piątek, 3 lipca 2015

"Cudze chwalicie, swego nie znacie" 4. Szlakiem zamków gotyckich - część I


W zeszłym roku jeden z naszych wakacyjnych wyjazdów skierował nas na Pałuki, gdzie to okolice przemierzyliśmy szlakiem piastowskim (tutaj podlinkowane: część I i II relacji).
Tematycznym wyłomem był wtedy Toruń – tam żelazny punkt to „gotyk na dotyk” i ruiny zamku krzyżackiego. Miasto piernika było zaś przyczynkiem do wyznaczenia kierunku tegorocznego wyjazdu.


Tym razem przemierzyliśmy Kociewie, Powiśle, Żuławy Wiślane i Mazury, czyli obecne regiony geograficzno-kulturowe, będące dawniej pruskimi ziemiami, na których swoje zamki wznosili Krzyżacy.


Naszą bazą wypadową był Malbork. Z okien naszego pokoju rozciągał się widok na zamek. Ale nie od tej stołecznej budowli krzyżaków rozpoczęliśmy zwiedzanie.




Dzień pierwszy spędziliśmy w Gniewie. Najpierw z przewodnikiem zwiedziliśmy wnętrza zamku.
Zamek jest obecnie obiektem turystyczno-komercyjnym (w dniu naszego zwiedzania dziedziniec przygotowano na wesele), który świetnie wykorzystuje swój historyczny potencjał.



Osobiście najbardziej podobały mi się oszczędne wnętrza zamkowej kaplicy i górny korytarz między wieżami, dzięki czemu zamek można było obejść dookoła.



Po zwiedzaniu przeszliśmy pod zamek (ale wciąż na zamkowych terenach), aby obejrzeć 24. Międzynarodowy Turniej Rycerski Króla Jana III Sobieskiego. Spodziewałam się, że trochę się podczas niego wynudzę (ten punkt programu był dedykowany najmłodszej osobie z naszego teamu, czyli Lilianie), ale dość niespodziewanie okazał się największym pozytywnym zaskoczeniem tego wyjazdu. Gonitwy turniejowe, czyli walki na kopie były bardzo emocjonujące i wciągające.
Zaś sama Liliana wraz z naprędce zebraną drużyną Dzikich Wiewiór zdobyła pierwsze miejsce w Plebeju (zabawa dla publiczności).
Tym samym nieśmiało snujemy już plany przyszłorocznej edycji turnieju wraz z noclegiem na zamku.


W Gniewie warto jeszcze przejść się po malutkim, ale dość urokliwym ryneczku oraz obejrzeć wnętrza zlokalizowanego nieopodal  kościoła św. Mikołaja z XIV wieku.



Dzień drugi to żelazny punkt programu naszego wyjazdu, czyli krzyżacki zamek w Malborku.


Ponad trzygodzinny spacer z przewodnikiem pozostawił niedosyt (a nie byliśmy na zamku pierwszy raz). Szkoda, że z uwagi na remonty i kolejne restauracje obiektu, w tym roku nie ma możliwości obejrzenia wieczornego spektaklu „Światło i dźwięk” (mając w pamięci ostatni – polecam) oraz (z tego samego powodu) nie są czasowo dostępne do zwiedzania: zamkowy kościół i wieża. Ale to nie ucieknie – wszak w Malborku pewnie pojawimy się jeszcze nie raz.


W ramach wtrętu - elementy fauny ;) Jako rasowa kociara nie mogłam odpuścić obfotografowania przyzamkowego kota malborskiego. Ten egzemplarz był bardzo przyjazny i miziasty. Jak widać poniżej - moja torba posłużyła mu chwilowo za poduszkę ;)



Obiad zjedliśmy na terenie zamku w restauracji Gothic, której szefuje Bogdan Gałązka, autor trzech już książek z przepisami czerpiącymi z kulinarnej tradycji epoki średniowiecza.



Pomimo tego, że rachunek za obiad nie należy do niskich, to jest wart swojej ceny. W pakiecie dostaje się nie tylko piękne wnętrze, bardzo sprawną obsługę i pogawędkę z szefem Gałązką, ale przede wszystkim obłędny i zaskakujący smak dań (regionalne sery, cielęcina z musem z kalafiora, lody sosnowe i szafranowe z własnoręcznie wyhodowanego szafranu! - na samo wspomnienie cieknie mi ślinka ;)). Musicie koniecznie przekonać o tych dobrach własne kubki smakowe lub… uwierzyć mi na słowo. Dodam, że restauracja  jest członkiem stowarzyszenia Slow Food oraz Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Pomorskie w ramach Europejskiej Sieci Regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego.


Kiedy wyszliśmy już poza mury zamku i przeszliśmy na malborskie Stare Miasto wpadliśmy w zadumę. Niestety - starówka malborska podzieliła taki sam los, co moje miasto rodzinne i wiele innych miast w Polsce po II wojnie światowej. Z trudem szukać tutaj zabytkowych kamieniczek – w ich miejscu stoją PRL-owskie klocki, które do zamku pasują jak pięść do nosa.

Kilkaset metrów od zamku znajduje się XIII- wieczny kościół św. Jana Chrzciciela. Stanowi on wielki dysonans – na tle bardzo dofinansowanego i cały czas restaurowanego zamku jest obiektem, który domaga się generalnego remontu i solidnego wypromowania na turystycznej gotyckiej trasie. Posiada bardzo ciekawe i jednak dość rzadkie sklepienia kryształowe, których ja osobiście nigdzie wcześniej nie spotkałam. Nawet teraz, takie zaniedbane są piękne. A jaki mogłyby wzbudzać zachwyt po renowacji… Zapamiętajcie ten obiekt przy okazji zwiedzania malborskiego zamku.




A skoro o kościołach mowa – dzień trzeci spędziliśmy w Pelplinie podziwiając pocysterską bazylikę katedralną Wniebowzięcia NMP na placu Tumskim.


Jest to jedna z najwyższych świątyń gotyku ceglanego w Polsce. Centralny ołtarz zaś jest drugim pod względem wysokości ołtarzem w Europie. A to nie wszystko, bo warto obejrzeć tam średniowieczne stalle (nareszcie wiem, jak wyglądają w nim misericordie) i przepiękne sklepienia kwiatowe.


Ta katedra to perła architektury bez dwóch zdań. Takiego zachwytu nie wzbudziła we mnie ani katedra gnieźnieńska, ani poznańska. 
Dodam, że w Pelplinie, nieopodal katedry, znajduje się Muzeum Diecezjalne, które w swoich zbiorach ma jedną z 48 zachowanych na całym świecie Biblii Gutenberga. Ponieważ nasza wizyta przypadła na poniedziałek – muzeum było zamknięte. Pamiętajcie więc, że Pelplin warto odwiedzać w pozostałe dni tygodnia.



To oczywiście jeszcze nie koniec. Ale aby Was nie zanudzić zbyt długim tekstem, postanowiłam go podzielić na dwa wpisy. Zapraszam zatem jutro na część II wakacyjnej opowieści. Zdradzę tylko, że w podsumowaniu zawarte będą nasze konkluzje, osobiste rankingi i garść przydatnych adresów i innych informacji. Zachowajcie czujność i do rychłego przeczytania ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...