czwartek, 19 czerwca 2014

Czy wiesz, z czego się śmiejesz? Timur Vermes - „On wrócił”

„Zdaje się, że sprawiałem wrażenie osoby potrzebującej pomocy, tych trzech chłopaków z Hitlerjugend wzorowo to rozpoznało. Przerwali grę w piłkę, zbliżyli się z respektem, to zrozumiałe, przeżyć tak nieoczekiwane, z bliska, spotkanie z Führerem Rzeszy Niemieckiej, na tym ugorze, wykorzystywanym zazwyczaj na sport i wzmacnianie tężyzny fizycznej, pośród mleczy i stokroci, to również dla młodego, jeszcze nie w pełni dojrzałego mężczyzny niezwykła odmiana w jego rytmie dnia, mimo to niewielka gromadka przybiegła, podobna chartom, gotowa pomóc. Młodzież to przyszłość!
Chłopcy skupili się w pewnej odległości ode mnie, przyglądali mi się bacznie, po czym najwyższy spośród nich, widocznie führer ich gromady, zwrócił się do mnie:
- Wszystko okej, mistrzu?”


Autograf dla Oczka ;) Autor zapytał, czy zamiast pisać - może oczko narysować. Po narysowaniu stwierdził, że bardziej mu to wyszło na pantofelka, niż oczko ;)



Z książki Timura Vermesa zapowiadała się niezła komedia pomyłek. Byłam przygotowana na drugiego „Gurba” Mendozy. Oto Hitler, niczym ten hiszpański kosmita, pojawia się nagle w Niemczech. Sam nawet nie wie, jak to się stało, że nagle obudził się na jakiejś niezabudowanej parceli, przy czym w nigdzie w pobliżu nie było bunkra Führera ani Kancelarii Rzeszy. Ba! nigdzie też nie było Evy, Dönitza, Bormanna ani całego aparatu władzy. Za to w piłkę nożną grali chłopcy – zapewne z Hitlerjugend, którzy nie dość, że w kontakcie z wodzem zapomnieli o Niemieckim Pozdrowieniu, to na dodatek sprawiali wrażenie, że nie wiedzą z kim mają do czynienia.

„W myślach odnotowałem sobie coś w sensie „usunąć Rusta”, człowiek od 1933 roku sprawował swój urząd, a przecież zwłaszcza w edukacji, na takie zaniedbania nie ma miejsca. Jak młody żołnierz ma odnaleźć zwycięską drogę do Moskwy, do serca bolszewizmu, jeśli nie rozpoznaje nawet swego własnego naczelnego wodza!”

Hitler postanawia zbadać nieznany mu teren i odnaleźć drogę do Kancelarii Rzeszy. Gdzieś przecież musi się ona znajdować. Wychodzi na ulicę i zdaje się być zagubiony pośród hałasu i wzmożonego ruchu samochodowego. Nic dziwnego, bo jak się okazuje z daty w gazecie codziennej – jest właśnie 30 sierpnia 2011 roku, 66 lat po II wojnie światowej! Oszołomiony tą wiadomością Hitler – mdleje.

Zaopiekował się nim kioskarz, przekonany, że Hitler jest aktorem w filmie o II wojnie światowej, który filmowcy zapewne kręcą gdzieś w pobliżu. To skojarzenie nasuwa się samo, wszak Hitler jest łudząco podobny do… Hitlera. Ma nie tylko bardzo dobrą charakteryzację, ale nawet ubrany jest w, zdaje się oryginalny, mundur z epoki.

„Gra pan też inne rzeczy? – spytał? – Widziałem już pana gdzieś?
- Ja nigdzie nie gram – odpowiedziałem nieco zbyt opryskliwie.
- Naturalnie, że nie – przytaknął i przybrał osobliwie poważny wyraz twarzy. Po chwili mrugnął do mnie porozumiewawczo. – Gdzie pan występuje? Ma pan jakiś program?
- Oczywiście – odparłem – od tysiąc dziewięćset dwudziestego roku! Jako towarzysz narodowy, członek wspólnoty rasy i krwi, chyba pan zna moje dwadzieścia pięć punktów?
Gorliwie kiwał głową.
- Mimo to nigdzie pana jeszcze nie widziałem. Ma pan jakąś ulotkę? Albo kartę?
- Niestety nie – odparłem ze smutkiem. – Wszystko zostało w centrum dowodzenia.”

Bezdomnemu, samotnemu i pozbawionemu dokumentów Hitlerowi mężczyzna oferuje tymczasowe zamieszkanie w jego kiosku.

„- Niech pan powie, nie splądruje mi pan chyba kiosku?
Spojrzałem na niego z oburzeniem.
- Czy ja wyglądam na zbrodniarza?
Popatrzył na mnie.
- Wygląda pan jak Adolf Hitler.
- No właśnie – powiedziałem.”

Hitler przesiadujący pod kioskiem staje się małą atrakcją, na tyle interesującą, że otrzymuje propozycję od przedstawicieli produkcyjnych stacji MyTV, RTL i Sat I. Szybko otrzymuje nie tylko własną sekretarkę – gotkę, zakłada swoją stronę internetową i skrzynkę mailową, otrzymuje telefon komórkowy i nową kwaterę, czyli pokój w hotelu, ale również posadę w satyrycznym programie telewizyjnym. Szybko zdobywa popularność jako dość zabawny, choć kontrowersyjny sobowtór Hitlera, rosną odsłony jego wystąpień na YouTube i zwolenników jego teorii, a na koniec właśnie zamierza założyć swoją nową partię.

„Slogan brzmi:
„Nie wszystko było złe.”
Z takim hasłem na początek można już coś zdziałać.”

Spotkanie z autorem podczas Big Book Festiwal

Magazyn „Stern” w swojej recenzji tej książki napisał: „Z jednej strony to bardzo zabawne, bo doskonale oddaje żargon dyktatora. Z drugiej jednak ten śmiech więźnie w gardle.”

To adekwatne ujęcie treści książki Vermesa. Rzecz zaczyna się niewinnie, jak pastisz na dyktatora, który z powodzeniem można uznać za styl Monty Pythona. Wszyscy się śmieją, tylko Adolf Hitler jest nad wyraz poważny i z uporem maniaka powtarza, że nazywa się… Adolf Hitler. Niestrudzenie powtarza też swój program wyborczy i wyraźnie artykułuje swoje przekonania, które nie zmieniły się od 1920 roku. Bo jak sam twierdzi: „Położenie nigdy nie jest bez wyjścia, jeśli ma się fanatyczną wolę zwycięstwa.”

Miejscami bywa śmieszno – strasznie, jak np. w sytuacji, kiedy ideologiczne rasistowsko – nacjonalistyczne wystąpienie zdobywa coraz większą ilość odsłon na Youtube. I traktowane jest jako świetny żart na dawnego woda Rzeszy. To jak z żoną, która wyjawia w luźnej pogawędce mężowi, że go zdradza, a on to traktuje jak żart – tak właśnie jest z tym książkowym Hitlerem. Podobnie jak z liderem i partią Nowej Prawicy, która zdobyła niedawno mandaty po ostatnich wyborach. Często jest tak, że to, co wydaje się żartem – jest prawdą, mimo że brzmi niedorzecznie.

„On wrócił” właśnie doskonale to obrazuje. Nie rozlicza ona starych czasów, ale bardzo odnosi się do współczesnych realiów, nie tylko w kontekście współczesnych Niemiec.
Książka jako political fiction stawia pytania o współczesną demokrację i o to, czy zasadnym jest szukanie drugiego dna w programach wyborczych i wypowiedziach polityków. I czy to, co uważa większość - jest rzeczywiście słuszne?


Przyznaję, że książkę czytało mi się różnie. Na początku bardzo mnie bawiła. Ale satyra stosowana na dłuższą metę – zaczyna być nużąca. Utknęłam i odłożyłam przeczytaną do połowy książkę na kilka miesięcy. Wróciłam do niej ze świeżą głowę i zaskoczyło. I jakkolwiek jest to książka uniwersalna w swoim przesłaniu, to najlepiej będzie chyba zrozumiała dla Niemców. Dla tych którzy rozróżniają programy wyborcze CDU, SPD i Partii Zielonych, którzy orientują się w sytuacji politycznej sceny Niemiec, znają nastroje społeczne po II wojnie światowej i orientują się w profilach wspomnianych w książce gazet. Ja tej wiedzy nie mam i myślę, że trochę straciłam z lektury. Ale to nie oznacza, że Was chcę do niej zniechęcić. Bynajmniej! Warto ją przeczytać i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wiemy, z czego śmiejemy.

Zdjęcie zrobione przez Pawła, męża Natalii podczas bicia rekordu w czytaniu na świeżym powietrzu podczas ostatniego Big Book Festiwal


A skoro o żartach mowa – na koniec garść cytatów:

„- Ależ z pana żartowniś – zagrzmiał Sensenbrink, wyraźnie w świetnym humorze. (…) – Niech pan uważa, któregoś dnia ktoś pana jeszcze potraktuje poważnie!”


„Pst – syknąłem. – Pst!
 Żadnego odzewu.
- Bormann – zawołałem teraz cicho. Bormann! Jest pan tu gdzieś?
Powiew wiatru przeleciał przez teren, pusta puszka uderzyła z grzechotem o drugą. Poza tym nic się nie poruszyło.
- Keitel? – zawołałem teraz. – Goebbels?
Ale nikt nie odpowiadał. No dobrze. Tak było nawet lepiej. „Silny człowiek jest najsilniejszy, gdy jest sam”. (…) Zatem miałem już jasność. Sam musiałem uratować naród. Sam uratować ziemię i sam ludzkość. A pierwszy krok na drodze ku przeznaczeniu wiódł do pralni.”


„Czy może pan choć raz powiedzieć coś normalnie? – Westchnęła. – Muszę się oddalić na momencik! Tylko niech pan nie ucieknie! Może i jest pan straszny, ale przynajmniej nie jest pan nudny.”


„Opadła z powrotem na siedzenie i popatrzyła na mnie. – Pan też coś zrobił, prawda?
- Co niby miałem sobie zrobić?
- No nie, proszę pana, to podobieństwo! Całą branża zachodzi w głowę, kto tak świetnie to zrobił. Chociaż – tu upiła kolejny łyk piwa – jeśli pan mnie pyta: faceta należałoby oskarżyć.
- Łaskawa pani, nie mam pojęcia, o czym pani mówi.
- O operacjach! – powiedziała zirytowana. I niech pan nie udaje, że nie było żadnych. To przecież śmieszne!
- Oczywiście, że były operacje – powiedziałem rozdrażniony. (…) – Lew morski, Barbarossa, Cytadela…
- W życiu nie słyszałam. Był pan zadowolony?
(…) Westchnąłem.
- Z początku wszystko szło dobrze, ale potem pojawiły się komplikacje. Nie to, żeby Anglicy byli lepsi. Albo Rosjanie. Ale mimo wszystko…
Przyglądała mi się.
- Nie widać żadnych blizn – powiedziała tonem znawcy.
- Nie chcę się uskarżać – powiedziałem. – Najgłębsze rany los zadaje naszym sercom.
- Tu ma pan rację – przyznała z uśmiechem  wyciągnęła ku mnie swój kufel z piwem.”


5/6
_____________________________
Cytaty: Timur Vermes – „On wrócił” („Er ist wieder da”); wydawnictwo W.A.B.

Warto zaznaczyć, że doskonała w swoim minimaliźmie okładka książki jest jednakowa dla książek przetłumaczonych na inne języki.

Pod tym linkiem można przeczytać wywiad "Hitler w formie instant" Piotra Kieżuna z Timurem Vermesem na kulturaliberalna.pl



6 komentarzy:

  1. Interesująca lektura :) Choć, no właśnie... Wydaje mi się, że może być nieco kontrowersyjna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie jest bardziej książką socjologiczną ;)

      Usuń
  2. "Ości" Karpowicza - to było coś. Zapraszam do mnie na konkurs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tego nie wiem - "Ości" dopiero czekają na swoją kolej :)

      Usuń
  3. Myślę, że dzięki nawiązaniu do kwestii politycznych, książka może być bardziej wiarygodna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nawet nie tyle wiarygodna, co bardziej interesująca niż zwyczajny pastisz o dyktatorze.

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...