środa, 8 kwietnia 2015

Czy ten debiut budzi grozę? Ahsan Ridha Hassan – Wieża


„Czternastego października, równo za pięć dwunasta, Andrzej obudził się w niezupełnie swoim łóżku, niezupełnie ubrany, a potem jęknął, przewrócił oczami i zmarł. Zupełnie.”* (z opowiadania „Sądny dzień”)


Zastanawiałam się, co przede wszystkim powinnam napisać o tej książce? Wypunktować na całego wszystkie słabe strony, czy może uwypuklić same dobre? Zarówno pierwsze, jak i drugie wyjście byłoby w tym przypadku złym krokiem.

„Wieża”, na którą składa się pięć opowiadań, jest polskim debiutem pisarskim. Celowo zwracam na to uwagę, bo obcobrzmiące nazwisko autora wcale na to nie wskazuje. Nie wiem, czy jest to pseudonim, czy może jednak identyfikacja zapisana w rodowych papierach. A ponieważ jestem czytelniczką - entuzjastką literatury pod hasłem „dobre, bo polskie”, podeszłam do lektury z ciekawością.

Czy zatem „Wieża” jest „dobra, bo polska”? Skłamałabym odpowiadając wyłącznie twierdząco. To, że daję duży kredyt zaufania dla autorów – rodaków nie oznacza jeszcze, że wszystko, co czytam – będę z automatu chwalić.

Nie, tej książki chwalić nie będę. Ale nie będę też odradzać jej lektury. To był dziwny kawałek literatury – z pogranicza snu i jawy. Książka była też reklamowana jako twórczość z elementami grozy. Czy było tak w istocie? Niekoniecznie, acz daję duży plus za utrzymanie w fabułach atmosfery niepokoju. Czy rzeczywiście aspiruje do twórczości Neila Gaimana? Tego nie wiem, gdyż zatrzymałam się na bodajże 10 stronie „Nigdziebądź” i nigdy nie ruszyłam dalej. Byłabym więc niereprezentatywna w kwestii wyszukiwania podobieństw.

Opowiadań jest pięć. O różnej objętości i mniej lub bardziej porywającej fabule. Przyznaję, że na niektórych fragmentach ziewałam okrutnie, ale z uporem maniaka czytałam dalej. Staram się każdej książce dać spory kredyt zaufania, a czy autorowi udaje się go spłacić lub nie – okazuje się po dotarciu do ostatniej strony.

W tym przypadku ostatnia strona obroniła zarówno cały tom, jak i debiut. Dobrze się złożyło, że akurat „Sądny dzień” zamykał moją przygodę z tą książką. Jest nieco stylizowany na „Proces” Kafki, „Chimerycznego lokatora”  Topora oraz „Kraksę” Dürrenmatta (dla podpowiedzi – chodzi o uwikłanie głównego bohatera w dziwną, niezrozumiałą lub kuriozalną sytuację). Dzięki temu wyrok dla książki jako całości nie jest już tak bardzo surowy. Mimo że do takiego było mu blisko jeszcze w trakcie mojego czytania.

Co może budzić grozę (albo i nie) w recenzowanej książce? Tytułowa wieża, która wyrasta w ogrodzie, a w swoim wnętrzu kryje tajemniczego mieszkańca, martwi, którzy udają żywych, słynni, którzy prześladują nieznanych i miejsca pracy kryjące w swoich załogach likantropów. 
Ale oprócz tego jest też mężczyzna piszący książkę życia, który przez tę czynność „nieco” oderwał się od rzeczywistości, nastolatek zakochany w szkolnej femme fatale i wirtualnej przyjaciółce, młody biznesmen mierzący się z „wyzwaniem” niezapłacenia swoim podwykonawcom i satyryk, który nieoczekiwanie dla niego samego zostaje sędzią.  To tak w bardzo dużym skrócie.

Co zatem z tym debiutem? Ahsan Ridha Hassan wygrał? Według mnie jeszcze dużo przed nim cyzelowania swojego literackiego warsztatu. Niech pisze dalej – może następna książka otrzyma już wyższą notę?

Tymczasem ogromny plus dla wydawnictwa za fantastyczną okładkę.


3/6 (dla książki) i 6/6 (dla okładki)

Książkę do recenzji przekazało wydawnictwo Novae Res s.c.
___________________
*Ahsan Ridha Hassan – Wieża; wyd. Novae Res s.c. Gdynia 2014

2 komentarze:

  1. Nie słyszałam o autorze ani o tej książce. Może nadarzy się okazji i po nią sięgnę, choć na siłę nie będę jej szukać.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...