niedziela, 4 października 2015

"Hau, hau, how are you?" Magdalena Samozwaniec - Angielska choroba


- Czy dyrektor cyrku?
- Tak. A czego pan sobie życzy?
- Chciałbym się do pana zaangażować.
- A co pan umie, jaka jest pana specjalność?
- Piszę, czytam, bawię się piłką, oglądam telewizję.
- Pan sobie chyba ze mnie kpi, to przecież każdy potrafi…
- Tak, ale ja jestem pies.
Tę anegdotę zna każdy z was. Zacytowałem ją, aby się wytłumaczyć z pewnych błędów, wypaczeń i niedociągnięć, które mogą się zakraść do moich wspomnień. Ale ja jestem pies.*

A na zdjęciu kot ;)


W warszawskim mieszkaniu na ulicy Kruczej mieszka Florek z Różyczką. Florek to pies – kundelek. Weterynarz mawia, że Florek nie jest nierasowy, ale wręcz przeciwnie – wielorasowy. Sam pies zaś uważa się za jamnika. Kiedyś miał kompleks niższości, ale kiedy osiągnął dorosły wiek trzech lat – postanowił się tym nie przejmować. Ma swoje zwyczaje i rzeczy, które lubi bardziej lub mniej. Na ten przykład hałas – lubi tylko ten, który sam generuje. A jeśli chodzi o czekoladki, to jest jak kobieta.

Jego pańcia, Pani Róża kocha psiaka nad życie. On ją zresztą też. Tym bardziej, że miło się mu kojarzy – z jedzeniem ;)
Różyczka jest młoda i ładna. Oczy ma jak czekoladki (lubię, ale ludzie wymyślili, że słodycze dla psów niezdrowe). Włosy jak złocisty makaron (nie jadam) i paluszki jak obrane różowe serdelki (pasjami lubię). W ogóle przeważnie lubię jadać to, co ludzie, a więc: wędliny, słodycze i wszystko, co niezdrowe.

Oprócz tego Florek jak każdy (rasowy lub i nie) pies – lubi się wylegiwać w łóżku. Oczywiście bywa, że leży też na podłodze, zazwyczaj u stóp swej pańci. Wtedy jest płaski jak chodnik i trzyma pyszczek na łapkach. Ale nic nie dorównuje kołdrze. To taka gra w „nie wolno”. Róża upomina, wesoło grozi palcem, ale przecież to tylko takie komedianctwo.
Szalenie nie lubię tych głupich awantur i wymówek: Kto był na moim tapczanie? Chodź tu, Florianie, spójrz mi w oczy. Ach, ty podły psie, masz, masz, masz!
Niby to skruszony jak zając chowam się pod stół i usiłuję drżeć cały. Tego rodzaje historie powtarzają się niemal co dzień, dziwię się tylko, że one się Róży nie sprzykrzą. Bo ja, chociaż przepraszam i kajam się, ale poprawy nie obiecuję.

Mieszkanie na Kruczej odwiedzają przyjaciółki – łowczynie mężczyzn. Zamężne kobiety uważają za małpy usidlające przystojnych dżentelmenów i wikłające ich w ciąże. Same marzą o małżeństwie i dostatnim, beztroskim życiu, a póki co korzystają z paczek przesyłanych od rodziny z zagranicy. 

W Anglii, a ściślej – w Londynie mieszka matka Róży, która 20 lat wcześniej wyjechała z kraju (pozostawiając dziecko opiece babki) i w nowym miejscu wyszła ponownie za mąż. Matka i córka dawno się nie widziały, więc maman zaprasza Różę do siebie.

I tutaj problem: co z Florkiem? Wszak znacznie łatwiej psa jest wywieźć z Anglii, niż do niej go wwieźć. Owszem Florek mógłby na czas wizyty u mamusi pozostać w Polsce pod opieką absztyfikanta Róży, pana Stasia. No ale przecież, ani pies, ani jego pańcia nie wytrzymają takiej rozłąki.
Ostatecznie Florek trafia na statek zakamuflowany w torbie. Nie na długo. Już po pewnym czasie jego obecność odkrywa mała Szkotka polskiego pochodzenia, a po niej jeszcze kilka innych osób. Dla wszystkich Anglików Fleurek jest a lovely little dog i tak samo how sweet, jak te czekoladki, które sam uwielbia jadać.

Nie mniej ciekawie, co na statku – jest również u mamusi w Londynie. Florek ma tam zapewnione sporo atrakcji: jazdę piętrowym autobusem, wycieczkę na psi cmentarz (ale tylko w odwiedziny na grób pewnej pudelki Daisy) oraz sąsiedztwo z szaloną Pat, która kupuje samochód tylko po to, aby móc nim przewozić swojego jeża. Obserwuje też tamtejsze psy, szczególnie charty, o których sądzi, że są głupie, bo mają bardzo wąskie czaszki, więc i ich rozum nie ma gdzie się podziać.

Cel podróży Róży i psa to jednak głównie odwiedziny mamusi. A ta, zakorzeniona w nowej kulturze na dobre, jest bardziej angielska od Angielek. To taka snobka ęą, która nie pija herbaty, bo ta jest przeznaczona dla pospólstwa. Oczywiście Florek w swoich wspomnieniach sobie nie żałuje i kreśli dość zabawny obraz matki swojej kochanej pańci.
Podróż z przygodami kiedyś się kończy. A podróże kształcą. A Florek, po wojażach z przygodami łyknął nie tylko serdelki i czekoladkę, ale również nieco angielszczyzny. Od przyjazdu z zagranicy na swoim kwadracie przy Kruczej wita się ze znajomymi psami jak poliglota: Hau, hau, how are you.


„Angielska choroba” to pokłosie podróży Magdaleny Samozwaniec do Anglii. Jako że był to rok 1963, autorka przywiozła do Polski nie tylko obserwacje na temat „Nasi w kraju i zagranicą” (stąd rys polsko-angielskiej mamusi Róży) i materiały do książki o siostrze (Samozwaniec to rodzona siostra poetki Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej), ale też papier toaletowy i… jedzenie dla psa. Bo Florek to literackie wspomnienie Kruczka, psa którego właścicielką była Samozwaniec.

Opowieść, w której autobohaterem był jamnikowaty Florek, pierwotnie ukazywała się w odcinkach, które w 1964 r. publikował Przekrój. A w formie książki „Angielska choroba” wydana została dopiero w 1983 r. już po śmierci autorki.
Jest to krótka (zaledwie 100 stron), szalenie wciągająca opowieść utrzymana nie tylko w tonie dobrego humoru, ale i obrazująca zachowania „polskich Anglików” w okresie PRL-u. 
Magdalena Samozwaniec to przede wszystkim autorka tekstów satyrycznych, a "Angielska choroba" świetnie wpisuje się w ten rodzaj twórczości. Polecam lekturę tej publikacji nie tylko z okazji Światowego Dnia Zwierząt ;)

A ponieważ, jak wspomniałam wyżej, dzisiaj przypada święto zwierząt, na zdjęciach z książką, w roli modelki – nasza Misia. Wprawdzie to nie pies, a kot, ale podobnie jak Florek uwielbia wylegiwać się w pościeli ;)



6/6
_____________________
* cytaty: Magdalena Samozwaniec – Angielska choroba, wyd. ISKRY 1983

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Polacy nie gęsi, czytamy polską literaturę


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...