środa, 30 marca 2016

Uwaga! mamy ładnie! Filip Springer – Księga zachwytów


A może by tak coś pozytywnego? Ciągle tylko narzekanie! Uczmy, okazując dobre przykłady, a nie tylko krytykując! Takie głosy pojawiały się niemal za każdym razem, gdy decydowałem się krytycznie wypowiedzieć o polskiej przestrzeni. Nie ma wątpliwości – pole do krytyki jest duże, wręcz nie ma granic. Rzeczywistość nam skrzeczy, na każdym kroku natykamy się na dowody architektonicznej przesady, dzieła zbudowane z kiczu albo takie, w których ktoś postanowił odpuścić sobie troskę o jakąkolwiek formę. Ciasne osiedla, kolorowe bloki, pseudodrapacze chmur, weneckie pałace pośrodku mazowieckich równin. Dość. Architektoniczne portale i fanpejdże na Facebooku pękają od takich przykładów. Arkitekczer w Polsce kwitnie. A co z architekturą? *


Z książkami Filipa Springera tak już mam, że co przeczytana kolejna, to zachwyt. Facet dobrze pisze, bywa zgryźliwy i ostry, jeśli trzeba, a poza tym zajmuje się tematyką, która dotyczy każdego z nas. Wszak nie mieszkamy na pustyni, ani wyspie Robinsona.  Czas zatem na kolejną książkę i wraz z nią pytanie: czy „Księga zachwytów” – zachwyca?


Szlakiem pereł architektury

O większości zaprezentowanych obiektów nie miałam wcześniej pojęcia, stąd radość z nowych odkryć, które będzie można zobaczyć na żywo przy okazji krajoznawczych wycieczek. Taka zresztą jest też idea tej książki – jest to przewodnik, którego nie czyta się linearnie od deski do deski. Oczywiście można – sama tak zrobiłam, bo byłam wszystkiego ciekawa. Ale równie wielką frajdę może sprawić zabranie go na wyjazd i zwiedzanie mimochodem lub wręcz przeciwnie – ustalić trasę szlakiem dobrej architektury. Ja na przykład pierwsze kroki w Warszawie skieruję na Kozią 9. Dlaczego? Dlatego!


Tymczasem Springer już teraz zafundował mi niezłą wycieczkę po kraju z północy na południe i z zachodu na wschód. Ponieważ chciałam wiedzieć więcej, moim pomocnikiem był tablet, w którym na bieżąco zapoznawałam się z grafikami w Google. Poszukiwałam zdjęć starych i współczesnych (jeżeli obiekt powstał kilka dekad wcześniej) lub zdjęć z różnej perspektywy. Polecam ten sposób, ale uprzedzam też, że to spowalnia lekturę. 

Niewątpliwym plusem są swoiste „didaskalia”, w których Springer poleca sporo tematycznych pozycji książkowych. Niektóre znam, nawet czytałam, jedna właśnie doczekała się swojej kolejki, o innych nie miałam pojęcia, ale już dopisałam do listy.


Co z tymi mrówkowcami?

Wychowałam się i przez większość swojego życia mieszkałam w blokach. Do czasu studiów był to dziesięciopiętrowy mrówkowiec, jakich wiele na osiedlu w mieście rodzinnym. Później były niższe, ale wciąż bloki. Jak również dwa mieszkania w blokach warszawskiego osiedla Za Żelazną Bramą. I chociaż od ponad pięciu lat mieszkam w domku jednorodzinnym z ogródkiem, wciąż nie mogę się przyzwyczaić, czegoś mi w nim brakuje. Jednak życie w blokowiskach, pomimo oczywiście wielu mankamentów, ma swoje uroki, do których wciąż czuje się nostalgię.

Bloków nie zabrakło również w „Księdze zachwytów”: są falowce w Gdańsku, katowicka Superjednostka, Sady Żoliborskie projektu Haliny Skibniewskiej, hansenowskie os. Słowackiego w Lublinie, osiedle Zamoyskiego w Zamościu powstałe w ramach badawczego Programu Rządowego 5, wrocławskie sedesowce (które właśnie dostają szansę na odzyskanie należnego blasku) i inne tego typu maszyny do mieszkania.

katowicka Superjednostka po liftingu

I chociaż współczesne propozycje developerskie wielokrotnie pozostawiają wiele do życzenia, okazuje się, że dobrych przykładów współczesnego zbiorowego budownictwa mieszkalnego trochę można znaleźć: Corte Verona we Wrocławiu,  poznańskie osiedle Małe Naramowice, czy zespół bloków komunalnych w Warszawie na Jagiellońskiej.

A temacie blokowisk - z niecierpliwością czekam na majową zapowiedź Czarnego, Bloki w słońcu czyli reportaż o Ursynowie.


Perełki i kurioza

Aby nie było tak słodko, oprócz zachwytów są też przytyki. Tak, tak! – bo z tej książki ma płynąć nauka, jak budować ale i nauczka, czego nie robić. Prosty przykład – architektura kościelna woła o pomstę do nieba (sic!). W większości przypadków jest przerysowana, przegadana, nadmiarowa, za duża i z przerośniętym ego. Przykłady można łatwo zaobserwować w najbliższym otoczeniu, ale też na świetnej stronie Architektura 7 Dnia, zbierającej wszelkie kościelne wykwity z PRL-u i współczesnych. A jednak w morzu brzydoty znaleźć można perełki. Jedną z nich jest Votum Aleksa – kaplica w Tarnowie nad Wisłą. Tak, tam można spokojnie kontemplować Boga, a może nawet w niego uwierzyć ;)

Są również kurioza: poznański chlebak, będący nowym dworcem PKS i PKP, wrocławski fallus we wzwodzie, czyli Sky Tower (F. Springer: roztacza się z niego przepiękny widok na Wrocław. Najbardziej zachwycające jest w nim to, że na linii horyzontu w żadnym miejscu nie widać Sky Tower ;)), stajnia dla jednorożców – pseudodworzec tramwajowy w Łodzi lub gadżet rzeszowskiego prezydenta – kładka dla pieszych nad skrzyżowaniem al. Piłsudskiego z ul. Grunwaldzką.

Znajdą się również neutrale, które chociaż współcześnie brzydkie, są znakiem czasów – tak jak wrocławski SOLPOL będący jaskrawym (sic!) podsumowaniem szalonych czasów transformacji ustrojowej. Brzydki, przekombinowany, nieprzystający do otoczenia, ale mimo to istotny pomnik polskiej postmoderny. Co o tym mówi sam autor – można posłuchać w audycji radiowej Czwórki

Na drugim biegunie szalonej architektury szalonych lat '90-tych jest zbliżony kolorystycznie do SOLPOLU, ale o wiele klas lepszy budynek Biblioteki Uniwerstytetu Warszawskiego (BUW-u)


Tylko ciebie brak...

Oczywiście lista budynków zawartych w książce nie wyczerpuje katalogu wartościowej architektury w Polsce. „Księga zachwytów” jest bowiem przewodnikiem subiektywnym i w pewnym sensie nadal otwartym, wszak budowało się, buduje i nadal będzie budować. Wciąż więc jest szansa na nowe gargamele, ale i na arcydzieła. 

Mam swoją listę ulubieńców. Kilkoro jest w książce, reszta w mojej głowie. Skoro Springer podał przykład poznańskiej siedziby Grupy Allegro, to ja dorzucam do tego warszawski budynek Agory i zespół Apartamentów Wilanowska. Wszystkie trzy przykłady, to udane projekty jednego tylko biura projektowego. Jest ich jednak więcej, bo JEMS-i to klasa sama w sobie. Dość powiedzieć, że to moi ulubieńcy, a ich portfolio broni się samo.

AGORA - detale


Innym przykładem mogą być prace spółki Stelmach i Partnerzy Biuro Architektoniczne Sp. z o.o., która może pochwalić się warszawskim Centrum Chopinowskim na Tamce i nowym budynkiem obsługi turystycznej Dworku Chopinowskiego w Żelazowej Woli, czy nowym Biurem Podawczym Sejmu (o którym opowiadał Radosław Gajda).

W założeniach książka traktuje o architekturze powstałej po 1945 roku. A jednak znalazło się kilka przykładów modernizacji i adaptacji budynków przedwojennych: „Stara Kotłownia” w Kortowie, Muzeum Emigracji w Gdyni, czy Hotel Andel’s przy Manufakturze w Łodzi. Moją odpowiedzią będzie zatem nowa Stara Papiernia w Konstancinie-Jeziornie.

Natomiast do budynków powstałych w okresie PRL-u dokładam: warszawską Rotundę (której zwieńczenie dachu nieustannie mnie zachwyca), Żyletkowiec Leykama na Marszałkowskiej oraz pawilon Emilii. Z tym ostatnim warto się spieszyć, bo wciąż losy Emilki się ważą. Wprawdzie w lutym nowa stołeczna konserwator zabytków postanowiła wpisać budynek na listę zabytków, ale deweloper, który chce w tym miejscu zbudować wieżowiec może nie dać łatwo za wygraną. Byłoby szkoda, bo wnętrza Emilki, po zlikwidowaniu w niej sklepu meblowego i przejęciu przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej okazuje się cudownym, przestronnym, jasnym (ach ta wstęga okien!) i surowym miejscem do ekspozycji sztuki. Mnie to zachwyca.

Wnętrze pawilonu Emilia ze styczniowymi ekspozycjami Muzeum Sztuki Nowoczesnej


A co zachwyca Ciebie?



________________________

6/6

W temacie książki polecam:
serwis o architekturze Bryła (szczególnie makabryły i perły PRL-u)

* Filip Springer – Księga zachwytów; wyd. książkowe AGORA SA 2016



2 komentarze:

  1. ja jednak wolę domek od bloku, w dziesięciopiętrowcu mieszkałam ponad rok i nie tęsknię za nim, ale to oczywiście kwestia gustu i przyzwyczajenia po trochu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia przyzwyczajenia oraz mniejszej odległości do wszelakiej miejskiej infrastruktury i wygód ;)

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...