sobota, 4 lipca 2015

"Cudze chwalicie, swego nie znacie" 4. Szlakiem zamków gotyckich - część II


Pierwszą część opowieści o naszej wyprawie szlakiem zamków gotyckich zakończyłam (nietypowo jak na temat) pocysterską bazyliką katedralną w Pelplinie. To był dzień trzeci zwiedzania.

Czwartego dnia pojechaliśmy do Kwidzyna. Tam zwiedziliśmy Zamek Kapituły Pomezańskiej oraz "przyklejoną" do niej Konkatedrę św. Jana Ewangelisty. 


To dość nietypowy zespół budowlany. Zacznijmy jednak od zamku. Jako bryła architektoniczna – warto było go obejrzeć choćby z uwagi na najdłuższy na świecie arkadowy ganek prowadzący do gdaniska (wieży sanitarnej). Zamek niegdyś miał zamkniętą formę na planie kwadratu, jednak od szczytu katedry część go została rozebrana jeszcze za czasów pruskich na przełomie XVIII i XIX wieku.

Ściana katedry z widocznymi pozostałościami po zamku

W samym zamku najciekawszym chyba elementem była wieża studzienna, natomiast same wnętrza zatraciły swój charakter. Jedyną pozostałością są odtworzone sklepienia. Zamek na przestrzeni wieków poza siedzibą biskupstwa pomezańskiego pełnił również rolę sądu i więzienia. Obecne wystawy (przyrodnicze, etnograficzne, artystyczne i archeologiczne) nijak mają się do charakteru zamku. Jedyną wystawą, która łączy gotycką bryłę z dawnymi czasami jest prezentacja krzyżackich strojów.


Trudno jednak szukać tutaj pozostałości biskupstwa. Na pocieszenie dodam, że w prawie każdym pomieszczeniu umieszczone są XIX- wieczne ręcznie zdobione, niepowtarzalne piece kaflowe.

Ponieważ zamek „sklejony” jest z konkatedrą – nasze kroki najpierw skierowaliśmy do sąsiedzkiego Tabularium (sklep z pamiątkami), aby już z umówionym przewodnikiem przejść do wnętrza kościoła.


Tutaj ciekawostka – w kościelnym pomieszczeniu (dawniej Sali katechetycznej, a obecnie krypcie) przy pomocy georadaru odkryto szczątki ludzkie. Po badaniach domniemuje się, iż są to szczątki trzech mistrzów krzyżackich: Wernera von Orselna, Ludolfa Königa von Wattzau oraz Henryka von Plauena. Oprócz wielkich mistrzów warto również dowiedzieć się o Dorocie z Mątowów, która podobno dała się zamurować w celi przy kościelnym prezbiterium.
Samo wnętrze katedry również jest ciekawe, choć restauracja niektórych polichromii daje wiele do życzenia. Zwiedzanie krypty i katedry wspominamy tym milej, że oprowadzał nas fenomenalny przewodnik, który zaopatrzył  nas w wiele nowych historycznych informacji i hipotez.

Wracając z Kwidzyna do naszej kwatery w Malborku na chwilę zatrzymaliśmy się jeszcze przy zamku w Sztumie. Tutaj niestety rozczarowanie – zamek, a raczej jego pozostałości nie są dostępne turystycznie. Jedyną możliwością jest tylko obejście od zewnątrz lub (jeśli ma się szczęście umówienia z miejscowym bractwem rycerskim) dodatkowo obejrzenia zbrojowni.


Dzień piąty to pożegnanie z Malborkiem i obranie kurs na mazurską Ostródę. Ale zanim tam dojechaliśmy – zaserwowaliśmy sobie dwa postoje. Najpierw zjechaliśmy z drogi krajowej nr  22, aby w małej wiosce Fiszewo obejrzeć pozostałości gotyckiego kościoła z XIV wieku.



Prezbiterium kościoła uległo  zniszczeniu w 1754 r., ale zostało odbudowane latach 1897–1898. Ponad piętnaście lat później odnowiono również dach i wieżę kościelną. Niestety po pożarze  w 1948 roku nie został już naprawiany, czego efektem są zarośnięte chaszczami ruiny.


Z Fiszewa wróciliśmy na drogę nr 22, a następnie za Elblągiem z drogi S7 poczyniliśmy zjazd na Małdyty, aby tam zjeść obiad w Zajeździe pod Kłobukiem. Zajazd ów brał udział w programie Kuchenne Rewolucje, ciekawa więc byłam jak restauracja broni się smakiem po zmianach dokonanych przez Magdę Gessler.

Karta, mój obiad i chodząca po ogródku fauna, czyli kot kłobucki

No i tak – cała nasz trójka była zadowolona. Nasze obiady były naprawdę smaczne. Warto było nadłożyć drogi.


Kiedy już dojechaliśmy do Ostródy, dopadło nas kolejne rozczarowanie na miarę zamku kwidzyńskiego. Pomimo tego, że zamek  w Ostródzie pod koniec XX wieku (po zniszczeniach na skutek II wojny światowej) został dość wiernie odbudowany, to jego wnętrza  i dostępne wystawy nie mają już nic wspólnego z Krzyżakami.



Po dość szybkim obejrzeniu zamku zrobiliśmy sobie spacer po mieście zakończonym dużą porcją lodów zjedzonych w sąsiedztwie ostródzkiego molo przy jeziorze Drwęckim.



Dzień piąty zakończyliśmy noclegiem w dość przyjemnym i kameralnym podostródzkim hotelu Sajmino w Kajkowie.


Dzień szósty ponownie w trasie. Tym razem w programie ukłon w moją stronę, czyli zwiedzanie skansenu w Olsztynku. Dużo sobie po nim obiecywałam. Wszak tamtejsze Muzeum Budownictwa Ludowego znane jest jako jeden z większych Parków Etnograficznych.






Rzeczywiście zajmuje on dość rozległy teren, ale nie jest na tyle atrakcyjny jak chociażby zwiedzany w zeszłym roku skansen w Dziekanowicach (okolice Ostrowa Lednickiego). W Olsztynku nie są dostępne do zwiedzania wnętrza wszystkich chat – niektóre trzeba oglądać przez pleksi. Owszem - jest zagrodowy zwierzyniec, ale nie wszędzie zostały utrzymane przy obejściach chat warzywniki, które w Dziekanowicach były dość liczne. Rozległość terenu skansenu w Olsztynku ma jednak jeden niewątpliwy plus – wymusza długi spacer, co akurat jest dobre dla formy i apetytu.


A skoro już mowa o apetycie – początkowo planowałam, że obiad zjemy w karczmie przy skansenie. Okazało się jednak, że zlokalizowana niedaleko restauracja Zielarnia również jest po Kuchennych Rewolucjach Magdy Gessler. Postanowiliśmy to sprawdzić.


To był dobry krok, bo zarówno obiad jak i desery były przepyszne z zachowaniem niewygórowanej ceny. Jedyny minus to zbyt długi czas oczekiwania na deser. Myślę jednak, że to akurat jednostkowy przypadek, a nie norma – wszystko wskazuje na to, że pani kelnerka po przyjęciu zamówienia zupełnie o nim zapomniała. Po półgodzinnym oczekiwaniu upomniałam się o nasze porcje i te na naszym stole pojawiły się już ekspresowo. Smak jednak broni tę restaurację, więc gorąco polecam.


Posileni wsiedliśmy do naszej cytryny i pojechaliśmy zwiedzać ostatni punkt naszej wyprawy. Skoro tematem przewodnim byli Krzyżacy – pojechaliśmy tam, gdzie ponieśli oni sromotną klęskę, czyli do Stębarku, aby zwiedzić Muzeum Bitwy pod Grunwaldem.


Tam, na wzgórzach dylewskich pod Grunwaldem usłyszeliśmy interesujące wiadomości na temat nie tylko Krzyżaków i samej bitwy, ale również znaczenia pomników, które stoją na tym terenie i upamiętniają wydarzenie sprzed 605 lat. Gdyby nie nasz przewodnik, Pan Leonard pewnie zabawilibyśmy tam niespełna pół godziny. A tak nie wiadomo kiedy szybko upłynęło nam 2,5 godziny. A później... home, sweet home ;)



Na koniec nasze konkluzje po tegorocznym wyjeździe:
Wniosek pierwszy: Malbork jako sztandarowy zabytek pokrzyżacki jest bardzo wypromowany, a pieniądze na jego renowacje z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (któremu podlega bezpośrednio) płyną szerokim strumieniem. To dobrze, ale na jego tle widać jak bardzo niedofinansowane są inne obiekty na tym gotyckim szlaku.  Jedynym wyjątkiem jest Zamek Gniew, który swój walor turystyczny może wzmacniać dzięki m.in. funduszom  z prowadzonej na jego terenie działalności hotelarskiej. Szkoda, że tak atrakcyjny, o dużym potencjale szlak kulturowy nie ma jednolitej polityki promocyjno-finansowej, co mogłoby się przełożyć na większy potencjał turystyczny.


Wniosek drugi: Wszędzie, gdzie tylko to było możliwe, zwiedzaliśmy obiekt z indywidualnym przewodnikiem. Dzięki temu zwiedzanie było pełniejsze (wyjątkiem był tylko zamek w Ostródzie i skansen w Olsztynku). Gorąco zachęcam do takiej formy zwiedzania. Może i cena biletu wzrośnie, ale wierzcie mi, ma to swoje dodatnie przełożenie – żaden książkowy przewodnik nie powie Wam tyle, co żywy człowiek, zwłaszcza, kiedy z wykształcenia jest historykiem.


Wniosek trzeci: Polska jak długa i szeroka – turystycznie ma sporo do zaoferowania. Wystarczy tylko poświęcić trochę czasu, aby wyznaczyć interesującą marszrutę.


____________________________________
Przydatne adresy:
Gniew: zamek



2 komentarze:

  1. O - byłaś blisko mnie: do Gniewu mam 50 km, do Malborka 60 km. Łatwo się domyślić, że w związku z tym często jeździmy w te miejsca z dziećmi. Jednak najczęściej do Malborka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam turniej w Gniewie :) (jeżeli jeszcze nie byłaś).

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...