niedziela, 14 września 2014

Ten głupi wiek młodzieńczy! Joyce Maynard – „Ostatni dzień lata”


„Dziś jest mój szczęśliwy dzień, rzekł Frank. Może wasz też.
I wtedy zrozumiałem, że nasze życie właśnie się zmienia. Wsiedliśmy do kosmicznej kolejki i zmierzaliśmy w ciemną otchłań, gdzie może okazać się, że nie ma gruntu pod nogami i nie wiemy, dokąd zmierzamy. Może wrócimy, a może nie.
Nawet jeśli mama myślała podobnie, nie dawała po sobie niczego poznać. Ściskała tylko kierownicę i wpatrywała się przed siebie jak przedtem, przez całą drogę do domu.”



Podeszłam do tej książki z nastawieniem na spokojne, odprężające czytadło. Ale już na początku zirytowała mnie Adele. To rozwódka, samotnie wychowująca 13-letniego Henry’ego. I w sumie nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie to, że ona praktycznie nie wychodzi z domu. Zgorzkniała, dzika (za przeproszeniem) baba, która wciąż nie może się otrząsnąć po tym, że kilka lat temu jej były mąż zrobił brzemienny w skutkach skok w bok ze swoją sekretarką, obecnie żoną i wiedzie szczęśliwe życie ojca nowej rodziny.
No zdarza się – nikt nie mówił, że w życiu będzie łatwo. Tymczasem Adele chyba zupełnie się poddała. Miałam ochotę nią potrząsnąć i krzyknąć: „pozbieraj się, kobieto!”.

Jak wspomniałam, praktycznie nie wychodzi z domu, a jeśli już musi, to tylko do banku zrealizować czek lub na rzadkie zakupy (większość ich dokonuje korespondencyjnie z katalogu). 
Ale przy okazji ostatnich zakupów z Henrym do domu wracają nie tylko z zapakowanym w bagażniku wężem ogrodowym, nową odzieżą dla syna, poduszką, ceramicznym jeżem, żarówkami, wachlarzem i rakietką ze sklejki z przymocowaną na gumce piłeczką (cóż za zakupowy szał!), ale także ze… zbiegłym więźniem siedzącym na tylnym siedzeniu. 

Frank to nie taki pierwszy z brzegu kryminalista. To człowiek, który odsiedział już 18 lat za morderstwo żony, małego synka i babki. Do końca kary pozostało mu jedynie 2 lata, ale on wykorzystując to, że właśnie trafił do szpitala na wycięcie wyrostka – wyskokiem z okna postanowił skrócić sobie niecierpliwy czas oczekiwania. I taki zakrwawiony przez szkoło z wybitej szyby, napotyka w centrum handlowym na Henry’ego i Adele.

Paradoksalnie, to dzięki temu  mordercy zmienia się życie tej zgorzkniałej rozwódki. Odkrywa w sobie kobiecość, na nowo odkurza w pamięci i nogach swoją życiową pasję, a nawet zaczyna planować przyszłość. Cudownie plany, zbudowane na kruchych podstawach runą jednak jak domek z kart. A wszystkiemu winien głupi, nastoletni wiek.

Myślałam, że to będzie książka, którą przeczytam i szybko o niej zapomnę. A jednak nie! Fabuła może i nie jest specjalnie rozbudowana, nie ma tutaj zapierających dech stylistyczno - językowych popisów, żadna tam z niej powieść szkatułkowa, ani kryminalna zagadka, która absorbuje umysł w poszukiwaniu właściwego rozwiązania. 

Mimo to zatrzymuje uwagę. No dobrze! Przyznaję! – siedząc w pracy zastanawiałam się, czy Henry będzie na tyle nierozważny, że projekcje, które stworzył sobie w głowie, rzeczywiście się ziszczą, a tym samym nie tylko rozwalą jego życie, ale i unieszczęśliwią innych. 

A! I zdradzę jeszcze, że kiedy poznałam tajemnicę Adele – rozgrzeszyłam ją z tej jej zgorzkniałej postawy. A sam kryminalista Frank? Och! To miły chłopak, który nieźle gotuje. Nie, wcale nie żartuję. Nie tylko piecze bułeczki, parzy pyszną kawę o poranku, w upalne popołudnie przyrządza chłodnik curry, ale piecze też pyszne ciasto brzoskwiniowe. Zapamiętajcie to ciasto! Ono jest tutaj ważnym elementem. I na tyle do mnie przemawiającym, że sama sobie upiekłam ciasto – rustykalną szarlotkę na mące graham z delikatnym aromatem kardamonu (tak, to jest ta słodkość ze zdjęcia).

Zapiszcie sobie ten tytuł na swobodną, weekendową lekturę. To interesująca opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu, o niszczycielskiej sile niespełnionych pragnień, o kłamstwach i zdradach, ale też o poszukiwaniu miłości i przebaczeniu. Nie zdradzę za dużo pisząc, że powieść kończy się dobrze. Bo to jest domeną Comfort books, a do tej (naprędce wymyślonej) kategorii właśnie zaliczam „Ostatni dzień lata”.


5/6

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Muza


ps. W książce dość mocno podkreślony jest wątek dojrzewania – zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Z tej tematyki polecam również powieści:



Książka została zekranizowana (stąd ta fatalna, filmowa okładka). Film nosi tytuł "Długi, wrześniowy weekend", a w obsadzie jest m.in. Kate Winslet i Tobey Maguire. 

_________________
Cytat: Joyce Maynard – „Ostatni dzień lata” (tyt. oryg. Labor Day), Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2014



6 komentarzy:

  1. Nie za często sięgam po takie książki. Pewnie nawet by mi nie przyszło do głowy się nią zainteresować, ale po tym, co napisałaś wrzucam ją do woreczka: hmmm, kto wie :) Bo jakoś zaczynam chyba odczuwać potrzebę na dobre czytadło z happy endem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie egzemplarz recenzencki - sama pewnie też bym po nią nie sięgnęła, bo nie przepadam za książkami z filmowymi okładkami. A tu proszę - ponownie miła niespodzianka :) (pierwszy raz był z "Podróżą na sto stóp").

      Usuń
  2. Ciekawie to przedstawiłaś, miejscami się uśmiałam z twoich słów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią przeczytałabym książkę, zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...