środa, 4 czerwca 2014

Co mają wspólnego: Beethoven, "Star Wars" i heavymetalowe Turbo? Paulina Wilk - "Znaki szczególne"


„To nie my wyjechaliśmy do innego świata, to on się zjawiał u nas. Nie od razu, na raty, więc przez kolejne lata towarzyszyło nam poczucie przedłużającego się remontu, wymagającego nieustającej czujności. Dorastaliśmy w transformacyjnym korytarzu, przez który dorośli przetaczali nowe i stare sprzęty, jedne wyrzucając na śmietnik historii, inne na powrót z niego wydobywając. A najwięcej nowości sklecili i zbijali naprędce, z czego się dało. Kręciliśmy się między nimi, w tumanach zleżałego kurzu i świeżego tynku.”


Jakiś czas temu krążyło w Internecie zdjęcie ołówka i kasety magnetofonowej. Kto potrafił odpowiedzieć, co one mają ze sobą wspólnego oznaczał hmmm – swojego człowieka. A ściślej mówiąc tego, który nie jest na tyle za młody, aby wiedzieć, że kwadratowy ołówek świetnie przewijał tę kasetę, a czasem nawet potrafił naprawić szkodę, którą wyrządził jej niesforny kasprzak, czy inny jamnik.

Wiele razy przewijałam tak kasetę. Podobnie wiele razy wylizywałam Vibovit prosto z torebki – był lepszy niż szczypiący, kwaskowy Visolvit, zbierałam naklejki z Kukuruku i wklejałam do albumów naklejki z gum, zbierałam kolorowe karteczki, pudełka po napojach w małym kartoniku, na podwórku wisiałam z koleżankami i kolegami na osiedlowym trzepaku, grałam w wykopaka, wołałam – jak moi rówieśnicy: „pobite gary”, „tylko nie w szczepionkę”, „obstawa!”.

25 lat temu, w 1989 roku, kiedy polityka zmieniała ustrój i oblicze Polski, ja dopiero rozpoczynałam edukację. Od września, jak pozostali sześciolatkowie szłam do zerówki i zamiast tego, kto wygra: Wałęsa, czy Tymiński i jego tajemnicza czarna walizka, bardziej byłam zainteresowana tym, że poznam nowe koleżanki i bałam się, czy pani wychowawczyni będzie mnie lubić. W 1990 roku dla mnie i moich rówieśników wciąż niewiele się zmieniło – może jedynie to, że w czytance do pierwszej klasy szkoły podstawowej orłom dorysowywaliśmy korony (bo przecież książki szkolne wciąż były po rodzeństwie lub rok starszych kolegach), uczyliśmy się, że zamiast PRL mamy teraz mówić, że żyjemy w RP, że milicja to teraz policja i że na religię już nie musimy biegać do salki przy kościele, ale że teraz ksiądz lub zakonnica przychodzi do szkoły.

Rzeczywistość nie zmieniła się od razu radykalnie, pewne jej elementy zostały wymienione szybo, inne miały długi czas transformacji. Moje dzieciństwo odeszło, a młodsi właśnie je przeżywali – odmiennie ode mnie – bardziej kolorowo, z większą ilością pokus, pragnień i bodźców. Ale czy przez to czuję się przecinkiem epok? 

Jestem pokoleniem które urodziło się w PRL, a dorastało w RP, skończyłam osiem klas szkoły podstawowej, w której językiem obcym wciąż był rosyjski, informatykę miałam dopiero w pierwszej klasie szkoły średniej i zdawałam starą maturę. Tak – to jest między innymi moim znakiem szczególnym, tak samo jak ten trzepak, „pobite gary”, lalki Barbie, które jeszcze nie zginały swoich plastikowych nóg, a ojcowie kolegów jeździli do pobliskich Niemiec na saksy i przywozili z nich oprócz marek, również pierwsze zachodnie słodycze i kolorowe flamastry.

Z ogromną przyjemnością czytałam „Znaki szczególne” Pauliny Wilk, mogę nawet stwierdzić, że w wielu jej przemyśleniach odnajduję siebie. Myślę jednak, że ten przełom, okres transformacji Paulina Wilk chciałaby zawłaszczyć dla ludzi swojego pokolenia. 


Gdybym miała zobrazować tę książkę muzycznie, rozpoczęłabym od "Allegro ma non troppo"VI Symfonii Pastoralnej Beethovena, następnie po 1989 roku przeszła szybko w takty "The Imperial March" z Gwiezdnych Wojen, a lata z dwójką na przedzie zakończyła „Dorosłymi dziećmi” Turbo. 
Dlaczego akurat właśnie tak? Ten sielski obraz dzieciństwa przed 1989 rokiem, który Paulina Wilk określiła jako ten, kiedy my 30-latkowie byliśmy tacy sami, niewyróżniający się, kiedy nie goniliśmy za zdobyczami, a które zaoferował później kapitalizm jest właśnie taką sielską wsią przed burzą z symfonii Beethovena. Lata dziewięćdziesiąte w książce autorki jawią się jako czas zbrojenia: wszyscy uczą się angielskiego, idą na studia na 2-3 kierunki, wyjeżdżają na staże do Anglii, to taki właśnie okres przygotowania do wojny, wcale nie gwiezdnej, ale wojny na umiejętności, certyfikaty i wiedzę z pokoleniem o dekadę starszym i o dekadę młodszym. Kiedy jednak po wielu bitwach, opada kurz, okazuje się, zdaniem autorki, że dorosłe dzieci, ci trzydziestolatkowie czują się oszukani, mają żal, że obietnice, którymi mamił ich kapitalizm – są bez pokrycia. Znają angielski, mają kilka fakultetów i te zagraniczne staże – ale wciąż tkwią na tym samym stanowisku, wciąż z obietnicą, ale nie realnym awansem. Mieszkają w domach – ale na kredyt, pracują na umowę - zlecenie, czyli śmieciową, mają znajomych, lecz głównie na fejsie. A śmietankę spijają ci 20- i 40-letni. 

Czy Paulina Wilk ma rację, że „dorosłe dzieci mają żal za kiepski przepis na ten świat”? I tak i nie. Czy ja czuję się pokoleniem przegranym? Niekoniecznie. Pewnie, że mogłabym być bieglejsza w informatyce i angielskim, gdybym tę wiedzę chłonęła od lat wczesnoszkolnych. Ale czy jestem przez to głupsza? Nie sądzę, może rzeczywiście na tym polu większą szansę mają moi młodsi znajomi, ale poziom mojej wiedzy tu i teraz zależy głównie ode mnie: od samozaparcia, czasu i możliwości finansowych.

Autorka ma rację pisząc o upadku autorytetów, o tym, że to teraz starsi uczą się od młodszych, a nie na odwrót, że przedmioty mają teraz krótką żywotność, więzi społeczne nie są już tak trwałe, że ta równość, którą moje pokolenie zna z lat dzieciństwa bezpowrotnie minęła. Ale czy to oznacza, że teraz jest gorzej? Jest inaczej, to na pewno. Ale to wszystko też wynikło z czegoś.

Jedno jest pewne – każde pokolenie ma swoje znaki szczególne. Inne mam ja, inne mój mąż, inne moja mama, a jeszcze inne będzie miało moje przyszłe dziecko. Każde uważa, uważało lub będzie uważać, że kiedyś było lepiej. I każde w swojej ocenie, będzie miało rację. To determinują te właśnie pokoleniowe znaki szczególne.
Ciekawe, co powie za kilka lat obecne pokolenie wkraczające w dorosłość o pokoleniu, które będzie im deptać po piętach. Czy też, że „kiedyś było lepiej, a teraz zostały nam tylko miłe wspomnienia”?

6/6
___________
Paulina Wilk - "Znaki szczególne", Wydawnictwo Literackie

Recenzję dodaję do czytelniczego wyzwania: Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę


2 komentarze:

  1. Póki co ważny jest głos - pokolenia trzydziestolatków, którzy jeszcze pamiętają PRL, ale od 25 lat żyją w wolnym świecie. Warto się chwilę zastanowić nad tym, jak wykorzystujemy naszą wolność w tej chwili. Bo "Znaki szczególne" dowodzą, że warto wyskoczyć z wyścigu szczurów i spojrzeć na świat inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Znaki szczególne" dowodzą również, że niektórzy w wyścig szczurów wpisują się owczym pędem, bo tak jak wcześniej wspólnym było to, że się nie miało nic, tak teraz na odwrót - cechą jest to, że każdy może pochwalić się czymś. A wszystko kosztuje.

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...