niedziela, 23 sierpnia 2015

"Szczęśliwe małżeństwo to nie oksymoron"*. Fawn Weaver - Klub szczęśliwych żon


„- Uwielbiam małżeństwo – wrzeszczałam. – Kocham być żoną. Czemu nikt nie mówi dobrze o życiu po ślubie? 
Keith tylko trzymał mnie za rękę, gdy szliśmy. Minęło kilka cichych chwil.
- Wiesz co? Założę klub dla żon takich jak ja. Kobiet, które uwielbiają być żonami. Nazwę go… - zamilkłam, by wymyślić jakąś genialną nazwę – Klub Szczęśliwych Żon!”



Zwykło się mawiać: „Do trzech razy sztuka!”. W przypadku małżeństwa oczywiście dobrze byłoby, gdyby szczęście dopisało już za pierwszym razem i trwało do grobowej deski. Ja odliczyłam do dwóch i wygląda na to, że druga szansa jest już tą szczęśliwą.

Czy jednak uważam się za szczęśliwą żonę? Zdecydowanie tak. Może i nie mam szczęścia w totka, ale w miłości owszem. Mój drugi mąż to mężczyzna na miarę moich marzeń. Być może brzmi to jak przechwałka, ale czy o dobrym małżeństwie należy milczeć? Jak wiele spotykacie osób, które narzekają na małżeństwa, a ile chwiali sobie małżeństwo? A jak Wy możecie określić swój związek? Jest jak idealny, starannie wykonany i dobrze układający się na ciele garnitur od krawca, czy może niedopasowaną do figury i z rozłażącymi się szwami tanią masówką z sieciówki?

Pytania o dobre małżeństwo zadawała sobie Fawn Weaver. Zastanawiało ją, czy tylko ona ma takie szczęście, czy może na dobry związek jest jakaś recepta? Odpowiedzią na te pytania jest właśnie „Klub szczęśliwych żon”. Plan był taki, aby objechać dziesięć krajów na kilku kontynentach i wypytać pary z minimum 25-letnim pożyciem małżeńskim o ich sekret dobrego związku. 

Czy zaskakującym jest fakt, iż bez względu na szerokość geograficzną i narodowość powielają się zasady, na których oparte są szczęśliwe małżeństwa? Myślę, że nie, bo pewne zachowania są uniwersalne bez względu na to gdzie, kiedy i z kim żyjemy.

Najważniejszy jest oczywiście wzajemny szacunek i zaufanie. To dominanty, które powtarzały się za każdym razem:

„Gdy wreszcie zasiadłyśmy, podjęłam temat i zadałam Erlindzie to samo pytanie, które zadaję większości par, które cieszą się małżeńskim szczęściem od dwudziestu pięciu lub więcej lat.
- Gdybym jutro wychodziła za mąż, a ty mogłabyś dać mi tylko jedną radę, jak zapewnić swojemu małżeństwu trwałość do końca życia, to jakie wartości uznałabyś za najważniejsze?
- Szacunek. I zaufanie – powiedziała to niemalże natychmiast. Ledwo zdołałam skończyć pytanie.
(…) Dotychczas byłam w siedmiu krajach, które reprezentowały szeroki wachlarz kultur, rodzinnych tradycji, wartości i wyznań. Od Chorwacji po Kalifornię, przez Afrykę Południową i Filipiny, gdziekolwiek zadałam kobietom to jedno pytanie, właściwie natychmiast otrzymywałam tę samą odpowiedź. (…) wyglądało na to, że wszystkie klucze do wspaniałego małżeństwa sprowadzają się do tego jednego, uniwersalnego i spójnego sekretu.”

To oczywiście nie wyczerpuje innych składowych warunkujących zgodne i trwałe pożycie, tych jest wiele: umiejętność bycia ze sobą, wspólne rozmowy, umiejętność pokojowego rozwiązywania konfliktów, fizyczna bliskość, codzienne rytuały, wspólne pasje, ale i akceptacja odmiennych zainteresowań i różnic, dużo uśmiechu, radość z tego, co się ma, miłe gesty bez specjalnych okazji, unikanie czepialstwa o bzdury.

„Jeśli chcesz mieć szczęśliwe małżeństwo, czepiaj się tylko tych spraw, które mają znaczenie.”

„Nigdy nie obrażaj drugiej strony – wtrąciła prędko Bonnie.”

„Myślę, że jedną z najważniejszych cech naszego małżeństwa – powiedział Ray – jest fakt, iż nigdy nie pomyśleliśmy, że ta druga osoba jest naszą własnością, że musimy się kontrolować. Wszystko, na co się w życiu zdecydowaliśmy, przegadaliśmy ze sobą wcześniej. Jak w korporacji, w której zarządem jesteśmy my. To dotyczy wszystkich obszarów życia – dodał – od wychowania syna po finanse.”

„Kiedy pojawi się problem, trzeba razem walczyć – powiedziała Estrellita (…). – To jest katastrofa, że w większości przypadków pary nie chcą walczyć razem. Zamiast tego walczą przeciwko sobie nawzajem.”

„- Bhubi, wiesz może, jaki jest sekret udanego małżeństwa? (…)
- Och wiem! (…) Jeśli dajesz, to otrzymujesz. Najważniejsze w udanym małżeństwie jest to, co dajesz.”

Mogłabym sypać tutaj jeszcze wieloma cytatami i wymieniać cechy składowe udanego związku. Chciałabym jednak namówić Was na lekturę tej książki. Jest napisana prostym językiem, ale zawiera dużą dawkę życiowej mądrości. Owszem, fragmentami trochę nużyło mnie to, że wywiady z parami są niejako na doczepkę do opisu wspaniałego małżeństwa autorki, ale dobrym balansem do momentami przesłodzonego tonu, były ciekawe fragmenty o długim dojrzewaniu autorki do macierzyństwa.

Moim zdaniem tę książkę powinno wręczać się zamiast kwiatka każdej parze nowożeńców. Jak również tym osobom, które będąc po rozwodzie wątpią w instytucję małżeństwa, ale też zakochanym parom, aby mogły się utwierdzić, że znają sekret dobrego związku. Praca nad sobą i związkiem procentuje. Szczęśliwe małżeństwo to nie jest oksymoron. Mając na uwadze własne doświadczenia – z pełnym przekonaniem przyznaję rację autorce „Klubu szczęśliwych żon”.


„Udane małżeństwo to nie fizyka kwantowa (…) To po prostu kwestia wyboru. Jeśli szczęście w małżeństwie i w życiu jest ważne, człowiek musi tylko podjąć decyzję, że nie zgadza się, by czynniki zewnętrzne czy też niedobre myśli sprowadziły go z obranego kursu.”


5/6

Książkę do recenzji przekazało wydawnictwo MUZA SA
_____________________________
* cytaty: Fawn Weaver - Klub szczęśliwych żon (Happy Wives Club), wyd. MUZA SA 2015

2 komentarze:

  1. Małżeństwo to dla mnie jak na razie tak odległa rzecz, że raczej nie przyda mi się ta książka, jednak będę polecała. Tak się akurat składa, że znam jedną parę przyszłych małżonków!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka zamiast kwiatka to zawsze dobry pomysł ;)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...