sobota, 4 maja 2013

Kulinarni czytają. Monika - Stoliczku, nakryj się!

Niecierpliwie czekam na każdą kolejną sobotę, kiedy w cyklu „Kulinarni czytają” mogę powitać kolejnego gościa. Ostatnie zaproszenie z chęcią przyjęła Monika, z czego ogromnie się cieszę. 
Monia, zwana przeze mnie Żabką, to taka sympatyczna babeczka, z którą można pogadać o wszystkim, a na jej blogu cofnąć się nieco w czasy dzieciństwa. Monika „odkurza” tam rzeczy, które doskonale znam z moich szkolnych czasów: ciastka z maszynki, oponki, pampuchy (a po mojemu racuchy), smażony chleb, czyli grzanki. Najbardziej jednak lubię czytać opowieści o jej kuchni rodzinnej, a także kuchni dawnej oraz, co się łączy z poprzednimi, polskiej kuchni regionalnej, zapomnianej lub niedocenionej, a która oferuje wcale nie mniej smaczne dania, niż te, którymi zachwycamy się w kuchniach świata. 
A skoro o innych kuchniach mowa – u Moni znajdziecie również ciekawostki głównie z kuchni czeskiej, ale również bałkańskiej, arabskiej i żydowskiej. Oraz last but not least – nalewki! Pigwówka i porzeczkówka rządzą! Ale czy słyszeliście o listkówce? Zerknijcie koniecznie na blog Stoliczku, nakryj się! Jestem pewna, że znajdziecie tam coś dobrego dla siebie. Ja właśnie mam zamiar zbierać jałowiec, aby uskutecznić napój z jej jak dotąd ostatniej notki

A teraz oddaję głos Monice. Żabko dziękuję, za to, że zechciałaś tutaj gościć :) 

 1. Książki, które czytam najchętniej:


Literaturę faktu, dobre reportaże (ostatnie odkrycie - Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRLu Filipa Springera, a nieodmiennie od wielu lat - Kapuściński, Tochman, Szczygieł, Smoleński), literaturę, której może nie nazwałabym reportażową, ale wyjaśniającą, opisującą codzienność w innych krajach (tu choćby książki o Japonii Bruczkowskiego a ostrzę sobie właśnie pazurki na Wałkowanie Ameryki Marka Wałkuskiego i Krainę Zimnolubów). Literaturę zwaną piękną, zwłaszcza tę trzymającą się blisko życia, ludzkich losów, codzienności (Myśliwski! Stasiuk!). I dla odmiany fantasy, sci-fi - miewam fazy, że czytam całymi seriami - Sapkowskiego, Tolkiena, Ursulę Le Guin, Lema czy Dicka (wygrywa oczywiście AS ;)). Do poduszki mogę czytać (o ile w ogóle czytałabym do poduszki..) literaturę popularno-naukową a nawet i stricte naukową dotyczącą etnologii (Kultura Ludowa Słowian K. Moszyńskiego rządzi :)). Uwielbiam przewodniki do oznaczania roślin, atlasy, mapy. Ciekawe autobiografie, wspomnienia (Niebo w kałużach Anatola Gotfryda polecam każdemu, niesamowita historia! Ostatnio zaczytuję się też w Mojej Warmii Edwarda Cyfusa, książce napisanej okropnym językiem, takiej gadce wiejskiego gaduły bez większego talentu do gadania, opisującej jednak rzeczywistość północno-wschodniej Polski, która jest mi niezwykle bliska), nie mogę się jednak przemóc do czytania listów, mam wrażenie włażenia z butami do cudzego życia. Po literaturę "do pociągu" jak tydzień temu napisała Kasia - też zdarza mi się sięgać, serię książek Hanny Kowalewskiej o Zawrociu przeczytałam jednym tchem.

2. Ulubiona książka kulinarna:


Lubię proste, autentyczne jedzenie i książki, które o takim jedzeniu piszą - uwielbiam więc stare książki kucharskie (niezastąpiona Disslowa, Kucharka Litewska), książki o kuchniach świata, kuchniach regionalnych, najchętniej takie, które poza przepisami mają sporo ciekawego, rzetelnego tekstu (seria Culinaria Konnemana, Silver Spoon, Wiedeńska kuchnia ciotki Herthy, Encyclopedia of Jewish Food czy mega popularna ostatnio, zresztą moim zdaniem - w pełni zasłużenie, Jerusalem). Marzę o wspaniałej, rzetelnej książce dotyczącej polskiej kuchni regionalnej, niestety dotąd na taką nie trafiłam. Moją ulubioną, absolutnie idealną, wspaniałą książką o polskiej kuchni w ogóle jest.. wydana w Australii Rose Petal Jam Beaty Zatorskiej. No i kocham Nelę R. :-)

3. Książkowe wyznanie:

A z tym pytaniem to mam problem. Wyznanie kojarzy mi się z jakąś wielką tajemnicą, a chyba w temacie książek takich nie mam, ale może powiem, że studiując na kierunku filologicznym, miewałam, a zresztą miewam nadal okresy totalnej awersji do słowa pisanego? Lubię czytać, ale zdarza mi się czasem przez kilka tygodni, miesięcy nie przeczytać absolutnie nic - po prostu (przemijający) wstręt do liter ;-) Aczkolwiek marzę też o tym, by którąś zimę (pewnie na emeryturze spędzić w mazurskiej głuszy, w domu z kominkiem i wielką biblioteką i nie robić nic prócz dokładania drew do ognia i czytania, czytania, czytania.. No i rozmawiania o tym co się przeczytało :-)

4. Książka którą czytam obecnie:

Jak zwykle kilka książek na raz, a pod ręką akurat mam "Z pamiętnika niemłodej już mężatki" Magdaleny Samozwaniec.



21 komentarzy:

  1. Oj, jakiś domek w głuszy z wielką biblioteką i kominkiem to i mi się marzy. Aczkolwiek obecnie czas emerytury jakoś nie kojarzy mi się zbyt dobrze. Czy ja w wieku 67 lat będę jeszcze w stanie czytać? Czy będzie mnie stać na leniuchowanie?

    No, ale pomarzyć zawsze można :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomarzyć pewnie - zawsze można, ale obawiam się, że czarny scenariusz i tak się sprawdzi...

      Usuń
  2. Uwielbiam bloga Moni :).
    Nie dziwią mnie książki, które Monisia lubi, a kucharska Jerusalem musi być ciekawa. Kuchnię Neli mam i też lubię. :)
    Marzenie na przyszłość jest wspaniałe, też mam takie,ale nie sądzę, by w obecnych czasach mogło się spełnić. Jednak marzenia trzeba mieć :)
    Ściskam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również ciekawi "Jerusalem", bo czytałam o nim już na niejednym blogu. Chyba sobie przejrzę ją w księgarni ;)

      Usuń
    2. Wszyscy zachwycają się "Jerusalem" - to musi być naprawdę wspaniała książka :)

      Usuń
    3. Tak myślę. Już sama okładka mi się podoba :)

      Usuń
  3. Oczku, dzięki wielkie za możliwość "gościnnych występów", jest mi strasznie miło! Po przeczytaniu wstępu do notki doszłam do wniosku że u siebie nie mogę poprzestać na notce z samą linką więc linka będzie dopiero jutro ale za to z przepisem specjalnie dla Oczka ;)

    A czemu mówicie że marzenia nierealne? Może nie za rok czy za dwa ale na emeryturze to właściwie co lepszego można robić? Ja tam jestem optymistką :)))

    Uściski serdeczne :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żabka, mi również jest miło :)
      Przepis dla oczka - jak to brzmi ;)

      Ja też zwykle widzę szklankę w połowie pełną, ale mając na uwadze to, że całkiem realną będzie sytuacja, że z emerytury wyżyć się nie da, to wtedy można zapomnieć o książkowych zakupach.
      Wyjścia w tej sytuacji na przyszłość są dwa: korzystać wtedy tylko z bibliotek, albo zbierać książki już teraz ;) Byle tylko wzrok był jeszcze dobry.
      Ja póki co nie czekam na starość, tylko na pożeram książki już teraz :)


      buziak

      Usuń
    2. No w sumie do emerytury tyle czasu że szczegółów jeszcze nie obmyśliłam ;) ale jak patrzę po swoich półkach (a doba ma cały czas tylko 24h więc nie wyrabiam z czytaniem teraz) to co najmniej na jedną emerycką zimę wystarczy :) Wiesz Oczku, zawsze jako te wesołe emerytki-czytelniczki będziemy mogły się wymieniać swoimi zbiorami ;)

      Usuń
    3. Wymieniać! Dobra myśl ;) I jeszcze w razie czego - zawsze pozostaje też biblioteka publiczna :)

      Usuń
  4. "Imperium" i "Widnokrąg" są moimi ulubionymi smakowitymi kąskami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od "Imperium" zaczęłam czytać Kapuścińskiego. Dobrze też czytało się odbrązawiającą książkę Domasławskiego o Kapuścińskim, którą niektórzy się oburzyli.

      Usuń
  5. Ja mam nieco inne upodobania książkowe, ale "Wiedźmina" przeczytałam niemal jednym tchem, w ebooku, których naprawdę nie lubię... A to już o czymś świadczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wiedźmin" to moje wspomnienie z liceum. Potem rzutem na taśmę załapał się jeszcze "Hobbit" i cały "Władca Pierścieni" :)

      Usuń
  6. Oj, nalewki Moniki to kusząca sprawa ! a trochę o kuchni regionalnej jest w Albumie polskich smaków Bikonta - mojej ulubionej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynka, ja już Ci nie raz to mówiłam, ale z tym Albumem Bikonta to Ci się super udało. Jak będziesz kiedyś robić porządki na półce, to miej mnie na uwadze, hehe ;)))

      Usuń
  7. Cała emerytura to może nie, ale chętnie bym się raz na jakiś czas np na tydzień zamknęła gdzieś z wielką biblioteką i nie robiła nic poza czytaniem :) Byłoby świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba by było wziąć urlop i zabarykadować się w której miejskiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do tego wstrętu do słowa pisanego: moja koleżanka ze studiów mówiła na to "drukoza" :).

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...