poniedziałek, 28 marca 2016

"Kłopoty to moja specjalność"* Grzegorz Kalinowski - Śmierć frajerom. Złota maska


Przyjacielu!
Dotarły do mnie złe wieści, o których musisz wiedzieć! Ten pies Denhel się interesuje nie tylko mną, ale także wszystkimi bliskimi oraz Tobą! Nie pytaj skąd wiem, po prostu wiem i tyle. Sprawa nie jest prosta, bo ten hint ma nas nie tylko w głowie, ale i w teczkach, które sporządził. Naprodukował w cholerę papierów i trzyma je w różnych miejscach, to pewne niestety i chcę, żebyś o tym wiedział. Pozdrawiam H.



Młody, zdolny i sprytny kasiarz z Woli – Heniek Wcisło z pierwszej części „Śmierci frajerom" po niemiłych okolicznościach z ostatniej akcji, przypłaceniem tego śmiercią własnej matki i po wylizaniu z ran postanowił skończyć z przestępczą działalnością. Wcześniej zdobyty nielegalnie spory zapas gotówki – postanowił przekuć na legalny już biznes. Zainwestował w warsztat samochodowy swojego wuja i z nowej działalności zaczął czerpać czyste zyski. Niezainwestowana reszta oraz kosztowne biżuteryjne fanty miały być oszczędnościową lokatą na dobre, spokojne życie dla niego i najbliższych: babki Eleonory i siostry Stefy.

Pojawiła się szansa na ustatkowane, spokojne życie. Do czasu, kiedy na drodze nie stanęła miłość pod postacią Leokadii Rostockiej. Wspólne szaleństwa przeżywane w Pekinie, czyli kamienicy Kongolda na Złotej, wyjścia do Teatru Powszechnego dyrektora Stefana Wiecha Wiecheckiego, obiadki w przyjemnych lokalach i wycieczki w Tatrach… Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że tajemny związek byłby w oczach rodziców panny mezaliansem nie do przełknięcia. To raz. A dwa, że związek młodych był solą w oku zaborczego, piekielnie ambitnego i mściwego młodego policyjnego aspiranta Karola Denhela.


I w zasadzie tematem przewodnim drugiej części „Śmierci frajerom” jest, moim zdaniem, właśnie zemsta, a nie jak sugeruje tytuł – złota maska, skarb Inków, przywieziony z Peru i wędrujący z rąk do rąk. Główną personą tym razem jest Skaut Lolek, tudzież Harcerzyk, jak złośliwie nazywali Denhela koledzy z Daniłowiczowskiej, gdzie pracował.
To bardzo wredny typ, który deptał po piętach Heńkowi i z uporem maniaka szukał na niego haków. Na początku bardzo mnie irytował, ale w miarę upływu fabuły… nawet zaczęłam mu kibicować ;) Zdradzę, że koniec książki zarówno nie kończy się szczęśliwie dla obojga, ani żaden z nich tak naprawdę nie ponosi porażki. A to oznacza, że trzecia część „Śmierci frajerom” z podtytułem „Tajemnica skarbu Ala Capone” zapewne jeszcze zderzy losy obu ancymonów.


Powieść jest porywająca, zaskakująca i ciekawa. Obfituje w fakty historyczne z okresu dwudziestolecia międzywojennego zgrabnie opakowane w narracyjną fikcję. Jest zatem przewrót majowy Piłsudskiego, w Tatrach na szlaku i w zakopiańskich karczmach bawi Witkacy, warszawskim teatrem zawiaduje Wiech, lewe interesy wciąż prowadzi Szpicbródka, w PPS-ie nadal działa Tata Tasiemka, a Gdynia z rybackiej wioski pomału staje się nadmorskim miastem. Tylko co w Parku Ujazdowskim nocną porą robi… Japończyk Murakami? ;)

Bardzo przyjemna lektura, acz nieco dla mnie pod pewnym względem rozczarowująca. A wszystko dlatego, że autor poświęcając dużo miejsca informacjom o samej Warszawie w pierwszej części - trochę mnie tym rozbestwił. Tym samym skąpo dozując informacjami o stolicy w „Złotej masce” - pozostawił niedosyt. Sam jest sobie winien ;) Ale liczę na bonusy w części kolejnej. Mogą być też amerykańskie smaczki ;)




5/6
______________________
* tytuł jednego z rozdziałów
Grzegorz Kalinowski - Śmierć frajerom. Złota maska, wyd. Muza SA


4 komentarze:

  1. Jeśli w fabułę wplecione jest dwudziestolecie międzywojenne to jest to książka dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie się czyta, autor przemyca w kryminalnych wątkach mnóstwo historycznych faktów, które włażą sam do łba, a których w szkolnych podręcznikach do historii nie ma. Jest też humor i naprawdę można rechotać ze śmiechu. Przeczytałam jednym tchem, a gwara regionów polskich przednia i szczegółowo dopasowana. No.... , nie masz cwaniaka nad warszawiaka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Z innych powieści, z których historia "sama wchodzi do łba" ;) polecam piastowską "Koronę śniegu i krwi" E. Cherezińskiej :)

      http://czytelniczy.blogspot.com/2013/12/nie-daj-boze-zjazd-piastowski-elzbieta.html

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...