, których niemieckie rodziny nie mogły ze sobą zabrać do nowych, przesiedleńczych domów.
Miasto jednak po wojnie znowu zaczęło żyć rytmem swoich mieszkańców, tym razem noszących już swojskie imiona: Tadeusz, Bogdan, Barbara.
Ale im bliżej współczesności, tym historia miasta stawała się smutniejsza. Niemały wpływ na postępujący upadek miało odkrycie zasobów uranu w sztolniach pod miasteczkiem. Jego rabunkowe wydobycie pogłębiało degradację Miedzianki, która od rozwijającego się miasteczka na początku książki – na stronach ostatnich została łąką z kamiennym krzyżem i drzewem, na którym przybito tabliczkę z niemieckim tekstem „Pamięci ludzi z Kupferbergu”.


To smutna i zarazem ciekawa historia. Tym bardziej mi bliska, bo pochodzę z Dolnego Śląska i niektóre nazwy miasteczek albo znam ze słyszenia, albo w nich bywałam, a w jeszcze innym urodziłam się i uczyłam, a w kolejnym studiowałam.
Miedzianki jednak nie odwiedziłam nigdy. Jakieś 10 lat temu piłam za to pszeniczne, warzone na miejscu piwo we wrocławskim Spiżu. Gdybym wtedy wiedziała, że smakuję historię…

Książkę polecam szczególnie tym, którzy są związani z Dolnym Śląskiem. Ale i wszystkim, którzy po prostu – lubią czytać o życiu w jego najczystszej postaci.

„Spotkali się następnej wiosny u Giseli w domu. Przygotowała wspaniałą śląską ucztę. Nie wiedzieli, od czego zacząć, więc Karl Heinz zwierzył jej się ze swojego młodzieńczego uczucia. Potem opowiedział o ich miasteczku, które zniknęło. Gisela płakała.”*

6/6


ps. Dla zainteresowanych tematem zapraszam jeszcze do słuchowiska w Radiu RAM i do przeczytania fragmentów książki umieszczonych w Polityce.
________________
*Filip Springer - Miedzianka. Historia znikania; wyd. Czarne



7 komentarzy:

  1. Pochodzę z Dolnego Śląska, więc mnie zaintrygowałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę - krajanka! ;)
      Cieszę się, że zainteresowałam. Książka naprawdę jest warta lektury. Zwłaszcza, że opisuje bliskie nam miejsca.

      Usuń
  2. Pewnie po nią nie sięgnę, ale zapowiada się ciekawie.
    Ja teraz podczytuję książkę taką ciut o moim miejscu zamieszkania, ale dopiero zaczęłam. Zobaczymy jaka będzie dalej.
    W sumie aktualnie czytam trzy książki hehe;D
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostra, jak jednak wpadnie Ci kiedyś w rękę, to bardzo bardzo polecam - jest to jeden z lepszych reportaży, jaki przeczytałam, a trochę już ich było :)

      Ja aktualnie czytam 2 i wciąż jest to dla mnie dziwne, bo zwykle czytałam pojedynczo ;)

      A co to za książka, którą teraz czytasz?

      ściskam

      Usuń
  3. Kończę dziś "Wielki marsz" Stephena Kinga pisaną pod pseudonimem Richard Bachman. Dodatkowo czytam "Obserwatora" Charlotte Link i książkę "Reguła trzech" Waldemara Nocnego (to właśnie ta).
    Pozdrowienia Sis:*

    OdpowiedzUsuń
  4. W ogóle fajny nagłówek Sis!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, część książek napisał pod pseudonimem. Wiesz co? Chyba znowu zatęskniłam za Kingiem i to Twoja sprawka ;)

      ps. półeczka z nagłówka jest teraz bez książek - kot ją anektuje codziennie rano, celem szybszego budzenia ;)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...