środa, 3 stycznia 2018

O tym, że nie każda bajka jest dla dzieci. Kilka koszmarków ku przestrodze


Lekcja plastyki. 263 godziny. Tyle czasu spędzają na lekcjach o sztuce uczniowie drugiej klasy podstawówki w Lichtensteinie. Łącznie przez dziewięć pierwszych lat nauki będą mieli 2304 godziny. To europejski rekord. W czołówce nauczania o sztuce są też Duńczycy -1120 godzin w sześć lat, Portugalczycy -1100 godzin w osiem lat oraz Finowie i Norwegowie – po 997 godzin odpowiednio w dziewięć i dziesięć lat.
Mali Łotysze zgłębiają zagadnienia związane ze sztuką przez 800 godzin w ciągu dziewięciu lat nauki, Czesi w tym samym czasie mają 636 godzin lekcji o tej tematyce, Węgrzy – 600 godzin w osiem lat, Litwini tyle samo w dziesięć lat. Rumuni w ciągu dekady poświęcają na to 550 godzin.
Przez dziewięć lat podstawówki i gimnazjum polskie dzieci spędzają na lekcjach poświęconych sztuce nie więcej niż 255 godzin.
(Filip Springer, Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni, wyd. Czarne 2013; Dane pochodzą z opublikowanego w 2009 roku raportu Edukacja artystyczna i kulturalna w szkołach w Europie, przygotowanego przez Agencję Wykonawczą do spraw Edukacji, Kultury i Sektora Audiowizualnego Unii Europejskiej)


Dzisiaj będzie o książkowych koszmarkach dla dzieci. W poprzednim artykule tego typu poruszyłam kwestię treści. Dziś będę kontynuować na przykładzie innej książki, ale pochylę się również nad ilustracjami. Poniższych książek nie ma już na mojej półce. Zaraz się dowiecie dlaczego.



Lucyna Skompska (tekst), Sławomir Zientalski (ilustracje), Przygody kota Kacpra i myszki Lulu, Wydawnictwo Łódzkie 1987

Na początek największe rozczarowanie. Być może już wiecie, że uwielbiam szperać na bookcrossingowych półkach. Właśnie tą drogą do domu trafiła książka o kocie i myszce. Och jak ja się ucieszyłam, kiedy ją wypatrzyłam na wymianie. Mam bowiem na półce inną książkę tej autorki - całkiem przyzwoitą przygodówkę dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Liczyłam więc, że ta będzie bawić Jacka jeszcze wcześniej. 

Kot i mysz zapoznali się w jednym z barów. Nigdy nie zostaliby przyjaciółmi, gdyby wcześniej znali wzajemnie swoją tożsamość. Całe szczęście oboje zbiegiem okoliczności są w przebraniu, więc już na dzień dobry kot nie pożre myszy. A później jakoś ta znajomość leci, bo mają wspólny cel – ucieczkę przed trzema złoczyńcami, którzy dybią na ich życie po tym,  kiedy zwierzaki udaremniły ich skok na kasę. Bandyci nie ustają w wysiłkach: jednym razem chcą im zaserwować tort z trucizną, innym razem celują z broni palnej (wtedy to kot zostawia swoją przyjaciółkę myszkę na pastwę losu i daje dyla), a później chcą utopić w rzece.


Przemoc niczym u starych braci Grimm. Wszystko oczywiście kończy się szczęśliwie: bandyci trafiają tam, gdzie powinni, zwierzaki zostają bohaterami, dostają medale, pochwały i glorię chwały. Ale nie czujecie, że coś tu zgrzyta? Fałszywa tożsamość, przemoc, alkohol, próby morderstwa. Ilustracje, choć kreskę mają nawet przyjemną są odzwierciedleniem treści. Więc nie, nie kupuję tego. Pa pa książko!



Anna i Lech Stefaniakowie (ilustracje), Myśliwy, Wydawnictwo Elżbieta Jarmołkiewicz Sp. z o. o.


Oto koszmarek, który określiłabym jako kombinację kilku baśni w formie bryka. Jest młodzieniec z czarodziejską peleryną i niewinna piękna niewiasta, która jest zakładniczką starej czarownicy. Myśliwy podstępem ratuje pannę z rąk staruchy, a potem… młodzieniec ożenił się z dziewczyną, ponieważ była miła i bardzo mu się podobała. Żyli razem długo i byli szczęśliwi. O matko z córką! Co za sztampa w wersji bardzo mini. Do tego brzydkie ilustracje. Nie dawajcie tej książki w prezencie, bo będzie wstyd ;)




Jan Brzechwa (tekst), Jakub Kuźma (ilustracje), Kaczki, wyd. FK Olesiejuk Sp. z o. o.
Jan Brzechwa (tekst), Renata Krześniak (ilustracje), Leń, wyd. FK Olesiejuk Sp. z o. o. 


Wiersze Brzechwy i Tuwima to klasyka. Wprawdzie treść niektórych z nich nie przystaje już do naszych czasów, ale większość, ku radości, z powodzeniem można czytać. I sprezentować najmniejszym. Pamiętać tylko trzeba, że ilustracje są bardzo ważne. Muszą być nie tylko kolorowe, ale również estetyczne. Te tutaj, w mojej skali piękna takimi niestety nie są. Zatem żegnajcie obie! Zdecydowanie wolę kreskę Franciszki Themerson.



Czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci – to powiedzenie obrazuje zależność, na którą często nie zwraca się większej uwagi w przypadku dzieci. Ważne, aby było kolorowo i bajkowo. Narysujmy jakieś uśmiechnięte zwierzątka, tu kwiatka, tam fioletowego konika; jakość estetyczna nie jest już tak istotna. Często popada się w myślenie, że na naukę sztuki jeszcze przyjdzie czas, że nie powinno się odbierać dzieciom bajkowego dzieciństwa. Zgoda, ale pod warunkiem, że rysunki będą kształtować gust.


Nie bez powodu na wstępie zamieściłam cytat z Wanny z kolumnadą. Bardzo jaskrawo przedstawia on bowiem problem lekceważącego stosunku do nauczania o sztuce i późniejszych wszelkich wyborów, które wizualnie wpływają na naszą wzrokową (nie)wrażliwość (wyglądu naszych mieszkań, podwórek, budynków, odzieży etc.). A tę wrażliwość warto uczyć i pielęgnować już od najmłodszych lat. Jak się okazuje - szkoła za rodziców tego nie zrobi. Dziecko jest jak gąbka – chłonie dobrze wszystko. Zarówno to, co dobre, ale też to co złe. A my książek, które możemy zaoferować dziecku mamy na rynku przeogromny wybór. Warto więc poświęcić chwilę i przejrzeć. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...