niedziela, 19 kwietnia 2015

O niepamięci w dniu pamięci. Elisabeth Åsbrink - W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa


„W Wiedniu pędzą samochody. Rozbiera się budynki, a na ich miejsce stawia się nowe. Wczesną wiosną ludzie przechadzają się po Praterze albo jadą na niedzielną wycieczkę do Lasu Wiedeńskiego, gdzie można znaleźć polankę do kopania piłki i potem posilić się własnym prowiantem. Wszystko jak dawniej. Drzewa wciąż stoją. W ich koronach jest cień.” *

Na zdjęciu książki traktujące o wojennych losach Żydów
Recenzja "Wyboru Ireny" tutaj, "Dwaj Bracia" na blogu jeszcze w kwietniu już zrecenzowane, a reszta w bliskiej przyszłości ;)


Pamiętam, kiedy w szkole średniej omawialiśmy „Guziki” Zbigniewa Herberta, ów wiersz zrobił na mnie ogromne wrażenie. Krótki tekst, ale bardzo wymowny w swojej prostocie. To było zaskakujące, że o brzydkiej wojnie można pisać tak pięknie, a jednocześnie sugestywnie. Podobnie zresztą rzecz się miała z „Campo di Fiori” Czesława Miłosza. Ten drugi właśnie dzisiaj, w 72. Rocznicę Powstania w getcie warszawskim znowu dobitnie przypomina o wydarzeniach sprzed lat.
Ostatnimi czasy dużo mówi się o Polin i o Żydach polskiego pochodzenia. A jak wyglądała wojenna rzeczywistość Żydów w sercu nazizmu - Niemczech i Austrii? I co z tym wspólnego ma Szwecja?

„Im mniej ludzi o tym wie, tym lepiej” usłyszała kiedyś Elisabeth Åsbrink dowiadując się, iż w jej żyłach krąży żydowska krew. Zapewne tak samo chcieliby powiedzieć Szwedzi o swoim udziale w II wojnie światowej. „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” okazało się wydawniczym skandalem, bo na światło dzienne wywlekło to, o czym niektórzy woleliby milczeć, zamieść pod dywan, zapomnieć na zawsze. Tak, jak Ingvar Kamprad – założyciel IKEA, a jednocześnie entuzjasta nazizmu i… przyjaciel Żyda.

Owym Żydem jest Otto – bohater literackiego reportażu Åsbrink. Początek historii jest, można rzec, sielski. Otto – jedynak, hołubiony przez rodziców i najbliższą rodzinę nawet nie spodziewa się, iż w niedalekiej przyszłości nie tylko zostanie sierotą, ale też i uchodźcem. Nikt również nie spodziewa się, że urodziny Elise Kollmann – matki Ottona w kalendarzu z przyszłości będą zbiegać się z Kryształową Nocą.

Po dojściu do władzy Hitlera i po wejściu w życie ustaw norymberskich w Niemczech i Austrii słusznie zaczyna się odczuwać niepokój zwiastujący rasową eksterminację. Na razie pojawiają się tylko zakazy: zakaz wspólnego przebywania w kinie czystych Aryjczyków i Żydów, zakaz nauczania jednych przez drugich, zakaz wzajemnego handlu, leczenia etc. Na razie to tylko oddzielenie, względna izolacja, która w przyszłości rozwinie się w coś o wiele groźniejszego.

Kiedy sytuacja staje się coraz gorsza - wychuchany i rozpieszczony Otto, w ramach chrześcijańskiej Szwedzkiej Misji dla Izraela zostaje z niemałym trudem przetransportowany do Szwecji. Tylko na jakiś czas, aż jego rodzicom również uda się opuścić Wiedeń i wyjechać za granicę. Tymczasem on ma się uczyć i pracować. To nie potrwa długo i wszystko będzie dobrze – tak myślą obie strony. Piszą do siebie serdeczne listy, relacjonują codzienność. Nie wszyscy szczerze i w szczegółach. Bo przecież dziecko nie może się martwić, że jego rodzicom – Żydom, w Austrii żyje się coraz gorzej. Otto nie może się dowiedzieć, że ciotka z wujkiem trafili do obozu, że ojciec wydaje innych Żydów, aby ochronić się przed wywózką, że niedojadają, że żyją w strachu, że niepokój i głód to już codzienność.
Otto zaś uczy się, pracuje na roli, przyswaja język szwedzki. Trafia w końcu jako parobek do majątku Kampradów – szwedzkich sympatyków nazizmu. A tam zaprzyjaźnia się z synem właściciela ziemi – Ingvarem, późniejszym „panem IKEA”.

„Gospodarstwo nazywa się Elmtaryd, miejscowość Agunnaryd. Pierwsze litery tych nazw składają się dzisiaj na logo jednej z najbardziej znanych firm na świecie. (…) Już w 1943 roku siedemnastoletni Ingvar założył przedsiębiorstwo handlowe. Z początku skupował i sprzedawał wieczne pióra, paski do zegarków i segregatory. Teraz przyglądał się okolicznym warsztatom mebli wokół jeziora Möckeln i zastanawiał się nad branżą meblową. Dodał swoje inicjały do nazwy miejscowości. Ingvar Kamprad Elmtaryd Agunnaryd.”

Otto wchłania się w szwedzką codzienność. Z jednej strony to bezpieczny kraj, który dał mu schronienie przed nazistowską zagładą, a z drugiej strony to ziemia, w której ogniskują się organizacje sympatyzujące z ideologią, którą głosi Hitler. Wyznawcy Austriaka z wąsem żyją razem z Ottonem, są jego pracodawcami i przyjaciółmi. Jakkolwiek to kuriozalnie brzmi, tak to właśnie wyglądało. Ta sama Szwecja, która dzisiaj jest taka przyjazna i socjalna, nie chce pamiętać o swoich wojennych, niezbyt pochlebnych doświadczeniach.

To bardzo ciekawy i smutny zapis życia pewnej żydowskiej rodziny. To również interesujący obraz dobra i zła. Ale też i historia niepamięci. 

„Invar stał się ikoną i jest jak Szwecja – trójdzielny.
Po pierwsze – blisko wszystkiego, co niemieckie, tak że granica między Niemcami i Szwecją była ledwo dostrzegalna. Język, poglądy i idee przenikały się tam i z powrotem jak w naczyniach połączonych.
Po drugie – zwykła ludzka życzliwość. Szwecja nie chciała przyjmować kontyngentów, ale godziła się na powolnie sączący się strumyk ludzi, którzy pojedynczo trafiali do szwedzkiego społeczeństwa. Wtedy mogła powstać przyjaźń. Można się było razem bawić, wspólnie doglądać lasu, zwierząt, pola. Jakby nie istniał związek pomiędzy ideą a konsekwencją. Albo tak, jak powiedział o deportacjach jeden z czytelników w ankiecie ‘Dagens Nyheter’: że do Żydów nie czuł żadnej sympatii, ale nie chciał uczestniczyć w czymś tak potwornym.
Po trzecie – szwedzki naród ma jeszcze jedną wspólną cechę z Ingvarem, a może ją nawet hoduje. Niepamięć.”


Elisabeth Åsbrink zdaje się w książce szukać odpowiedzi nie tylko na pytania odnośnie swojego żydowskiego pochodzenia, ale jak również na te, jak wiele z dobrego i złego ma w sobie konformizm.

Książka została wydana nakładem wydawnictwa Czarne, a w zeszłym roku otrzymała literacką nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego. A na dodatek napisana jest bardzo pięknym i giętkim językiem. Chyba już więcej nie trzeba, aby zachęcić do jej lektury. Bo treść broni się sama. 

6/6
_____________________
* cytaty: Elisabeth Åsbrink - W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa (tyt. oryg. Och I Wienerwald Star Traden Kvar, przekł, Irena Kowadło - Przedmojska)

Tutaj krótki film, w którym o książce opowiada autorka Elisabeth Åsbrink i tłumaczka Irena Kowadło - Przedmojska

Książkę omawiałyśmy na lutowym Sabatowie - tutaj protokół.



2 komentarze:

  1. Dzisiaj (nie zważając na datę) opublikowałam recenzję „Dziennika” Anne Frank i jedna z komentatorek napisała, że opublikowanie recenzji tej książki właśnie dzisiaj nabiera wyjątkowego znaczenia. Racja. Podobnie rzecz ma się z Twoim wpisem. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z „Ocalonym” Herberta - wyjątkowo, choć oczywiście chwilowo, wyniszczające psychicznie. Myślę, że lekturę „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” przeżywałabym/przeżyję podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Dziennik" jako nastolatka, wtedy, kiedy zaczytywałam się też literaturą dotyczącą obozów koncentracyjnych. Wszystkie były chwytające za gardło.

      Polecam Ci bardzo ten reportaż. Podobnie jak "Dwóch barci" Bena Eltona, o której będę niebawem pisać.

      Pozdrowienia

      Usuń

Każdy Twój komentarz jest dla mnie ważny.
Dziękuję za kilka słów i zapraszam ponownie :)

Pozdrawiam
Gosia Oczko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...