poniedziałek, 8 września 2014

Za co polubiłam Wiśniewskiego? Janusz L. Wiśniewski – „Grand”


„Oto moja opowieść, a przynajmniej jej część. Wątpię, żeby coś wam wyjaśniła, bo czym jest opowiadanie, jeśli nie łączeniem linią kropek, z których w końcu powstaje jakiś rysunek. Tym właśnie jest moja opowieść. Ja też tak wędruję od jednego miejsca i osoby, do kogoś innego, gdzie indziej i właściwie nic to nie zmienia. Znałem różnych ludzi. Byłem z nimi, mieszkałem z nimi. Widziałem jak po swojemu robili różne rzeczy. Byli dla mnie… jakby długim szeregiem przechodnich pokoi, w których spędzałem jakiś czas. Wchodząc gdzieś pierwszy raz, rozglądasz się ciekawie. Zauważasz lampę, telewizor i całą resztę. Ale po chwili to pierwsze wrażenie znika. (…) W zasadzie wszyscy ludzie są tacy sami, może mają tylko różne lodówki i inne łazienki.”
(„Nieustające wakacje”, reż. Jim Jarmusch)


Kiedy skończyłam czytać „Piaskową Górę” Joanny Bator zaczęłam zastanawiać się nad jej fenomenem. Co takiego mnie w niej poruszyło, że kiedy wracam do niej myślami, przeczytawszy przecież po drodze dziesiątki innych już książek, nadal sytuuję ją bardzo wysoko w osobistym rankingu lektur?  
Kiedy skończyłam czytać „Grand” – jestem już pewna tego, czego się domyślałam. Życiorysy! Siłą obu książek są zwyczajne historie, zwyczajnych ludzi, które brzmiąc tak niecodziennie, sprawiają wrażenie wyjątkowych. 

„Grand” składa się z 6 odrębnych opowiadań. Międzyludzkie związki w nich ukazane krzyżują się na chwilę w sopockim hotelu, by po chwili, jak pociągi na nowo biec swoim torem. Lokomotywą zdarzeń są emocje wywołane przez dawne historie, na które bohaterowie nie mieli wpływu lub wręcz przeciwnie, którzy sami przeżyli lub są ich winni. 
Dlaczego więc porzucona, znana dziennikarka tak bardzo przejęła się bezdomnym Marianem zwanym Lichutkim? Co ma wspólnego Brodski z włoskim architektem i rosyjską pokojówką? Czy niemiecki pastor znajdzie ukojenie po spotkaniu z polską kochanką esesmana? Czy inna kochanka uwierzy w opowieść młodej studentki od Wyspiańskiego? Dlaczego polsko – niemiecki Żyd znajdzie ukojenie w Kambodży i w końcu – po co profesor i niedoszły samobójca wybrał się w podróż nad Bajkał?

Wiem, brzmi to wszystko enigmatycznie. Ale lepiej poznać te historie samemu, niż czytać skróty. Najlepsze bowiem w nich jest to, że autor stworzył z tych zdarzeń labirynty. Rozpoczyna jedną historię, zaraz wplata w nią drugą, a ty dopiero po chwili się orientujesz, że dajesz się ponieść opowieści i z zainteresowaniem wchodzisz w ten labirynt z ciekawością, co będzie, kiedy z niego wyjdziesz. Sukcesem autora powinno być to, że czytelnik nie analizuje na bieżąco treści, tylko daje się ponieść. I w „Grandzie” dokładnie tak jest.

I nawet przymykam oko na, zbędne już moim zdaniem, dopowiedzenie historii, które darzyły się bohaterom po upływie roku od skrzyżowania w sopockim hotelu. Mimo że wyjaśniły zbyt wiele nie pozostawiając zbyt wiele miejsca dla tak bardzo pożądanego niedosytu. Tym razem mój zachwyt nad książką skutecznie blokuje wszelką krytykę.

Rozpoczęłam wstępem filmowym, bo jest on tak bardzo adekwatny do moich wrażeń po przeczytaniu „Grandu”. Przechodząc przez życie poznajemy wielu ludzi, jednych poznajemy bardziej, innych wyrywkowo. Za każdym jednak razem jesteśmy niczym turyści, którzy zatrzymują się na chwilę, by poznać coś, co znamy, ale zobaczyć je w innych pokojach. Bez względu na ich ilość gwiazdek.


„Tutaj chyba nie można palić, co? – zapytał nagle, rozglądając się uważnie po pokoju. – Żadnych popielniczek nie postawili.
Zresztą oprócz budynku to już chyba nic tu nie ma ze starego Grandu. Ci z korporacji zrobili taki remont, że Ruscy z powyrywanymi wannami na plecach to przy nich szabrownicy nawet mniejsi od Władzia. Tamci zostawili chociaż blizny na ścianach i podłogach, a korporanty obdarły hotel z wewnętrznej tkanki, oskalpowały, wycięły mu pamięć, wyrżnęły wątrobę i flaki, spuściły całą krew. A potem napompowały całym tym luksusem i wywaliły gwiazdki do broszur i na tablicę przy wejściu…”*



6/6

ps. Marpil, dziękuję za recenzencką zachętę do lektury :)


________________________
*  Janusz Leon Wiśniewski – „Grand”; wyd. Wielka Litera 2014



6 komentarzy:

  1. Lubię zbiory opowiadań, w których historię łączą się ze sobą. Co prawda na mojej półce do przeczytania od baaardzo dawna stoi "Samotność w sieci",a le może akurat zacznę tą książką i wciągnę się na tyle, że sięgnę i po tę z mojej półki...
    Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Samotności..." nie czytałam, a jedynie oglądałam film. A to dlatego, że statystował tam studenta znajomy, a i ja o mało co nie zagrałabym epizodu w auli Uniwersytetu Wrocławskiego.

      "Grand" to pierwsze podejście do prozy Wiśniewskiego i muszę przyznać, że nabrałam apetytu :)

      Usuń
  2. No, no. A nie miałam na nią zbytniej ochoty...

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie przeczytam, mam na ebooku. :)

    "Samotność w sieci" czytałam dawno temu i bardzo mi się podobała.
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...