środa, 25 września 2013

Nostalgicznie i miarowo. Michéle Lesbre - Czerwona sofa











„Przez pierwsze pół roku pisywał do mnie regularnie, opowiadał o połowach omuli w jeziorze i o tym, jak robi dla dzieci latawce. 
A potem cisza.
A po kilku tygodniach bez wieści postanowiłam wyruszyć w taką podróż, tym samym pociągiem. Od dawna już nie łączyły nas nasze codzienne sprawy, ale wciąż przecież mieliśmy tak wiele wspólnego w przeszłości.” *


Bardzo lubię jeździć pociągiem. To fascynacja, która nie minęła mi wraz z wiekiem dziecięcym. Łagodny i jednostajny stukot, który jest związany z pociągiem w ruchu – uspokaja mnie i pomaga zagłębić się w swoich myślach. Co jakiś czas wybija mnie z nich tylko gwar stacji podczas postoju lub współpasażerowie. Nie jest to jednak coś, co mnie drażni.


Taką właśnie jednostajną i spokojną melodię cechuje niniejsza opowieść o podróży Anny. A ściślej mówiąc o podróżach: tej rzeczywistej, tej metaforycznej i jeszcze innej – w przeszłość.
Impulsem do podróży rzeczywistej jest Gyl – dawny partner, który z Francji przeprowadził się w głąb Rosji i nad Bajkałem prowadzi powolne i spokojne życie. Anna na miejscu dowiaduje się, że jest żonaty z pewną Iriną, z którą oczekuje wspólnego dziecka, a wcześniej rozkochał w sobie Wolię - matkę trójki dzieci, dla których konstruował latawce. 

Jednak nie sam cel podróży Anny jest najważniejszy. Bardziej istotne jest to, jak ona przebiega, jaki niesie ze sobą ładunek emocji, choćby związany z Igorem – przypadkowym współpasażerem w pociągu. Wskazuje również, jakie nastroje targają kobietą, która zmęczona codziennością, postanawia odbyć podróż w głąb siebie. Bo fizyczna podróż jest tylko pretekstem, który pozwala zbliżyć się do prawdziwie istotnych rzeczy w życiu, a do innych zdystansować. 

„Wiedziałam, że prawdziwa podróż dokonuje się dopiero wtedy, kiedy powracamy i kiedy nasze kolejne dni są w niej tak mocno zanurzone, że pojawia się trwające przez długi czas wrażenie zawieszenia między jednym czasem a drugim, między jedną a drugą przestrzenią. Obrazy nakładają się na siebie, tworzy się tajemna alchemia, głębokie tło, na którym nasze cienie wydają się prawdziwsze od nas samych. W tym tkwi prawda o podróży.”
(…)
„Starałam się zrozumieć, co w tej podróży jest niezwykłego, przyznawałam w duchu, że przestało być istotne to, co do niej prowadziło, ale że to coś zupełnie innego, coś, co zmuszało mnie, żeby się przyznać, że chodziło o mnie, o mnie samą.
Podróż zawsze była próbą nawiązania choćby niewielkiej, nawet wątłej więzi ze światem, odsunięciem na bok tego, co wślizgiwało się między świat i mnie: odległość, język, religia, przeszkody, które nie zawsze można było usunąć, ale które nadawały sens. A to, co nadawało tej podróży wyjątkowego charakteru, to wrażenie, że do niczego się nie zbliżam, że jestem wyłącznie muśnięciem i nadal pozostaję więźniem moich lęków i w oczach innych pozostanę tą obcą.”


Nie bez powodu książka nosi tytuł „Czerwona sofa”. Ów mebel ma bowiem również istotne miejsce w książce. Jest eksponatem dla wydobycia z tła jego właścicielki, sąsiadki Anny - Clémence.
Starsza pani prowadzi bohaterkę powieści w podróż do przeszłości. Póki pamięć jej na to jeszcze pozwala - opowiada Annie o swoich miłościach z lat młodości. Wizyty Anny, wspólne rozmowy kobiet oraz lektury książek miały być dla staruszki bodźcem do życia. Obecność Clémence natomiast, pomagała Annie z uporaniem się z jej lękiem przed nie tak wcale daleką starością, która przecież jest niczym innym, jak kolejną stacją w podróży życia.


„Czerwona sofa” to nostalgiczna, nieśpieszna powieść, która toczy się powolnie i miarowo jak pociąg. Jest jak „Nieustające wakacje” Jima Jarmuscha, jeżeli wiecie o co mi chodzi: długa scena palenia papierosa, czy ta z popcornem, to jest właśnie atmosfera tej powieści. Nie ma tutaj dynamicznych zwrotów akcji, ani pasjonująco długich dialogów. 
„Czerwona sofa” to książka do rozmyślań, idealna na podróż… pociągiem. 




Laureatka Nagrody Goncourtów 2007: polski wybór

4/6
____________________
* wszystkie cytaty: Michéle Lesbre, Czerwona sofa, wyd. Sonia Draga



8 komentarzy:

  1. Uwielbiam Jima Jarmuscha, więc doskonale rozumiem o jaki klimat Ci chodzi. Lubię takie uspokajające, wprowadzające w wyciszający nastrój lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mną natomiast jest tak, że filmy wolę z dłużyznami (vide wspomniany już Jarmusch), ale książki lubię dynamiczniejsze (np. kryminały, albo thrillery sądowe coś w rodzaju Grishama). Stąd, pomimo tego, że książka jest dobra, dostała ode mnie 4/6.

      Usuń
    2. W sumie nie zwracam uwagi na cyferki. To ile książka dostaje gwiazdek nie jest tak istotne, jak to, co piszesz na jej temat :)

      Usuń
    3. Jestem ciekawa, co Ty byś o niej powiedziała :) Mogę Ci ją podarować, jeśli masz ochotę :)

      Usuń
  2. A dzisiaj nie ma Kulinarni Czytają?

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...