sobota, 23 listopada 2013

Kulinarni czytają. Ula - Dzika Pycha

Z blogami kulinarnymi to jest tak, że albo bronią się świetnymi przepisami, albo pięknymi zdjęciami. Jest jeszcze trzecie wyjście – to najlepsze, kiedy wygrywają dzięki pięknym zdjęciom, na których uwiecznione są dania działające na kulinarną wyobraźnię. Tak właśnie jest z blogiem Dzika Pycha dzisiejszego Gościa, czyli Uli.

Kiedy przeglądałam Jej blog na potrzeby tego wpisu, urzekła mnie na nim zarówno prostota, jak i bogactwo. I na dodatek jedno nie wyklucza drugiego. Prostotą są nieskomplikowane, krótkie przepisy (takie właśnie lubię najbardziej), a jednocześnie dania, które za ich pomocą powstały – wręcz eksplodują feerią barw. I wcale tutaj nie wyolbrzymiam. Zresztą przekonajcie się sami: weekendowe śniadania, zupa czosnkowo-pomidorowa, czy  zielony koktajl, to tylko taka mała wskazówka. Po resztę zapraszam na blog Uli. 

Ulo, dziękuję za przyjęcie zaproszenia i szybki odzew. Karolu, Ty już wiesz, za co ten :*


1. Książki, które czytam najchętniej:

Czytam dużo, chociaż ostatnio trochę jakby mniej. Tak w wielkim skrócie mogłabym powiedzieć, że najbardziej lubię reportaże i kryminały skandynawskie i polskie. Serię Mankella o Wallanderze przeczytałam jednym tchem, podobnie Nesbo. A z polskich lubię takie, które dzieją się w Warszawie – na przykład kryminały Konrada T. Lewandowskiego albo Tomasza Konatkowskiego. 
Często sięgam też po literaturę brytyjską: Tom Sharpe, David Lodge, Sue Townsend…


Uwielbiam książki i felietony Andrzeja Stasiuka, podoba mi się jego spojrzenie na świat. Pamiętam, że gdy pierwszy raz jechałam do Rumunii, zabrałam ze sobą jego książkę „Jadąc do Babadag”. Do Babadag wtedy nie dotarłam (a, swoją drogą, nic tam specjalnie ciekawego nie ma), ale do Rumunii wracałam jeszcze kilka razy i zawsze zabierałam „Jadąc…” ze sobą. Lubię czytać w podróży.
Z ulubionych polskich autorów wymienię jeszcze Mariusza Szczygła, Zygmunta Miłoszewskiego, Marcina Szczygielskiego, Joannę Jagiełło, Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, Grażynę Plebanek.



2. Ulubiona książka kulinarna:

Lubię, gdy w książce, oprócz ciekawych przepisów, znajdują się smakowite zdjęcia. Taką książką jest „Plenty”. Ale książek kulinarnych mam mnóstwo i ciągle kupuję nowe. Często je przeglądam, inspirują mnie. I jeszcze bardzo ciekawa jest seria Dolce Vita wydawnictwa Czarne. Tam zdjęć nie ma, ale są niesamowite historie o jedzeniu.




3. Książkowe wyznanie:

Zbieram książki. Chyba nie ma miesiąca (albo i tygodnia) w roku, żebym jakiejś nie kupiła…To straszne, bo nie mam już ich gdzie stawiać, brakuje półek i miejsca, a z tymi, które mam, ciężko się rozstać. Nie potrafię podjąć decyzji o oddaniu lub sprzedaży. O wyrzuceniu nie ma nawet mowy, książkom nie wolno tego robić. No chyba żeby dać im drugie życie i zostawić w tramwaju lub metrze, albo oddać do biblioteki. To zdarzyło mi się kilka razy – oddałam do biblioteki książki nietrafione, których ja nie miałam siły czytać, ale może za to spodobały się komuś innemu?


Powinnam pożyczać książki z biblioteki, wiem, ale że do bibliotek nigdy nie jest mi po drodze, to niestety często kończy się to tak, że przetrzymuję książki i muszę płacić kary. Czasem taniej wychodzi zakup kolejnej książki.

Kolekcjonuję różne wydania „Małego księcia” w różnych językach – przywożę je sama, albo dostaję od przyjaciół i znajomych. Mam ich już ponad czterdzieści, każde inne – w języku polskim (kilka, w tym komiks), francuskim, angielskim, rosyjskim, czeskim, słowackim, węgierskim, tureckim, chińskim, szwedzkim, norweskim, fińskim, hiszpańskim, serbskim, niemieckim, rumuńskim, greckim, włoskim, walijskim, irlandzkim, portugalskim, litewskim, hebrajskim, alzackim, katalońskim, bułgarskim, tajskim… 


4. Książka, którą czytam obecnie:

To nie będzie łatwa odpowiedź. Bo ja książki czytam hurtowo – kilka na raz. Dlaczego? Ciężko stwierdzić, często jest tak dlatego, że zaciekawi mnie coś, otwieram książkę i zaczynam czytać. A jak zaciekawi mnie coś następnego – też zaczynam czytać. Albo jadę gdzieś i nie chcę brać grubej i ciężkiej książki, to biorę coś, co łatwiej zmieści się do torebki. W ten sposób czytam kilka książek na raz. Obecnie są to: „Trafny wybór” J.K. Rowling, „Powrót niedoskonały” Marcina Bruczkowskiego, „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” Andrzeja Stasiuka, „W miasteczku długowieczności” Tracey Lawson. Jest też wiele książek, które czekają na swoją kolej. Ale chyba najpierw skończę te, które zaczęłam ;)




11 komentarzy:

  1. Ja wiedziałam, że Ula jest ciekawą osóbką :) księgozbiór fantastyczny tak jak i jej blog :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie szczególnie zachwyciła imponująca kolekcja "Małego Księcia" :)

      Usuń
  2. Ojej, bratnia dusza! Chociaż wolę kulinarne bez zdjęć, ale "Mały książę" i Bruczkowski... :) Nowa książka, trzeba połknąć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I to sobie zapisuję jako kolejny plus na konto tego cyklu! ;)

      Usuń
  3. Wow, imponująca kolekcja "Małego Księcia"! Fajna pasja:).
    Z czytaniem książek też tak mam, że czytam kilka na raz ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja najlepiej się skupiam, kiedy czytam tylko jedną.

      Usuń
  4. Niesamowite - ponad 40 wydań "Małego księcia"... Lubię takie bziki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieskromnie przyznam, że liczyłam, na to, że w cyklu pojawi się ktoś, kto może się pochwalić oryginalną kolekcją, a Mały Książę bez wątpienia wpisuje się w tę konwencję :)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...