niedziela, 2 sierpnia 2015

"Cudze chwalicie, swego nie znacie" 5. W Konstancinie, tam gdzie Park Zdrojowy... i solankowa tężnia


Jakoś nigdy wcześniej się nie złożyło, abym pojawiła się w konstancińskim Parku Zdrojowym. Na tyle to dziwne, że przecież przez dwa lata mieszkałam po sąsiedzku w Piasecznie. Wycieczkę ówcześnie do Konstancina miałam jedną, ale konkretną – do STOCERU celem zszycia uśmiechu na brodzie ;), którego dorobiłam się spektakularnie przelatując przez rowerową kierownicę. Konstancin „zwiedzałam” też linią turystyczną, jak zwykłam mawiać na autobus linii 710, którego trasa na dystansie Warszawa-Piaseczno ciągnie się niemożebnie objeżdżając przy okazji pół Konstancina. Wtedy też z okien autobusu ujrzałam Starą Papiernię, o której będzie później. Nadszedł jednak ten dzień, że bliska wycieczka w końcu mogła mieć miejsce.



Tężnia solankowa w Konstancinie, która rozpyla przyjemną mgiełkę - przyzywa wielu chętnych do inhalacji. Nie inaczej było również dzisiaj w tę upalną, sierpniową niedzielę. Tak sobie myślę, że to nawet dobrze, bo to super miejsce dla warszawskich mieszczuchów, którzy marzą o wypoczynku w zielonym ogródku. Tutaj mogą rozłożyć leżak lub kocyk na trawniku wokół tężni, wdychać solankowe powietrze i patrząc na zieleń drzew – myśleć o niebieskich migdałach ;)



My, jako że przydomowy ogródek mamy na co dzień – siedzieliśmy wewnątrz tężni i uskuteczniliśmy spacer po Parku Zdrojowym, co było bardzo przyjemne, pomimo upału. 


Aby wciąż było w temacie książek – proszę, oto konstanciński bookstop, po naszemu budka z książkami. Wprawdzie wybór marny, dużo odrzutów i kilka folderów, ale inicjatywa zacna. Może nadejdzie dzień, że zaczną tam trafiać i ciekawsze książki? :)


A później wsiedliśmy do szklarni, będącej zazwyczaj samochodem (zwykle samochód z uwagi na kolor nazywany jest cytryną, ale tym razem przez wysokie osiągi temperaturowe wewnątrz inna nazwa nasuwa się sama) i podjechaliśmy do nieodległej Starej Papierni. Po drodze oczywiście podziwialiśmy jeszcze piękne wille z końca XIX i początku XX wieku, które w Konstancinie jeszcze się ostały. Przyjemne oku takie twory architektury. Springer nie powinien narzekać ;)
Dojechaliśmy zatem do innej architektonicznej perełki, czyli Centrum Handlowego Stara Papiernia, które papiernią rzeczywiście kiedyś było. Później zamieniło się w małą ruinę, współcześnie jednak została pięknie odrestaurowana i funkcjonuje  jako miejsce publiczne. Takie wnętrza to ja lubię – cegła, beton i duch czasów. A w środku m.in. House of Cheese, w którym zakupy zrobiły nam dzisiejszą kolację. 

Sery: kozi Valencay, Saint-Nectaire (cudnie śmierdzący), Epoisess (jak widać, urodziwy nie jest, ale nadrabia smakiem), bryndza sądecka, bagietka na zakwasie i czerwone wytrawne wino - to lubię :)


No i co? Niby nic, niby niedaleko, niby bez większych przygotowań do eskapady i jednak krótko, a dzień upłynął przyjemnie. Zapamiętajcie ten adres warszawskie mieszczuchy ;)


___________
Tężnia solankowa w Parku Zdrojowym - Konstancin-Jeziorna, ul. Sienkiewicza
C.H. Stara Papiernia - Konstancin-Jeziorna, al. Wojska Polskiego 3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...