poniedziałek, 11 listopada 2013

Dobre, bo polskie? O polskiej literaturze słów kilka

Lubię porządkować rzeczy. Układać je w zbiory, różnicować pod kątem charakterystycznych cech, łączyć w pary, grupować. Tak już mam, że lubię poruszać się w przestrzeni, którą sama sobie układam. Chaos mnie męczy. 

Podobnie rzecz ma się z moimi książkami. Grupuję je na półkach (półka polska, szafka kulinarna, regał beletrystyczno-reportażowy, półka z poezją). A kiedy czytam – czytam autorami, seriami lub poruszam się w jednym temacie, aż nasycę ciekawość lub znajdę inny obszar zainteresowań. Jakieś 15 lat temu był czas, że czytałam wyłącznie książki jednego autora: Jonathan Carroll, William Wharton, Stephen King, John Grisham, Agatha Christie. Pojawiały się też lektury obrębie wybranego tematu przewodniego, np.: obozy koncentracyjne, Japonia (do tego tematu lubię wracać i go poszerzać), narkomania i nieco fantastyki (saga o Wiedźminie Sapkowskiego, Władca Pierścieni Tolkiena, kilka Pratchettów, by zarzucić temat na „Nigdziebądź” Gaimana, której swoją drogą nigdy już nie doczytałam do końca). Potem zakochałam się w powieściach kulinarnych (ten temat rozwinę przy okazji odrębnego wpisu) i reportażach (uwielbiam reportaże wydawnictwa Czarne). 

Jednak ostatnimi czasy skupiam się na współczesnej literaturze polskiej. I muszę przyznać, że mam do niej szczęście. Kiedyś zachwycałam się „Madame” Antoniego Libery, „Dziewczynką w czerwonym płaszczyku” Romy Ligockiej, „Koniem Pana Boga” i „Szkołą bezbożników” Wilhelma Dichtera, „Pestką” Anki Kowalskiej, zaczytywałam wyżej wspomnianym Andrzejem Sapkowskim i  Stanisławem Grzesiukiem. 

Obecnie celuję głównie w polskie obyczajówki. Spodobało mi się czytanie o Polsce, którą znam, w której dorastałam, nieprzypudrowanej i skażonej PRL-em. Fabule osadzonej w naszych realiach, opisującej losy i dylematy 30-latków. Dobrze jeszcze, kiedy dodatkowo rzecz dzieje się w Warszawie lub Wrocławiu. Stąd moja sympatia do powieści autorstwa: Joanny Bator, Grażyny Plebanek, Antoniny Kozłowskiej, Grażyny Jagielskiej. 


Ale to też jeszcze nie wszystko. Bo w innej klasie stawiam przecież ulubionego Jacka Dehnela, Dorotę Masłowską i początki z Sylwią Chutnik… może na nowo wrócę też do Tokarczuk? A w kolejce do poznania oczekują jeszcze m.in: Elżbieta Cherezińska, Zyta Oryszyn, Zośka Papużanka,  Agata Porczyńska, Zbigniew Białas, Ignacy Karpowicz, Wiesław Myśliwski, Kazimierz Orłoś, Jerzy Pilch, Andrzej Stasiuk, Szczepan Twardoch, Michał Witkowski, Krzysztof Varga. Uff, uzbierało się z tego niezłe grono ;)

Nie dziwne więc, że wyszukuję w sieci interesujące mnie rzeczy w tej tematyce. 
Dlatego właśnie wybrałam polską trasę podczas czerwcowej akcji „Czytamy gdzie indziej” na Powiślu (już za tydzień szykuje się jesienna edycja na Hożej). A także biorę udział w wyzwaniu „Polacy nie gęsi”. Śledzę Nagrodę Nike i literackie Paszporty Polityki, obserwuję profil „Czytajmy polskich autorów” i czytam bloga „pod tytułem”.

A Wy? Czytacie polską literaturę? Co w niej lubicie? Kogo polecacie? Chętnie poznam Wasze zdanie.


23 komentarze:

  1. U mnie kiepsko z czytaniem polskiej literatury. Muszę to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie też tak średnio. Ale przypomniałaś mi właśnie o pewnej książce: "Zegary idą do nieba" Janusza Koryla. Jest króciutka i świetna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej książce nie słyszałam. Zaraz poszukam sobie o niej informacji :)

      Usuń
  3. Temat rzeka. :D

    Wymieniłaś naprawdę świetnych autorów. Ja oprócz obyczajówek uwielbiam też podróżnicze, a ostatnio zaczęłam nadrabiać polskie kryminały.

    Co poleciłabym jeszcze z polskiej prozy obyczajowej? Hannę Kowalewską, Macieja Grabskiego, Marka Hłaskę, Pawła Huelle ("Weiser Dawidek"!!), Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, Janusza Koryla ("Śmierć nosorożca"), Wojciecha Kuczoka, Jolantę Kwiatkowską ("Przewrotność dobra"!!), Katarzynę Mlek ("Zapomnij patrząc na słońce"), Daniela Odiję, Włodzimierza Odojewskiego.

    Dużo mamy dobrej literatury, oj dużo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och! Rzeczywiście - zapomniałam, że przecież i "Weiser..." jest na mojej liście. Kilka lat temu byłam na ekranizacji i dopiero później dowiedziałam się, że scenariusz był oparty na tej książce. Dziękuję za przypomnienie.

      Kuczok, Hłaska - pewnie! Panią Kwiatkowską poznałam osobiście na spotkaniu podczas Światowego Dnia Książki, ale przyznam, że jeszcze nie zapoznałam się z żadną jej książką.

      Reszta nazwisk (oprócz wspomnianego już tutaj wyżej przez gin w komentarzu - Janusza Koryla) nic mi nie mówi, dlatego skrzętnie odnotowuję.

      Dziękuję i pozdrawiam

      Usuń
  4. Jak skończę zlecenie to się rozpisze, ale na szybko trzy nazwiska: Myśliwski, Springer, Kowalewska - trzy zupełnie różne, IMO warto :-)

    Buziaki Oczku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, Springerem zachwyciłam się już przy okazji "Miedzianki", a w księgarni pogłaskałam "Wannę..." tylko nie dostałam jej na urodziny (a na liście była). Czekam na wypłatę i chyba dokonam zakupu :) Póki co obserwuję jego bloga.
      Myśliwski też jest od dawna na liście (najpierw "Traktat..."). Kowalewskiej nie znam, ale mam nadzieję poznać, skoro polecasz :)

      Ściskam

      Usuń
  5. Ciągle mam wrażenie, że mogłabym przeczytać więcej polskich autorów... Ostatnio kusi mnie Cherezińska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie czytam "Koronę..." Wszystko byłby super, gdyby nie była taką cegłą, którą ciężko nosić w torbie. W takich chwilach naprawdę marzę o czytniku ;)

      Usuń
  6. Strasznie uporządkowane masz to swoje czytelnicze życie. Ja również lubię polskich autorów, polecam oba "Upalne lata" Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak oraz "Podróż do miasta świateł" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk (chociaż tu akurat akcja dzieje się w Paryżu belle epoque).
    Tak teraz myślę i ja chyba też nigdy nie doczytałam "Nigdziebądź" do końca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko życie czytelnicze ;)
      Za typy dziękuję - dopisuję do listy :)

      Usuń
  7. Jeżeli podobała Ci się "Madame" to polecam "Godot i jego cień" oraz "Niech się panu darzy" - to proza dużego kalibru. W tej kategorii co Paweł Huelle i jego "Dawidek...". Ostatnio rozglądam się za dobrymi polskimi książkami i znalazłam powieści Krystyny Januszewskiej (Polecam "Niebo ma kolor zielony", ale nie jest łatwa). Podoba mi się "Tam, gdzie urodził się Orfeusz" o wsi w Rodopach, Orfeuszu i o tym jak żyje się jedną nogą w Polsce, a drugą w Bułgarii. To tak na szybko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żadnej nie znam, ani nie kojarzę, tym bardziej więc jestem ich ciekawa :) Dziękuję.

      Usuń
    2. Proszę;) Chętnie dowiem się jakie były wrażenia:) Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Na pewno napiszę, jak tylko uda mi się przeczytać :)

      Usuń
  8. Czytamy, czytamy, oczywiście, że tak!
    Nie przepadam za stereotypowymi stwierdzeniami, że nie warto, a często je słyszę. Czytałaś najnowszą powieść Cherezińskiej może? :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie. Póki co - zabrałam się za "Koronę..." :)

      Usuń
  9. Moje "polskie" to Tokarczuk (zawsze, wszędzie, wszystko!), Kolski, Chwin, Warda, trochę Gretkowskiej, nieco Nasiłowskiej, Mrożek trochę i ciut Gombrowicz - to na szybko, na już i dla dorosłych :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt! Gretkowskiej bardzo mi się spodobała "Polka" i "Europejka".
      Mam nawet z tej drugiej ulubiony cytat: "Dla kurażu piłam codziennie espresso, maciupeńki krążek z dna filiżanki. Diabelską eucharystię aromatu. Gdybym pijała kawę, zamieniłabym to w religię espresso. Ale nie mogę, mój organizm natychmiast broni się przed herezją, obrzucając mnie kamieniami z woreczka żółciowego."

      Usuń
  10. Ostatnio zachwyciłam się "Tymczasową" Małgorzaty Hayles:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...