wtorek, 5 maja 2015

O czym szepcze prowincja? Joanne Harris - Czekolada


„Nie od razu, mówił Guillaume, akceptuje się w Lansquenet nowo przybyłych. W niedzielę curé Reynaud wygłosił tak zjadliwe kazanie na temat wstrzemięźliwości, że otwarcie La Céleste Praline w ten właśnie poranek wydawało się po prostu prztyczkiem w nos kościoła. Caroline Clairmont, która w poście zaczyna dietę odchudzającą, szczególnie ostro i głośno perorowała swoim przyjaciółkom przed kościołem, że to jest „wręcz gorszące, jak te historie o upadłej moralności w Rzymie, i jeżeli ta kobieta, moje kochane, myśli, że może wtranżolić się do miasta niczym królowa Saby… i tak obrzydliwie afiszuje się swoim nieślubnym dzieckiem… i och, te czekoladki?, nic nadzwyczajnego, moje kochane, o wiele za drogie…”.
Ogólnie te panie doszły do wniosku, że „to” – czymkolwiek jest – nie przetrwa. Za dwa tygodnie już mnie tu nie będzie. A jednak liczba moich klientów od wczoraj się podwoiła. Przyszło nawet kilka kum madame Clairmont, chociaż z oczami trochę błyszczącymi wstydliwie szeptały między sobą, że tylko przez ciekawość, że tylko chcą zobaczyć na własne oczy.”*

Trafiła mi się brzydka, filmowa okładka...


Bardzo się cieszę, że fabuła dawno oglądanego filmu z Juliette Binoche i Johnny Depp’em (ach te jego oczy! ;)) zupełnie wyleciała mi z głowy. Miałam w głowie tylko mętne przebłyski o sklepie z czekoladą i romansem dwojga bohaterów. Nic więcej. Całe szczęście, bo dzięki temu z otwartą głową rozpoczęłam czytanie książki.

Nastawiłam się na przyjemne, niezobowiązujące i relaksacyjne 250 stron – adekwatne na zakończenie kwietnia i początek przedłużonego majowego weekendu. Tymczasem dopadło mnie zaskoczenie. Pod pozorem małomiasteczkowej historyjki ukrył się ciekawy społeczny przyczynek do dyskusji nad innością, nieprzystawaniem do schematu, nad wykraczaniem poza ustalone ramy społecznego wzorca.


Vianne Rocher przybywa do miasteczka wraz z córką Anouk w najgorętszym czasie karnawału. Tłusty wtorek to ostatki przed chudym okresem postu poprzedzającym Wielkanoc. Podczas, kiedy proboszcz na kazaniu grzmi o wstrzemięźliwości – ona decyduje się otworzyć właśnie sklep z czekoladą. A to nie przystoi ani do czasu, ani do miejsca. Taki sklep to ona może sobie otworzyć w Paryżu, albo Marsylii, a nie w bogobojnym miasteczku proboszcza Reynauda. A poza tym ta Rocher jest taka wesoła, barwna i tak łatwo nawiązuje znajomości z mieszkańcami. To jest bardzo podejrzane. Tak nie może być! A niechby, odpukać,  stało się tak, że ta bezbożna panna z dzieckiem sprowadzi na złą drogą dobrych parafian? Całe szczęście przyboczna gwardia parafian, wśród których jest Caroline Clairmont i monsieur Muscat – jeszcze pokażą tej kobiecie, że świętość trzeba święcić.

Tymczasem… ta bezbożna Rocher nie tylko otwiera sklep z czekoladą (och, co za cuda tam można kupić – przeróżne smakowite praliny, czekoladę do picia, a nawet domek Baby Jagi), a przy tym - oferując swoje specjały z całą sympatią zjednuje sobie przychylność wielu mieszkańców miasteczka. Jest taka ciepła, wysłucha, doradzi, pomoże w kontaktach babci z wnukiem, a nawet uświadomi pewną żonę, iż nie warto tkwić w związku, który wyrządza szkodę.
Dwie racje, dobro i zło mają swoich przedstawicieli, którym autorka umożliwiła przedstawienie swoich argumentów. Kto wygra? – dyktatorski ksiądz, czy może namawiająca do postnego grzechu Vianne Rocher?


Jestem zaskoczona tą książką. Joanne Harris udało się zbudować ciekawy rys społeczny pozornie sennego, prowincjonalnego Lansquenet, w którym zwyczajne dni aż buzują od nadmiaru ludzkich emocji, cech i przywar: miłości (człowieka do zwierzęcia, wnuczka do babci), strachu i odwagi jednocześnie (żony do męża), zawiści, zachłanności, chciwości, próżności. Nowoprzybyła Rocher i czasowo stacjonujący Cyganie stają się nie tylko pożywką dla plotek i powodem uwypuklenia zawiści małej społeczności, ale także zapalnikiem dla eskalacji nienawiści. Czy słusznie oskarżani są za deprawację mieszkańców? I czy ich pojawienie się może wywrzeć jakiś pozytywny skutek? Czy chodzenie do kościoła lub nie – warunkuje moralny kręgosłup,  czy inność to zaleta, czy wada, a także - czy zdanie „Papudze na wolności wróble nie dadzą przetrwać rozdrażnione jaskrawością papuziego upierzenia.” jest adekwatnym komentarzem dla prowincji?


Mało być lekko i przyjemnie, a dało sporą dawkę przemyśleń. Bardzo, bardzo interesująco skonstruowana opowieść. Jestem zaskoczona i zadowolona. Na plus dorzucam jeszcze obrazowość opisów, które w „Czekoladzie” zachwyciły mnie nie mniej, niż w „Kronikach Portowych”:

„Na tej krzykliwej wsi ludzie są bezbarwni. Kolor to luksus, źle wygląda. Jaskrawe kwiaty przydrożne to chwasty nachalne i bezużyteczne.”

„- Jest w dechę. – Zuchwale wypuścił z ust to określenie jak dym z palonego potajemnie papierosa.”

„Jego ton był aż śliski od antypatii, wąskie suta jeszcze bardziej niż przedtem zwierały się jak ostryga.”

„ Teraz wzburzona Joséphine zacisnęła pięści. Odpowiedziała głosem tłukącym się jak zamarznięte szkło.”

„-Proszę – powiedziała Caroline tonem lekkim, sztucznie wesołym, jej uśmiech był słodki jak lukier i taki, jakby sobie na mnie ostrzyła zęby.”

„Jej uśmiech był tak polakierowany jak jej włosy.”

„Oczy miała jak noże. Po raz pierwszy zobaczyłam Joséphine taką, jaką była dziesięć lat temu, zanim Paul-Marie Muscat zgasił ją, uczynił z niej niezdarę. Bała się obłędnie, ale pod tym obłędem zobaczyłam zdrowy rozum, który normuje temperaturę serca.”

„Zdzielił ją uśmiechem jak zaciśniętą pięścią.”

„Odwrócił się raptownie. Ponury. Oczy miał jak ostrza sierpów.”

„Strzeliła we mnie spojrzeniem o mocy lasera.”

„Czuję się lekka, niekonkretna, jak puszek mlecza gotowa ulecieć z każdym wiatrem.”



Na koniec kilka okładek - wśród nich, kilka bardzo adekwatnych do treści.
Które podobają się Wam najbardziej?



Lubię tę Czekoladę ;)
5/6
__________________
* cytaty: Joanne Harris – Czekolada (tyt. oryg. Chocolat, przekł. Zofia Kierszys)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:


8 komentarzy:

  1. Też mam tę nieładną okładkę. ;/
    A sama książka cudna. I film też. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie filmu nie pamiętam, ale książka mi w zupełności wystarczy ;)

      Usuń
  2. A nie miałaś wrażenia, że akcja tej książki nie dzieje się we współczesności, tylko jakieś kilkadziesiąt lat wcześniej?

    Ja cały czas miałam takie odczucie. Tak zresztą też wynika z adaptacji filmowej.
    Dzięki temu cała historia wydaje się bardzo magiczna, nieco oderwana od rzeczywistości. Świetna powieść. Polecam jej obie kontynuacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, miałam takie wrażenie, aż do momentu, dy któryś z bohaterów... rozmawiał przez telefon komórkowy ;)

      Usuń
  3. Widziałam film "Czekolada" i zakochałam się w nim bez reszty. I - wstyd przyznać - nie wiedziałam, że jest książka! Więc... muszę to naprawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmu już nie pamiętam, a książkę polecam :)

      Usuń
  4. Czytałam :) Miałam angielską wersję z tą granatową okładką - bardzo mi się podoba, ale niestety, zaginęła :(
    Ubolewam ogromnie nad brakiem "Rubinowych czółenek" - nigdzie nie mogę ich znaleźć; na Allegro widziałam raz, ale w takiej cenie, że tylko smętnie spuściłam oczy...

    Książka jest cudowne, tak jak Claudette miałam wrażenie, że akcja dzieje się kilkadziesiąt lat wcześniej, i bardzo mi się to podobało :)
    Joanne Harris polecam również "Dżentelmenów i graczy" - rewelacyjna :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...