środa, 15 maja 2013

Varia: Rzecz o autorskich spotkaniach, targach książki i konkursie

Rzecz będzie o dwóch autorskich spotkaniach, jednym konkursie i weekendowych targach. Dużo czytania ;) Zaczynamy :)

Tydzień temu, w czwartek 9. maja wybrałam się na autorskie spotkanie z Eduardem Mendozą w Matrasie. Spotkanie promowało IV część trylogii (sic! ;)) o damskim fryzjerze („Awantura o pieniądze albo życie”) oraz 10-lecie polskiego wydania fryzjera. 




(niestety nie wiem, kto jest autorem ostatniego zdjęcia, zostało umieszczone na profilu na FB  Księgarni Matras i Wyd. Znak - i niestety, nie odpowiedziano mi na zadane pytanie o autora, abym mogła personalnie zapytać o zgodę na wykorzystanie)

Na spotkaniu Pan Mendoza opowiedział m. in. dlaczego na bohatera wybrał akurat fryzjera. Odpowiedź była prosta – skoro w innych powieściach detektywami mogą być piekarze, malarze, czy dziennikarze, to i inna profesja też ma rację bytu. Co ciekawe, Mendoza kiedyś bardzo lubił czytać powieści detektywistyczne, sensacyjne i kryminalne, ale nie planował, że  przygody fryzjera będą miały II część i dalsze (I-sza została wydana w 1979 r.). Postanowił jednak dopisać ciąg dalszy z prostego powodu: autor zmieniał się i dojrzewał, a wraz z nim – Barcelona. Chciał to pokazać pisząc kolejne przygody. Swoją drogą – główny bohater tak jak na początku, tak i w ostatniej części pozostaje bezimienny. Mendoza tak bardzo utożsamił się z tą postacią, że trudno było mu ją nazwać. Tym samym fryzjer wciąż pozostaje Fryzjerem.
Jeżeli jeszcze nie czytaliście trylogii – zachęcam, bo jest bardzo zabawna. Polecam jednak czytać ją w takiej kolejności w jakiej była pisana (Sekret Hiszpańskiej Pensjonarki, Oliwkowy Labirynt, Przygoda Fryzjera Damskiego), gdyż kolejność wydawania jej w Polsce jest nieco inna. A już poza czterotomową trylogią ;) polecam lekturę innej książki Eduarda Mendozy – Brak wiadomości od Gurba. Również bardzo zabawna i lekka.


Kolejne spotkanie autorskie odbyło się we wtorek 14. maja w Muzeum Etnograficznym. Tym razem z Panią Magdaleną Tomaszewską-Bolałek, autorką książki „Tradycje kulinarne Japonii”. 



Okazją do spotkania byłą promocja jej najnowszej książki – Japońskie słodycze. Pani Magdalena interesująco opowiedziała o kulinarnej kulturze tytułowego kraju, która kształtowała się przez stulecia bez napływu obcych wzorców. Na japońskim talerzu ważne jest wszystko: kolor, faktura, smak, zapach, wygląd, a także… potencjalny dźwięk, jaki słyszy się np. przy gryzieniu. Istotna jest również pustka, uczucie niepełności – lepiej powstać od stołu z lekkim poczuciem niedosytu, niż z przejedzeniem, gdyż pozwala to bardziej zapamiętać potrawę. Ważna jest również prostota, gdyż Japończycy nie lubią złożonych smaków, każdy z nich powinien oddawać z siebie całą paletę doznań osobno. I chociaż smak potraw ma być prosty, w opozycji do tego całe danie zwykle na talerzu ma bardzo wyszukany wygląd. To dowodzi temu, iż kultura japońska jest kulturą skrajności. Bardzo istotną jest również sezonowość potraw, która szczególne znaczenie odgrywa właśnie w stosunku do słodyczy. I tak słodycze wiosenne kształtem i kolorem mogą nawiązywać np. do kwiatów wiśni lub śliwy. Kuchnia japońska zmienia się wraz z porą roku nie tylko smakiem, ale i wyglądem. 
Autorka zwróciła też uwagę, że wersja japońska łakoci nie jest adekwatna do tego, co Europejczycy zwykli uznawać za słodycze. W Japonii słodycze nie określają smaku produktu, a więc nie zawężają się tylko smaku słodkiego, ale pojawia się w nich także smak: słony, umami, gorzki, ostry i kwaśny. Słodycze występują w trzech typach: surowe, półsurowe i pudrowe, przy czym charakteryzują się krótkim terminem do spożycia. 
Słodyczy nie jada się tam codziennie – pojawiają się na szczególne okazje typu: uroczystości rodzinne, śluby, pogrzeby, święta, a także ceremonie herbaciane. Do produkcji najczęściej używany jest specjalny kleisty ryż, pasta z fasoli adzuki i sproszkowana herbata matcha. Czekolada natomiast jest zdobyczą nową, ale szeroko już wykorzystywaną. Wciąż jednak nawiązuje do tradycji japońskiej (czekoladki z sake, z prażonym czarnym sezamem lub herbatą matcha). Mało popularne i zarezerwowane głównie dla kobiet są lody (wytwarzane na mleku ryżowym lub krowim), ale też przyjmują smaki typowe dla kuchni japońskiej – dla nas dość kontrowersyjne, np. lód o smaku wasabi lub wołowiny z Kobe.
Zainteresowałam Was? Jeżeli tak, po więcej informacji musicie sięgnąć już do książki „Japońskie słodycze”. Jak tylko ją sobie kupię (a nastąpi to nie wcześniej, jak po wypłacie ;)), zapewne jeszcze coś postaram się napisać.


Japońskie spotkanie zainspirowało mnie do zorganizowania kolejnego konkursu. Nagrodą będą 2 książki kulinarne (z mojej półki) z tematem nawiązującym do spotkania. Oto ich zdjęcie. 


Sushi jest w języku polskim, Vegetarian Asian po angielsku. Jedna książka dla jednej osoby. Jak je zdobyć? Wystarczy w komentarzu napisać, na którą ma się chęć. Głosy pod tą notką zbieram do przyszłej niedzieli 26. maja do godz. 23.59.



A skoro o autorskich spotkaniach mowa, pamiętajcie, że jutro rozpoczynają się IV Warszawskie Targi Książki na Stadionie Narodowym, które będą trwały do niedzieli włącznie. 


Zerknijcie na program, może znajdziecie tam swojego ulubionego autora. A i oferta książek również zapowiada się obiecująco. Żałuję, że muszę wyjechać na weekend, bo chętnie też bym się wybrała. Przede mną rodzinne zobowiązania, ale Wam życzę miłej i owocnej wycieczki :)


10 komentarzy:

  1. to ja poproszę sushi:) Ależ apetyczna ta notka:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ponieważ nie znam języka angielskiego, więc proszę o książkę Sushi.Co prawda nie robiłam jeszcze potrawy sushi, ale tak jak w przysłowiu "co się odwlecze, to nie uciecze" i czas zacząć. Dzieciom nie robiłam sushi, to może wnukom zrobię.
    Marysia
    marysiag53@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Sushi - po polsku:) Nigdy sama nie robiłam, a jak już będzie książka to i będzie motywacja:)

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja się piszę! Nigdy nie próbowałam sushi ale nie raz miałam ochotę zakupić zestaw do własnej produkcji :) Goście byliby zaskoczeni widząc własnoręcznie zrobione :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Spotkanie z autorką książki "Japońskie słodycze" było niezwykle interesujące. Już z wielką chęcią czekam na następne :)

    Jeśli chodzi o konkurs to materiałów o sushi trochę mam w domu, dlatego wybieram "Vegetarian Asian" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sushi po polsku to jest to na co mam ochotę (swoją drogą zrobiłam kiedyś sushi "po polsku" z tradycyjną kiełbasą i ogórkiem kiszonym - było niezłe) ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...