środa, 28 października 2015

Kto jest klawy, a kto frajer? Grzegorz Kalinowski – Śmierć frajerom


Nic wielkiego, ot, po prostu zaiwanią frajerom to i owo.
- Nic wielkiego! Powiedz jeszcze coś mądrego, a wyjdę z nerw!
- A frajerzy, kto to jest? – wymknęło się pani Zofii, a większość zgromadzonych popatrzyła na nią z politowaniem.
- Frajerzy to tacy, co się dają oszwabić albo okraść. Frajer to ktoś, kto sobie nie radzi, nie należy do ferajny.
- Czyli musimy z pana agenta zrobić frajera – uśmiechnął się major. – A przyjdzie nam to łatwiej , jeśli zwerbujemy lipkarzy?
- Ma się rozumieć! *


(fragment okładki)

Doliniarz to nie to samo, co lipkarz, ale oni obaj jednakowo nie są kasiarzami. Chociaż wszystkim chodzi o flotę w piterze. Niezłe z nich cwaniaki z ferajny, żaden kozak im nie podskoczy, to oni są klawi na chawirze. Po udanym szaberku piją czystą przezroczystą również na drugie nóżkie. A do tego meduza, bo meduza jest lepsza tylko z lornetą. Trzeba mieć dobrą makówkę, a będziesz sztyfcik w ancugu. Kapewu? ;)

Ciekawa jestem, na ile zrozumieliście powyższy, naprędce wymyślony tekścik ;) Taka mądrala ze mnie, bo czytając „Śmierć frajerom” trochę przesiąkłam warszawską gwarą, mimo że pospolity słoik jest ze mnie ;)

Pocztówka - Warszawa z lotu ptaka ok. 1916 r.
Znalezione na Warsaw on Postcards


Cofnijmy się w czasie o dobre 100 lat. Właśnie na świat przychodzi Heniek Wcisło. Wychowuje się on na ulicy wolskiej ulicy Dworskiej, która dopiero pół wieku później zostanie przemianowana na Kasprzaka, by uczcić tego, który bohatersko obronił tajną drukarnię. Na razie Polski wciąż brakuje na mapie świata. Warszawa przechodzi z rąk rosyjskich pod władztwo pruskie. Na niebie krąży wielki zeppelin, a już niebawem cytadela nareszcie przestanie blokować rozrost miasta na północ. Stolica powiększy się o kolejne dzielnice, na arenę wkroczy Piłsudski, a Mazurek Dąbrowskiego głośno zabrzmi w odrodzonym państwie.

Historia miesza się tutaj z fikcją: do Warszawy przyjeżdża Piłsudski, na froncie w wojnie z bolszewikami walczy Broniewski, a w pociągu do Zakopanego spotkać można Witkacego. W Warszawie zaś szemrane interesy prowadzą gangster Tata Tasiemka i kasiarz Szpicbródka. I chociaż Heniek Wcisło jest wymyślony, to pomysł na tę postać  wziął się od rodzinnych opowieści ojca autora.

(mapa Warszawy z 1924 r., reprint - wyklejka w książce)


Już wiem, gdzie szukać można Hrabiaka, a gdzie znajdowała się pachnąca czekoladą kamienica Fruzińskiego. Wiem również, o które dzielnice powiększyła się Warszawa w 1916 roku. Czytając tę powieść prześledziłam starą mapę Warszawy z 1924 roku (wyklejka w książce), a przede wszystkim na bieżąco wczytywałam się w historię Warszawy z pierwszych trzech dekad XX wieku i przetrząsałam Internet w poszukiwaniu zdjęć dawnego oblicza stolicy. „Śmierć frajerom” obudziła we mnie fascynację Warszawą. Odkrywam to miasto na nowo i inaczej spoglądam teraz na niektóre budynki, które zdarza mi się mijać codziennie po drodze do i z pracy.

Może znacie „Halo Szpicbródka” lub „Boso ale w ostrogach” Stanisława Grzesiuka? Jeżeli nie, polecam na dobry początek „Śmierć frajerom”. To dobrze skonstruowana łotrzykowska powieść o ludziach spod ciemnej gwiazdy, o Warszawie sprzed 100 lat, o sprycie, odwadze, determinacji i umiejętności korzystania z nabytej wiedzy. Dzieje się w niej dużo: ktoś porwie tramwaj, ktoś zorganizuje wielkie obrobienie jednego lokalu, ktoś będzie walczył, ktoś zginie, a inny nie. To jedna z lepszych przeczytanych w tym roku przeze mnie książek. Już czekam na połowę listopada, kiedy wyjdzie druga część losów Heńka Wcisły.



6/6
____________________________________________________
Egzemplarz do recenzji przekazało wydawnictwo MUZA SA

* Cytaty: Grzegorz Kalinowski – Śmierć frajerom, wyd. MUZA SA 2015
Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Polacy nie gęsi, czytamy polską literaturę


2 komentarze:

  1. Bardzo dziękuję za piękną recenzję i zapraszam na premierę II części - 18 XI 19.00 nowy BUW wystawa Muzeum Historii Polski. I proszę nie nazywać siebie słoikiem, słoictwo to nie pochodzenie to stan ducha! Słoik nie mieszka w Warszawie tylko w niej przebywa, nie interesuje go go to miejsce, a już tym bardziej nie widzi w nim niczego fascynującego. Słoik wraca na weekend "do siebie, do nas, do domu" a do Warszawy wyjeżdża. Warszawiakiem jest każdy kto tu mieszka z wyboru. Pozdrawiam Grzegorz Kalinowski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Grzegorzu, bardzo dziękuję za przemiły komentarz. Słoik już jakiś czas temu przestał dla mnie brzmieć pejoratywnie, obecnie odbieram go jako wyróżnik, że gdzieś indziej, na Dolnym Śląsku, mam miejsce, z którym też czuję się związana z racji urodzenia i zamieszkiwania przez lata szkolne.

      Do zobaczenia w BUW-ie :)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...