poniedziałek, 6 października 2014

Do czego przydaje się urlop? Isabel Allende – „Ripper. Gra o życie”


„Moja mama jeszcze żyje, ale w Wielki Piątek o północy zostanie zamordowana, ostrzegła Amanda Martin nadinspektora, a ten nie zakwestionował jej słów, bo dziewczynka już udowodniła, że wie więcej od niego i od wszystkich jego kolegów z Wydziału Zabójstw.”


Właśnie przed chwilą skończyłam czytać książkę, a ponieważ tak bardzo przeżywałam rozgrywającą się w niej akcję, postanowiłam, że recenzję napiszę na gorąco, póki jeszcze mam przyśpieszony oddech towarzyszący mi w dotarciu do finału fabuły.

Zacznę jednak od poranka. Zamiast wstać tradycyjnie po godzinie szóstej, dokonać porannych ablucji, ubrać się i wyjść do pracy – wykonałam do tejże pracy telefon. Tak – ktoś już pewnie podejrzewa, w jakim celu – wzięłam urlop na żądanie. Raz, że po intensywnej niedzieli potrzebowałam oddechu i dwa, co ważniejsze, było przede mną ponad dwieście stron rozpoczętej tydzień temu powieści. I koniecznie chciałam ją skończyć. Miałam nosa!

Isabel Allende – chilijska pisarska, którą pewnie wielu z Was kojarzy z zekranizowanego „Domu duchów”, ja poznałam przy okazji powieści „Ewa Luna”. Czytałam ją około dziesięć lat temu, pozostawiła we mnie miłe wspomnienie lektury, ale zupełnie zapomniałam jej treści. Wspomógł mnie portal Lubimy czytać i dzięki temu zdołałam wyłuskać skrawki fabuły ze swojej pamięci. Niemniej jednak, chyba dla odświeżenia, jeszcze raz sięgnę po tę książkę.

No i kto by się spodziewał, że lubująca się w realizmie magicznym pisarka, weźmie się za pisanie kryminału? Być może niewielu, tak samo, jak wielu zaskoczył fakt, że autorka „Harrego Pottera” powoła do życia Cormorana Strike’a?

Prawdę powiedziawszy, kiedy zaczęłam czytać „Rippera” porównywałam go z „Wołaniem kukułki” i wciąż ta druga wygrywała w przedbiegach. Za dużo wciąż było w książce Allende z jednej strony zwyczajności codziennego życia, a z drugiej, dla kontrastu, astrologii i elementów medycyny niekonwencjonalnej – reiki, aromaterapii, bioenergoterapii, masaży i praktyk nawiązujących do New Age. Później jednak okazało się, że wszystko się ze sobą łączy w zupełnie konwencjonalny, choć zrytualizowany sposób.

Ale może coś o fabule? Słynna w Kalifornii astrolożka, Celeste Roko, przepowiada w telewizji, że „we wrześniu 2011 roku San Francisco przeżyje „krwawą łaźnię”. Nie trzeba długo czekać na pierwsze symptomy wypełniania się przepowiedni. Zostaje zamordowany stróż szkolny, a jego zwłoki morderca zostawia sprofanowane na szkolnej sali gimnastycznej.
To morderstwo było impulsem dla grupki nastolatków grających w fabularną grę „Ripper”, aby zamiast zajmować się fikcyjnymi morderstwami popełnionymi w XIX - wiecznej Anglii – zbadać tę prawdziwą, o której trąbą media. 
Tak się składa, że mistrzynią gry jest córka policjanta, nadinspektora Wydziału Zabójstw, rozwiązującego zagadkę wspomnianego wyżej morderstwa. W międzyczasie zostaje popełnionych jeszcze kilka innych morderstw, które z pozoru są różne, ale dopiero ta grupka nastolatków wejdzie na trop seryjnego mordercy, kryjącego się za tymi wszystkimi zbrodniami.

Wiem, brzmi mało przekonująco, że małolaty potrafią dokonać coś, czego nie zrobiła policja, ale w książce wygląda to już bardziej realistycznie. Dzieciaki mają zmysł analitycznego myślenia, a do tego dzięki mistrzyni gry, pomoc dziadka – aptekarza, dostęp do raportów policyjnych i pewnego weterana wojennego, byłego komandosa z Navy SEALs (to ta jednostka w 2011 roku namierzyła i uśmierciła Osamę bin Ladena). 

Kiedy fabuła dociera do morderstwa pewnego bankrutującego playboya, pozornie wydaje się, że jego śmierć nie ma nic wspólnego z seryjnym morderstwem. Podobnie jak porwanie matki mistrzyni gry. Ale nie! Układanka pomału ładnie się składa, a ostatnim elementem jest scena rozgrywająca się w piwnicach dawnej wytwórni win.

Ostatnie dwieście stron czytałam rozemocjonowana. Nie mogłam doczekać się rozwiązania zagadki, a w międzyczasie przypominałam sobie, mających z tą książką wiele wspólnego -  Lisbeth Salander (z trylogii Larssona) i Dextera Morgana (tak, tak – z tego serialu sieci Showtime).

Pierwsza połowa książki wcale nie wskazywała na to, że jest to kryminał, bo zarówno same morderstwa, jak i śledztwo odgrywały niejako poboczną rolą dla zupełnie obyczajowej powieści. Ale nie poddawajcie się! Cierpliwości, bo druga część książki jest już głównie dochodzeniem do rozwiązania tajemnicy seryjnego mordercy. 



I wszystko byłoby super, gdyby nie okładka! Daję duży minus dla pomysłodawcy, który chyba nie przeczytał książki. Dlaczego na okładce nie ma, bardzo współgrającego z treścią, wilka? Tego zupełnie nie pojmuję. I w związku z tym postuluję, aby przy okazji kolejnego wydania to zmienić. Nie kupiłabym tej książki przez okładkę właśnie.


Ale Wy skoro już wiecie, że okładką w tym przypadku sugerować się nie powinno, szukajcie tej książki w księgarniach już w najbliższą środę, 8-go października, bo właśnie w ten dzień jest jej premiera. Życzę miłej, emocjonującej lektury :)


Za recenzencki egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu MUZA SA



6/6
___________
Isabel Allende – „Ripper. Gra o życie” (tyt. oryg. „Ripper”); wyd. MUZA SA 2014

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: 


4 komentarze:

  1. Fakt okładka słaba i rzeczywiście nie pasuje do treści. Zaczęłam czytać kiedyś jedną książkę Allende, ale mnie jakoś nie potrafiła skłonić do dokończenia albo może to nie był ten czas, nie wiem. W każdym bądź razie dobry kryminały cenię

    OdpowiedzUsuń
  2. Niemalże przed chwilą czytałam inną opinię o tej książce i Twoja jest bardziej pochlebna. Aż muszę sama sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...